Skocz do zawartości
Dragon

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 09.05.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Kolejny dzień przeznaczony na okonie. Nie zmieniałem często przynęt. Koncentrowałem się na jednym woblerze, który ostatnio dał mi pierwszego okonia do tabeli. Łowisko to samo, tylko zacząłem wędrówkę tam, gdzie ostatnio kończyłem. Po kilkunastu minutach mam pierwsze branie. Po chwili poprawka i coś zaczęło walczyć na końcu zestawu. Na twitcha, to mój pierwszy koluch. Później doławiam jeszcze jednego i jeden tylko odprowadził woblera. I tu powinna nastąpić trzygodzinna pauza:) Przez tyle czasu nic się nie wydarzyło. Powoli przemieszczając się dość dokładnie obławiałem opaskę. Godzinę przed końcem trafiam krótkiego sandacza. Ostatnie minuty stoję w jednym miejscu i czeszę metr po metrze miejscówkę. Zostało dwie minuty i miałem zwijać się do domu. Myślami jestem już przy kolacji:) a tu BĘC! Sprzęt mam tym razem delikatniejszy (Westin W2 do 10 g). Przy tej rybie ładnie kijek się wygiął i tylko się martwiłem, czy to znowu jakiś przyłów. Po kilku sekundach w toni mignął mi łany pasiak. Po chwili mam gagatka w podbieraku. Pomiar dał 36 cm. Mimo że to ładny okaz, jak na moje możliwości, to i tak jestem załamany bezrybiem, jakie panuje na tym łowisku. Jeszcze niedawno woda pięknie żyła. Teraz drapieżnik w ogóle nie daje o sobie znać. Jest ciężko.
    10 punktów
  2. Był plan jechać na szczupaki. Czasu zabrakło i skończyło się decyzją łowienia okoni lub wzdręg. Wziąłem przynęty pod jedno i drugie. Wybrałem miejsca od zacienionej strony i pojechałem je sprawdzić. Okonie brały. A jakże. Tylko nic większego od dłoni nie wpadło. Co jakiś czas próbowałem różnymi przynętami. Taki dzień na eksperymenty sobie wymyśliłem. I z tych eksperymentów trafił się kleń na Tantę i cztery wzdręgi. Jedna z nich, nawet ładna, wzięła na poppera. Największa zagryzła Larvę Multi. To była solidna ryba pod 40 cm. Ciężko było o ich brania, bo pływały daleko od brzegu. Były tylko krótkie chwile, gdy bliżej podpływały i z tego udało się cztery złowić. Ale na poppera, to mnie mile zaskoczyły:)
    10 punktów
  3. Dziś wybrałem się na łowy z nastawieniem na bolenia. Bolenia nawet śladu nie widziałem, za to trafił się klenik 42cm.
    9 punktów
  4. Maj w końcu przyniósł kilka akcji. Zaczęły się ataki kleni na powierzchniowe przynęty. Niestety ze skutecznością zacięć przy takim łowieniu jest słabo. Wczoraj udało się jednak wyjąć klenia 40 cm. Ponadto atak ładnego bolenia (widziałem go, bo wyskoczył z wody jak delfin) i duży sum co zabrał mi przynętę (plecionka nie wytrzymała). No i wreszcie popadało.
    9 punktów
  5. Odwiedziłem jeszcze raz komercję, by poćwiczyć na woblerach do twitcha. Przypony strunowe ze skrętkami nie zauroczyły mnie. Lubię zmieniać przynęty i ta skrętka po kilku odkręceniach zaczyna być kłopotliwa. Po wyprawie założyłem krętliki i agrafkę. Co do samego łowienia, to naliczyłem pięć ryb na kiju, dwie odprowadziły woblera pod nogi i dwa ataki miałem na długim dystansie bez holu. Sprzęt tym razem mocniejszy. SG2 do 60 g o długości 213 cm z krótkim dolnikiem niby miał być pomocny do takiej metody łowienia, ale szczerze mówiąc, coś mi nie bardzo leżał i nie miałem uśmiechniętej miny. Kilka lat temu sprawiłem go sobie właśnie pod szczupaki i jerki. Niestety za łowieniem szczupaków zbytnio nie przepadam i spinning na przekonanie do siebie ma niewiele szans. Pod rybą pracuje przyzwoicie. Jednak coś nie do końca jesteśmy ze sobą zespawani. Skutecznym woblerem okazał się SELECT DEMENTOR 130 mm SP/21 g.
    9 punktów
  6. To był szalony tydzień - pogodowo też. Początek wręcz upalny, wtedy prym wiodły wzdręgi. Trafiały się też okonie,ale przeważnie na przynęty wzdręgowe (paprochy) i były one swoistymi przyłowami. Potem nagłe ochłodzenie. Temperatura spadła o kilkanascie stopni, zaczęło porządnie wiać, pozaciągało się z każdej strony, pojawił się deszcz... Wzdręgi jakby zniknęły, ożywiły sie szczupaki, a okonie rzeczywiście zaczęły grubo żreć i znowu były przyłowami - tym razem szczupakowymi.
    9 punktów
  7. Hello! Jest tu kto? Chyba wszyscy za sandaczem, a raczej za jego legendą się uganiają:) A ja pamiętając swój najlepszy okoniowy wynik zbudowany w pierwszych dniach czerwca, ponownie staram się to wykorzystać. Zmiana sposobu jest duża. Wtedy wynik wykręciłem na powierzchniowych przynętach. Teraz dość głęboko penetruję woblerami do twitcha. Nie wszystkie są przez producentów do tego przypisane. Mam jednak swoje zdanie i część z nich zmuszam do tych dziwnych zachować poprzez różne sposoby podszarpywania. Raz krócej, innym razem dłużej. Pojedynczo, na dwa, lub trzy razy. Głębiej, lub płycej. W bok, w dół, w górę i w sposób mieszany. Czasami wszystkie te manewry mieszam razem podczas jednego ściągnięcia przynęty. W niedzielę trochę wiało. I nie powiem, denerwowała mnie taka sytuacja. Godzinę byłem bez brania. Postanowiłem z niezwykłą starannością animować woblera metr po metrze, by nie pominąć żadnego miejsca. By nie pominąć stanowiska potencjalnego okonia. Wziąłem w ten dzień kolejne trzy woblery do testowania w twitchu. Były to przynęty Lovec Rapy. I chyba to był klucz do sukcesu. One zachowują się trochę inaczej, niż zazwyczaj dedykowane to tej metody. Po kilku szarpnięciach i sprowadzeniu woblera głębiej, w czasie pauzy, rześko wynurzały się ku powierzchni w pozycji poziomej. Szybciej, niż przynęty, które wcześniej z taką tendencją używałem. I brania właśnie następowały po pauzie podczas wynurzania. Tego dnia inne woblery u mnie nie działały. Złowiłem kilkanaście okoni a pierwszy na rozpalenie wyobraźni kropnął w woblera kilkanaście sekund po przepłynięciu PSR-u. Gdyby się zatrzymali i zawinęli w moją stronę, to byłoby po zawodach. A tak trafiłem na okonia 40 cm.
    8 punktów
  8. Kolejny dzień treningu twitcha. Pierwsze dwie godziny z gumkami i testowaniem kolejnych woblerów. I ostatnie dwie godziny już z woblerem dającym największą wiarę w złowienie przyzwoitej rybki. Chciał nie chciał, poszukałem w czeluściach Internetu i szybko znalazłem, co w końcu mam w pudełku. Coś kołatało w głowie, że to może być jaxonowskie dzieło. A dokładnie Atract Spark 6,5cm/6g/0,4-1,2m/wolno tonący. Kilka małych okoni złowiłem na gumki. Później szukałem okoni z woblerem. Dwa brania i dwa na brzegu. Pierwszy nadawał się na matę. To kolejne przekroczone trzydzieści centymetrów. Miara wskazała 31,5 cm.
    8 punktów
  9. Witam po chwili nieobecności Gratuluję wszystkim łowiącym Oczywiście ja też coś tam sobie od czasu do czasu wędkuję W maju byłem nad wodą już 5 razy, ale odpiszę tylko dwa ostatnie które były wczoraj i dzisiaj.. Wczoraj udałem się na jedną z dobrze mi znanych jaziowo kleniowych miejscówek na Wiśle.. Dosłownie po oddaniu kilku rzutów udało mi się skusić jednego z dwóch namierzonych z daleka jak się okazało jazi.. Typowe branie na niewielkiego smużaka prowadzonego pod nurt, minutka walki i mam go w podbieraku Miarka pokazała 56,5 cm więc pobiłem swoją życiówkę o centymetr Dzisiaj pojechałem w inne miejsce, na którym złowiłem kilkanaście niedużych okoni do +- 25cm oraz klenia.. Wszystkie rybki na gumy z 3g obciążeniem, kleń którego udało się sprowokować miał 53,5 cm Jest to także póki co największy kleń w tym roku
    8 punktów
  10. Kolejna wyprawa na komercję i ponownie trening twitchingowego łowienia. Kątem oka obserwowałem wodę, czy pojawią się duże okonie, które kiedyś zauważyłem. Niestety nie. Ponad czterogodzinne manipulowanie woblerami dało siedem ataków, pięć ryb na kiju i cztery na brzegu. Główną rolę odegrał wobler: Lovec Rapy. Wobler Headbanger Cranky Shad 10 cm. Na niego uderzył najbardziej waleczny szczupak. Nie wiem ile razy, ale wyskakiwał co chwilę, aż wytrzepał z paszczy woblera i było po zawodach. I najbardziej polubiony przeze mnie wobler, Select. Szczupaki też chyba podzielają mój gust. Bardzo ładnie błyska bokami i robi w miarę kontrolowane odjazdy. Następnym razem będę chciał go sprawdzić na wodach PZW.
    8 punktów
  11. Maj się rozpoczął i temat bez szczupaka, to jak zupa bez przyprawy. Dostałem podpowiedź. Kilka dni musiałem odczekać i we wtorek, mimo mojej zmory, czyli silnego wiatru, wybrałem się na jeden ze stawów. Pierwsza godzina mocno mnie zniechęciła. Nie mogłem się nerwowo uspokoić ze względu na ten wiatr. Szukałem spokojniejszego brzegu. Pierwsze branie miałem na woblera SELECT DEMENTOR 130 SP/21 g. Prowadziłem twitchem. Dość ciekawie wygląda jego praca. Jednak do takiego łowienia trzeba dobrze dopasowanego sprzętu, niedźwiedziej łapy z delikatnością motyla. Ja po trzydziestu minutach wymiękam. Kolejnym woblerem, który latał tu i tam, był WESTIN SWIM GLIDEBAIT 10 cm/31 g. Z nim było zdecydowanie lepiej. Mogłem szczytówkę opuścić do lustra wody i delikatnymi, naprawdę delikatnymi, krótkimi i płynnymi szarpnięciami szczytówki wprowadzać woblera w jego prawdopodobnie najbardziej kuszące odjazdy w bok. Kolejne sześć brań zaliczam właśnie na niego. Z tego udało się trzy szczupaki doprowadzić do podbieraka (58/65/66). Pomocny był do tego spinning Flagman BlackFire 244/7-28 g, Ryobi Xenos 4000, plecionka nn 0,14.
    8 punktów
  12. Długo weekend mocno wędkarski. W czwartek nocka na Odrze z nastawieniem na sandacza. Niestety na uklejki brały jak wściekłe klenie. Zjadły mi z 20 uklejek, sandacza nie było ale chociaż klenie były naprawdę ładne. W piątek pierwszy raz popływałem łódką którą kupiłem w zeszłym roku i od razu dopadł mnie szkwał na jeziorze więc od razu mocno przetestowana. Potem na suma ze zrywkami ale całą noc bez efektu. W sobotę rano zawody z młodym a wieczorem vertical na suma ale znów na zero. Dziś na muchę pojechałem dopiero w południe ale udało się złowiłem kilka pstrągów w tym przyzwoitą czterdziestkę.
    7 punktów
  13. Wczoraj ponownie wypad nad Widawę, jakoś nie wróżę sobie tam dużego okonia ale uwielbiam tam łowić, bardzo przejrzysta czysta woda mnóstwo podwodnej roślinności, można z bliska obserwować piękne ryby. Wczoraj złowiłem znowu bardzo dużo okoni jednak większość to maluchy, jednak dwa do tabeli wpiszę: 22 i 27,5 cm, miałem też 3 brania dużych kleni na pływającą żabkę ale niestety 3 brania zepsute. Muszę przeznaczyć jakąś wyprawę na spławik lub delikatny grunt aby dobrać się do tych ogromnych kleni jak i jazi, są tam naprawdę grube ryby. Pięknie wyglądają w tak przezroczystej wodzie. Brania okoni na keitechy 3 cale kolor głównie żółty z czerwonym brokatem główka 2 gramy.
    7 punktów
  14. Dzisiaj szukałem okoni nad rzeczką w której zazwyczaj nie mam problemu ich znaleźć. Próbowałem prawie wszystkiego i nic ale dopiero robak 9 cm na czeburaszce daje jakieś ryby. Małe ale wymęczone i pierwsze w tym roku to cieszą 😄 Teraz będzie już z górki.
    7 punktów
  15. Kawał wody przemierzyłem. Godzin chyba pięć. I to wszystko skończyło się wynikiem z jednym szczupaczkiem i czterema okoniami. Tylko twitching. Nie brałem gum, blach, popperów. Woblery pod twitcha różne. Od 13 do 7 cm. Po ponad godzinnym biczowaniu wody zszedłem na najmniejsze 7-centymetrowe i łowiłem już do końca nimi. Nie wiem, co to za marka. Nie ma opisu i nie kojarzę firmy, ale na zastane warunki mi pasował. Rybom trochę mniej, ale coś czasami w niego wjeżdżało. Nie wszystkie ryby wpiąłem. Ogólnie cały sprzęt miałem mocny. Chciałem szukać dużych okoni i jednocześnie być przygotowanym na większego szczupaka. Woblery niektóre mają pod 20 g i wędka musiała sobie z nimi radzić. Tym sposobem udało skusić się fajnego garbusa na 34,5 cm. Oczywiście po ostatnich okoniowych porażkach miałem małą wiarę na sukces. Dodatkowo w takim wydaniu. Łowiskiem był odrzański kanał. Branie na kancie kamienistej opaski.
    7 punktów
  16. Weekend nad morzem. Dwa wypłynięcia na Zatokę i wieczory na flądrach. Belony kapryśne zwłaszcza w sobotę. Dużo ryb widocznych nie żerujących. Niedziela już lepsza ale też bez szału. Ogółem miałem 15 ryb i drugie tyle spadów, często pod łódką. I z tego co słyszałem i widziałem to całkiem dobry wynik w tych dniach. Na flądry jeździłem pierwszy raz do Helu. W sobotę w ciągu 3 godzin miałem około 25 sztuk. Oczywiście jak to w maju ryby co najwyżej średnie i chude jak żyletki. W niedzielę zmienił się i wzmógł wiatr i brań prawie nie było. Siedziałem prawie do północy i dobrze że zabrałem kombinezon, bo przez wiatr było naprawdę zimno. Ogólnie fajna odskocznia, piękne słoneczne dni, spotkanie z kolegami… Teraz intensywne dwa weekendy w domu i potem Norwegia. 💪
    7 punktów
  17. Ni i zgodnie z planem pojechałem, choć nad Barycz nie dojechałem. Utknąłem nad jedną rzeczką/kanałem. W zasadzie nie chciałem nad Barycz bo był upał a tam trzeba w długich spodniach bo pokrzywy i takie inne przyjemności. Nad tą rzeczką w krótkich porciętach i T-shircie spokojnie dalem radę. Okoni co niemiara, większość to dłoniaki ale dwa ładniejsze się trafiły. Do tego ładny szczupak przy podbieraniu jednak obciął, niezły leszczyk i jakas wzdręga. Nie chciały nic powyżej 3,5cm i raczej z praca własną. Ten szczupak też na 3,5 cm ala kajtka, dlatego nie miałem stalki bo to już odcinało brania. Pozdrówki
    7 punktów
  18. Co jakiś czas wybieram się późnym wieczorem na klenie z powierzchni, ale w tym roku nie mam tylu brań co w zeszłym. Nie wiem czy kleni jest w tym sezonie mniej, czy co. Wczoraj tylko trzy porządniejsze ataki (i kilka trąceń). Z tego jeden kleń na brzegu i drugi spięty. Czekam już z niecierpliwością na rozpoczęcie sezonu sumowego 💪
    7 punktów
  19. Wczoraj wybrałem się na wodę PZW Hamernia. Łowiłem na 2 wędki standardowo jedna metoda a druga feder klasyczny. Na metodę łowiłem kulkami osmo a nęciłem peletem 4mm i 2 mm złowiłem sporo leszczy. Natomiast na klasyka nastawiłem się na karasia. Wiem że pływają tam ładne sztuki więc łowiłem na zanętę typowo na Karasia do tego kukurydza biały robak i dip miodowy. Na haczyk zakładałem ziarno kukurydzy. W ten sposób nie miałem brań leszczy i drobnicy. Miałem kilka atomowych brań ale tylko jedno udało mi zaciąć hol był długi ale niestety ryba spadła. Na wędce czuć było moc ryby prawdopodobnie karp. Kilka brań nie dałem rady zaciąć, zmieniałem przypony na krótszy, dawałem różne wielkości haczyka ale nic nie pomagało. Musze kolejny raz się tam wybrać i złowić jakiegoś karasia taki cel sobie postawiłem.
    7 punktów
  20. Też tak uważam👍 Żeby nie było, że nie próbuję. Kolejny raz i udało się tylko kilka niewielkich złowić. A byłem na jednym z wrocławskich stawów. Wzdręga w tarle i leje mleczem, to jest okazja na skoncentrowaniu się na okoniach. Cóż z tego. Strasznie mi trudno do nich się dobrać. Ale nadzieja jest. Stojąc w jednym z miejsc, obserwowałem niezliczone ilości wzdręg. Tak blisko pływały, że rękami można było po nie sięgać. I zauważyłem między nimi klenia. Duuużego. I mocno mnie zastanowiło, co on tam robi i prawie się mnie nie boi. Stojąca woda, blisko brzegu, dość płytko. Zniknął i pojawił się po chwili ponownie. Przyglądnąłem się dokładniej. I wtedy zesztywniałem. Zmyliły mnie położone płetwy. Gdy się ustawił bokiem, to było wszystko jasne. Okoń! Ogromny. Wśród tych wzdręg, to monstrum. A przecież niektóre krasne też były niczego sobie. Okoń mógł mieć spokojnie pod 50 cm. Nawet zdążyłem gumkę przed nosem poprowadzić. Tylko że on był pewnie w tym momencie takimi gadżetami mało zainteresowany. Pływał między wzdręgami, udając pewnie ich koleżkę i podejrzewam, że wykorzystywał to na poprawienie swojej masy na mniej ostrożnych rybkach:)
    7 punktów
  21. Wczoraj wypad pod wieczór na Wisłok. Łowiłem od 18 do pierwszego bobra, czyli gdzieś tak do 21.40 stojąc w wodzie. Takie szybkie przelewy kleniowe. Dwie wędki, jedna pod klenie, druga cast z myślą o boleniu. Aktywności boleniowej nie widziałem, ale coś tam w wodzie się chlapało czasem. Na wędce kleniowej miałem kilka brań, jeden kleń na 36 cm na brzegu, wziął na 6cm plopperka Na casta zacząłem łowić przed samym zmrokiem, tylko jednym woblerem tym co na fotce. Dwa brania nie trafione, jeden kleń przywalił solidnie. 50 cm.
    6 punktów
  22. Wybrałem się w czwartek na swoją ulubioną miejscówkę. Niezwykle rzadko ktoś tam próbuje swoich sił. Tylko Marienty tam czasami zaglądał;) Miejsce już prawie jest i dla mnie nie do ogarnięcia. Trudno. Trzeba się z tym oswajać. Ten dzień był z nastawieniem na okonie. Złowiłem kilkanaście, plus szczupaczka. Zacząłem od poppera, bo tam zawsze na nie coś udawało się złowić. I tak było tym razem. Później mieszałem wodę tylko woblerkami Hunter "Horn" i "Instinct". Do mojej tabeli trafi pięć okoni (25,5-22-24,5-23-22).
    6 punktów
  23. Tydzień temu wybrałem się na Widawę w poszukiwaniu okoni. Okoni złowiłem bardzo dużo ale wszystko maks do 22 cm, więc do tabeli nic nie dorzucę .Porzucałem też trochę za kleniem na pływającą żabkę, kilka kleni pod 40 cm wylądowało na brzegu. Dzisiaj może uda się gdzieś we Wrocławiu wyskoczyć na okonie, oby trafiły się jakieś większe 💪
    6 punktów
  24. Mówi się, że wędkarze są przesądni. Ja na pewno - zwłaszcza w kwestii wędkarstwa. 28.05. to dla mnie w pewnym sensie data magiczna. Tego dnia, 29 lat temu złowiłem swoją pierwszą medalową rybę. Siedząc dziś po pracy nad rzeką (bo zawsze tego dnia staram się nad nią być), wróciłem wspomnieniami do tamtych czasów uśmiechając się pod nosem. W tamtych czasach nie było komórek, miałem co prawda starą Smienę, ale w jej przypadku dowiadywałeś się czy zdjęcie ci wyszło dopiero gdy je wywołałeś. Tak więc nie chcąc ryzykować utraty pierwszego w życiu medalu i publikacji w WW, dałem jaziowi (to on był tą rybą) "w łeb" i nie patrosząc wrzuciłem do zamrażarki. Następnego dnia rano pojechałem z nim do pracy. Całe biuro było podekscytowane tym wydarzeniem do tego stopnia, że dostałem kierowcę i służbową Nyską w asyście kadrowej Krysi i kierownika działu zaopatrzenia Jurka pojechaliśmy do najlepszego w mieście zakładu fotograficznego, by zrobić zdjęcie rozmarzającemu jaziowi. Nie wiem czy widoczne na zdjęciu plamy na koszulce (również pokazującej ówczene trendy muzyczne ) są spowodowane wiekiem zdjęcia, czy rozmarzającym jaziem. Poczekaliśmy na odbitki i spokojni o to, że pracownik firmy będzie w gazecie ogólnopolskiej i że wszyscy maczali w tym palce, wróciliśmy do firmy, gdzie jaź został wreszcie wypatroszony i usmażony przez Panią Krysię, a następnie symbolicznie każdy dostał kawałeczek, by poczuć smak medalowej ryby. Zdaję sobie sprawę, że ta opowieść dla współczesnych wędkarzy może się wydać wręcz makabryczna, ale jak widać wtedy było to odbierane zupełnie inaczej, a i ja nie czuję z tego powodu jakiegoś... zakłopotania. Tak po prostu kiedyś było. Wracając jeszcze do współczesnych nowinek, komórek wtedy nie było, a i internet dopiero raczkował. Pamiętam, że mimo iż w pracy na każdym biurku był komputer, to tylko sekretarka miała łącze internetowe. Nie było więc forów wędkarskich, nie było gdzie zapisać swoich wyczynów. Ja robiłem to w pamiętniku. Z tych wspomnień wyrwał mnie spławiczek, który delikatnie zadrżał, podskoczył kilka razy i zaczął odjeżdżać na środek rzeczki. Zaciąłem i po niesamowitym holu wyjąłem medalowego klenia. To tylko potwierdziło magię tej daty. Dodatkowo to moja pierwsza medalowa rybka z Bystrzycy
    6 punktów
  25. Wczoraj wróciłem nad Odrę po niemal miesięcznej z nią rozłące. Pogoda nie rokowała spinnigowych sukcesów, więc postawiłem na feedera. Zacząłem od podejrzanej u @Marienty przynęty, czyli makaronowych kolanek, jednak brań się nie doczekałem. Przeprosiłem kukurydzę i może po godzinie mam pierwsze branie, ale takie z łapaniem kija, żeby nie uciekł i w podbieraku zameldował się medalowy leszcz. Ryba silna i chyba już po tarle. Po ponad pięciu godzinach patrzenia w szczytówkę okazało się, że to było jedyne branie. P.S. z tym makaronem chyba było coś nie tak. Na koniec łowienia oddałem go psu, który nie jest wybredny, a mimo to powąchał go tylko i odszedł. Ugotowałem go rano, więc był swieżutki, ale widocznie to nie wszystko. Proszę więc o wskazówki jego przygotowania
    6 punktów
  26. Wczoraj wykorzystałem dzień bez silnego wiatru i pojechałem na żwirownię w Mrowli. Raz tylko łowiłem na tym zbiorniku w tamtym roku. Teraz inna miejscówka po drugiej stronie. Wybrałem taka większą lukę w trzcinach żeby i bacikiem połowić i pickerka postawić. Niestety nie dało się łowić na dwie wędki. Zrezygnowałem z białych robaków, żeby uniknąć małej ryby, kukurydzy miałem tylko pół puszki, trochę kombinowałem, na pickerku nawet pelet na gumce zakładałem żeby mieć trochę spokoju. W końcu zrezygnowałem z pickerka i łowiłem tylko batem. Na granicy końca trzcin, głębokość około 1,6m nęcone tylko peletem 4mm. Brania praktycznie cały czas, uspokoiło się dopiero pod wieczór. Najwięcej wzdręgi, trochę mniej płoci, ryby takie sportowe, 15-20 cm. Grubo ponad 60 szt wyjęte. Do tego 4 karpie, jeden wymiarowy , tak na oko 40-42 cm , nie mierzyłem nawet. Trzy ryby też wygrały zawody na przeciąganie liny, rozgięte haki, nawet nie widziałem co to. Obstawiam na większe karpie. I ciekawostka .......6 raków też na kukurydzę. A, i jeszcze 3 kleszcze, dwa nad wodą wypatrzyłem a jednego uja w domu, już się w pępku przyczaił do wgryzienia. Dwie wzdręgi do GP wpadną, 20,21 cm
    6 punktów
  27. Wtorek. Wybrałem się na żwirownie Mrowla, chciałem połowić tam gdzie te raki brały niestety miejscówka zajęta, wolne były stanowiska na drugim brzegu, ale tam na bata bym nie połowił bo za płytko, więc szukanie innych rozwiązań. Obok jest druga żwirownia "no kill" łowiłem na niej do tej pory tylko białoryb na ultralajta więc stwierdziłem że trzeba popróbować innych metod. Na łowisku nie wolno stosować zanęty, pickerek został w aucie, tylko bacik pozostał do wyboru. Puszka kukurydzy i trochę peletu żeby coś na dnie rybom zaprezentować. Co kilkanaście minut dosłownie po kilka sztuk wrzucone obok spławika. Brania praktycznie od razu, na przemian albo płotka albo wzdręga, takie fajne sportowe rybki w okolicach 20+ Haczyk wymieniłem na solidniejszy tym razem ale i tak 2 zostały rozgięte i dodatkowo jeden zestaw w całości poszedł z rybą. Nawet nie dało się przytrzymać, odjazd po zacięciu i po rybie. Do GP lecą 2 wzdręgi 22,23 i 2 płotki 25,29 cm Piątek. Pojechałem na tego "no kila" tak fajnie było we wtorek że chciałem powtórzyć zabawę. Ta sama miejscówka , takie samo łowienie bacikiem, tylko tym razem zrobiłem inne mocowanie zestawu na szczytówce, i już konkretny hak do kukurydzy. Brania dużo słabsze niż we wtorek, więc co jakiś czas odkładałem bata i nie ruszając się z fotela ultralajtem se rzucałem. Kilka okoni małych i kilkanaście wzdręg wpadło dodatkowo. I na bata niespodzianka , rekord tej wędki, wpadł jesiotr 86 cm, nawet nie wiedziałem że w tej wodzie takie ryby są.
    5 punktów
  28. 5 punktów
  29. Cześć. Miałem takie marzenie, żeby kiedyś przezwyciężyć niemoc i świadomie łowić sumy. Brakowało tego "czegoś". I jak w życiu bywa, trochę przypadku, trochę wiedzy i oczywiście szczęścia się przydało, by znaleźć swoją drogę, by je łowić. W przedstawionych filmach, w skrócie, pokazuję przynęty (tylko część z posiadanych), którymi łowiłem na jednym z wrocławskich kanałów. Warunki sprzyjały, by właśnie takie przynęty się sprawdzały. Czy komuś przyda się taka informacja? Tego nie wiem, ale pod rozwagę powinno się wziąć stosowanie ich w łowiskach, gdzie trzeba stosować hol bardzo siłowy, by ryby powstrzymać od wjazdu w zawady. Cykl zakończy 4 część, która powinna ukazać się niebawem. Ja już na wąsy się nie wybieram. Mam swoje powody. Postanowiłem jednak w jakimś niewielkim stopniu uruchomić wyobraźnię wśród wędkarzy szukających własnych sposobów na łowienie tej potężnej ryby.
    4 punkty
  30. Hej okoniarze! Co tu tak cicho? W piątek byłem na najbardziej znanym wrocławskim kanale. Woda ultra niska. Poniżej stadionu ledwo płynie. Na powierzchni utrzymuje się jakaś powłoka z pylących drzew i kwiatów plus biały puch z topoli. Najmniejsze przelotki zatykały się tym puchem i trzeba było skubać ten bałagan z plecionki. Co się działo z rybkami? Okoni złowiłem kilkanaście. Nic do tabeli niestety. Przynętą były przez całe 4 godziny wirujące ogonki 3-4 g. Bardzo liczyłem, chociaż na jedną akcję z jakimś fajnym okoniem. Niestety, nie doczekałem się. Natomiast złowiłem jeszcze dwa szczupaczki. Jedno branie, to był jakiś klamot nie do zatrzymania. Szczęście, że ogonek wypiął się w momencie, gdy już myślałem o zatrzymaniu szpuli ręką. Kolejny raz udam się chyba na szybszy odcinek. Na powierzchniowe przynęty zero reakcji. Bolenie patrolują rewiry dyskretnie. Klenie trudne do zlokalizowania. Zapewne wyżej się ustawiły na żwawszym nurcie. Być może są w tarle? Mało teraz do nich się przykładałem i trudno ocenić, co się u nich dzieje. Do końca miesiąca chciałbym chociaż jednego okonia do tabeli wkleić. Jak myślicie, duże wyzwanie?:)
    4 punkty
  31. Oto moja kolekcja. Niektóre coś tam już złowiły. Większość jak widać jeszcze nie widziała wody. Spora część z nich będzie miała okazję zadebiutować jeszcze w tym miesiącu. Mam jeszcze kilka fajnych sztuk oprócz tego co na zdjęciu w sekretnym pudełku 😉
    4 punkty
  32. Dziś tylko jeden, ale na podmiankę się nadaje
    4 punkty
  33. Szlifowania ciąg dalszy. Przynęty na zdjęciach.
    4 punkty
  34. Wczoraj łowienie na małej wodzie, taka dzika glinianka którą wypatrzyłem na mapach google. Woda wygląda na bardzo fajną, akurat zaczynają pokazywać się liście grążeli i w środku sezonu chyba za bardzo zarośnie uniemożliwiając łowienie. Łowiłem tam tylko raz w życiu w marcu na pickerka. Kilkanaście płotek i kilka leszczyków wpadło. Nie wiem co jest z ryb w wodzie bo nawet nie ma kogo spytać , chociaż ślady na brzegu wskazują że ktoś tam łowi. Wziąłem 2 wędki, pickerka i bacik żeby się pobawić spławikiem. Wszystkie ryby złowiłem na bata, pickerek trochę zaniedbywany bo słabe brania na niego i skupiałem się na spławiku. Siedziałem od 13 do 20.30 Zanęcenie trochę peletem z ręki i ze 3 kulki zanęty wielkości jajka na początek. Pierwsze brania pokazały się po około 30 minutach. Łowiłem na 3 białe robaczki lub na 1 ziarno kukurydzy. Sporo płotek, nawet takie po 22 cm, i trochę leszczyków tak do 30 cm max. Jak brania słabły do wody szło troche peletu 4 mm lub kukurydza z puszki. I tak w śród tego drobiazgu, zaciąłem zawad, który po kilku sekundach ożył i dał dużo frajdy na baciku 5 metrowym. Udało się rybę wyjąć , nowy PB leszcza, 65 cm.
    4 punkty
  35. Wczoraj łowienie na "no killu" w Weryni. Pierwsza wizyta w tym roku. Na jesieni ostatnie 3 albo 4 wyjazdy skończyły się bez ryby. Ciekawy byłem jak wygląda ten rok. Jest słabo. Rozmawiałem z wędkarzem który siedział obok, on już kilka razy był w tym roku i potwierdza bardzo słabe brania ryb. Presja na zbiornik bardzo wzrosła, okręg wyraża zgodę na organizowanie zawodów wędkarskich na tej wodzie ( uważam to za największy debilizm ) i praktycznie co wekend 2 dni są zawody jakiegoś koła. Ja wysnułem taka teorię, że ryby są już mocno pokłute, i zrobiły się bardzo ostrożne. Tam raczej nie ma ryby która nie miała by haka w pysku i holu na brzeg. Dodatkowo do wody trafia całkiem sporo kulek i peletów więc ryby mają co jeść. Łowiłem od 13 do 21, miałem 3 wędki i na przemian 2 były zarzucone a jedna leżała na brzegu. Zestaw karpiowy z kulką 14 mm, dodatkowo podczepiony woreczek PVA z krojonym kulkami - zero zainteresowania. Na metodę 3-4 delikatne brania, takie zabawy typowo jesiotrowe, bez zdecydowanego odjazdu, nawet nie zacinałem. Pickerek z pinką na haczyku, to stało 3-4 metry od brzegu, tu jedno fajne branie i na brzegu wylądował karp 85 cm 14 kg razem z siatką, akurat sąsiad obok miał wagę to była okazja zważenia. Dodatkowo 3 ryby duże na wędce spięte w czasie holu, na 100% obstawiam że to podczepienie a nie branie. I to wszystko na 8 godzin łowienia. Widziałem może ze 4 ryby wyjęte przez innych i dodatkowo 4 karpie złowione z powierzchni na pływający pelet i zestaw z pływakiem. Kolega obok tak łowił bo z dna nie miał brań.
    3 punkty
  36. w piątek dzwoni kolega że zawiózł silnik zaburtowy na serwis ma trochę czasu i gościu mówi że obok płynie ciurek , poszedł zobaczył i decyzja jedziemy w niedzielę, startujemy o 5 , pierwszy raz tam byłem, rzeczka około 4 m. szerokości powolny nurt, sporo nawet dojść do wody brak drzew nad głową tak że 3 m. kijek dawał radę, jest to dopływ widawy ale niestety nie dało się dojść na ujście , kolega miał 4 ikonki + obcinkę szczupaka , ja tylko jednego ale krecią robotę robiła " włascicielka " 😜 tego odcinka WYDRA !!!! cholera cały czas buszowała i jak się wywaliła to jak kto cegłę rzucił, klimaty fajne cisza spokój i w końcu widoki inne niż na elektrociepłownie 😜
    3 punkty
  37. Te szczupakowe zabrane na ostatni urlop wciąż są w plecaku i czekają na powrót do szafy i kolejną majówkę. Te ze zdjęcia na majówkę się nie załapały, ale część z nich pewnie pojedzie na urlop listopadowy (jeśli go dostanę). Myślę, że wszystkie są w wieku 30+. Niewiele tu sklepowych sztuk, większość to rękodzieło, często zaprzyjaźnionych wędkarzy zrobionych na konkretną wodę i konkretny czas. Ich godziny świetności dawno minęły, ale wciąż czekają na swój nowy czas. Mam sentyment do tych najbrzydszych, klepanych w garażach na kowadłach z blachy kwasowej (jeśli ktoś kiedyś próbował taka blachę krępować - wie o czym mówię). Ważny był zasięg i mocna praca. Jesienią na Bugu waliły w nie wszystkie drapieżniki, wystarczyło tylko je znaleźć i odpowiednio podać błystkę. O każdej mógłbym napisać oddzielnego posta, ale nie chcę zanudzać Powiem tylko, że jedna z tych kwasówek w pewien październikowy, mglisty poranek dała mi życiówkę bolenia i kilka mniejszych (jeden 80+, pozostałe 70+) i na pewno nie wygląda, a nawet nie przypomina kształtem, czy pracą przynęt uznawanych za stricte boleniowe. Było to jednak w latach 90-tych. Podejrzewam, że wtedy bolenie nie wiedziały jeszcze, które przynęty są im dedykowane 😊
    3 punkty
  38. No, kurde, gruuubo żrą... Znalazłem ładne okonie, ładne jak na ostatnie warunki, takie dłoniaki, ale nie dotykają nic co ma mniej niż 4,5 cm i nie dotykają nic większego niż te, konkretne 4,5 cm. Szukamy dalej, zabawa jak to z okoniami Pozdrówki
    3 punkty
  39. W drodze powrotnej z jednego ze stawów zaglądnąłem jeszcze na Ślęzę. Miałem w pudełku kilka smużaków i niewielkie woblery. W dwie godziny sporo kontaktów. Kleniki małe. Miały problem zassać osę. W końcu jeden z większych chwilę powalczył i spadł. Głodny byłem okrutnie, ale szkoda mi było rezygnować, bo nie wiem, kiedy jeszcze zaglądnę na ślumpę. Było już kilkadziesiąt minut po zachodzie. W aparacie znowu nie przestawiłem godziny i EXIF podaje mylne dane. Założyłem glapkę od Lovec Rapy i wybrałem odcinek prostki z napływem na przewężenie. Wrzutka na przewężenie i wachlarzem sprowadzam woblera pod burtę. Dalszą drogę wobler pokonywał wzdłuż brzegowej burty. I gdzieś w połowie drogi czuję delikatne "pyk". Na Mistrall Nautilio do 2,5 g nie ma co się spodziewać mocnego łupnięcia. Ryba spokojnie walczy o swoje, ja o swoje. I gdybym jej nie wyjął, to trudno by mi było uwierzyć, że kleń miał tyle centymetrów. Kolejny raz spinning spisał się na najwyższym poziomie. W tym tygodniu wyjechało na nim prawie dziesięć ryb powyżej 50 cm. Klenia po krótkiej walce wprowadzam do podbieraka i szybko dokumentuję wyczyn. To jest rozmiarowo drugi w kolejce kleń ze Ślęzy pod względem wielkości. To nie było planowane. Ale wędkarstwo jest dlatego ciekawe, że czasami spontaniczne decyzje kończą się miłymi niespodziankami.
    3 punkty
  40. Dopisuję dzisiejsze i chyba zamykam swoją tabelkę. Od jutra szlifuję wynik
    3 punkty
  41. No to teraz już w końcu wszystko jest jasne 😜: https://wroclaw.pzw.pl/szczegoly-artykulu/informacja-w-sprawie-wedkowania-w-poblizu-budowli-hydrotechnicznej-pietrzacej-wode_fpLBdlJthzaZfnMRazlN?parent_way=214
    2 punkty
  42. Rejs trwał ok 6 godzin. Połowa rejsu to moja walka z chorobą morską 🤣 Bujało tak że nawet pan szyper stwierdził że to walka o przetrwanie a nie łowienie. Dopiero pod wieczór morze trochę się uspokoiło i ja poczułem się lepiej. Złowiłem swoją pierwszą rybkę i było już wszystko ok 😉 Drugi dzień rejsu zupełnie inny świat. Piękna słoneczna pogoda i mała fala. Ryby były ale nie chciały brać, tylko odprowadzały wabiki. Przerzucilłem wszystko co miałem, aż w końcu trafiłem odpowiednią blachę. Udało się wyjąć 3 albo 4 ryby. Na 8 osób tylko 3 osoby coś złowiły, reszta na 0. Wyjazd i tak uważam za udany. Co przeżyłem to moje
    2 punkty
  43. Krótkie podsumowanie maja. Byłem kilka razy na rybach. 1 maja tradycyjnie rozpoczęcie sezonu szczupakowego. Wpadła ładna ryba, ponad 70 cm. I jedna krótsza na wahadłówkę. 2 maja rano bacik i żywiec. Na bacik non stop brania wzdręga, na żywca bez brań. Ok. 10 zwinąłem to i poszedłem porzucać na spina. Po 11 branie i szczupak ponad wymiarowy. Kolejne dni to 2 wypady pod wieczór w których trafił się m. in. szczupły ponad 80 cm. Byłem też z rana po zimnych ogrodnikach na głębokiej żwirowni, bez brań ryb, ale za to trafił się rak Ostatnie dni maja to byłem jeden raz na drogiej szczupakowej komercji. Tam tylko 1 króciak i karpik za ogon, oraz hol jakiegoś potworka pewnie za kapotę. Ostatnie dni mają to mój debiut na belonach. Piękny to był miesiąc
    2 punkty
  44. Naprawdę, czekam już na tym forum tylko na taką historię, że Jaceen wracając wieczorem po deszczu, zauważył jakąś ciekawą kałużę na drodze, postanowił ją cierpliwie obrzucać i wytargał okazowego klenia 😜 Gratulacje, niezła ryba 👍
    2 punkty
  45. Szlifowanie wyniku - złowiony na paproszka.
    2 punkty
  46. Dzisiaj wybrałem się na kanał żeglugowy we Wrocławiu. Zabrałem ze sobą dwa kije jeden typowo pod okonia drugi pod wzdręgi. Ciężko się łowiło przez dużą ilość leszczy, szukałem miejsc gdzie ich nie było, później mocny wiatr też nie pomagał. Złowiłem kilka wzdręg takich maks do 24 cm oraz kilka okoni. Jeden okoń nadaje się do tabeli. Okoń 24 cm. Wszystkie ryby złowione na tanty w kolorach zielonym i żółtym.
    2 punkty
  47. Dzień zacząłem od wizyty w wędkarskim, musiałem uzupełnić twisterki, bo nie było czym łowić. Identycznych nie znalazłem, więc wziąłem po kilka sztuk przeróżnych kolorów - jeden przypasował. Dorzucam dwa ligowe. Jutro znowu trzeba zacząć od wędkarskiego, bo już tych chodliwych nie mam
    2 punkty
  48. proszę o kontakt z kolegą który był na spotkaniu w spiżu i mówił że łapie sumy na cykady , pozdrawiam Wasyl
    1 punkt
  49. W czasie powodzi w lipcu 1997 r. goniłem rybę na ul. Świdnickiej, to nie będę się zarzekał, że to niemożliwe:)))
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.