Od kilku dni planowałem wyskok na okonie ale na moich miejscówkach mróz ściął wodę. Już uznałem, że z okoniami koniec w tym roku a tu kumpel wrzuca mi fotkę okonia i pisze, że lodu nie ma. Odpuszczam pracę bo i tak już wszyscy żyją świętami i ruszam nad wodę. Mam jedną szansę na poprawienie wyniku bo zapowiadają mrozy i to się sprawdza bo teraz jak to piszę mam na termometrze -9 st. C.
Jestem nad wodą około 8 ej 22.12. Liczę na poranną aktywność no i jest ale rozmiarowo słabo. Łowię kilka ryb w rozmiarze na oko 22-28 cm. Idę na płytszą wodę. Przy poderwaniu z dna opór i szarpnięcie szczytówką. Kilka rzutów później zacinam okonia 30,5 cm.
Więcej brań na płyciźnie nie mam. Wracam na głębiny na ostry kamienisty stok. Tu co rzut wjeżdżam w kamienie i wyszarpuję przynętę. Kolejny zaczep okazuje się rybą. Źle zacięty okoń spada ale zdążyłem go zobaczyć. Był fajny. Kolejny rzut i sytuacja się powtarza. Tym razem na miarce robię fotkę okoniowi 31 cm.
Idę dalej. Mam brania ale nie mogę przeskocZyć 30 cm. Zaczynam inaczej prowadzić przynętę. Kładę ją na dnie co dwa obroty. Kolejne poderwanie się nie udaje bo coś trzyma "kajtka" easy shinera. Zacinam a w zasadzie docinam i mam 32 cm.
Zmieniam przynętę na 5 cm pintaila minimastera od fischasera i prowadzę go skokami po dnie. Tak doławiam 32,5 cm i 20 minut poźniej 32 cm.
Między nimi kilka sztuk niemierzonych na oko 25 tek. Trafia się szczupak ale krótki. Kolejny zabiera mi gumkę. Brania się kończą i nie mam pomysłu na dalsze łowienie. Szukam ryb ale znajduję już tylko dwa szczupaki z których jeden nie daje się wyciągnąć. Podsumowując złowiłem ok. 20 okoni w tym na oko najmniejszy 22 cm, 5 sztuk pow. 30 tki. Niby fajnie ale bardzo liczyłem na "rodzynka" pow. 35 cm. Nie udało się. Do rozwikłania mam też zagadkę gdzie się podziały okonie wieczorem bo ja je zgubiłem ok. 14 tej i już nie znalazłem.