Skocz do zawartości
jerki na szczupaka     Promocja dla użytkowników forum haczyk.pl w postaci rabatu 10% na pierwsze zakupy w sklepie  wędkarskim wielkaryba.pl

Ranking

  1. Elast93

    Elast93

    Użytkownik


    • Punkty

      37

    • Liczba zawartości

      2 064


  2. jaceen

    jaceen

    Redaktor


    • Punkty

      35

    • Liczba zawartości

      4 752


  3. ESSOX

    ESSOX

    Użytkownik


    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      1 550


  4. Marienty

    Marienty

    Moderator Grand Prix haczyk.pl


    • Punkty

      25

    • Liczba zawartości

      1 309


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 25.08.2022 uwzględniając wszystkie działy

  1. Dwa tygodnie bez wędki zrobiło swoje. Czułem się trochę dziwnie. Warunki nad wodą zastałem trudne. Po wysokiej wodzie brzegi mocno namoknięte. Nogi rozjeżdżały się jak szczeniakowi łapy na lodzie. Nurt w dalszym ciągu szybki. Dobrze, że wziąłem najmocniejszy sprzęt, którym dysponuję. Z DAM-ką do 42 g w takiej sytuacji można by się spodziewać bieganiny po brzegu. Ale ja tu o bieganiu a jeszcze nie zacząłem łowić. Spodziewałem się takiej wody i wziąłem ze sobą travela SG MPP2 243/40-80g. Posłuchałem bardziej doświadczonych i nawinąłem plecionkę 0,28 Whiplash8 Berrkleya. Dyskomfortu w rzutach i prowadzeniu przynęt nie odczułem. Linka dobrze wysnuwała się ze szpuli i dawała poczucie bezpieczeństwa. Kotwice w niektórych woblerach wymieniałem, ale u mnie to ma być najsłabszy element. Mają się w razie dramatycznej sytuacji najzwyczajniej rozgiąć, a przynęta ma wrócić do mnie. Tej nocy łowiłem z kolegą Olkiem. Tak się złożyło, że już podbierał mi dwa sumy, gdy kiedyś się spotkaliśmy. Niewiele brakowało i mógłbym się odwdzięczyć. Niestety sum nie wciął się Olkowi i rewanż został odroczony. Początkowo łowiłem na River2Sea 13 cm. Później założyłem Adustę Zacrawl-heart Blaster i na koniec na nietoperza Bat 3d 10 cm. Mieliśmy ostatnie dziesięć minut łowienia. Było już po 1:00. Sprowadziłem nietoperza po łuku w pobliże brzegu i powoli zacząłem ściągać go do siebie. Nie mogłem się spieszyć. Nurt był zbyt mocny i trzeba było to robić z wyczuciem. Kilka rzutów i BUM! Atak, pierwszy odjazd i siła nurtu, od razu dała do zrozumienia, że plany powrotu ulegną zmianie. To był najdłuższy hol suma, z jakim się mierzyłem. Ryba odjechała około 20 metrów i stanęła mniej więcej na środku kanału. Nie dała się przez 20 minut podciągnąć więcej niż na dwa/trzy metry. Nawet w momencie, gdy już widzieliśmy wąsa na powierzchni, to siła nurtu i masa ryby nie pozwalała na szybszy hol. Trzeba było cierpliwie walczyć o każdy metr. Pod koniec mieliśmy jeszcze dwa odjazdy, ale niespodzianek jako takich nie było. Kolega szybko i sprawnie podebrał mi kolejnego suma. Jeszcze trochę i się nie wypłacę w rewanżu:) Po zmierzeniu wyszło z małym plusem 170 cm. Ogólnie warunki trudne. Nurt silny i brzegi mocno rozmiękczone, błotniste. Szczęśliwie, spływające trawy nie były dokuczliwe, jak bywało ostatnio. 🇵🇱🎣👊
    13 punktów
  2. Wczoraj zaplanowałem wyjście pod wieczór na Wisłok ze spinem. Miejscówka na której miałem połowić okazała się zajęta, siedzi jakiś wędkarz ze spławikówką. Nie chciałem mu przeszkadzać rzutami więc tylko zapytałem czy coś miał ( 2 małe sumki ) i przeszedłem kilkadziesiąt metrów wyżej. Tu woda prawie stojąca, głębokość 1.5-1.8 metra i trochę roślinności podwodnej. Zakładam małego plopperka który dopiero przyszedł z Ali... i jeszcze nie widział wody jestem ciekawy jaka jest różnica między nim a tymi większymi które już mam. Plopperek jest na fotce z rybą która się na niego skusiła jako pierwsza 75 mm i 6.5 grama więc mogę delikatnym kijkiem porzucać, na moją rzekę wydaje się idealny, doleci pod 2 brzeg i wędka zgrana z nim doskonale ( Mikado Nihonto Red Cut X-Tra Lite 240cm do 10g ) Praca powiedział bym taka subtelna i aksamitna, plumkanie delikatne i ledwo słyszalne. Bardziej jak wobler smużak niż whopper plopper. Rzucam pod drugi brzeg, z prądem i pod prąd za każdym razem pracuje tak jak powinien. Kilka minut takiego rzucania i jest branie , na brzegu ląduje boleń na 63 cm. Trochę mnie zaskoczył bo kompletnie nie widać było żadnej aktywności drapieżników, bardziej byłem nastawiony na wywabienie z dna okonia czy suma niż powierzchniowego bolenia który się nie zdradził niczym, samo branie to też nagły wir na wodzie i opór na wędce a nie atak w biegu. Jeszcze chwilkę tak porzucałem już bez brań i zaczęło robić się ciemno, miejscówka którą miałem w planach pierwszą zwolniła się więc stwierdziłem że trzeba się przenieść . Ostatecznie stwierdziłem jednak że dam jej dzisiaj spokój i ustawiłem się już na nocnym miejscu które dało mi niejedną rybę. Szybka woda , środkiem rynna , co kawałek większe głazy na dnie , liczne zawirowania i spowolnienia nurtu. Miałem casta z większym plopperem ale nawet nie machnąłem nim Nie zmieniałem przynęty łowiłem tylko tym małym plopperkiem. Ciemno już i nic nie widać , tylko lekka poświata od księżyca na wodzie, łowię bardziej na słuch niż wzrokowo. Rzut pod prąd i wolne prowadzenie z nurtem tak żeby tylko delikatnie smużył wodę i jest głośny atak na przynętę. Atakującym okazał się kleń na 51 cm , który choć dłuższy o 3 cm od ostatniego dużego, wyglądał jak młodszy brat tamten to była prawdziwa klucha. W kolejnych rzutach wyjmuję jeszcze 2 klenie takie po około 25 cm , mam kilkanaście brań bez wcięcia , w tym dwa atomowe ataki naprawdę grubej ryby. Któryś z kolejnych rzutów pod prąd, zepsuty, przynęta spada nie tam gdzie chciałem , zwijam niechlujnie, tak na odczepnego żeby móc już wykonać poprawny kolejny rzut i nagle gejzer na wodzie w miejscu gdzie powinien być wobler, myślałem że spłoszył się jeden z bobrów które co jakiś czas przepływają w dół lub w górę rzeki, zamieszanie na wodzie ,wędka w ręce pulsuje i wiem że mam coś potężnego na końcu zestawu. Zacięcie było instynktowne, ryba młynkuje gwałtownie spływając z prądem. Już wiem że to ryba a nie bóbr bo ten by zerwał zestaw od razu. Kilka minut i podbieram rybę , ciemno i nie wiem co, po długości ryby obstawiam bolenia bo w wodzie widzę tylko jasną plamę , ledwo co obejmuję potężne karczycho i kładę rybę na trawie. Świecę latarką i widzę piękne klenisko , pomiar pokazuje 59 cm strzelam szybko fotkę i zwracam rybę wodzie, chwilę odpoczywa i majestatycznie odpływa w świetle latarki. Już nie rzucam, uznaję że miejscówka jest spalona po tych wybrykach na powierzchni , ja mam dosyć atrakcji jak na jeden dzień i jadę do domu. Plopperek został zakupiony w jednym egzemplarzu tak testowo przy okazji innych zakupów i już wiem że trzeba uzupełnić zapas
    9 punktów
  3. Ponad 3 tygodnie urlopu i prawie tyle samo przerwy od wędkowania. To chyba mój rekord takiego "postu". Wędkę jednak spakowałem i po koniec urlopu wygospodarowałem jeden poranek na krótki wypad. Tym razem gościnne występy na Wiśle, na wysokości Kozienic. Celem był boleń. Obłowiłem dwie główki. Udało się przechytrzyć dwie rybki. Jedn spięła się po krótkiej walce, druga zapozowała do zdjęcia. Aktywność boleni raczej mała. Pamiętam czasy, gdzie na tych metach woda się od nich gotowała.
    9 punktów
  4. Dobrze, że wysyp grzybów zbiegł się z... sytuacją na Odrze, bo inaczej człowiek by zwariował Okolice Środy Śląskiej, po pracy, las wydeptany, a i tak było się nad czym pochylić.
    8 punktów
  5. Mam objawy swoistej wersji „syndromu sztokholmskiego”. Ciągle wracam na tę samą miejscówkę mimo, że w tym i poprzednim sezonie wiele razy schodziłem z niej o kiju. Wciąż tam wracam, marząc o przełamaniu. Byłem również w zeszły wieczór. Wziąłem dwa kije 1- kleniowy z małymi wobkami, licząc, że przebudzą się moje spinningowe płocie, które o tej porze roku udaje mi się łowić powtarzalnie. 2-kijek na grubo, pletka i większe wobki z myślą o sandaczu. Na pierwszy ogień poszedł zestaw kleniowy a na końcu zestawu 3cm Sendal. Już w trzecim rzucie mam mocniejsze szarpnięcie i wiem, że nie będzie to płoć. Po niedługiej walce w podbieraku ląduje ładny kleń 50+. Miarka się zawinęła i ten + nie jest taki duży. Po złowieniu klenia postanowiłem dać szansę sandaczom. Wędkę kleniową odkładam w krzaczki (tam gdzie łowię po zmroku jestem tylko ja, koty, jeże i bobry, więc zupełnie się nie obawiam o pozostawiony zestaw) i i idę z wędką nr 2 na kolejną miejscówkę. Po kilkudziesięciu rzutach uklejo-podobnymi woblerami, w tym dosyć długo rapalkami orginal 7 i 9, daję sobie spokój i zakładam coś bardziej kleniowego czyli Salmo fanatica. Już w 4 rzucie mam piękne walnięcie i łowię klenia 45cm. Na wędce do 40g i pletce 0,12 nie poszalał za długo. Kolejna miejscówka i kolejny ładny kleń. Niestety spada – „sandaczowa pałka” nie wybacza błędów. Ostatnią godzinę poświęcam na spinningowy białoryb. Wracam na 1 miejscówkę i uzbrajam wędkę kleniową w sendalka. Po paru rzutach łowię w końcu niebrzydką płoć. O tej porze roku wychodzą z toni na wodę do połowy łydki i wydłubują drobnicę chowającą się w przybrzeżnych kamieniach. Zasady są dwie. Trzeba być cicho i nie zasnąć przy kręceniu korbką kołowrotka Wspominając piękne spinningowe płocie z poprzednich sezonów, wracam twardo na ziemię bo w ostatnim rzucie tego wypadu małego sendalka atakuje najmniejsza płoć jaką do tej pory udaje mi się złowić właśnie na spinna. …a co do miejscówki... no cóż… dam jej jeszcze tę ostatnią szansę 😉
    8 punktów
  6. U mnie tydzień bez wędki , znowu byłem w krainie smoków
    8 punktów
  7. Po zasiadkach sumowych, dzisiaj zupełnie inna wyprawa. Pojechałem na górną Wisłę, żeby połowić na suchą muchę. Miałem nadzieję głownie na klenie i lipienie. Okazało się jednak, że ryby w ogóle nie reagowały na suchą muchę. Z konieczności przerzuciłem się na nimfę. Brań było bardzo dużo, głównie małych pstrągów i głównie w bardzo szybkiej wodzie. Pod wieczór zjeżdżam kilka kilometrów niżej, ale i tu szału nie ma. Niby coś oczkuje, ale brań na suchą nie ma. Pojedyncze świnki się pokazują, ale nie reagują na nimfę. Łowię płoć, dwa okonie, pstrąga pod 40 cm i kilka mniejszych. Najważniejsze to dobrze spędzony dzień w szumiącej spokojem rzece.
    7 punktów
  8. To może ja zacznę wrześniowy wątek 1 Września zaliczyłem kilkugodzinny wypad nad żwirownie PZW w poszukiwaniu okoni.. Spinningowałem od około 11:45 do 15:45, udało się złowić myślę w granicach setki okoni w rozmiarze 10-33 cm Miałem też dwie obcinki szczupakowe, jeden był już solidny lekko powyżej 75 cm, myślałem że ciągnę jakiś patyk a przy powierzchni okazał się zębatym.. Jeden zryw i obcinka Za mną również 3 dobowa zasiadka karpiowa na uroczysku.. Wędkowaliśmy ze znajomym na stanowisku 31, pierwszej doby ok 23:00 kolega ma odjazd i pobija życiówkę z 18 na prawie 21 kg.. No i to by było na tyle... 3 doby 5 zestawów 1 ryba, nie tego się spodziewaliśmy.. Wczoraj wieczorem zaliczyłem też 4 godzinny wypad nad Wisłę z bratem, ja złowiłem dwa ok 35 cm klenie, bolenia w granicach 50 cm oraz 3 małe sandacze.. Brat nie wyjął nic. Wrzucam pamiątkowe foto największego okonia z początku września : PS. W planach na najbliższe wypady, kolejne wypady z nastawieniem na szczupaki lub okonie, jeśli trafi się jeszcze cieplejsza noc to może też 1 lub 2 około dobowe wypady za karpiem na PZW..
    6 punktów
  9. Zaczęło się chodzenie za sandaczami... wrocławska Odra wiadomo co i jak wybrałem się na stojące wody. Nad wodą byłem kolo 17.30. Kolo 19.30 tępy strzał wcięcie i myśl, że Pan Wąski zawitał na końcu zestawu. Odjazd z 15m z tluczeniem ogonem po pletce i powoli zaczynam hol we właściwą stronę. Czuję ciężar ryby na kiju i myśl w głowie "to będzie rekordowy sandacz". Nic bardziej mylnego- przy brzegu okazuje się, że to fajny "smierdziel". Przy brzegu lekko powalczył i wylądował w podbieraku. Także kij przetestowany(Savage Gear Sg2 Medium Game 7-23g 2.51m, kręcioł Zauber 4000 pletka Sufix 13 Splotowy), ryba kolo 85-90cm wyjechała bez kaszlu. Wyczepiamy ją w podbieraku, bo to nie był cel naszej wyprawy. Później mam jeszcze 2 piękne strzały na kajtki 5" ale w jednym przypadku strata ogonka, w drugim na 2/3 długości gumy nadcięty ogon. Na sam koniec na Canibala 10cm spada mi ładny okoń. Potencjał jest, sandacze na bank tam jeszcze trafię, bo meta sprawdzona 🔥 Pozdrawiam serdecznie!
    6 punktów
  10. Cześć. Zastanawiam się, czy z okoniami jest tak źle, czy my nie umiemy łowić? A może w przyszłym sezonie zmienimy okonie na sumy? Mogłoby być ciekawie:) W niedzielę wybrałem się na dwie godziny na rzekę Oławę. Nie wiedziałem, jak się zachować. Ponad dwa miesiące nie łowiłem w dzień:))) Czułem się jakoś nieswojo. Minęło kilkanaście minut i po kilku pstrykach mam porządne bum! Na wędce do 11 g, to może zbyt mocno powiedziane, ale był porządny strzał. Jig 4 g, keitech 3" i w to pacnął znowu sum. Jakoś nie dają mi spokoju. Przewidywałem porażkę. Zbyt daleko wyjechał, a po drodze był pas grążeli szeroki na kilka metrów. Po dziesięciu minutach zacząłem powoli przejmować inicjatywę, ale gdy trzeba było się przeprawiać przez grążele, zaczęła się kołomyja. Wykosiliśmy kilka metrów zielska i w końcu przypon nie dał rady. W poniedziałek powtórzyłem. Sprzęt ten sam ( Mikado 11 g, plecionka 0,08 mm) i miejsce to samo. Woda była trochę szybsza. Pomyślałem, że ryby będą aktywniejsze. I nie myliłem się. Miałem kilkanaście brań. W momencie wyciągania rippera zaatakował boleń. Od tego zdarzenia, co kilkanaście rzutów prowadziłem przynętę blisko powierzchni. I za którymś razem zadziałało. Boleń kolejny raz uderzył i wyjechał do łapki. Złowiłem jeszcze trzy okonie. Chyba nie będę kombinował i pozostanę przy tym łowisku. Okonie pukają. Kwestia dobrania lepszej przynęty lub sposobu prowadzenia. Dzisiaj mocniejsze ataki były, gdy podbijanie gumki było bardzo krótkie, takie tuż przy dnie. Czekam, aż coś się zmieni w sprawie Odry.
    6 punktów
  11. Z nad "martwej" wody:
    6 punktów
  12. Gratulacje Ja wczoraj zrobiłem podejście numer 13 na moje ulubione szczupakowe łowisko.. Od maja kompletnie mi nie szło, nie potrafiłem złowić szczupaka większego niż 50 cm.. Przez te 12 wypadów złowiłem tam tylko sumka 120+ i 3 albo 4 szczupaczki, ale kilka bardzo dobrych ryb miałem na kiju lecz wszystkie mi się wypinały Wczoraj spontanicznie wybrałem się raz jeszcze, łowiłem od około 14 do 17:30. Udało się złowić dwa szczupaki ok 50 cm i 65 cm Wrzucam jedno pamiątkowe foto :
    6 punktów
  13. W zasadzie to była nieudana zasiadka... Wybrałem się na krótką wyprawę, żeby spróbować złowić ryby odpowiednie na żywca, bo w piątek zawody sumowe. Rozkładam feedery, nęcę kulami i ... przez prawie godzinę kompletnie nic się nie dzieje. Wreszcie pierwsze branie, po oporze widzę, że ryba jest spora. Faktycznie leszcz 47 cm, trochę za duży na suma. Teraz zaczynają brać regularnie, ale "niestety" same pięćdziesiątki. Wreszcie łowię dobrego leszcza-ok. 35 cm, więc rozkładam siatkę, ale kątem oka widzę, że zestaw do metody gnie się jednostajnie i głęboko. Zacinam i zaskakuje mnie duży, tępy opór. Leszcz na rekord Polski? Karp? Karp raczej nie, bo ryba nie odjeżdża tylko muruje do dna i kilka razy odrywam ją prawie siłą, czując jak ociera o kamienie na dnie. Dwa razy luzuję kołowrotek, żeby wydobyć rybę zza zaczepu. Zdecydowanie pompuję na granicy wytrzymałości feedera i zestawu z malutkim haczykiem z gumką. Wreszcie przy brzegu ukazuje się ogromny, gruby sandacz! Już nie wracam po podbierak, bo odjazdu ryby może nie wytrzymać zestaw- mały haczyk z pinkami tkwi w dolnej wardze. Wchodzę do wody i za pierwszą próbą chwytam go za pokrywę skrzelową i wynoszę na brzeg. Jest bardzo gruby i ciężki. To nowa życiówka- 88 cm i 8 kg. W ostatnich latach raczej nie robię rybom pozowanych zdjęć, tylko na szybko w podbieraku, ale tym razem muszę mieć lepsze ujęcie. Dzwonię do żony, która przyjeżdża z córą zrobić kilka zdjęć. Sandacz, który w oczekiwaniu na zdjęcie odpoczywał w siatce, może już wrócić do domu. Po tej dawce emocji wracam do łowienia. Przecież nadal nie mam tego po co przyjechałem. Niestety nadal łowię same za grube leszcze- pięćdziesiątki. Kolejne branie- tym razem znów duży opór i ryba odjeżdża z kołowrotka. Jasne jest, że to karp. Znów z trudem pompuję, przeciągając rybę przez zaczepy. Tym razem chwytam za podbierak i podbieram karpia 70 cm i 5 kg. Po tej kolejnej "niechcianej" rybie, wracam do łowienia i tym razem wreszcie z trudem łowię 3 leszcze właściwej miary. Zrobiło się późno- czas do domu, choć nie złowiłem tyle żywców ile chciałem. Tak, to w sumie nie był zbyt udany wypad. PS. Cały weekend na zawodach sumowych spędziłem bez najmniejszego brania.
    6 punktów
  14. Za mną już 4 wypady w tym roku i nie zanosi się na więcej Nazbieraliśmy z ojcem tyle grzybów że mamy aż nadto Ostatnie trzy zdjęcia są z dzisiaj rano, trafiłem trzy prawusy ponad kilogram każdy
    5 punktów
  15. Panowie nikt nie zbiera 🤔 dzisiaj miałem robotę za Bolesławcem , nie mogłem odpuścić takiej okazji , szybko się obrobiłem i do lasu , 1,5 godziny i koszyk prawie pełen 🤗 parę ładnych prawdziwków reszta podgrzybki , ps. nie lubię tamtych lasów są trudne do hodzenia , jeszcze z dwa tygodnie i trzeba jechać k. Kobylej góry na podgrzybki zamszaczki i tam chodzi się jak po polu golfowym
    5 punktów
  16. Gratulacje Ja wczoraj po półtorej tygodnia przerwy zaliczyłem wieczorny wypad nad Wisłę.. Wędkowałem mniej więcej od 18:00 do prawie 1 w nocy.. Tuż przed zachodem słońca zaliczyłem pierwszego spiningowego jazia w tym roku - całe 37 cm Chwilę później miałem sporego suma na 7,5 cm gumę ale niestety bez szans poszedł mi lekko 100m w dół rzeki i przetarł plecionkę na kamieniach.. Około 20:30 zmieniłem miejscówkę i spotkałem tam znajomego, przed 22 miał także sporego wąsa ale ryba po może 2 minutach się po prostu wypina 😕 Kolega przed 23 się zawinął a ja zostałem sam, w ciągu może 40 minut miałem jeszcze dwa bardzo duże sumy na kiju.. Pierwszy rozgiął mi hak może minutę po braniu, z drugim już była nawiązana walka holowałem go dobre 10 minut aż do momentu gdzie sobie wpłynął w jakiś dołek i nie byłem w stanie go poderwać z dna.. Za którymś razem sam się ruszył ale znowu plecionka została przetarta na kamieniach Na pocieszenie przed północą zaliczyłem bardzo grubego bolenia prawie 70 cm Wrzucam jedno pamiątkowe wątpliwej jakości zdjęcie jazia oraz bolenia z wczoraj :
    5 punktów
  17. U mnie w dalszym ciągu trochę pechowo, zaliczam strasznie dużo spinek fajnych szczupaków i okoni.. Wczoraj wybrałem się po raz kolejny na prawie dobową zasiadkę na żwirownie PZW.. Wędkowałem od około 10:00 do 12:30 dnia dzisiejszego.. Wczorajszy dzień i całą noc miałem zarzucone zestawy karpiowe, ale złowiłem tylko jednego leszcza 47 cm.. Na szczęście zawsze mam ze sobą lekki spining oraz okoniowe przynęty, więc skoro świt zwinąłem majdan i poszedłem szukać pasiaków. Zaliczyłem spokojnie ponad 30/40 sztuk okoni w rozmiarze 15 - 32 cm, miałem również na kiju dwa bardzo ładne szczupaki, pierwszy myślę 65+ mi się wypiął a drugi 70+ rozgiął malutki haczyk ( łowiłem keitechem 2 cale na 2/3 gramach.. ) Wrzucam tylko jedno pamiątkowe foto największego okonia z dziś : PS. Idzie ochłodzenie, może to trochę poprawi moje wyniki szczupakowe..
    5 punktów
  18. Piękne ryby łapiecie. Czasu cały czas mało. Nie ma się kiedy wyrwać. Dziś liczyłem że że 3h się uda wygospodarować, ale udało się tylko nieco ponad 2. Znowu Śląska Ochla między Bobrowniakami, a jej ujściem do Odry. Około 17:30 na wodzie. Smużaki nie znalazły mi ryby, która by dała się nabrać. Ryby pływaly obok, od czasu do czasu jakaś je odprowadzała. Sięgnalem po minimalnie głębiej schodzące przynęty. Te też nie miały wzięcia. Po kolejnym ściągnięciu Jaxona Ferrox 4cm w kolorze niebieskawym, dosłownie pod nogami (jakieś 2m ode mnie) zauważyłem większą rybkę. Przynętę podałem jej pod nos. Było tak blisko, że ruchy jej nadawane były samą wędką bez kręcenia. Udało się, klenik 27 cm został wyjęty. Jak na tę wodę (może z 10m szerokości i jakieś 0,5-1,0 glebokosci i prawie że zerowy przepływ) to wydaje mi się, że to olbrzym 😉 Po kleniu była dłuższa przerwa. W zasadzie na ostatniej miejscówce udało się skusić dwa okonie, większy miał 18 cm. Przynęta wobler Siek głębiej schodzący, ok 3-4cm. Co ciekawe jak wcześniej smuzaki nie działały, tak w tym miejscu było kilka ataków zaraz po uderzenia woblera w wodę, ale bez skutecznego zacięcia. Po zmianie na sużaki, znowu nastała cisza. Zrobiło się pochmurno, lekko posiąpiło i szarówka zrobiła się szybciej niż się spodziewałem. Ok 20ej już po przebraniu byłem w aucie w dorsze do domu. Okazy nie tak duże jak powyżej, ale pamiątkowe zdjęcia klenia i większego okonia wrzucam.
    5 punktów
  19. Ja tak na szybko, przegląd tygodnia. Jedna ryba godna uwiecznienia na forum. Nocny boleń na 67 cm złowiony na ploppera. Łowienie na kamienistych przelewach na delikatnie dało kilka małych kleni plus 3 mikro boleniki wielkości palca Mała wahadłóweczka na 2 cm w końcowej fazie ściągania już praktycznie przy wyciąganiu z wody przepływała obok warkocza roślin leżącego na wodzie na granicy nurtu i tam akurat czaiły się te malizny i strzelały za każdym razem w blaszkę, trzem udało się trafić i zaczepić i jeden klonek tak samo wyrośnięty jak one. Te większe po około 20-25 cm w nurcie za kamieniami . Zauważyłem od czasu do czasu przejścia jakiejś dużej ryby kilkanaście metrów poniżej na głębszej i spokojnej wodzie, raczej nie ataki bo nie było w tym jakiejś agresji tylko takie zwykłe patrolowanie, ale ryba musiała być spora bo drobnica spieprzała w ławicach o szerokości 2 metrów przeniosłem się więc niżej i do ręki poszedł cięższy sprzęt . Niestety nic nie zainteresowało się przynętami. Po zmroku przeniosłem się na pierwszą miejscówkę i rzucałem tylko plopperem. Zaowocowało to widowiskowym atakiem bolenia , który niczym nie zdradził się że tam akurat przebywa. Nie ścigał drobnicy, tylko stał na wodzie do kolan z otwartą paszczą i łykał na spokojnie wszystko co woda niesie. Zdjęcia fatalnej jakości ale jakoś nie potrafię ogarnąć aparatu i latarki jednocześnie i do tego strzelić wyraźnego nie poruszonego zdjęcia
    5 punktów
  20. Dalszy brak czasu doskwiera... Gdyby Odrą działała to w tygodniu wieczorem może bym ją nawiedzał. A tak to zostaje szukanie łowisk zastępczych na weekend. Dzisiaj udało się spędzić 2,5h nad jeziorkiem na cieku Strużyna w Czerwieńsku. Zacząłem koło 17 niestety ciut za późno.Pierwszy raz na tej wodzie, nie wiedziałem czego się spodziewać. Podejrzewałem że może być okoń i szczupak. Kilka miejscówek obrzucanych na zmianę za czymś wiekszym i mniejszym. Czegos większego nie uświadczylem. Na coś większego próbowałem obrotówki i ploppera, na coś małego małe wobki i gumki. W pudełku znalazłem malutkie czarno-szare kopytko ( może z 1.5 cm) na 1g główce. W pierwszym rzucie przy próbie (zapewnie lekko nieudolnej) jiggowania uwiesił się Okonek 23 cm. Zachęcony nim lekką wędkę przerobiłem na dropshota. Okonia już nie uświadczylem, ale na jasnożółtą kremową tamte złapał się szczupaczek maks 40cm. Zmierzch przyszedł za szybko. Trzeba było się zawinąć doma.
    4 punkty
  21. Dzisiaj bardzo udany dzień pomimo tego, że wędkowałem w dość nietypowych godzinach 13-16. W sumie udało się wyciągnąć kilkanaście okoni wszystkie powyżej 20cm. Wrzucam trzy największe. Nie wiem jak szacowne jednoosobowe Jury się odniesie do zgłaszanych rybek bo złowione zostały w Odrze. Jeżeli z powodu zakazu ryby nie zostaną uznane to zrozumiem i nie będę rościł żadnych pretensji. Ogólnie drapieżniki były bardzo aktywne i raz po raz dawały o sobie znać. Kilka dni wcześniej w tym samym miejscu też połowiłem ale żaden z pasiaków nie przekroczył wtedy 25cm. Zmieniła się też ich miejscówka, wcześniej stały w kamieniach przy główce a dzisiaj wszystkie wyjechały z klatki. Z początku używałem obrotówek i zachęcony częstymi braniami postanowiłem sprawdzić czy łowienie gumą z opadu da podobne wyniki. Nie dało xD Ale już zwyczajne zwijanie z podszarypwaniem jak najbardziej. Trzy największe uderzyły właśnie w gumki, keitech 5cm na 2,5g i Westin Shadteez Slim 7,5cm na 5g główce.
    4 punkty
  22. Tydzień bez wędki to długo. Ale w końcu znalazła się chwila aby ruszyć na rybki. Odra u nas dalej zamknięta więc trzeba dumać gdzie ruszyć. Do wyboru Obrzyca, Śląska Ochla albo Bóbr. Czasu mało, Bóbr dalej niż reszta, Obrzyca w sumie nie wiele bliżej więc padło na Śląska Ochlę w Bobrownikach. Przy przejeżdżaniu przez most rzuk okiem na rzeczkę i... Załamka... Tak zarośniętej jeszcze jej nie widziałem. Liczyłem że jak Odrą trochę wyższa to i jej dopływ będzie wyzszy, ale to chyba jednak za daleko od Odry aby miała ona na to wpływ. Z Mostku w zasadzie nie było prawie że widać woduly jedynie same rośliny, sterczące z 1m ponad lustro wody. Jadę kawałek dalej w dół rzeki i zatrzymuje się w miejscu gdzie przy poprzednich wypadach było mniej roślin niż w innych miejscach, ale tam takie same haszcze. Jadę dalej gdzie rzeczka na odcinku ok. 150-200 metrów płynie przez mini lasek i zawsze było dużo mniej roślinności. Nie pewny tego czy będzie gdzie porzucać, nie zmieniam portków, ani nie "zbroje się" w kamizelkę i wedle tylko przechodzę przez wał i idę rzucić okiem czy da się łowić. Micha się cieszy bo jednak są odcinki z dość dużymi lustrami wody. Po powrocie w pełnym rynsztunku zaczynam od smuzaków. Są skubniecia, rybki nie duże widać w wodzie, czasem nawet większe coś przepływa. Po zmianie przynęty na cięższa, nieskoordynowane ruchy plus większą masa i nie mogło skończyć się i naszej jak zaczepem na przybrzeżnych krzakach :-/. Na szczescie udało się bezstratnie odczepić. W kolejnej miejscówce również zaczynam od smuzaków, ale znów nie ma skutecznych brań. Sięgam po treoche głębiej schodzące woblerki. Na Sieka Różanke skusil się klenik 28cm. Potem mały okonik. Trochę większy spadl. W tym samym miejscu na Sieka Kata uczepił się jeszcze szczupaczek. W kolejnej miejscówce na chińskiego woblerka skusił się okoń 21cm. Ogólnie udany wypad. Rzeczka trudna (przynajmniej dla mnie) raptem 3-4 miejscówki na odcinku 150m. Przez 3 godzinki w sumie sporo brań i parę rybek na brzegu.
    4 punkty
  23. Rybki mają się fajnie. Bardzo duża aktywność. Sporo okonia a i bolki szaleją jak głupie.
    4 punkty
  24. Dwa tygodnie urlopu w Mrzeżynie zaliczone. Wędka, a w zasadzie wędki oczywiście zabrane, choć wiadome było, że czasu na ryby to zsduzo nie bedzie (no może poza czasem na plaży).Od pierwszego dnia ćwiczyłem wiec surfcasting. Zestaw trochę toporny, 10cio letnia wędka teleskopowa z Lidla 4.2 m z CW do 120g (przynajmniej bezpiecznie się czułem przy rzucaniu) z żyłka ok.0,3mm plus przypon koniczny. Zasięg rzutu marny jakieś 50-70m maks. Z brzegu udawało się przerzucić 1 rewę ale nie wiele. Jak było ciepło to rzucałem z pierwszej rewy, ale za drugą rewe i tak nie miałem szans dorzucić. Brań raczej nie było... Raz że nie patrzyłem cały czas na wedke, a dwa że wędka tak sztywna że i tak nie wiele bym pewnie zobaczyć. Robaki ani razu nie oskubane. Kilka razy próbowałem z filecikiem (chyba mintaj lub morszczuk, kupione na grilla ale trochę uskubalem, ciekawe czy wogole była szansa aby na to cos wzięło) Większość czasu może wzburzone. Często czepiały się rośliny. Zbierały się one dodatkow na węźle między żyłka a przyponem konicznym i blokowały na przelotce, w wyniku czego przed samym wyciągnięciem zestawu na brzeg najpierw musiałem pościągać te kłębki roślin. Skutecznie mnie to zniechęcało do dalszych prób. Jakby wzięła ryba to by było wesoło z tymi roślinami. Dopiero ze dwa dni przed końcem zmienilem kołowrotek na na inny z nawinięta plecionka ok. 0.35mm i problemy roślin na przelotce ustały. Czemu tak późno na to wpadłem? Raz w godzinach 20-22 spróbowałem spinningu w porcie, dropshot za okoniem, a później gumki sandaczowe na cięższej wędce, niestety bez puknięcia. W sumie to najwięcej zabawy to było z falochronu z dziećmi z ich 3m bacikami. Na haku białe robaczki. Za pierwszym w sumie najciekawszą akcja. Minęła już chyba z godzinka odpowiadania na bardzo męczące pytania ciekawskich ludzi oraz samych dzieci (czemu nie biorą? a tu wogole są ryby? A kiedy coś wezmie?) Nagle słyszę nawoływanie córki (stałem z synem i odpowiadałem po raz kolejny, że jeszcze nic nam nie wzięło, że powinny być okonki, i że dopiero zaczęliśmy). Obracam się, a wędka pięknie wygięta. Córka podciąga to wyżej, a tam leszczyk taki ze 30cm. Niestety przypon strzelił (nie zakładałem że będzie coś większego, przypon chudy, podbieraka nawet z ZG nie zabrałem - miały być okonki dla dzieciaków dla zabawy 😉, więc raczej nie moglo skończyć się inaczej). Córkę po tej akcji nosiło jeszcze chyba przez 2h 😄. Syn 10minut później wołał: tato, coś się popsuło bo spalwik mi utonął 😄. Dzieciaki w sumie po kilka okonków malutkich wyciągnęły i frajdę miały. Choć i tu nie brały tak często jak pamiętam z poprzednich lat.
    4 punkty
  25. To jakiś oksymoron. Tak czy inaczej, zazdroszczę czasu 🙂 U mnie wczoraj wieczorny wypad 20:30-23 i dwie rybki na salmo whaky 9cm. Ładny kleń oraz krótki, ~40cm sandaczyk. W piątek powtórka.
    3 punkty
  26. Zaliczyłem dopiero jedno wyjście i to raczej rekreacyjne, bo dopiero w niedzielę po południu. Mnóstwo grzybiarzy w lesie a mimo to dało się coś uzbierać. Cieszy fakt, że grzybki ekstremalnie zdrowe, bez najmniejszego czerwia. Dodatkowo las daje możliwość podejrzeć ogromną różnorodność, pięknych gatunków rzadziej zbieranych.
    3 punkty
  27. Mogę napisać że w końcu jakieś przełamanie ze szczupakami Dziś zaliczyłem z bratem szybki 4 godzinny wypad w godzinach 12:30- 16:30.. Brat łowił tylko woblerami salmo 10 i 12 cm, ale niestety nie zaliczył tym razem żadnej ryby na brzegu.. miał trzy brania i raz wyszedł mu piękny szczupak jak wyciągał już jerka z wody, stwierdził że ryba 80-90.. Ja dzisiaj postawiłem na klasyk klasyków, łowiłem tylko srebrną algą numer dwa W sumie wyholowałem dzisiaj 4 szczupaki w rozmiarze 40 - 78 cm Wrzucam pamiątkowe foto największego szczupaka z tego wypadu : PS. W planach na weekend odwiedzić raz lub dwa Wisłę, oczywiście ze spiningiem W długoterminowych prognozach, pokazuje jeszcze kilka ciepłych dni więc w planie również jakieś stacjonarne wypady
    3 punkty
  28. Właśnie przyszły, jeszcze ciepłe. RAPALA Shallow Shad Rap 9cm SSR09 FT - sprawdzał mi się. Złowiłem na niego sporo nocnych kleni i niedużych sandaczy. Zerwałem go jakieś 2 lata temu na gościnnych występach na Wiśle. Mam ten sam model ale w najmniejszym rozmiarze i te nie są już tak skuteczne. WOBLER SALMO WHACKY 9F - kupiłem bo nigdy nie miałem 😁 . Nie znalazłem zbyt wielu informacji o tym wobku. Niby generalnie używany do trola. Ja zamierzam łowić nim z brzegu. Ma ciekawy, okrągły ster, który powinien powodować prace przy wolnym kręceniu, co mi bardzo odpowiada. Dzisiaj lecą do wody 😀
    3 punkty
  29. Gratulacje wszystkim Ja w sobotę wieczór jeszcze raz za namową znajomego wybrałem się nad Wisłę w to samo miejsce co w piątek.. Wędkowaliśmy od około 18:00 do 23:40.. U mnie w pierwszą godzinę łowienia zameldowały się trzy klenie w rozmiarze 36-40 cm.. Kolega zaczął od łowienia małych sandaczyków lekkim zestawem z keitechami 2 cale.. Tuż przed 19 zmienił kij na mocniejszy zrobił kilka rzutów 11 cm woblerem typu cykada i zaliczył fajne branie.. 2 minuty holu ja sprawnie podbieram i mamy na brzegu grubego sandacza, miarka pokazała "tylko 75 cm" Przed zmrokiem mam branie suma na 8 cm gumę w opadzie, może minuta holu i się wypiął - bywa. Do około 21 mamy jakieś tam brania ale nic konkretnego nie wyjeżdża.. następnie woda w rzece zaczęła wyraźnie spadać i się skończyło.. W nocy miałem jeszcze dwa sumy na kiju, pierwszy miał około 80 cm i był zapięty za "bety" ( myślałem że wreszcie mam trochę większego sandacza ) Drugi okazał się sporym klamotem.. ponad pół godziny holu po czym wpłynął sobie w jakiś dołek lub za kamień i tak stał przez 10 minut a ja nie mogłem go nawet poderwać z dna.. ( łowiłem kijem do 35 g z plecionką 0,16mm ). Następnie ruszył odjechał może 20 m i przetarł plecionkę.. Po 23 znajomy wyjął sumka z 70 cm i drugi większy go potargał, i to by było na tyle.. PS. Teraz mam kilka dni przerwy w łowieniu, najbliższy wypad planuję w środę lub piątek.. Oczywiście spiningowy
    3 punkty
  30. Środa. Trzeci dzień na rzece Oławie. Kolejne trzy godziny szukania okoni. Nie liczę na oszałamiające ilości. Mam cichą nadzieję na jednego porządnego pasiaka. Przy okazji spodziewam się ciekawych przyłowów. Ten dzień był trudny. Mało brań. Może dziesięć? Cztery ryby wjechały do łapki. Był sandacz, był trochę większy boleń, okoń i oczywiście krąp. Trzeba miejsce odwiedzić o świcie;)
    3 punkty
  31. No wreszcie , od wczoraj miałem problem z wejściem na forum , dzisiaj od szóstej na "moim " kanale ze szwagrem i jego synem , wszyscy po równo po cztery okonki , chyba przezucę się na mewy bo miałem okazję dwie sztuki złapać jak atakowały woper ploper ( jakoś tak to brzmi ) okonki siedzą pod nogami , z samego rana widać było aktywność drapieżnika , po ósmej wszystko ucichło
    3 punkty
  32. Na początek mały dodatek do ostatniego posta. Na drugi dzień powtórzyłem łowienie na tym miejscu, godziny te same przynęty te same. Na pewniaka rzuty w ten nurt i nic nawet jednego brania w miejscu gdzie 24 godziny wcześniej było uderzenie za uderzeniem . Ale rybki też brały, tyle że tym razem trzeba było rzucić za główną rynnę, pod drugi brzeg, tam siedziały w spokojniejszej wodzie. Kilkanaście podejść do ploppera i niestety nic skutecznie nie wcięte. Przed zapadnięciem zmroku kilkanaście metrów wcześniej na wodzie o trochę innej charakterystyce, nie tak rwącej wyjąłem 2 sumki, 2 okonie i malutkiego sandaczyka. W czwartek wieczorem mecze Rakowa i Lecha więc czas mam tylko do 18. Postanowiłem świadomie podejść do brzany. Wytypowałem miejscówkę , wiem że brzany tam są bo już kilka razy widziałem jak się spławiały. Taka typowa rynna z szybką wodą , ale łowiłem na jej samym końcu, tam już nurt jest słabszy i rozmywa się na boki, liczne zawirowania na wodzie i większa głębokość niż na początku rynny. Łowiłem stojąc w wodzie w jednym miejscu, bez przemieszczania się. Nie zmieniałem nawet przynęty, uznałem że 5 cm wobler krakusek najbardziej będzie imitował małego kiełbika i penetrował przydenne obszary łowiska. Rzuty jak najdalej w dół rzeki i powolne ściąganie pod prąd . I taka monotonia przez 4 godziny od 13.30-17.30 . Brań miałem kilkanaście , w ręce wylądowały 2 klenie, 2 małe sumy , okoń i brzana .Wszystkie ryby wyjęte na krakuska. Brzana to prawdziwa Królowa Rynny piękna kłoda na 71 cm Po braniu byłem pewien że mam albo dużego suma albo podczepioną brzanę , żadnego nerwowego szaleństwa i odjazdów, powiedział bym że bardziej spokój , majestat i pewność swojej siły. To jest ciągłe trzymanie się dna w szybkim nurcie , przesunięcia się ryby to ledwie 2-3 metry w górę lub w dół. Tak duża brzana ma niesamowitą siłę to było kilkanaście minut dosłownego siłowania się na rękę. Taki hol który pamięta się do końca życia. Moja największa miała do tej pory 69 cm więc te 71 to jest nowy PB Nie chciałem dodatkowo ryby męczyć więc nie wychodziłem nawet na brzeg, wolałem się poświęcić i położyć wędkę w wodzie do zdjęcia Ryba po chwilowym odpoczynku na spokojnej wodzie majestatycznie odpłynęła w nurt. Nie miałem świadków połowu więc miejscówka nie została "spalona" i mam nadzieję że jeszcze kiedyś się spotkamy. Miałem jeszcze jedno "brzanowe" uderzenie w woblerka ale bez skutecznego wcięcia.
    3 punkty
  33. Ja jestem na nie. Uważam że powinno się dać odpcząć rybom którym udało się przeżyć po katastrofie i powinien być tam bezwzględny zakaz połowu od kanału gliwickiego w dół.
    2 punkty
  34. Regulamin tylko wskazuje na możliwość zgłaszania ryb ze wszystkich łowisk w Polsce. Dodanie obostrzenia, że łowisko musi być aktualnie bez zakazów jest zmianą regulaminu i być może warto ją rozważyć, czy wprowadzić za ogólną zgodą uczestników w tej edycji, czy może w następnej. Niezależnie od powyższego, to wędkarze podnieśli alarm że coś jest nie tak na Odrze, to wędkarze organizowali prace, monitorowali sytuację, sprzątali i to wędkarze teraz zaczynają sprawdzać jaka jest sytuacja na Odrze po tym wszystkim. Wojewoda pozwala łowić, marszałek nie pozwala, pzw nie wie czy jest zakaz, wody polskie w ogóle nie wiedzą czego chcą, psr nie ma wytycznych, straż i wodni wolą jedynie sprawdzić papiery. Konkurs w którym obrazujemy nasz cały rok nad wodą chyba nie musi takiej sprawy analizować.
    2 punkty
  35. W trakcie rozpoznania nowego (dla mnie) jeziorka udało złapać się okonka 23 cm. Przynętę kopytko 1.5cm na 1g główce.
    2 punkty
  36. Wypadałoby dobrym akcentem zakończyć tydzień spędzony nad rzeką Oławą. Najsłabszy był czwartek. W piątek znowu pojawiłem się przed siedemnastą. Pierwsza godzina była obiecująca. Złowiłem w tym czasie trzy największe okonie i szczupaczka. Okonie w przedziale 20-25 cm. Przeszła chmura, mocno polało, sypnęło gradem i się skończyło. Do zmierzchu złowiłem już tylko małe okonki. W końcu łowiłem to, na co się nastawiłem;) Najwięcej brań miałem na rippera Westin Shad Teez Slim 5 cm w kolorze motoroil z obciążeniem 2 g.
    2 punkty
  37. U mnie teoretycznie sezon na powierzchniowe przynęty dobiegł końca. Miejsca, w których mógłbym jeszcze liczyć z nimi na wyniki, są objęte zakazem. To nie znaczy, że nie można się zbroić na przyszły sezon;) Sprawdzone nietoperze Savage Gear 3D Bat 10cm-28g. Z pewnością jeszcze dołączą większe 12,5cm-54g. Przydadzą się, by swobodnie miało co wysnuwać linkę z kołowrotka. Jakiś czas nie mogłem ich znaleźć. Bardzo dobra przynęta. Sprawdzała się w wielu sytuacjach. Szczególnie podczas przyboru wody i w miejscach z roślinnością na powierzchni. Konstrukcja właśnie jest taka, by sobie żuk z Molixa mógł poradzić w gęstwinie zielska. Nie ukrywam, że pomysł przełożyłem na bezzaczepowe żaby. Działało:) 7,5 cm/17 g. Jitterbug zamówiony na próbę. Wcześniej miałem jednoczęściowego. Pięknie pracuje. Myślę, że łamaniec nie będzie gorszy. Rzadko używałem, bo mam lekkie obawy o wytrzymałość brzusznego oczka. Przednie mocowanie też nie budzi zaufania. Po tym, co przeszedłem z podobnymi przynętami w bieżącym sezonie, obawy nie są bez podstaw;) Mam zbyt mało doświadczeń z nimi i dlatego wkradają się wątpliwości. Jednak takie rozwiązania funkcjonują od wielu dekad i jakoś nie słyszałem o awariach.
    2 punkty
  38. Wiele razy zarzekałem się, by później ze skulonym ogonem wycofać się z tego. Chodzi o sumy. Kiedyś mnie nie interesowały. Tak jak bolenie. Gdy skosztowałem przyjemności łowienia na przynęty powierzchniowe, to w moim małym wędkarskim świecie nastała rewolucja. I tak dla nich stworzyłem na wzór crawlerów Jackall, Illex, Adusta, Sawage Gear, czy też Heddon, swoje wersje. Nie zabezpieczałem super twardymi lakierami ani żywicą. Zwyczajna uproszczona wersja malowania. Mają łowić. I muszę powiedzieć, że już się działo:) Na łamańcu dołożyłem "pępowinę" z plecionki. W tamtym crawlerze oczka są na wkrętki i dla pewności zrobiłem dodatkowe zabezpieczenie przed awarią. Podobnie postąpiłem w tych do samodzielnego montażu zamawianych na AliExpress.
    2 punkty
  39. 2 punkty
  40. Ja zgłosiłem rybki z Odry więc moje zdanie jest dość oczywiste.
    1 punkt
  41. Jako uczestnik, który od lat plącze się gdzieś w ogonie peletonu goniącego czołówkę, a jednocześnie startujący w równoległym wyścigu (nie jestem chyba jedyny) powiem, że zabrakło mi w tej materii małej wzmianki, która pokazałaby się możliwie szybko po pojawieniu się informacji, że można/ nie można/ nie wiadomo czy można... łowić w Odrze. Mogłaby to być wzmianka mówiąca o tym, że Konkurs pt. Grand Prix Haczyk 2022 zostawia wolną wolę uczestnikom w interpretacji w/w zakazów i że nie ma to wpływu na możliwość zgłaszania ryb. W takiej sytuacji nikt nie spoglądałby na reakcję innych, na sytuację w wyścigu równoległym, nikt by się nie czaił, tylko podszedł do tematu zgodnie z własnym sumieniem i poglądami, a jeśli one by mu na to pozwalały i szczęście by mu dopisywało to zgłaszałby złowione ryby na bieżąco. To oczywiście moje zdanie. Czaiłem się i wciąż się czaję, a widząc, że z Odry zgłoszeń tu nie ma (nie było), a te które pojawiły się w okoniowej lidze były odrzucane utrwaliłem się w przekonaniu, że robię słusznie. A skoro zniosłem tyle wędkarskiej abstynencji to pewnie i te ostatnie 10 dni też zniosę, postępując zgodnie z własnym sumieniem, ale gdyby ta dyskusja pojawiła sie miesiąc temu to nie wiem jak bym postąpił
    1 punkt
  42. Gatunek ryby: Klenie - Długość w cm: 45cm, 50cm (kleń był 50+ ale wpisuję 50 bo miarka zawinięta). - Data połowu:(dzień, miesiąc, rok): 15.09.2022 - Godzina połowu: (wg. 24 godzin): ok 21:40, 20:30 - Łowisko: Kanał Odry - Przynęta: sendal 3cm, salmo fanatic - Opis połowu: Wolne prowadzenie wzdłuż opaski.
    1 punkt
  43. Tak, da się trafić w lecie, szczególnie przy spokojnej wodzie. Raz nawet widziałem takie stado belon w Darłówku w lecie, że wieszały się na wszystkich hakach zestawu śledziowego. Widziałem przez te lata wyjazdów nad Bałtyk też różne inne dziwne rzeczy- leszcze łowione masowo pół metra pod powierzchnią na wodzie 6 metrowej, płocie na nimfę itp. 😄
    1 punkt
  44. Gdyby było branie, na pewno byś zobaczył. I prawdopodobnie to jest przyczyna. Jeśli łowisz ciągle w tym samym miejscu, które na dodatek wcześniej też nie przynosiło efektów, to ciężko liczyć na sukces. Jeżeli masz miejsce w którym już łowiłeś ryby, to można siedzieć bez ruchu. Jeżeli nie, to rzucasz na pół godziny i jak nie ma brań to przesuwasz się o 50 metrów. Druga sprawa to pora łowienia. Nie raz miałem tak, że po południu nic się nie działo a przed wieczorem było branie za braniem. To nie jest dobry czas na spinning z plaży. Belonę trafisz w maju a troć jeszcze wcześniej. Okonia trzeba szukać w porcie. Lato to głównie czas łowienia leszczy i węgorzy. W porcie albo przy palach rozbijających fale możesz złowić płocie. W portach przy odpowiednich prądach (raczej zimnych) łowi się śledzie i płastugi.
    1 punkt
  45. Nic dodać nic ująć. Ostatnio jedna z dolnośląskie górskich rzek obdarzyła fajnymi (to pojęcie względne) rybkami i myślę że jeszcze obdarzy. Lipienie się już pomału ruszają więc jest nadzieja na fajną jesień i pstrągom trzeba będzie odpuścić.
    1 punkt
  46. Gratulacje dla wszystkich U mnie ostatnie dwa wypady były nocne z nastawieniem na węgorze.. Przedwczoraj byłem w godzinach 20-2:30, zaliczyłem na tym wypadzie lina 31, węgorza 75 cm i drugiego mniejszego może 40 cm max. Wczoraj powtórzyłem w tym samym miejscu, ale w godzinach 20-23:30. Również zaliczyłem lina 34 cm, później okonia 32 cm i małego węgorza. Ogólnie wypady nawet udane mimo że węgorze średnio dopisały. Wrzucam pamiątkowe fotki węgorza i okonia : Ps. Kolejny wypad będzie już spiningowy i też raczej w godzinach wieczorno-nocnych
    1 punkt
  47. Od jakiegoś czasu mam "fazę" na błystki, co pewnie dało się zauważyć w moich postach. Robiąc zakupy przed urlopem zaopatrzyłem się w Meppsy, Effzetty, ale dorzuciłem też do nich kilka wynalazków. Między nimi znalazła się min.obrotówka Jaxona HR Swing. Urlop spędzałem na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim. Łowiłem na jeziorze z że tak powiem silną populacją drobnej wzdręgi. Oczywiście spinningowe poszukiwania okoni zacząłem od sprawdzonych obrotówek. Na Meppsy wieszały się małe okonki i okołowymiarowe szczupaczki. Gdy stwierdziłem, że nie przebiję się przez ten drobiazg, zacząłem łowić małymi wahadłówkami, a gdy i one nie wpłynęły na zmianę wielkości moich zdobyczy trochę z ciekawości zacząłem eksperymentować z nowymi przynętami. Wspomniana wyżej obrotówka otworzyła mi wodę. Omijały ją okonki i krótkie szczupaki, za to zainteresowały się nią te trochę większe. Gdyby był jeden to uznałbym to za przypadek, ale było ich kilka, wszystkie wymiarowe, trafiła się nawet siedemdziesiątka, a z największym przegrałem po krótkim holu. Żeby nie było tak kolorowo - błystka fajnie, szeroko pracuje i w wodzie rzeczywiście może przypominać wzdręgę (złote skrzydełko, czerwony koralik), jednak po każdym kontakcie z rybą wymaga korekty. Drut na którym ją "ukręcono" jest bardzo delikatny i podatny na skrzywienia, podobnie strzemiączko. Jeden ze szczupaczków potrafił nawet wyprostować blokadę korpusu i przesunąć go wraz z koralikiem pod skrzydełko. Delikatność drutu ma w tym przypadku swoje plusy - wszystko można naprawić w palcach nad wodą . Innym minusem jest fakt, że po tygodniu użytkowania elementy błystki zaczynają rdzewieć, mimo że przechowywana jest tak samo jak inne błystki. Myślę, że jednak warto zaryzykować i sprawdzić nad swoją wodą, zwłaszcza, że koszt to niespełna 5zł.
    1 punkt
  48. W okresie wakacyjnym nie miałem chęci na odwiedzanie rzeki Oławy.
    1 punkt
  49. U mnie wczoraj kolejne Wiślane wieczorno-nocne podejście.. Wędkowałem z kolegą i bratem od około 18:00 do 23:15. Brat łowił w innym miejscu niż ja i mój znajomy, poszedł kilkaset metrów niżej ale zakończył wypad bez ryby na brzegu. Kumpel który łowił dosłownie 50m ode mnie też nie doczekał się ani jednej ryby na brzegu chociaż brań kilka zaliczył.. Ja do zmroku łowiłem na lekko obławiając płytki szybki przelew z nadzieją na klenie. Jednego 35 cm udało się wyjąć i miałem jeszcze dwa kleniowe brania. Następnie w przeciągu może 10 minut wyjąłem 3 nieduże może 30-40 cm sandacze na kleniowego woblera.. Od zmroku już łowiłem mocniejszym zestawem i większymi woblerami.. Ok 21 spiąłem pod brzegiem szczupaka około 55-60 cm.. Dosłownie 15 minut później na sandaczowego kenarta zacinam bolenia, doholowałem go pod brzeg ryba może 60 cm więc stwierdziłem że podbiorę go ręką.. Skubany tak mi się wyśliznął że zaczepił drugą kotwicą woblera o zielsko i mi się wypiął ok 22 mam kolejne branie na 8,5 cm sieka, rybę wcinam ale odjechała mi w dół rzeki w przelew i się spina.. Nie wiem sam co to nawet było, na pewno nie wąsaty.. Kilka rzutów później mam sandaczowe branie rybę zacinam i po paru sekundach spada.. Ok 22:30 mam kolejne branie na sieka, branie 100% sandaczowe lekkie puknięcie w woblera.. Rybę wcinam ale nie walczy jak sandacz, chwilę później podbieram grubego bolenia. Miarka pokazała 72 cm Przed 23 miałem jeszcze jednego sandacza na kiju i też mi się spiął.. To jakiego ja mam pecha w sierpniu, ile ryb mi się w dziwny sposób wypina to przechodzi ludzkie pojęcie.. Tylko wczoraj miałem w sumie 12 brań, 10 ryb na kiju a wyjąłem tylko 5.. Wrzucam jedno pamiątkowe szybkie foto bolenia z wczoraj :
    1 punkt
  50. Poppery, crawlery, lipa i akryle:) Oby się działo, gdy się ociepli;)
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.