moczykij Napisano 1 Sierpnia Napisano 1 Sierpnia Nie pamiętam, czy to było rok temu, czy dwa, a nię chce się do tego dokopywać. Tak czy inaczej był to sierpień i ulewny dzień będący przerywnikiem w upałach. Wtedy na starej opasce fajnie polowilem. Dziś, gdy spojrzałem w prognozę i jednocześnie zdałem sobie sprawę, że mamy już sierpień, przypomniałem sobie tamten dzień i bez wahania pojechałem na tamtą opaskę. Dostęp do niej był jeszcze gorszy niż ostatnio, a sama opaska? Nie wiem jak to możliwe, ale dzisiaj oddzielał mnie od wody może dwumetrowy pas moczarki. No ale skoro już tu dotarłem... Tak jak wtedy zacząłem od gumek. Żeby było ciekawiej wziąłem trochę z pomysłów @jaceen i jeszcze w domu zrobiłem selekcję przynęt. Do małego pudełeczka trafiło pięć gumek, dwa woblerki i Mepps. Pierwsza miejscówka, kilka rzutów i jest pstryk, a w podbieraku melduje się klenik. No to fajnie, moczarka nie miała chyba wpływu na charakter łowiska, a przynajmniej na jego mieszkańców. Potem długo nic. Zmiana miejscówki o jakieś 30 metrów. Tępe przytrzymanie i hamulec pokazuje, że jest dobrze ustawiony, a po całkiem fajnym holu w podbieraku ląduje boluś. Następnie dwa okonki i cisza. Kolejna zmiana miejsca. Zaczyna kropić deszcz, a ja przez kilkanaście minut łowię okonka za okonkiem i nagle brania się urywają. Pomyślałem, że może coś je przepłoszyło, więc zmieniłem jasną gumę na taką malowaną na okonia. Kilka rzutów, każdy coraz bardziej pod prąd, a przynęta prowadzona tak, by obijała kamienie i w końcu mam potężne kopnięcie, którego nie zacinam. Od razu przypomniał mi się listopad Moim zdaniem to ewidentnie był sandacz. Szkoda, że go nie zaciąłem, ale on na pewno mnie poczuł, bo po jakimś czasie znowu pojawiły się okonki, a nawet okonie. Ten pierwszy miał na pewno 30, a że dla mnie na Odrze to nie jest chleb powszedni, zacząłem drugą ręką rozkładać podbierak, by podebrać rybę przed tym pasem moczarki. Niestety, nie udało się. Okoń uwolnił się tuż przed podbierakiem robiąc młynek na powierzchni i w tym samym momencie spod pasa moczarki wystrzelił w kierunku okonia potężny boleń. Widziałem to wszystko niemal pod nogami, ale nie wiem co było jego celem - moja gumka wyskakująca z pyska okonia, czy sam okoń. Brania ustały. Co prawda co jakiś czas coś ewidentnie przytrzymywało gumę, ale nie sposób było to zaciąć. W końcu mam porządne przytrzymanie i doławiam drugiego klenia. Ostatnie branie mam parę minut po ósmej. Próbowałem woblerów, Meppsa i całej palety gum, niestety było po zawodach. 3 3 Cytuj
ESSOX Napisano 5 Sierpnia Napisano 5 Sierpnia Dwa dni siedziałem w tym upale na rybach. Od 14 do zmroku. Bardzo dużo brań, nawet w te najbardziej nasłonecznione godziny. Paradoksalnie najgorsza była godzina przed zmrokiem, najwięcej sobie obiecywałem w tym czasie połowić a okazało się że brania ustały całkowicie. Łowisko to Mrowla "no kill", ta sama miejscówka. Łowiłem na granicy trzcin, jakieś 6 metrów od brzegu. Pierwszy dzień i łowię na bata, na haczyku ziarno kukurydzy. Zaczyna się fajnie wzdręgi biorą od razu, takie w granicach 20 cm. Na łowisku nie wolno stosować zanęty więc w wodzie to co spadnie z haczyka przy zacinaniu i co kilka minut tak po 3-4 ziarna wrzucam z ręki w spławik. Fajnie widać jak pojawiają się ryby żerujące z dna , bo co kilkadziesiąt centymetrów pokazują się bąbelki powietrza na powierzchni. Łowię 2 karpiki takie 40-45 cm, nawet nie mierzyłem. Spławik powoli odjeżdża w bok, zacinam i po sekundzie siedzę z głupią miną na brzegu. Tak szybki odjazd że tylko usłyszałem trzask. Tym razem najsłabszym ogniwem okazała się szczytówka bata, wyrwało oczko do którego mocuje się zestaw. Szkoda było zwijać się do domu, więc wyciągam pickerka , zamiast koszyczka idzie 10 gramowa łezka i łowię dalej. Rzuty w to samo miejsce co spławik. Do wieczora na pickerek już tylko wzdręgi łowiłem, dwie największe lecą do GP 28 i 27 cm Drugi dzień zaczynam od bacika, naprawiony , dostał nowy zaczep do mocowania zestawu, zastanawiałem się tylko nad tym żeby trochę osłabić zestaw i założyłem cieńszy haczyk. To był chyba proroczy wybór bo pierwsze branie które miałem i ryba rozgina hak, zaczęła jechać w trzciny i trochę bardziej ją przytrzymałem żeby mi w nie nie wlazła bo batem bym pewnie jej nie wyjął. Podejmuję najrozsądniejszą decyzję w tej sytuacji i składam bata, będę łowił bolonką. Nie lubię za bardzo nią łowić bo ma ponad 15 lat, kupowana jako kij budżetowy, przy 6 metrach prawie pól kilo do trzymania, jedną ręką za duże obciążenia na przedramię, ale trzymając dwiema rękami te 5-6 godzin łowienia jeszcze dam radę Łowię fajnego lina 41 cm Tą rybę która rozgięła haczyk przy bacie też bym obstawiał na lina tylko większego. Wpadło też 2 karpiki takie jak na fotkach z dnia wcześniejszego i w końcu jest coś większego na kiju, krąży spokojnie przy dnie, nie odjeżdża na duże odległości. W końcu podciągam ją bliżej brzegu i jestem w szoku widząc w czystej wodzie te piękne kolory. Pierwszy raz w życiu mam na wędce ozdobnego karpia. Złota Rybka miała 60 cm Na koniec jeszcze taka sytuacja miała miejsce, spławik zaczyna sunąć w bok, chowa się pod wodę, zacinam i jak w mur, stoi w miejscu i nawet nie drgnie. Zaczepów tu nie miałem do tej pory więc trochę zdurniałem, z 10 sekunda takiego bezruchu i nagle zaczyna powoli odjeżdżać, spokojnie majestatycznie bez szarpnięć jedzie wzdłuż trzcin, jak bym miał płetwonurka na haku. Zatrzymuje się po jakiś 50 metach i stoi w miejscu bez ruchu, myślałem że wpłynęła w trzciny, nie widzę gdzie jest bo zasłania mi widok pas trzcin. Nie daje się ruszyć z miejsca, o tym że jeszcze jest na końcu zestawu świadczą takie mocne przygięcia wędki bez wyciągania żyłki z kołowrotka. Mija z 15 minut i widzę jak żyłka powoli zmienia kąt wchodzenia do wody , ryba odchodzi od trzcin w stronę otwartej wody ale nie wyciąga już żyłki a mi udaje się ją powoli nawijać na kołowrotek, nie ma walki , bardziej jak bym zwijał jakąś martwą kłodę. Podciągnąłem już rybę na jakieś 15 metrów od miejsca gdzie stoję, po spławiku widzę że podchodzi pod powierzchnię, nagle na wodzie robi się potężny wir, lekkie odbicie na 2-3 metry , kolejny wir i nagle luz na wędce, koniec emocji. Nie wiem co to było, na pewno bardzo duże i raczej podczepienie. Na żyłce nie został śluz co przy sumie chyba powinien być. Haczyk w całości, nie odgięty. I jeszcze jako uzupełnienie taka płotka 20cm i wzdręga na 27cm do GP 2 3 Cytuj
oldBolo Napisano Sobota o 17:52 Napisano Sobota o 17:52 ad. "... Bardzo dużo brań, nawet w te najbardziej nasłonecznione godziny. Paradoksalnie najgorsza była godzina przed zmrokiem, najwięcej sobie obiecywałem w tym czasie połowić a okazało się że brania ustały całkowicie. .." Bylem ostatnio (dwa razy) na Odrze z muchówką - pierwszy raz niemal w samo południe bo od 13tej jakieś 4h - drugi raz przedpołudniem 3h. Odra mnie zaskoczyła swoja zywotnością - aktywne klenie wychodziły do piankowców (małe zwykle 20-28 cm) i do tego bolek uderzał ładnych kilka razy (pewno trzy różne ryby) - pierwszego dnia złowiłem około 35 kleni (max 35cm) a drugiego 32 klenie (max 38 cm) i dwa małe bolki. Tak że czasami i w upały rzeka żyje. Cytuj
moczykij Napisano Sobota o 18:49 Autor Napisano Sobota o 18:49 Powrót na starą opaskę. Szału nie było, cztery rybki złowione, ale... Jedną z nich była moja druga w życiu, pierwsza z Odry... Świnka 😁 Nie wiem co tam się pod wodą odwaliło. Czy to była rywalizacja o "żyzny" głaz, atak, czy najechanie. Fakt, że rybka zapięta była za ten swój śmieszy nosek 😁 Pozostałe trzy rybki to okonki. Jeden ligowy i dwa... nieligowe. Jeden z nich złowiony na twisterka. Nie pamiętam kiedy ostatnio złowiłem jakąś rybę na tę przynętę (nie licząc paproszków) i nie wiem co mnie dzisiaj pokusiło, by dwa takie wrzucić do kieszonkowego pudełka, ale skoro wrzuciłem to znaczy, że wiedziałem co robię 😁 Coś się pozmieniało na miejscówce, chyba woda opadła, bo chcąc nie chcąc szorowałem kamienie jak wściekły. Nie policzę ile razy zmieniałem fluo, ale w wodzie niczego, poza rybami nie zostawiłem. 2 Cytuj
andrutone Napisano Wtorek o 20:49 Napisano Wtorek o 20:49 Jestem na urlopie w Chorwacji. Dziś wieczorem podjąłem pierwszą próbę złowienia jakiejś ryby na spinning. Jest bardzo gorąco i nie widać było nawet śladu jakiegokolwiek odprowadzenia czy skubnięcia. Mam małe nadzieje na sukces przy takiej aurze. 2 Cytuj
ESSOX Napisano 14 godzin temu Napisano 14 godzin temu Dwa dni łowienia na "no killu" w Mrowli. Poniedziałek od 14 do 20.20, środa od 12 do 20. Ta sama miejscówka. Tylko bolonka i łowienie na spławik na kukurydzę. Sporo płoci i wzdręg ale takie którymi nie zapunktował bym w GP. Do tego 3 karpiki takie 40-50 cm. Jednemu fotkę strzeliłem w poniedziałek bo nie wiedziałem czy coś się jeszcze trafi. W środę wpadły dwa większe 61 i 62 cm I w sumie 5 linów , jeden poniżej 30 cm , cztery lecą do GP 31, 32, 34, 37 cm Fotki w drugim poście bo tu się nie zmieszczą. W poniedziałek miałem też fajnego karpia taki między 60-70 cm ale zaplątał się w trzciny prawie w zasięgu podbieraka, próbowałem do zagarnąć i jak dotknąłem go obręczą to zerwał przypon. I jeden odjazd jakiegoś potwora, zobaczyłem już dno szpuli pod żyłką tak jechał 20 minut na wędce i niestety wlazł w trzciny, musiałem zerwać. 1 Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.