Kierownik
Użytkownik-
Liczba zawartości
24 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
12
Ostatnia wygrana Kierownik w dniu 21 Października 2025
Użytkownicy przyznają Kierownik punkty reputacji!
Informacje o profilu
-
Lokalizacja
Wrocław
Ostatnie wizyty
1 021 wyświetleń profilu
Kierownik's Achievements
120
Reputacja
-
Ależ pogoda, nie? Czym gorsza, tym - przynajmniej teoretycznie - lepsza. Że niby taki paradoks. Dziś wicher urywa łby. A jutro to już będą iście holederskie warunki. Odra tak jakby w porozumieniu z wichrem, postanowiła przybrać. Z niedawnej dużej plaży została tylko króciutka piaszczysta półka, taka w sam raz na kalosze. Glonów, którymi spowita była rzeka od późnej wiosny, praktycznie nie widać na powierzchni. Cymes. To daje idealne warunki do machania resztą zawartości pudła. Szykuje się fajna jesień:) Na przyborze trafił mi się jeden 62cm. I to na bydlaka. Przez weekend próbowałem znanych tricków, ale w wersji XL. Bandit 5 cali+45g, Rapala XJS 13, Rapala Magnum 14. Miałem brania, zarówno w dzień, jak i w nocy, ale raczej rybiego przedszkola, co nie jest w stanie dobrać się do dużej przynęty. I bardzo dobrze. Mniej kłopotu. Żeby złowić dużego sandacza, trzeba się trochę nakombinować. Toteż będzie kombinowane, tylko ten wiatr Tabela 1. jaceen 64sz + 69sz + 0 = 133 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 63s = 55s= 173 6. Marienty - 75sz 7. moczykij - 71s+77sz=148 8. Konrado 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+93sz+103sz=274z łodzi 12. Kierownik - 88s + 62s + 60s=210
-
Jak się powiedziało A, to wypadałoby powiedzieć B. Mając jeszcze w pamięci ostatniego smoka, zacząłem planować: "Jak go przebić?". Wczoraj próbowałem w południe poćwiczyć schemat łowienia na dwóch metach, które będę atakował wieczorami. Efektem było sprowokowanie do ataku... czapli. Wypatrzyła coś z dość daleka, majestatycznie zatoczyła koło i lecąc pod wiatr, zaczęła obniżać pułap. "Tak jakby kierowała się w stronę mojej przynęty. Jest już bliżej, coraz niżej. Ciekawe, czy to o moją błyskotkę jej chodzi?". Wycelowałem szczytówkę w stronę przynęty... "Nosz kurde, idealnie w linię!". Jakaś koordynacja była, gdy przyjerkowałem parę razy, a czapla odpuściła. Było blisko. Byłoby widowisko nie z tej ziemi. "Brat bliźniak" Przydałoby się podbierak znaleźć. Przeszukałem całą chatę i go nie znalazłem. Gdzie ja go posiałem? Nie pamiętam. Cholera, czy zostawiłem go rok temu nad wodą? I dopiero teraz ogarnąłem? Nie przypominam sobie, żebym podczas porządków się nań natknął. A tak miałem pilnować, czy wszystko zabieram ze sobą. Znaczy się, trzeba kupić nowy. Trudno. Znowu będzie nauczka. No to do wędkarskiego. Podbierak, bydlakowi sprawiłem brata bliźniaka (już miał być seledyn, ale w ostatniej chwili zmieniłem na ten sam kolor – w klenia, za którymi nie przepadam, a wiem, że tam bywają) oraz parę drobnych maneli. No to: do planu przystąp! Nad wodą zjawiłem się dobrze po 20:00. Wiatr, co w zwyczaju ma ucichnąć/ustać na wieczór, nie odpuszczał. Wiał tak samo mocno jak w dzień. I wzdłuż koryta, w tę samą stronę, co płynie nurt. Dzięki okolicznym światłom widziałem zmiany odcieni pofalowanej wody. Tam, gdzie płytko – jaśniejsze – a tam, gdzie głębiej i mocniejszy uciąg – ciemniejsze. Nie jest to idealna metoda prezentacji struktury dna, ale jakoś się pokrywa z rzeczywistością. Takie bieda-echo, z jedną izobatą. Przynęta z wiatrem leciała jak rakieta, ale też dzięki niemu plątała się trochę częściej niż we flaucie. Wyhamowywałem jej lot od samego początku, mimo to jeden na kilka rzutów kończył się splątaniem i szybszym zwinięciem. Ale jak już się uda, to jest baaardzo dużo czasu na zabawę. Rzut pod kątem 45°. Wiatr spycha przynętę do płycizny. Balon musi mieć gigantyczne rozmiary, dobrze, że go nie widzę. Powoli, ekstremalnie wolno, z pauzami. W animacji przynęty Eol wykonuje połowę roboty, a ja bardziej wybieram luz z balona. Siedzi! Mocno walczył, był zły, ale mały. Nie takiego się spodziewałem. Ale źle nie jest. Na miarce wyszło 60. Wydawało mi się, że zrobiłem zdjęcie, ale nie. Został tylko film motywacyjny dla kolegi, z gadem w podbieraku. Siata ochrzczona. Szybko sru do wody i dalej do boju. Długo nie zeszło, jak przyłożył drugi. Centymetr mniejszy. Dzień świstaka. Takie samo prowadzenie, tak samo wysłałem koledze krótki film, że 2:0. Tak samo zły gad. Ale z malutkim znamieniem na prawym boku, dzięki czemu byłem pewny, że to nie ten sam. Jemu już fotki nie odpuściłem. Że takie sandacze wjeżdżają w dziewiętnastocentymetrowego swimbaita, jak stary po wywiadówce, to bym się nie spodziewał. Jeżeli tam gdzieś ma być metrówa, to chyba bym musiał machać czymś na kształt kilowego klenia. Na Rapalę Peto 20 jest tu miejscami za płytko. Pozostaje machać dalej. Dzięki kilku godzinom machania oraz dwóm sandaczom bliźniakom udało się wyciąć trochę wodorostów, które na początku kończyły każdy bieg przynęty. Coraz częściej zwijam pod same nogi bez chwosta z rogatki i jezierzy. No nic. Pora kończyć walkę z wiatrem, co ustąpił podczas łowienia tylko na kwadrans. Adios Odro. Ten duży chyba jest na L4 – młodzież się panoszy. Do jutra. Linijka w tabeli jest wypełniona. Teraz będę walczył o podbicie tego co po prawej stronie równania. Jutro z jeszcze mocniejszym kijem i na drugiej mecie spróbuję pomachać głogowską (Peto 20) w kleniowym kamuflażu. Tabela 1. jaceen 64sz + 69sz + 0 = 133 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 0 = 0 = 55 6. Marienty - 75sz 7. moczykij - 71s+77sz=148 8. Konrado 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+93sz+103sz=274z łodzi 12. Kierownik - 88s + 60s + 59s = 207
-
Pardon Jacku. Ja wyszedłem z wprawy. Nie tylko w wędkarstwie, ale i prowadzeniu dokumentacji rywalizacji. Moje niedbalstwo. Takie już się nie powtórzy. Dziękuję za wpisanie mnie. W ramach pokuty, lecę nad wodę, pomachać bydlakiem. Proszę uważać
-
Dobry wieczór. Czuję się trochę jak syn marnotrawny. Nie szło. I to długo. Tzn. w czerwcu złowiłem trzy sandacze w przedziale 50-60, dwa sumy ok. metra, fajnego nocnego szczupaka i masę kleni do piećdziesięciu paru cm oraz bolka 70+. Aż nastał lipiec. I sierpień. A później wrzesień. I d... blada. I tak, i śmak, tam gdzie zawsze, tam gdzie rzadko, tam gdzie nigdy, a to na małe przynęty, a to na duże przynęty, a to w dzień, a to w noc, świt, zmierzch, lekko, ciężko, woblery, gumy, wirujące ogonki, szybko, z przerwami, bez, wierząc, nie wierząc...dzikie węże. Gdyby nie lipcowe zabawy z oksami to już bym zapomniał jak pachnie ryba. Przedwczoraj i wczoraj udało się złowić dwa śledzie. Żadna rewelacja, ale ucieszyły i dodały nadziei. Jeden na wobler, a drugi na gumkę. No i znów napatoczył się nieszczęsny kleniur. Jak ja ich nienawidzę! Jak na przynęty do 10cm biorą takie smyki oraz - ha tfu* - pseudodrapieżniki, to wypadałoby je jakoś odseparować. Podczas dzisiejszej wizyty w wędkarskim, po raz kolejny oczy powędrowały w stronę Shimano armajoint 19cm. Zawsze się wahałem przed zakupem. A bo to na szczupaki. A bo praca niesandaczowa. A bo nigdzie nie widziałem opinii nt. łowienia sandaczy na tego typu przynęty. Tylko głębokość pracy się zgadzała z kanonami. Nawet przy kasie wymiana zdań rzucała cień na moje zamiary: - A słyszałeś, żeby ktoś łowił na to sandacze? - Nie. - Hmmm. - Chyba takie metr z plusem. No trzeba spróbować. A kto to ma zrobić jak nie ja!? He!? Miejsce miałem wytypowane. Godzina? Typowa jak na październik - 19:30. To nie pierwszy październik, gdy sandacze zaczynają harcować o tej godzinie. Dziś trochę skromniej hulały przy brzegu, ale bez efektu. Pierwsza godzina, taka sama jak druga. Dalej na zero. No dawaj kiero, jeszcze parę razy. W końcu pora powiedzieć sobie, że znowu na zero. Już okrzepłem. Wyzerować? A bo to raz wyzerowałem w tym sezonie? Na haczyka to siara się logować. Bo z czym do ludzi? Jesteś pan zerem! Już se zacząłem planować wykorzystanie drogiej zabawki. Wyszło, że trzeba będzie spróbować złowić tym szczupaka. Bo półtorej paki wydać i nic? "zawszemialemlebdointeresow.jpeg" Jak szczupaka to może na bagienku? Woda ostatnio opadła tak z metr i na bagienku ciężko. Straszne błoto, a ja dziś bez kaloszy. Stanąłem na opasce poniżej bagienka i próbuję coś zdziałać. Pierwszy rzut - zaczep. Tam jest taki płytki kamienny garb i po opadnięciu Odry on jest może z 20cm pod powierzchnią wody. Do diabła! Zaraz jeszcze urwę to cudo i cała zabawa skończy się niezwykle ironicznie. Puściło... Ale teraz widzę, że plecionka w magiczny sposób zaplątała się wokół wąsa z fluorocarbonu. Skąd ja znalazłem upór, żeby przewiązać zestaw na nowo? Nwm. No to jakbym tego szczupaka spróbował? Może w stronę otwartej wody? Rzut. No tak jakoś bym łowił. A se jeszcze raz rzucę... Nie wierzę! Branie. I to mocne. Na pewno nie kleń. Ciężko idzie. Chyba sum. Przy brzegu w końcu pokazuje się sandacz. Jeszcze głupie myśli mnie nachodziły, żebym się nie ekscytował, bo pewnie spadnie. Jak!? Że przerwiesz serię niemocy? Ale widzę, że opitolił przynętę głęboko. Uda się podebrać. Jest! Trochę się namordowałem, żeby go uwolnić. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie. Łuki skrzelowe całe, ryj nierozerwany. Trochę farby poszło. Muszę kupić wyhaczacz z takim długim dynksem, bo z metrówy może być ciężko wyjąć tymi płaskoszczypcami. I nadzieja wróciła Także jestem! Po dokładnym zmierzeniu wyszło 88cm (trzeci raz życiówka XD), ale zdjęciem ciężko uzasadnić taki wynik, dlatego nie obraże się na 85-86cm. Pozdrawiam *proszę się nie sugerować moją awersją do pseudrapieżników, łówcie je jeżeli to przyjemność, chętnie podpowiem konkretne metody i przynęty
-
...a za cholerę nie chcą brać. Co prawda były dwa pstryki, ale nie podejrzewam o nie wymiarowych sandaczy. I nawet punktualne są. Jak sięgam pamięcią, to gdy regularnie w jednym miejscu łowiłem szczupaki z Odry, to były punktualne jak sandacze. Że nawet w nocy potrafią czaić się przy opaskach i płyciznach już jakoś mnie nie dziwi. Kiedyś na dobrej mecie sandaczowej rozgościły mi się szczupaki i przez trzy tygodnie nie uświadczyłem sandacza. I gdyby nie to, że brały punktualnie o północy, to bym tak ich nie rozpamiętywał. I niemal zawsze są to ryby słusznych rozmiarów. Trochę teraz zaskakuje mnie pora roku i to jak skutecznie wyparły sandacze. W sumie nie będę protestował. Kiedyś uwielbiałem łowić szczupaki na wahadła w stojących wodach. Może i za te odrzańskie trzeba się będzie zabrać w przyszłym sezonie. Mam nawet plan. A nawet dwa. Brrr! Zimno strasznie. Kawa z termosa. Przysiady. Grzanie zmarzniętych dłoni pod pachami. Okazjonalne usuwanie lodu z przelotek. Ile jeszcze dam radę? Wystarczy jak żółw zamknąć się w sobie i zapomnieć o mrozie. Dla oderwania się od percypowania ziąbu zadaję sobie głupie pytania: wolisz gorąco i komary czy zimno i sople z nosa? Błoto czy mróz ? To już mój 21. sezon z sandaczami i często kontestuję jedno zdarzenie. Gdy latem przed wyprawą wyciagam zimny napój z lodówki, czasem nawet postoję dla chwilowej ulgi chłonąć chłód, często wracam pamięcią do wypraw konca sezonu i nie wierzę, że da się żyć i łowić w takiej temperaturze. Da się. Jeszcze tylko jutro. Jeszcze jedna wyprawa i będzie sezon od dechy do dechy...
- 139 odpowiedzi
-
- 6
-
-
-
-
Poszczęściło mi się, że niedzielę miałem wolną. To długo nie musiałem myśleć jak to wykorzystać. +1 byczku. Na sandacze. Może się uda zapunktować. Wystarczy pokonać turbogołoledź. Los ostatnio zapędził mnie na lodowisko, to teraz doświadczenie zaprocentuje. W miejscu które jest królestwem małych i srednich sandaczy, niewiadomo skąd pojawiły się szczupaki. Normalnie. Stały tam gdzie sandacze, reagowały na drobny opad i te brania takie nawet elektryczne. Pierwszy 70+ (nie mierzony, bo ewidentnie mu brakowało do tabeli) , złowiony jeszcze podczas mglistej aury, a drugi 76cm (kurcze, już było blisko) gdy temperatura doszła do apogeum tego dnia. Z wywiadu wyciągnąłem info, że nie tylko mi tak szczupaki dziś tłukły. Jednemu Panu Odra kilkaset metrów dalej, również wypłaciła dwa fajne szczupaki. To by już trzeba jakoś zinterpretować. Jak? Nwm. Ale jedno jest pewne - przez ostatnie kilka tygodni sandacze ewidentnie nie biorą przed południem. Gdyby nie ta rywalizacja, to teraz pewnie bym już tam stał i dzwonił gnomem na mocnym zestawie przy dnie. Ale tu o sandacze chodzi...
- 139 odpowiedzi
-
- 4
-
-
-
O litości dla siebie nie mogło być mowy. Męcze je dalej i regularnie z opadu, ale nic do tabeli. Ile tylko sił i czasu. A czasu zostało niewiele. Dziś stężenie majonezu we krwi przekroczylo wartość graniczną, to trzeba było rozchodzić. Woda już jest na tyle "gęsta", że ostatnie wypady to jedno, max dwa brania. Takie głębsze (3.5-5m) miejsce w okolicy, zróżnicowane dno, dosyć daleko bo strefa najlepszych brań zaczyna się ponad 30m od brzegu a końca nie ma chyba toteż ostatnio wytargałem zeda z ponad 60m. Przynęta cały czas jedna, bandit pro 3.5-4' w jazgarza + 17g ale kombinowane z prowadzeniem , że raz działa wysoki opad, a czasem trzeba drobić po 3-4 skoki bez zwijania na jeden obrót korbką - opuścić szczytówkę w stronę przynęty zwijając nadmiar linki i powoli drobny opadzik, pyk, pyk, pyk, i szczytówka w stronę przynęty, zwinąć i znowu, cyk, cyk, cyk, w końcu flauta, piękna pogoda, cieszę się że zbocze na którym stoję w końcu zamarzło i jest twarde, opadzik, pyk, pyk, rytm, o jaka ulga po tych wszystkich przebojach z generałem błoto, Napoleon i Hitler z nim nie dali rady, rytm, rytm, cały czas, już zimno się robi, słońce gaśnie, temperatura zbliża się do osi x,...łupnął ok. 40m od brzegu i walczył jak szatan. Myślałem że to ten co zmieni sytuację w tabeli, ale jakoś przy brzegu się skurczył 🤨 Taki zdrowy 60+ i szatańsko czarny. W końcu i ja mam swojego czarnucha Dzięki zaklepanemu zadziorowi serwis przebiega oszałamiająco szybko i po chwili rybka wraca. Nie męczę go mierzeniem, to nic nie zmieni, za to liczę że rozmnoży się w oszałamiającej ilości. Takie piękne już za kilka sezonów Czas powoli się żegnać z Odrą. Czy ten to ostatni w tym sezonie? Nigdy nie wiem. Z możliwych dni w tym sezonie, czyli poniedziałek i wtorek, krzyżują się z pogodą umożliwiającą łowienie, więc...
- 139 odpowiedzi
-
- 5
-
-
-
Jeszcze tylko dodam, że często wędkarze niepotrzebnie sprzęgają miejscówkę z dużą głębokością oraz łowienie przy samym dnie. Czasami trzeba w pół wody (temoklina na wodach stojących, ale nie tylko ona) albo i płycej.
- 139 odpowiedzi
-
- 3
-
-
-
A mam Cię! Chciałeś mnie tym zniechęcić do łowienia? Nic z tego. Defetyzm na mnie nie działa, a wręcz przeciwnie. Łowię cały czas. Na bagienku ciężko, bo od czasu zniesienia zakazu poruszania się po wałach mocno zwiększył się ruch rekreacyjno-turystyczny. Przeżyłem ognisko z głośnym śpiewaniem, świecenie długimi i masę innych atrakcji. Ostatnio przeprosiłem się z opadem i udało się dobrać do nich z dystansu. Robotę zrobiło kopyto 4L +15-20g perła z niebieskim. Ilościowo spoko tylko ciężko z większymi niż wymiar. No cóż. Sam sobie zbudowałem krzyż rywalizacji o największe sandacze i będę go dalej niósł. A oto północy łobuz sprzed chwili, który połakomił się na rapalę xjs. Nic w rankingu nie zmieni, ale cieszy tak samo jak pierwszy sandacz złowiony w życiu
- 139 odpowiedzi
-
- 5
-
-
-
Ale sandaczuch. Graty Czarny jakby tarłowy. Dwa lata temu (to musiał byc początek listopada) widziałem podobnie czarnego na żwirowni. Czas odstawić poranne szczupsy i zabrać się za zedy. Zara lece, bo mi pierwsze miejsce odjeżdża😉
- 139 odpowiedzi
-
Cisza w temacie, ale wędki na kołku nie wiszą. No, prawie – ostatnio dotarłem do granic swojej wytrzymałości, a organizm zaprotestował. Przeleżałem w domu całą niedzielę wieczór i prawie cały poniedziałek. Żeby się nie przemęczać, nad wodą byłem w poniedziałek tylko chwilę. Wynik? Na zero. Nic dziwnego, że nie złowiłem sandacza – z takim kichaniem ciężko połowić. Tu nie pomoże kawa. Raczej paracetamol i łóżko, co sobie zafundowałem. We wtorek o świcie byłem już wypoczęty, a głód łowienia tylko narastał. Postanowiłem solidnie przyłożyć się do szczupaków: mocny kij, duże przynęty, jakieś 8-9 godzin łowienia za dnia. Aż mnie ręka rozbolała. Jak nie urok, to… Zbliża się wieczór, a ryb na brzegu jak nie było, tak nie ma. W ciągu dnia widziałem kilka ataków na powierzchni – część z nich to pewnie szczupaki, bo jednego z nich nawet dostrzegłem. A raczej jego brzuch nad wodą. Myśl, Kierowniku! Wszystkie ataki były w pasie „dalej od brzegu niż ostatnio”. Miałem problem z prezentacją przynęty w tym pasie – ledwo tam dorzucałem. Nastał zmrok. Może sandacza? Nagle fajerwerki! Strzelają gdzieś w okolicy. Jakieś półtorej godziny huku i błysków. Jak na złość! Potem barka. Już trzecia tego dnia. Multum ludzi mimo ciemności. Kilkaset metrów ode mnie pracują jakieś ciężkie sprzęty budowlane, świecąc wzdłuż brzegu niemiłosiernie. Ostatnio we Wrocławiu zrobiło się na tyle halloweenowo, że myśli podpowiadają: „E, Kierowniku, a jak szukają kolejnego zalanego wrocławianina?”. No, tego już za dużo. Wszystko sprzysięgło się przeciw mnie. Postanowiłem poddać bitwę. Nie tak miało być. Już podczas powrotu do domu obmyśliłem plan na środowy świt. Odmiana! Jutro na lekko – mniejsze przynęty i prezentacja pod powierzchnią w tym pasie, w którym wczoraj waliły. Miałem być grubo przed świtem i łowić ponad trzy godziny, ale znowu się wyspałem. Dotarłem jakoś o wschodzie słońca. Mam nieco ponad godzinę, bo dziś trzeba do pracy. Do wykonania planu – przystąp! Po kolei, na kilka rzutów, zakładałem wszystkie cuda, które miałem przygotowane na tę chwilę. Ogólnie przynęty, jakich używam na nocne sandacze z opaski… a teraz a’la twitch flat rapikiem, raz, dwa, pach... Ale zabawa! Dawno ryby nie holowałem tak długo. Na zdjęciach wyszło 79 i 77 cm. Nie, to nie ryba się skurczyła, tylko nie chciała współpracować podczas sesji. Do tabeli wpisuję 79 cm, a do dokumentacji dołączam także zdjęcie lewego boku ryby, żebym mógł po czasie sprawdzić, czy to ten sam, czy inny osobnik. Tu już niedbalstwo w sprawie kilku centymetrów może być na wagę jakiegoś metalu. Było jeszcze trochę czasu, żeby porzucać, ale zobaczyłem atak suma i postanowiłem odpuścić, bo tym śmiesznym kijkiem mogę go co najwyżej pogilgotać. Zjeść śniadanie, wyczyścić ubrania po brudnej walce w błocie i wracać - to teraz jest plan. Chyba przeproszę się z lekkim zestawem. ...11. Kierownik 82s + 79sz +79sz = 240... P.S. Nie potrafię pokonać ograniczeń rozmiaru pliku dlatego poprzestanę na dodaniu jednego zdjęcia.
- 139 odpowiedzi
-
- 8
-
-
-
STOP! Szczupaki i sandacze poniżej 73cm oraz inne gatunki, proszę nie atakować moich przynęt. Teraz większe niz 87cm proszę. P.S. Proszę nie bić. Edytor tekstu płata mi figle. Poprawię 🫣
- 139 odpowiedzi
-
- 5
-
-
-
-
Luz. Za 3 godziny będę nad wodą, to tylko postoję i popatrzę
- 139 odpowiedzi
-
- 1
-
-
Nie ma co, jesień w pełni. Czy szczupaki zaczęły tak dopisywać, czy każdy odkrył, że szczupakiem łatwiej będzie nabić punkty? Na teraz estymacje końcowych wyników celują chyba w magiczne 300 punktów. Będzie tyle? Życzę każdemu po trochu i sobie trochę bardziej. Dając szansę szczęściu, zjawiłem się dziś nad wodą dosyć wcześnie, żeby poeksperymentować z przynętami. Popołudnie nad wodą było bardzo stalowo-granatowe. Każdy, kto przesiedział swoje nad wodą, zna tę barwę. Jesienne popołudniowieczory mają swoją niepowtarzalną kolorystykę. Pofalowana woda i ciemne chmury składają się z podobnych odcieni. Mam sporo czasu, żeby zapoznać się z nowymi zabawkami i poćwiczyć zaciskanie dozbrojek. Po zachodzie postanowiłem wypuścić na spacer seledynową ukleję 16 od Sewro na dozbrojce bez obciążenia. Myślałem, że wykorzystam dzisiejszy mocny wiatr do łowienia „na balona”, bo mój zestaw doskonale się do tego nadaje i lubię tak łowić oraz kierunek wiatru jest odpowiedni. Ciężko zweryfikować, czy taka technika miała istotny wpływ na prezentację przynęty, ale pewnym jest, że ten manewr, który szczupak wykręcił wokół przynęty, należał do majstersztyków taktyki ofensywnej. Niczym Napoleon, zwinnym manewrem, na płyciźnie, zatoczył koło, by uderzyć w cel od zaplecza. I to był dobry egzamin dla wszystkich węzłów i zacisków w zestawie. Szczupak dumnie na miarce zakrył napis „sandacze”, a jego ogon wskazał 79 cm. Tabela "Sandacze i szczupaki 2024" prezentuje się następująco: 1. jaceen 75sz + 75s + 87sz = 237 2. SebaZG 3. moczykij 56sz 4. Zbynek1111 5. Marienty 64sz 6. andrutone 62sz + 54sz + 50sz = 166 7. Fido 64s + 63s + 51s = 178 8. RafalWR 57sz + 51sz + 58sz = 166 9. Elast93 10. Messi... a nie, czekaj, Jamnick 11. Kierownik 82s + 79sz + 72sz = 233 12. Larry_blanka 66sz + 0 + 0 = 66 13. Budek 86s + 76s + 84s = 246 14. Tymon 83s + 75sz + 71s = 229 15. Konrado 59s. P.S.Idę spać, bo na świt trzeba zaatakować. Jedna bitwa wygrana, ale wojna trwa! A przeciwnicy nie próżnują. Ta rywalizacja niewątpliwie dodała mi motywacji, żeby przyłożyć się do łowienia.
- 139 odpowiedzi
-
- 7
-
-
-
Ja z kolei dotarłem wczoraj wieczorem, ale szybko przez nieuwagę zapiaszczyłem rolkę od kabłąka. Nie mogłem rozwiązać problemu nad wodą, a kołowrotek wydawał złowieszcze odgłosy więc postanowiłem przerwać łowienie, wrócić do domu, kimnąć się, przyserwisować rano sprzęt i wrócić na świt. ...i szczupaki 2024" O świcie, na miejscówce przywitał mnie zimny i orzeźwiający energetyk, którego połowę ,przez nieuwagę zostawiłem w nocy. W końcu jakiś pożytek z zapomnialstwa, ale i tak daje do myślenia. O świcie przywitała mnie także spora aktywność ryb na powierzchni. To o czym dziś w nocy rozmawialiśmy z Tymonem że "kompletnie w nocy nie widać drobnicy przy brzegu", wydało się jakimś niewytłumaczalnym ewenementem. Na powierzchni się gotowało i nie brakowało ataków drapieżników. Świt zeglarski i cywilny przedziadowałem na swoim błotku, a jako że nic nie złowiłem, to po wyjściu słońca nad horyzont, postanowiłem schodzić opaską w dół i systematycznie obławiać wszystkie płytkie miejsca z nadzieją na szczupaka. Na agrafkę powędrowała seledynowa Sewro ukleja 17cm, na dozbrojce bez obciążenia. W sumie sposób prowadzenia przynęty nie odbiegał od tego jak prezentuję ją w nocy. Dwa, trzy rzuty i dalej. Spacerek trochę trwał i po chłodzie poranka, słońce zaczęło mocniej przygrzewać. W końcu przynętą zainteresował się cel dzisiejszych poszukiwań. Na zdjęciu widać 72cm i tak też go liczę. Znowu delikatnie do przodu. +7cm. Dziś wieczorem powrót. Moze zdążę zacząć jeszcze za jasności. 1. jaceen 75sz + 75s + 52s = 202 2. SebaZG 3. moczykij 56sz 4. Zbynek1111 5. Marienty 64sz 6. andrutone 62sz. + 54sz. + 50sz. = 166 7. Fido 64s. + 63s + 51s = 178 8. RafalWR 57sz + 51 sz + 58 sz = 166 9. Elast93 10. Messi ... a nie, czekaj, Jamnick 11. Kierownik 82s + 72sz+ 66s = 220 12. Larry_blanka 66sz + 0 + 0 = 66 13. Budek 86s + 76s + 84s = 246 14. Tymon 83s + 71s + 71s = 225 15. Konrado P.S. I spadłem na 3. miejsce, licząc punkty. Ja tego tak nie zostawię!
- 139 odpowiedzi
-
- 7
-
-
