Skocz do zawartości
tokarex pontony

tomii

Użytkownik
  • Ilość dodanej zawartości

    436
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

Kontakt

  • AIM
    5174789

Informacje o profilu

  • Lokalizacja
    Lubin

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. tomii

    Jezioro Kunice.

    Byłem we wtorek czwartego maja. Dwie godzinki od 9 do 11. Po tarle ani śladu. Albo się skończyło albo ze względów pogodowych zostało na chwile przerwane. Na brzegu wylądowałem jedną płotkę około 20 cm. Ten egzemplarz był wytarty.
  2. tomii

    Rejestr Połowu Ryb

    i niestety dalej nie wiadomo bo rejestry są wypełniane nierzetelnie, a najczęściej wcale. Tylko, że cała zabawa w rejestry nawet gdyby wypełniano je w 100 % i tak nie do końca ma przełożenie na: Rozmawiałem w okręgu przy okazji opłacenia składek na ten temat i dowiedziałem się dwóch ciekawych rzeczy, które przyznam szczerze nieco mnie zdumiały. Po pierwsze. Po zakończeniu zbierania rejestrów zostają one (przynajmniej z mojego okręgu) wysłane - i tu uwaga - do OLSZTYNA Tam na ich podstawie zostaje opracowana specjalna "książeczka" formatu B-5 i grubości około 100 stron, którą miałem okazję przejrzeć. Jednak co najciekawsze dociera ona, w sensie książeczka z informacjami odnośnie presji wędkarskiej na poszczególne wody, odłowionych przez wędkarzy ryb w przeliczeniu na sztuki i kilogramy, wynikach wykonanych odłowach kontrolnych i ogólnych informacji ichtiologicznych o okręgu, jakieś PÓŁTORA ROKU PÓŹNIEJ . Po drugie. Całość informacji na temat mojego okręgu zmieściła się na dosłownie dwóch stronach tego opracowania i gdyby okręgi miały czekać z zarybieniami do czasu przekazania informacji z OLSZTYNA i opierać się na informacjach o własnych wodach z przed blisko dwóch lat, to nie można by mówić o żadnej gospodarce zarybieniowej. Moim skromnym zdaniem dopóki nad wodą będziemy oglądać obrazki takie jak miałem ostatnio nieprzyjemność widzieć na jeziorze Kunickim - czyli około 15 pseudo wędkarzy (90% wędkujących ) pakujących do siatek, a nawet reklamówek każdą złowioną płotkę powyżej 10 cm to nie pomogą nam żadne rejestry ani strażnicy. Najbardziej okrutne w tym wszystkim jest to, że byli to niestety na tyle dojrzali wędkarze (przynajmniej wiekowo), że powinni dawać przykład i uczyć tych którzy są na początku swojej przygody z wędkarstwem. Może będę w tej chwili idealistą ale poprzestawiajmy ludziom w głowach a nie będą nam potrzebne nawet karty wędkarskie o rejestrach nie wspominając. Póki co i mimo wszystko zachęcam do wypełniania tych książeczek. Skoro ktoś je wymyślił i wydaje na to jakieś (pewnie nie małe) pieniądze to jako Ci, którym jeszcze zależy na poprawie obecnej sytuacji nad wodą powinniśmy wspierać wszystkie działania podejmowane w tym celu, bez względu na wyniki jakie ostatecznie przyniosą.
  3. Temat już chyba był poruszany ale masz kilka spostrzeżeń po kilku latach użytkowania. Musisz sobie odpowiedzieć najpierw na kilka pytań: - jak często wędkujesz? - jak długie są to zasiadki? - jakie są warunki terenowe na Twoich łowiskach? - czy jeździsz samochodem czy rowerem na ryby? - jak daleko masz na łowisko z miejsca do którego możesz dojechać? Foteli na rynku jest cała masa i w zależności od własnych potrzeb coś sobie zawsze dobierzesz. Ja kierowałbym się przede wszystkim solidnością wykonania. Obejrzyj połączenia elementów stalowych (aluminiowych), materiał z jakiego wykonano siedzisko i oparcie oraz sprawdź sposób w jaki zostały zszyte. Osobiście przetestowałem kilka foteli i przyznam że niewiele jest takich które wytrzymają moją masę (ważę nieco ponad 100 kg). Od trzech sezonów mam fotel firmy elektrostatyk i jestem z niego bardzo zadowolony. Do dziś jest w 100 % sprawny. Wybrałem wersję z regulowanym pochyleniem oparcia i podłokietnikami. Zwróciłem na to uwagę ponieważ na niektórych aukcjach proponowana jest też wersja bez podłokietników i regulacji oparcia lub z podłokietnikami ale z oparciem mocowanym na stałe (łatwo kupić nie to o czym się myślało). W zestawie do fotela był też przykręcany stolik i uchwyt do wędki mocowane do fotela. To dla mnie jest zbędny bajer. O ile stolik może się przydać op tyle uchwyt na wędzisko to niewypał. Uchwyt nie jest w stanie utrzymać wędki w jednej pozycji przez zbyt luźno spasowane zaciski a w przypadku DS każdy ruch na fotelu powoduje "branie" na szczytówce. Ostatnio widziałem że istnieje możliwość zamontowania do tego typu fotela tzw podnóżka co pozwala leżeć na nim z wyprostowanymi nogami. Podsumowując: ZALETY: - regulacja oparcia - regulacja długości każdej z czterech nóg (postawisz go na nierównym terenie) - solidnie wykonany - podłokietniki pozwalają się rozsiąść jak w domowym fotelu - wygodny - siedzisko i oparcie wypełnione pianką izolującą (ciepło w siedzenie i plecy) - oparcie można zablokować nawet w pozycji poziomej (na nocce super wynalazek) - możliwość rozbudowy zestawu do pełnego łóżka WADY: - nieporęczny w transporcie (po złożeniu jest dość duży) - waga fotela (wykonany z solidnych profili dlatego dość ciężki) - cena (z a cenę tego fotela w markecie kupisz kilka) - mocowania podłokietników trzeba dokręcać bo co jakiś czas się poluzowują - brak zabezpieczenia nóg fotela po ich złożeniu w czasie transportu (jak niesiesz fotel to trzeba uważać żeby nogi będące bliżej ziemi się nie otworzyły) Ja wyszedłem z założenia że fotel niosę góra 10 minut a siedzę na nim czasami i 14 godzin więc rachunek jest prosty. Nogi fotela na czas transportu spinam starym paskiem do spodni. I jeżeli miałbym coś polecić to właśnie fotel elektrostatyka. Chyba się trochę powtarzam ale wypadłem nieco z życia forum i nie pamiętam czy o tym już gdzieś nie pisałem.
  4. Pewnie się pokuszę. Tylko wtedy z małego ABC zrobi się poważne opracowanie Muszę pogrzebać trochę w swoich zasobach fotograficznych i postaram się coś skrobnąć na temat techniki fotografowania podając jednocześnie przykłady zdjęciowe bo tak przekazana informacja chyba będzie najbardziej czytelna. Tylko proszę o trochę cierpliwości.
  5. No i cóż to za filozofia zdjęcie zrobić – zapytacie Odpowiem krótko i stanowczo, że żadna . Wystarczy wziąć aparat, wycelować, pstryknąć i zdjęcie gotowe. Tylko, że oglądając tak zrobione zdjęcie nikt nie zwróci na nie uwagi – ot, zdjęcie jak zdjęcie ( o ile nie wyszedł totalny kicz ) Więc teraz ja zadam pytanie. Co to za filozofia zrobić DOBRE zdjęcie Widocznie nie jest to takie proste skoro niektórzy zawodowcy całe życie robią zdjęcia z nadzieją że w końcu uda im się pstryknąć to DOBRE, to NAJLEPSZE. Nie popadajmy jednak w skrajności bo tu nie forum fotograficzne ani konkurs world press photo. Jednak kilka wskazówek warto by zapamiętać – chociażby po to żeby przeczytać pod zamieszczonym zdjęciem pochlebne opinie innych użytkowników forum. To zawsze lekko łechce struny własnego ego jak czytamy „fajna rybka i fajne zdjęcie” albo „super te fotki znad wody”. Człowiek z natury lekko pysznym stworzeniem jest i lubi jak go chwalą, ale do rzeczy. Myślę, że na potrzeby fotografowania na forum cała filozofia zmieści się w jednym słowie: Akcesoria fotograficzne Pomysł na zdjęcie Analiza możliwości Realizacja pomysłu Akceptacja wyników Teraz pokaż zdjęcie użytkownikom portalu „haczyk.pl” No i po kolei Akcesoria fotograficzne czyli sprzęt fotograficzny wędkarza Mamy dość wędkarskich gratów żeby jeszcze targać ze sobą torbę z aparatem statywem i trzema obiektywami. Zostawmy tą przyjemność fotoreporterom, którzy przyjadą nas podglądać. Aparat na rybki powinien być poręczny, prosty w obsłudze, o przyzwoitych parametrach matrycy i obiektywu, dobrze jak jest odporny na lekkie wstrząsy i wodę, no i oczywiście jak posiada kilka funkcjach dodatkowych – tzw bajerów lub ułatwiaczy. Przy tak postawionych wymaganiach z pierwszej linii wystartuje mała, kompaktowa cyfrówka najlepiej taka żeby zmieściła się w kieszeni. Nie będę pisał ani polecał konkretnych modeli bo o tym możecie poczytać na ogólnodostępnych forach fotograficznych a wybór konkretnego modelu nie ukrywając ale wprost zależy od zasobności naszego portfela Myślę że za kwotę 500-1000 zł zupełnie przyzwoity sprzęt można już zakupić i wykorzystywać nie tylko do uwieczniania chwil spędzonych nad wodą. Na co zwrócić uwagę wybierając aparat? Matryca i przetwornik obrazu – 5,0 MP w zupełności wystarczy nawet do wywołania zdjęć formatu A4 natomiast przetworników jest tyle rodzai, że nie sposób cokolwiek doradzić. Zoom – w małych, kompaktowych aparatach wielkich wyborów nie mamy. Z reguły jeżeli chodzi o optykę jest to 3 do 5-cio krotne zbliżenie. Uwagę należy zwrócić na wartość zoomu optycznego a nie cyfrowego. Cyfrowo przybliżony obraz traci na jakości i wymaga po pierwsze mocniejszej matrycy a po drugie funkcji stabilizacji obrazu. Im większy zoom optyczny tym większa możliwość robienia zbliżeń. Obiektyw – dwa podstawowe parametry to wartość ogniskowej i jasność obiektywu. Standardowa ogniskowa obiektywu to 35-80 mm. Ogniskowa poniżej 30 mm to już obiektywy szerokokątne, natomiast powyżej 200 mm to tzw teleobiektywy. Obiektywy o ogniskowej zbliżonej do standardu wystarczą ale ważne aby min. wartość ogniskowej nie była dużo większa od tej min. w podanym standardzie. Cyfrowe aparaty mają nieco inaczej opisane ogniskowe ale producenci przeważnie podają przeliczenie na optyczne 35mm. Jasność obiektywu to parametr określający ilość światła jaką obiektyw przepuszcza w zależności od ustawienia przesłony. Standard to f2,8-5,8 i to jest na potrzeby kompaktu cyfrowego wartość wystarczająca. Czułość – wartość podawana w jednostkach ISO. Norma to funkcja automatycznego ustawiania czułości plus możliwość manualu w zakresie 100 do 400 ISO. Wiele kompaktówek ma tą wartość wywindowaną aż do 1600 ISO jednak fotografowania na dużych czułościach powoduje „szumy” na zdjęciach i wychodzą one nieczysto. 100-400 przy standardowej jasności obiektywu wystarczy z powodzeniem tym bardziej że 95 % fotografów – amatorów i tak nigdy się nie pokusi o ręczne sterowanie czułością i przesłoną aparatu. Samowyzwalacz – nie wszystkie kompakty go posiadają a to dobra rzecz szczególnie jak sami jeździmy na wyprawy wędkarskie i nie ma nam kto pstryknąć fotki. Norma to 2 i 10 sek jest wystarczająca. Statyw – decydując się na aparat z samowyzwalaczem dobrze jest sprawdzić czy jest możliwość wkręcenia go w statyw ułatwiający zrobienie zdjęcia samemu sobie. No i czy są do tego modelu małe statywy. Trójnóg o wysokości 20 cm znacznie ułatwi korzystanie z samowyzwalacza i zajmuje niewiele miejsca w torbie wędkarskiej. O pozostałych bajerach i ułatwiaczach w aparatach nie będę pisał bo to już każdy dobierze sobie wg własnego uznania i preferencji. Pamiętajmy tylko, że za wszystkie bajery się płaci natomiast z niektórych nigdy się nie korzysta. Pomysł na zdjęcie Skoro mamy już aparat i nie zapomnieliśmy go zabrać nad wodę to trzeba się skoncentrować nieco bardziej na zrobieniu zdjęcia. Wg mnie każdy pomysł na zdjęcie jest dobry o ile w efekcie będziemy mogli pokazać odbiorcy coś ciekawego, ładnego czy niespotykanego. W przypadku wędkarstwa przekłada się to po prostu na wędkarstwo w szerokim tego słowa znaczeniu. Zasada jest taka żeby przy pomocy zdjęcia udało nam się przekazać to co jest najważniejszym obiektem w danym momencie. Pomysł na zdjęcie to nic innego jak wymyślenie sposobu przedstawienia czegoś i wyobrażenie sobie efektu końcowego. Pamiętajmy jednak, że ten pomysł na zdjęcie musi być zgodny z Regulaminem wstawiania zdjęć na forum. Dla przykładu: Oglądałem zdjęcia dwojga różnych znajomych z tego samego miejsca gdzie spędzali wakacje, mianowicie z Grecji. Kolega pokazał na zdjęciach Grecję i członków swojej rodziny. Charakterystyczne były tu szerokie panoramy, widoki, widoczne akcenty greckie i w to wszystko wkomponowani ludzie, którzy stanowili dodatek, tzw drugi plan na zdjęciach. Każdy kto obejrzał te zdjęcia bez zadawania pytań wiedział że to wakacje w Grecji. Z kolei koleżanka tak mocno skoncentrowała się na swojej rodzinie, że zapomniała o tym aby oprócz nich pokazać coś jeszcze. Pierwszy plan na tych zdjęciach to osoba, później trochę przyrody , czasami w tle tłum ludzi czekający do jakiś miejscowych atrakcji. Tyle że ze zdjęcia nie dowiedziałem się gdzie i do jakiej. Równie dobrze mogłaby to być wycieczka do wrocławskiego ogrodu botanicznego. Gdyby nie opowiadanie i komentarz do zdjęć nie wiedziałbym nawet że to Grecja i wakacje. Śmiało można powiedzieć zdjęcie zrobione z pomysłem nie wymaga komentowania jego treści. Wiadomo co na nim jest pierwszym planem a co tłem. Analiza możliwości Wymyśliłeś sobie, że pokażesz na forum swojego pierwszego w życiu, własnoręcznie złowionego sandacza. Czyli pomysł na zdjęcie masz. Kurczę to twój pierwszy sandacz i chcesz żeby wypadł na zdjęciu jak najlepiej – pewnikiem nawet twoje dzieci będą go oglądały. Zastanów się teraz przez chwilę jakie możliwości pokazania tego wydarzenia daje Ci teren na którym się znajdujesz, pora roku, warunki atmosferyczne czy wreszcie zakupiony wcześniej aparat. To listopad więc do wody z sandaczem nie wejdziesz. Od rana padał śnieg i stoisz w błocie więc nie kucniesz bo cóż to za atrakcja błoto na zdjęciach. Cieszysz się z tego sandała więc na zdjęciach też powinieneś wyglądać na uradowanego ale żeby było widać twarz to musisz stać do słońca, może czasem zdjąć czapkę z daszkiem albo kaptur. Ten sandacz jest teraz dla ciebie najważniejszy więc powinieneś się pozbyć wszystkiego co odciąga uwagę oglądającego (odłóż na chwile parasol, wyrzuć papierosa z ust ) Tuż za tobą jest pięknie ośnieżony świerk – stań na jego tle bo ładna ryba wymaga prezentacji na ładnym tle. To oczywiście nieco przejaskrawiony przykład ale o takie szybkie przemyślenie możliwości wykonania zdjęcia chodzi Postaraj się optymalnie i jak najkorzystniej dla późniejszego efektu wybrać miejsce i sposób ujęcia. Wyobraź sobie jak będzie wyglądało zdjęcie jeszcze zanim je zrobisz Realizacja pomysłu Mógłbym w tym miejscu napisać książkę na temat jak zrealizować pomysł czyli jak zrobić zdjęcie. Sposoby kadrowania, ostrość zdjęcia, naświetlenie, technika wykonania dają tyle możliwości że nie sposób je opisać. Trochę na ten temat już było na forum TUTAJ ale prawda jest taka, że jest to coś do czego każdy musi dojść metodą prób i błędów. Fotografować jeden obiekt w kilku ujęciach, pozycjach, pod różnymi kątami a później porównywać to co wyszło. Sami zobaczycie które zdjęcia są najładniejsze. Kilka wskazówek dla początkujących. - zdjęcie powinno mieć pierwszy plan (obiekt główny) i tło. Te dwa elementy powinny się wyraźnie od siebie dać odróżnić - zdjęcia gdzie widać linię horyzontu najlepiej wychodzą kiedy linia ta jest na 1/3 lub 2/3 wysokości zdjęcia - obiekt główny powinien się znajdować w centrum kadru - zdjęcia postaci robione z dużej odległości z reguły nie pozwalają na rozpoznanie postaci a jedynie miejsca w którym było zrobione - postać pokazuje się najlepiej do pasa albo w całości. Lepiej pokazać postać w całości niż obciąć jej na zdjęciu kolana albo kostki - najładniej rybę widać na zdjęciach kiedy jest trzymana bokiem do obiektywu - cień na zdjęciach jest niepotrzebny. Czasem lepiej zrobić zdjęcie w słoneczny dzień z lampą błyskową żeby doświetlić twarz znajdującą się w cieniu - zdjęcia robione z dołu wydłużają postać - zdjęcia robione z góry odwrotnie - porozwalane graty wędkarskie na stanowisku to nie koniecznie jest dobre tło do zdjęcia - czapka albo kaptur na głowie zasłaniają twarz lub rzucają na nią cień co w efekcie zniekształca optycznie postać - jak nie masz wprawy to sam nie sfotografujesz (nakręcisz) holu własnej ryby. Albo zdjęcia albo hol Ci nie wyjdzie. W ekstremalnej sytuacji stracisz i ujęcia i rybę. Akceptacja wyników Jednym słowem zobacz co ci wyszło z tego fotografowania i zastanów się czy warto to zdjęcie umieścić na forum. Zastanów się chwilkę co można by jeszcze poprawić na zdjęciu. W przyszłości da to efekty w postaci coraz lepszych zdjęć. Teraz pokaż zdjęcie użytkownikom portalu „haczyk.pl” PAMIĘTAJ O REGULAMINIE. Tematy powiązane. Tutaj możecie zobaczyć jak ewaluowała fotografia na tym forum i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat sposobów i techniki robienia zdjęć. Fotografia wędkarska Wędkarskie zdjęcia - technika estetyka Galeria zdjęć użytkowników forum Haczyk.tv w odpowiedzi na: tomii
  6. Wracając do TEJ dyskusji i ja się pochwalę. Miesiąc temu nabyłem kamerkę. Wybór padł na soniaka DCR SR 290E. Sprzęt przeszedł pierwsze testy w górach, w warunkach dość trudnych dla obiektywu. Dużo światła i dużo białego tła co może mieć znaczenie dla ostrości obrazu i rzeczywistości oddania barw. Ale do rzeczy. Z braku czasu nie zrzucałem filmów na płytę ale odtwarzany w tv obraz (do tej pory kręciłem albo raczej nagrywałem tylko w najwyższej jakości) jest imponujący. Optyka obiektywu doskonale sobie radzi z ostrością, głębią ostrości, naświetleniem, a co najważniejsze dla operatora nowicjusza stabilizacją obrazu (w tym modelu jest optyczna stabilizacja). Oczywiście wszystkich opcji jeszcze nie sprawdziłem ale co zwraca uwagę podczas pierwszego zetknięcia ze sprzętem to rewelacyjnie funkcjonalne i wręcz intuicyjne menu (modele z literką E posiadają polski język w menu). Z tego względu do dzisiaj nie przeczytałem instrukcji, która notabene jest krótsza od tej którą dostałem do kuchenki mikrofalowej (to nie żart). Kamera robi doskonałe (przynajmniej na ekranie tv) zdjęcia. Być może zweryfikuję zdanie po tym jak wywołam coś z kamery jednak matryca 3,2 i do tego cmos daje nadzieję na dobre fotki. Jest też możliwość robienia zdjęć w trakcie nagrywania jednaj ich jakość już po pierwszym oglądzie jest znacznie gorsza i na pewno nie będą się nadawały do wywołania. Teraz czeka mnie zrzucenie wszystkiego do kompa i zmontowanie jakiejś płytki. Ale to w wolej chwili choć tych ostatnio jak na lekarstwo.
  7. oczywiście, że TAK to trzeba odrabiając poprzednią stówkę. no z łodzi w listopadzie uciec to nie taka prosta sprawa. macias, przyznam szczerze, że jestem zdziwiony mocno faktem, że nie możecie sobie z gościem poradzić. A nie możecie bo jak się domyslam straż albo jeszcze nic o tym precederze nie wie albo to ich koleś. Ale pamiętaj, że oprócz tych w kole są jeszcze inni strażnicy w okręgu albo policja, która też jest uprawniona do kontroli nad wodą. ale istnieje jeszcze coś takiego jak limit wagowy. Gwarantuje Ci że jeżeli gość dostałby tak z 5x100 PLN ( a stówka to jest absolutne minimum) za kolejnymi zasiadkami to odechciałoby mu się sprzedawania ryb i wolałby siedzieć w robocie. A skoro jest zatrudniony to nawet nie zapłacone mandaty bedzie łatwo wyegzekwować. Ot i cała koncepcja nie wymagająca kieeszowania mordy W drogę Kolego
  8. Hej U mnie nawałnica obowiązków i roboty. Od miesiąca nie byłem nad wodą . Ostatni raz z Wami na Prężycach i od tego czasu posucha. Co gorsze nie zapowiada się żebym do końca roku jeszcze gdzies wyskoczył. Chyba nasze ostatnie wspólne wedkowanie okazało się przez przypadek tym które zamyka u mnie sezon Także Romku nie będę zabierał głosu w tej dyskusji, ale jak coś ustalicie a termin jakimś cudem mi podpasuje to oczywiście że się piszę na takie spotkanie. Jak to mówią będę szpiegował ten temat.
  9. Dziękuję wszystkim, którzy wyrazili swoje uznanie na temat tego co napisałem i jeszcze bardziej tym, którym nie do końca się to podobało, bo poznanie odmienngo zdania pozwala rozwijać własne horyzonty. Temat jest trudny ponieważ wymaga zmiany mentalności części społeczeństwa i przekonania ludzi z trzech ostatnich grup do zmiany własnych poglądów i postrzegania wędkarstwa jako rekreację i sport, a nie jak sposób na przetrwanie czy podreperowanie własnego budżetu. Oczywiście jak najbardziej wskazane jest włączenie się w to wszystko PZW przez podjęcie odpowiednich kroków w zakresie zmian zapisów regulaminu, zaostrzenia lub jak kto woli zwiększenia częstotliwości kontroli czy wreszcie zwiększenia wymiaru kar za nie przestrzeganie przepisów mających na względzie ochronę rybostanu. Jednak wydaje mi się, że powinno to mieć raczej charakter środka pomocniczego niż lekarstwa na chorobę. Powszechnie wiadomo, że kształtowanie betonu jest trudne i długotrwałe lecz możliwe. Dlatego zostawmy na razie struktury i sposoby działania związku bo to daleka droga. Jak to ktoś mądrze powiedział: "Żeby do czegoś dojść trzeba wyruszyć w drogę" A droga ta nie jest niestety krótka. I niech każdy kto zapisał się do trzech pierwszych grup wyruszy. Niech przekona w ciągu roku dwóch ludzi z trzech ostatnich grup do zmiany poglądów i sposobu postrzegania wędkarstwa. Po 10 latach będzie miał na koncie ponad 1000 przekonanych o ile ci przekonani jako pierwsi i kolejni będą dzieło kontynuować. Środki i sposób perswazji niech pozostanie poza dyskusją byleby prowadziły do celu. Mówią że jest za mało ludzi do pilnowania wód. Przekonaj w roku dwóch ludzi tylko do tego żeby złapali za komórkę i zadzwonili gdzie trzeba będąc świadkiem kłusownictwa. Po 10 latach kazdy ma na koncie ponad 1000 dodatkowych strażników nad wodą. Tylko niech ci którzy są władni karać za kłusownictwo przyjadą i zrobią co do nich należy Ale jak mówiłem beton pozostawmy na razie w spokoju. Być może to o czym pisał Galuch w kwestii zamknięcia odcinka rzeki dla wędkarzy (a tak na prawdę to kłusoli) jest właśnie efektem dręczenia - czytaj długotrwałego kształtowania betonu. Tylko żeby nie wylać dziecka z kapielą bo jak wcześniej pisałem wędkarze krzywdy wodzie nie zrobią. Zagrożeniem są siatkarze i elektrycy - to trzeba tępić z pełną premedytacją. Tomek1 napisał o zarybianiu i frekwencji nad wodą stowarzyszenia do którego należy. Ludzie jeżdżą łowią zabierają w ramach limitów (czasami trochę powyżej ) do domu. Jedzą ze smakiem i wracają. I co Nie ma ryby w tej wodzie Jest i będzie dopóty, dopóki siatami czy prądem tego nie wytłuką kłusole. Większość gatunków ryb rozmaża się w środowisku naturalnym. Wystarczy tylko dopilnować ochrony ryb tarłowych oraz zachowania proporcji liczebności poszczególnych gatunków w akwenie i po sprawie. Jak dołożymy do tego jakieś zarybienie i dopilnowanie tego co się wpuściło to normalnie po kilku latach rzut i branie Nie wierzę, że wędkarze zachowując wymiary, okresy ochronne i limity są w stanie ogołocić akwen z ryb - o rzece nawet nie wspomnę. Wszelkie zabiegi prawne dotyczące choćby zmiany regulaminu pozwolą w takim przypadku przyspieszyć proces odbudowy rybostanu naszych wód ale bez wyeliminowania (to jest sfera abstrakcji) lub znacznego ograniczenia kłusownictwa inne działania nie mają sensu. Do Hiszpanii, Szwecji czy Norwegii zjeżdżają wędkarze niemal z całej Europy. To jest dopiero presja wędkarska. I myslicie że wszystko wraca do wody Że nie siedzą wieczorem przy piwku i usmażonej rybce A może ichnie "PZW" wpuszcza co roku kilkadziesiąt ton szczupaka z hodowli i dlatego tyle go jest Właśnie dlatego nie krytykowałem i bedę krytykował kogoś kto zabrał rybkę na kolację do domu - nie w tym tkwi problem. Ponieważ problemy sa po to żeby je rozwiązywać pozostaje tylko wygłosić apel: ruszajcie w drogę
  10. "Problem z zabieraniem każdej ryby do domu" - w czym tkwi ten problem Od dłuższego czasu obserwuję rekakcje forowiczów na tzw "rybę w domu" pochodzącą z niekomercyjnego łowiska czy ze sklepu i przyznam szczerze, że także od pewnego czasu można dostrzec pewien podział wśród użytkowników forum na grupy wajemnego wsparcia. Na podstawie opinii tak licznego forum myślę, że śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że przekłada się to na społeczność wędkarską. A więc: Grupa pierwsza - "normalni hobbyści" Jeżdżą na rybki co jakiś czas mając w głowie regulamin amatorskiego połowu ryb. Coś złowią albo i nie złowią. Jak nie złowią to nie rozpaczają, a jak złowią i maja ochotę zjeść rybę to zabierają do domu. Nikomu nie przychodzi do głowy zabieranie ponad okreslone limity czy z pominięciem wymiarów i okresów ochronnych. Robienie rybnych zapasów w lodówce też nie należy do domeny takiej grupy. Ot po prostu ludzie z pierwotnym instynktem łowcy, który jak ma ochotę to zabije i zje ale tyle ile potrzebuje. Grupa druga - "fanatycy wędkarstwa" Na rybach bywają kilka razy w tygodniu z nastawieniem wyłącznie na wrażenia sportowe. Oni przeważnie coś złowią ale nie zabierają zdobyczy do domu bo każda zdobycz traktowana jest jak trofeum i wraca do wody. Faktem jest, że czasem u fanatyka wędkarstwa odzywa się żyłka normalnego hobbysty i na myśl o szczupaku smażonym na maśle ślinka leci więc w niezwykle humanitarny sposób dopuszcza się aktu morderstwa i zabiera rybkę. Ma to jednak miejsce niezwykle rzadko, a nastepujące po tym zdarzeniu wyrzuty sumienia skutecznie odstraszają ducha normalnego hobbysty z pierwotnym instynktem na dłuższy okers czasu. Grupa trzecia - "wodny greenpeace" Z normalnymi hobbystami ma tyle wspólnego, że rzadziej przebywa nad wodą niż fanatykcy wędkarstwa. Jak już się wybiorą nad wodę to wyłącznie po to żeby złowić i wypuścić. Nigdy nie zabierają ryb z łowiska, a każdego kto w życiu taki grzech popełnił traktują w swych poglądach jak mordercę i niszczyciela środowiska naturalnego. Członkowie takiej grupy nie posiadają pierwotnego instynktu za to w nadmiarze są dostrzegalne wyrzuty sumienia na dodatek na bardzo obniżonym pułapie. Już samo ukłucie ryby hakiem to niemal akt zbrodni. Niewymiarowa ryba wypuszczona po sfotografowaniu do wody to już wykroczenie zasługujące co najmniej na publiczą krytykę połączoną z próbą napiętnowania sprawcy. Jedno co łączy wszystkich członków tych grup to tzw. cecha zbioru wspólnego, a mianowicie wszyscy uważają się za wędkarzy. I to dobrze bo bez wątpienia nimi są - pod warunkiem, że przestrzegają regulaminu oraz nadrzędnych aktów prawnych w oparciu, o które regulamin powstał. To co ich natomiast bezwzględnie dzieli - to, to co jedni o drugich myślą. My lepsi bo.... , a Wy to gorsi bo...., wędkarze tak nie robią...., a Wy to jakaś partia zielonych.... itd., itp. Co ja tu będę dręczył klawiaturę skoro wystarczy poczytać kilka wątków na forum i każdy bez problemy będzie mógł przypisać dowolną osobę do którejś z trzech grup. Gorzej z przypisaniem samego siebie, ale o tym na końcu. Problem w tym, że na tych trzech grupach nie koniec. Co prawda nie znalazłem na forum osób, które można by przypisać do kolejnych grup bo albo takowe zostały usunięte, albo się nie ujawniły. Niemniej jednak nie można tego pominąć przysłowiowym milczeniem. Tak więc w ramach kontynuacji: Grupa czwarta - "mięsiarze" Nad wodą bywaja niestety często za nic mając wymiary, okresy ochronne i limity ilościowe. Zasada "co na brzegu to w domu" przyświeca jak nie przymierzając gwiazda betlejemska w celu spełnienia posłanniczej misji. Na stwierdzenie "no kill" odpowiadają "nie znam człowieka" a co gorsze robią to z pełną świadomością czynienia szkody i tylko po to żeby się pochwalić znajomym, chociażby rozdając część (czasem nawet całość) w pocie czoła zdobytego mięsiwa. Nawet mniejsze mięsiwko jest dobre bo łatwiej przez maszynkę przechodzi. Na szczęście dla zaspokojenia swojej, nazwijmy to ambicji, używają wędek. Może czasem więcej niż dopuszcza regulamin ale jednak wędek. Grupa piąta - "ubodzy mięsiarze" Zasady działania i mentalność identyczna jak u grupy czwartej tylko powody jakby bardziej szlachetne. Mając miesięczny budżet domowy na poziomie 1000 PLN, co w tym kraju, w XXI wieku niestety nie jest wyszukanym zjawiskiem, każdy posiłek zdobyty tanim kosztem jest na wagę złota. Mając w perspektywie wizję głodu i co gorsze dzieci - to w pewnym stopniu tłumaczy postępowanie, ale niesie też kolosalne zagrożenie. Działając pod tak silną presją tylko krok dzieli od trafienia do kolejnej grupy. To pewnie ten fakt w połączeniu ze wstydem przyznania się do powodu działania sprawia, że grupa ta jest tak nieliczna. Jej członkowie są, albo zakonspirowani, albo przeszli do grupy szóstej. Grupa szósta - "po prostu kłusole" Można by w tym miejscu napisać obszerną książkę dzieląc grupę ze względu na powody działania czy metody pozyskiwania ryb. Tylko po co??? Przecież kłusownikiem jest każdy kto nie przestrzega postanowień regulaminu. Bez znaczenia czy dotyczy to wymiarów, okresów, limitów, ilości wędek, przynęt, metod pozyskiwania itp. Tylko jedni wyrządzają większą szkodę na akwenie a inni mniejszą. W tym jedyna róznica. Tak więc trafić z pierwszych trzech grup do ostatniej też nie trudno - wystarczy tylko złamać regulamin. Co najciekawsze. Większość członków grup: czwartej, piatej i szóstej też uważa się za wędkarzy. Mimo iż tak na prawdę są zwykłymi kłusolami tylko mniejszej lub wiekszej rangi. Jeżeli miałbym się doszukać jednej wspólnej cechy dla trzech ostatnich grup to przychodzi mi do głowy tylko jedna: nie są wedkarzami!!!! Bez wzgledu na to co sami o sobie myślą. Więc w czym tak naprawdę tkwi problem z zabieraniem każdej ryby do domu??? A no w tym, że niektórzy z nas mają problem z przypisaniem użytkowników forum do odpowiedniej grupy. Jezeli ktoś z nas zabierze wymiarową rybę do domu to ma się tym nie pochwalić tylko dlatego, że ją zjadł??? Nie popadajmy w paranoję. Bo popadając w drugą stronę zapytam czy gdybyśmy dzisiaj przeznaczyli niektóre akweny wyłącznie do złap i wypuść bez kontroli ihtiologicznej, to czy faktycznie byłoby to dla nich korzystne??? Wszyscy płacimy składki, z których jakaś tam część idzie na zarybianie wód PZW. To niech PZW zarybia. Robią odłowy kontrolne, przełowy i inne cuda typu rejestry połowów - to niech pokażą, że te działania mają sens. A jeżeli to za mało to może czas kreatywnie pomysleć co z tym zrobić zamiast siedzieć i gderać. Może czas pomysleć nad zmianami regulaminu w zakresie wymiarów i limitów, a może czas zacząć porządnie pilnowć tego co się wpuściło do wody??? Dlaczego do dzisiaj nie ma górnej granicy wymiaru ochronnego na niektóre gatunki ryb??? Pytań cała masa, ale nie będę kontynułował bo to jakby gówno wrzucić do rozdrabniacza. Masa niby taka sama ale smród większy. Ja nie widzę sensu krytykowania kogokolwiek, kogo mogę na podstawie czytanych postów i relacji zaliczyć do pierwszych trzech grup wędkarzy. Tak prawdę mówiąc żadnej szkody nie zrobią wodzie wędkarze bo rzadko kiedy udaje im się limit dzienny złowić i zabrać do domu. Problemem są trzy ostatnie grupy. Tak naprawdę to ci ludzie stwarzają największe zagrożenie dla rybostanu naszych akwenów. Dajcie sobie raz na zawsze spokój z krytykowaniem kogokolwiek za to, że zabrał rybę do domu czy złowił i wypuścił pięć niewymiarowych. Każdy atak na taką osobę , a krytyka też może być formą ataku, jest próbą przypisania jej do grupy do której nie chciałaby i z pewnością nie należy. Chyba nikomu by się nie podobało gdyby robić z niego mięsiarza czy kłusownika bo zjadł złowioną rybę, a takich przypadków niestety ostatnio coraz więcej na forum. Tym, którzy cierpliwie doczytali do końca życzę rozwagi podczas pisania postów w zakresie oceny czyjegoś postępowania oraz tego, żeby sami zawsze mogli się przypisywać do jednych z trzech pierwszych grup.
  11. stu6-60, wszystko jak widać jest kwestią przyzwyczajenia mi wprawy. Nie mogłem sobie tego wyobrazić bo nigdy tak nie zacinałem. Muszę spróbować nad wodą czy uda mi się skoordynować ruchowo taką metodę zacinania . Bo cięcie pionowo w górę mam opanowane
  12. Ja nie sądziłem, że Ty czekasz na jakieś tam zaproszenie Z tego co wiem to wędkarza na ryby zapraszać nie trzeba - jedzie kiedy tylko może Ale skoro już padła kwestia zaproszeń to oczywiście zgodnie z sugestią Romana - POTWIERDZAM
  13. Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc "do siebie". Domyślam się, że chodzi o to aby wędzisko w czasie zacinania znajdowało się prostopadle do wody w jednej lini z tułowiem, ale nie bardzo mi to pasuje do tego stwierdzenia: Ja szczytówki opuszczam do powierzchni wody przy ustawieniu wędziska równolegle do wody. Jednak tą metodę stosuję wyłącznie przy dużym wietrze. W mojej ocenie znacznie skuteczniejszym jest ustawienie prostopadłe z puszczeniem żyłki w jednej linii (w pionie) z wędziskiem i zacinanie do góry a nie w bok jak ma to miejsce przy ustawieniu wędek równolegle. Dlaczego Po pierwsze całe wędzisko - nazwijmy to - przystosowane do pracy na obciążeniu pionowym. Mam tu na myśli nie tylko kij ale przede wszystkim przelotki, szczególnie te szczytowe. Po drugie zacinając pionowo do góry szybciej podrywasz przynętę i koszyk z dna, a nie ciągniesz jej po dnie. To zwiększa prawdopodobieństwo "trafienia" przy zacinaniu. Ale wracając do fotela na łowisku. Przy metodzie DS dla mnie ustawienie fotela nie ma większego znaczenia. Kieruje się dwoma zasadami. Ma być blikso wędzisk i ma być wygodne. Ponieważ szczytówki moich federów rzadko znajdują się przy tafli wody i są raczej w górze oparcie reguluję w taki sposób aby nie zadzierać głowy do góry w celu obserwowania szczytówek tylko mieć opartą o fotel. Co innego kiedy łowimy na przynęty które ryba może łatwo zdjąć z haka, np. klenie na wiśnię. Wtedy kij ustawiam wysoko na pierwszej podpórce od brzegu a podpórkę przy dolniku podnoszę na wysokość siedziska albo opieram dolnik na kolanie.
  14. TRZECIE ZLOT - SPOTKANIE PRĘŻYCE Na miejsce dotrliśmy o 17:30 czyli jakieś półtora godziny za peletonem z Mańkiem na czele. Krótkie przywitanie, piwko i zaczynamy. Rozrabianie zanęty i pierwsze przynęty z końcówek federowych zestawów lądują w wodzie. Woda jak na prężyce dość martwa chociaż od czasu do czasu bolenie pięknie rozchlapują spokojną taflę wody. Z ostatnich doniesień wynikało, że szczupak i sandacz zaczynają gryzienie więc Leszek rozpoczął polowanie na żywca. Można powiedzieć, że udane polowanie bo po 15 minutach mieliśmy małego okonka na kolację dla sandacza. Niestety to jedyny żywiec jakiego udało się złowić tego wieczora. Jeszcze przed zmrokiem Kisux ma ładne branie na federku i ląduje na brzegu całe 15 cm sumika karła Ja w tak zwanym międzyczasie przygotowywałem świeżo zakupione kołowrotki do montażu na federach - chodzą pięknie Zrobiło się cimno i nieco chłodniej choć i tak było wyjątkowo ciepło i bezwietrznie jak na tą porę roku. Niemniej jednak czas nadszedł aby rozpocząć degustację napoi rozgrzewających - i tak nic nie brało. Na dyskusji o metodach połowów, sprzęcie itp oraz wspomnieniach o czasach kiedy to nie było możliwości nie złowić ryby o tej porze roku i na takiej wodzie zleciał nam czas do drugiej godziny po północy. Około 1:00 udało mi się uzbroić nową karpiówkę z nowym kołowrotkiem (jaxon votus 300). Chyba z pół godziny czasu zabrało nam obśmiewanie i próba określenia bryły geometrycznej jaką utworzyła nawinięta na jaxona żyłka. Ostatecznie padło, że to odwrócony stożek, nieregularny z wielokątem nieforemnym w podstawie Zestaw chyba z 7 szt czerwonych robaków na haczyk i sru ile sił w rękach do wody. 2:30 pora na małe kimonko. Nad ranem Kisux poderwał się do żywcówki (albo raczej trupówki) z okonkiem na końcu. Pięknie jechał ale po zacięciu na brzegu wylądowała tylko mocno zmielona przynęta Nad ranem dojechał Roman częstując nas gorącą kawą i pamiątkowymi, specjalnie na tą okazję, wyprodukowanymi przez Niego wobkami - jeszcze raz dzięki za te bardzo sprytne , wobkowate dzieła sztuki rękodzielniczej. Po krótkiej pogawędce Roman tradycyjnie zabrał spiny i poszedł na poszukiwania drapieżników (napisz z jakimi wynikami). Około ósmej rano zwijam moją karpiówkę na końcu której uwiesił się jazgarz - mniejszy był od tego pęku robaków które zawiesiłem na haczyku Około 10:00 jeszcze przed powrotem Romana zwinęliśmy się z Leszkiem i Kisux do domu. Podsumowując, to było bardzo fajne i atrakcyjne towarzysko spotkanie za które dziękuję wszystkim obecnym. Jeszcze raz utwierdziłem, że nie ma to jak wspólne wedkowanie w tak doborowym towarzystwie. Oczywiście szkoda, że rybki nie chciały z nami współpracować, ale wydaje mi się, że nie to jest najważniejsze w wedkowaniu, a tym bardziej podczas takich spotkań. Zdjęć nie wstawiam ponieważ nie robiłem (awaria aparatu albo baterii) ale mam nadzieję że lada moment się ukażą bo byli tacy co robili
  15. Ja i Kisux około 16 wyjeżdżamy jutro z Lubina czyli nad wodą będziemy około 17. Zamierzamy posiedzieć tak do 8-9 w niedzielę. Kto jeszcze będzie w sobotę popołudniu Pogoda zapowiada się obiecująco
×
×
  • Dodaj nową pozycję...