Skocz do zawartości
jerki na szczupaka     Promocja dla użytkowników forum haczyk.pl w postaci rabatu 10% na pierwsze zakupy w sklepie  wędkarskim wielkaryba.pl

jaceen

Redaktor
  • Liczba zawartości

    4 708
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    554

Ostatnia wygrana jaceen w dniu 10 Sierpnia

Użytkownicy przyznają jaceen punkty reputacji!

4 obserwujących

O jaceen

Informacje o profilu

  • Płeć
    Not Telling
  • Lokalizacja
    dolnośląskie

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

jaceen's Achievements

5,5k

Reputacja

  1. Cześć Od dwóch tygodni nuda. Nic się nie dzieje. Nuda. Nic się nie dzieje. Nie jest to do końca prawda, bo sumy zdążyły zniszczyć dwa nietoperze, jeden przepadł, no i było jeszcze kilka akcji na inne przynęty. Na brzegu wylądował tylko sumek 70+ na whopper ploppera River2Sea 13 cm. Noc z wtorku na środę postanowiłem łowić największym crawlerem z mojej trzody chlapaków. Wykombinowałem, że wąsy dostały już mocno po zębach i część z nich może nie reagować na plumkacze. Przynajmniej na te, które najczęściej łowiłem. Warunki były idealne pod Adustę FORCE MIX 20,5 cm/43 g/kol. HOT TIGER. Uciąg wody minimalny, poziom też zwiastował łatwość podniesienia ryb z głębszych fragmentów kanału. Zacząłem łowienie z tzw. stopem. Kilka ruchów korbką-stop. Kilka ruchów korbką-stop. Do tej pory taka prezentacja przynęt sprawiała mi problem. Miałem nieodpartą chęć kręcenia, by przynęty były w ciągłym ruchu. Adusta Force Mix idealnie nadaje się na „stopa”. Być może dzisiejsza noc była przełomowa. Zacząłem po 22:00. Pierwsza godzina nuda. Nic się nie dzieje. Wskoczyłem na kolejne miejsce i jest pierwszy atak. Atak, to zbyt dużo powiedziane, ale jakiś niewielki wąsaty agresor zaatakował Adustę. Po kilku minutach powtórzył. To dało mi nadzieję, że jak crawler pojawi się w okolicy dużej paszczy, branie będzie nieuniknione. Nie minęło dziesięć minut i jest bomba. Niestety nie poczułem go na kiju i crawler wylatuje w powietrze po mojej reakcji. Serducho w dalszym ciągu mam przyklejone szarą taśmą, więc wszystko zostało na miejscu. W końcu maluch trafił w kotwicę. Glutek około 50 cm ląduje pod nogami. Ledwo dwa razy większy od Adusty (20,5 cm). Łowienie sumów robi się coraz trudniejsze. Stanąłem na dwunastu sztukach ponad wymiar, w tym najmniejszy 70+ i trzy największe 150, 160 i 180 cm. Pomyślałem, że czas najwyższy przełamać fatum i zaliczyć trzynastą sztukę. Czasami marzenia się spełniają. Jeszcze serce nie uspokoiło się na dobre, by kolejny raz dać znać o sobie. Wyrywne jest strasznie. Kolejny atak na Force Mix jest już trafiony. Od razu poczułem szarpnięcie i skwitowałem to zacięciem. Właściwie docięciem. Po dwóch minutach sum był pod powierzchnią. Ucieszyłem się, bo to była kolejna ryba powyżej 100 cm, a dokładniej 115 cm. Trzynasty sum zaliczony. Ile brań od początku sezonu było pustych? Ile walk przegrałem? Nie prowadzę szczegółowych statystyk, ale jestem sam dla siebie pod wrażeniem, że udało mi się rozpracować wodę pod bardzo ciekawe przynęty. Szkoda tylko, że są one drogie i jednocześnie mało odporne na uszkodzenia. Przeciążenie, impet brań, masa ryb nie oszczędza ich i każdy słaby element jest w mgnieniu oka weryfikowany. Krótko mówiąc, nie przechodzą próby. Sum był zapięty na dwie kotwice w jednym i drugim „zawiasie”. Po tym wszystkim nastąpiła znowu nuda. Woda bez życia. Kleni nie słychać i nie widać. Drobnica nie oczkuje. Dziwny sezon na tej wodzie. Sprawdzam plaster. Jest na miejscu. Nie odkleił się:) Serce na miejscu. Jestem daleko od drogi i w tej ciszy słychać wyraźnie plumkanie crawlera. Aż zamarzyło mi się kolejne branie. Chyba ze mnie jakiś prorok był tej nocy. Może to nadchodząca noc spadających Perseidów tak działała? W każdym razie, w pierwszym momencie myślałem, że zabłąkała się jakaś putinowska rakieta i pieprznęła w sam środek kanału. Właśnie tam, gdzie przed chwilą pławił się spokojnym kraulem Force Mix. Cholera. Zatopili mi Adustę! Mógłbym jeszcze opowiadać, jak walka z tą „rakietą” wyglądała przynajmniej pięć minut, lub przemilczeć ten fakt i zachować dla siebie porażkę. Błędów pewnie popełnię jeszcze sporo. Im szybciej je skoryguję, tym lepiej dla ryb i dla mnie samego. Przegrałem. Czekałem już tylko na chwilę, by zobaczyć, co jest po drugiej stronie. Rękawice założone, stanowisko do podebrania dobre i był spokój, którego już mi nie brakuje. Emocje są oczywiście ogromne, ale takie okiełznane, bez zbędnej paniki. Jednak moment, kiedy po którymś „kopnięciu” suma czujesz nagły luz, a w zasadzie nic nie czujesz, prawdę mówiąc, w tym momencie nic nie czujesz. Całe ciało jest drętwe. Siadasz na dupie i żal. Żal wszystkiego. Myślisz: - poradzi sobie z tym? Klniesz na wszystko i wszystkich. Najbardziej na siebie, że chcesz po swojemu zejść poniżej czegoś, co może się udawać, do czasu. Plecionka Pulline 30 LB to za mało, za słabo. Mam nadzieję, że plecionka Berkleya Whiplash 8/0,28 mm ustrzeże mnie i ryby od… przynajmniej w ogromnym stopniu zminimalizuje niespodzianki. Jutro powinna być już nawinięta na szpuli. Nie ukrywam tego, co się wydarzyło. To w zasadzie przestroga dla opornych, by zaufać doświadczonym w boju. Wystarczyło zmienić miejsca, w których kiedyś bez niespodzianek sumy do 140 cm holowałem na takich linkach. Teraz się zmieniło. Zmieniłem miejsca, pojawiły się większe ryby i trzeba to wzmocnić. Innej drogi nie ma.
  2. Cześć. Mija drugi miesiąc łowienia tylko nocą, a początek sierpnia cienki jak barszcz. Zadowolony byłem ze swoich statystyk i wyników, teraz zostały tylko statystyki:) Nawet klenie, jakby się obraziły na mnie? Na przynęty? Na brania nie mogę narzekać, coś tam się dzieje. Może nie jest to , co na przełomie czerwca i lipca, ale czasami jakiś porządny sum dobiera się do crawlerów. Uszy utrącone:) Skrzydła połamane. Skuteczność jest teraz dramatyczna:) Kilka kleni udało się złowić. W tym przypadku, to chyba najmniejszy, jaki zaatakował Adustę. Trafiłem też większego 45 cm. Sumów, a raczej sumków złowiłem kilka. Największy, trochę ponad wymiar, zaatakował whopper ploppera River2Sea 13 cm. Najwięcej brań miałem na Strike Pro Swing Pop. Ciągany tuż przy burcie i przybrzeżnych trawach wyciągał przyczajone klenie i sumki spod kamieni i nawisów. Prowadzony daleko od brzegu miał małe powodzenie. Przynajmniej u mnie;) 👊
  3. jaceen

    WROCŁAWSKA ODRA

    Ważny komunikat PZW Okręg we Wrocławiu. https://www.pzw.org.pl/wroclaw/wiadomosci/241624/60/uwaga_wazny_komunikat
  4. Cześć. Miałem siedzieć na czterech literach i odpocząć trochę od kotwic, sterów, kółek łącznikowych, przyponów i tych ogromnych rekordowych ryb, które ciągle łowię w nocy…w śnie:) Dzwonek. - Dzień dobry. Kurier. Hm??? -Czy pan Jacek? – Potwierdzam. Adres, telefon się zgadza. Przesyłka do mnie. Może to sygnał, żeby trochę odpocząć od crawlerów? Kleniowe woblery Lovec -Rapy na początku sezonu pięknie się sprawdziły na przedwiosennych kleniach. Może mniejsze slidery sprawdzą się na okoniach? I klenie powinny je polubić. Zobaczymy, czy będę umiał z nich korzystać. Ablety 8-10 cm (sandacz, szczupak, boleń). Gloomy Jerki-pływający, tonące 6 i 10 cm.
  5. Adusta też do wymiany kotwic. Sprawdzone
  6. Fajne przynęty. Rada to, bezapelacyjnie kotwice i kółka do wymiany. Przynajmniej w tych dużych crawlerach. Mała cykada SG jest b.dobrą przynętą, ale jednocześnie koszmarnie awaryjna. Uprzedzałem w swoich postach i nie jest to bezpodstawne stwierdzenie. Ta większa z dwoma kotwiczkami dłużej wytrzymała. Jednak po kilku braniach i tak skrzydła odpadły. Mała, przy pierwszym zakupie, też coś zdążyła połowić. Rozwiązanie to samo i to samo spotkało skrzydła. Kupiłem wbrew sobie jeszcze jedną i co... w trzecim rzucie odstrzeliłem i zostało kalectwo. Nigdy więcej. U znajomego było podobnie. Oby u innych się nie sprawdziło, to moje czarne proroctwo:)
  7. OldBolo, mucha ani krzty nie ma nic wspólnego z takim łowieniem. Muszkarstwo dawno mnie rozczarowało. Sprowadziło się do łowienia na sztuczne glizdy i gdyby trochę pofolgowano w przepisach, to pewnie muszkarze bez skrupułów łowiliby na żywe robaki. Statystyki? Aż tak do wędkarstwa nie podchodziłem, żeby prowadzić statystyki. Może by to pomagało, ale w czym? Żeby łowić jeszcze więcej i jeszcze więcej niż więcej?:) Teoretycznie porównuję na świeżo wyniki z poprzednich miesięcy lub w stosunku rok do roku, o ile zapamiętam lub przypomnę sobie wydarzenia z katalogu zdjęć. Jeżeli ktoś potrzebuje do oceny, czy wartość strat energetycznych będzie opłacalna, to u mnie wyglądało to mniej więcej tak: Na około 40 wyjść nad wodę za każdym razem po 4 godz. spędzone z chlapakami, złowiłem 12 sumów 100 cm+. Matematycznie wygląda, że łowiłem jednego suma na 3,3333333 wyjść, w równym rozliczeniu biorąc pod uwagę 4 godziny łowienia (40 dni ÷ 12 szt.). Przeliczanie na godziny nie ma sensu. Gdy ktoś takie statystyki weźmie sobie do serca i spędzi ilościowo tyle samo co ja, ale w rozliczeniu po 1-1,5 na jedno wyjście, to może srogo się rozczarować, bo... u mnie brania w zdecydowanej większości były w drugiej, trzeciej lub czwartej godzinie wędkowania. Będąc nad wodą od 23:00, raptem złowiłem 3 sumy. W godzinach 0:00-3:00 było 9 sumów. Brań zepsutych, pustych, nie jestem sobie w stanie przypomnieć i w jakich godzinach. Z pewnością chodzi mi po głowie godzina 3:00, bo miałem kilka akcji na pograniczu powrotu i martwiłem się czasami, żeby mi zbyt duży kaban nie wziął. Ostatni dyliżans niestety na mnie nie był łaskawy poczekać. Taka zabawa w statystyki jest ciekawa, ale po co?:) Czy nie warto wziąć wędkę i pójść nad wodę i miło spędzić czas?:) Skuteczność? Na 40 dni miałem około (żeby nie przesadzić:) 1 atak sumowy na jedno wyjście, czyli 40 brań. Przypomnę ponownie, że jedno wyjście, to około 4 godzin nad wodą. Biorąc pod uwagę ilość brań do ilości zaciętych, wychodzi średnio 1 zacięte na 3,33333 brań. Oczywiście upraszczam te dane, bo ich nie notuję. 100% akcji na woblery powierzchniowe typu crawler. Warto wspomnieć, że nie bywałem sam, o tym wspomnę na końcu. U innych może to wyglądać lepiej lub gorzej. Jest jeszcze trzecia opcja, że mogło być podobnie:) Dla tych, co mieli pecha, bywało, że statystyki były mało pocieszające. Ilość wyjść = X, skuteczność = 0. Biorąc pod uwagę presję, ilość ryb ukłutych, porę roku i ilość, która wyjechała z wody bezpowrotnie, to będzie coraz trudniej:) Nie ma miękkiej gry:) Trzeba się postarać o każde branie. Za każdym razem poprzeczka jest coraz wyżej. Wąsy się uczą, zaczynają ignorować przynęty, trzeba zmieniać powoli na inne, które nie wzbudzają podejrzeń. Ostatnio podgoniłem statystyki;), bo złowiłem dwa sumy na jedno wyjście. Szkoda, że zepsuło je jedno puste branie:) Mocnego przygięcia i pzdr.,👊 PS Zdaję sobie sprawę, że zaglądają tu wędkarze incognito. Czerpią wiedzę i nic poza tym. Chciałbym zaapelować o trochę kultury, takiej wędkarskiej, o ile coś takiego w ich mniemaniu występuje. Nastała jakaś moda, być może chęć "błyśnięcia":) swoim wyposażeniem na czole? Może spotykam czasami kogoś z obrony przeciwlotniczej? Przecież takim oświetleniem, jakie używacie, można wypełnić światłem całą halę produkcyjną:) Rozumiem, że czasami trzeba. Trzeba zmienić przynętę, zawiązać przypon, wyjąć kotwicę z dłoni, czy pomóc sobie podczas holu, ale dajcie żyć tym po drugiej stronie. Świeć sobie człowieku pod nogi, a nie miotaj światłem po oczach kolegom. Ech!:)💡💡 💡
  8. Tak robię. Te łączniki, które mam, pozwalają na trzy owinięcia na pierwszym haczyku i sześć na trzonku, co daje razem dziewięć zwojów. Pochwal się jednoskładem z pracowni. Bardzo mi się spodobał. Pięknie się wyginał. To o nim mowa? _________________________ 20/21-07-2022 W zasadzie to nie ma co wiele pisać. Można by wkleić zdjęcie i odhaczyć kolejnego suma w statystykach. Ale u mnie to nie przejdzie. Nurt tej nocy był silniejszy niż zazwyczaj. Sporo traw czepiało się o kotwice. Początkowo nie dało się łowić. Na takie sytuacje mam w odwodzie żuka Molix Supernato Beetle 7,5 cm/17 g. W tym sezonie zaliczył pierwsze branie. Do tej pory nie musiałem po niego sięgać. Gdy się z trawami trochę uspokoiło, to założyłem najskuteczniejszą, jak do tej pory cicadę 58 mm/ 12,5 g. Po północy łowię klenia około 45 cm. Klenie są dla mnie pewnym wyznacznikiem. Gdy biorą one, to mam przeczucie, że tam też będą podchodziły sumy. Gdy przynęty pasują kleniom, to też wabią wąsy. Tak sobie to poukładałem i wychodzi, że podążam dobrą drogą. Następną godzinę nic się nie dzieje. Poza tym, że czasami sum w oddali zgarnie z powierzchni jakąś nieostrożną rybę. Tej nocy łowię bardzo dokładnie. Rzuty wykonuję krótkie i gęsto czaszę każde miejsce, w które co kilka metrów wchodzę. Tym sposobem, łowiąc około 3-4 godzin, nie przejdę więcej niż 200 m. Czasami wracam się i ponownie przechodzę ten sam odcinek. Przynęty staram się rzucać w to samo miejsce kilka razy. Chcę mieć pewność, że ryba, która być może w pierwszym przepłynięciu nie zdecydowała się, miała kolejną szansę na podjęcie decyzji. Wchodzę na kolejną miejscówkę. Bardzo ostrożnie. Krótki rzut lekko powyżej siebie, dwa razy zakręciłem korbą i BUM! Jeden atak. Nic nie czuję. Kręcę dalej. BUM! Drugi atak. Dalej nic nie czuję. Widzę tylko młyn w wodzie i jakąś w niej zawieruchę. Kręcę dalej. Wędka tylko się buja. BUM! DUP! SIEDZI! Uf, ale akcja. Jak moje nerwy to wytrzymują? Patrzę na zegarek. Jest godzina 2:04. Sum płynie pod nurt. Sprawdzam ustawienie hamulca i odkładam plecak. Zakładam rękawiczki i oceniam jeszcze raz miejsce do podebrania. Jest dobrze. Nawet przy większym nie powinienem mieć problemów. Po tym, co w tym sezonie się wydarzało, w życiu nie stanę w miejscu niepewnym. Jeżeli będzie to jakaś norma, to skuteczność Lewandowskiego będzie zagrożona. Żarty żartami, ale szczęście mam niesamowite. To nie jest tak, że stanął gościu nad wodą i zawołał: - taś taś moje ptaszki, cip cip, podano do koryta! To wielki wysiłek z mojej strony, dziesiątki zarwanych nocy i zdartych zelówek. Mogę podziękować znajomym, którzy dzielą się swoimi spostrzeżeniami i wynikami. To jest motywujące. Miłe. Hol był ciekawy. Sum nie dawał za wygraną. Zestaw nie zawiódł. Wymienione kotwice na Ownery, po kilku rybach nie mają żadnych oznak słabości. Cała akcja holu ze zdjęciem i wypuszczaniem trwała dokładnie 14 minut. Miarka wskazała 130 cm. Pamiętajcie, sum dostojnie wygląda u siebie, w wodzie. PS Łowiłem do 3:00. Przed samą trzecią mam kolejne branie na opasce. Nie trafione. Który to już raz, gdy zbieram się na ostatni nocny autobus, sumy chcą mi zrobić psikusa? A niech tam, niech robią:) pzdr.,:)
  9. Niestety ostatnio u mnie zawiodła kilka metrów za węzłem. A ten łącznik bezwęzłowy, to wyśmienita rzecz. Dzięki Andrutone za przypomnienie. Idę zaraz wyjąć go z etui i uzbrajam zestaw. Przy mojej cieniźnie plecionki, doda jeszcze pewności:) 👍
  10. Jestem też tego zdania, że to nie ogon. Jedyne wytłumaczenie widzę w tym, że podczas jakiegoś ewidentnie silnego odjazdu, plus ciasno zaciągnięty hamulec, to te nasze plecionki (ja mam do 15 kg) nie podołają temu wyzwaniu. Z doświadczenia robię to w ten sposób, że hamulec mam mniej dociśnięty. Pozwalam sumom trochę na odjazdy. Zazwyczaj zatrzymuję je po kilkudziesięciu metrach. Jest sporo miejsca na takie manewry. Sprawdzam ostatnio, ile czasu zajmuje mi hol wąsów, czy czasami nie przesadzam z delikatnością pod te ryby. Tu musimy sami rozważyć, co i jak. Nie można iść w zaparte, że sam wiem najlepiej. Pozwólmy jednak zostawić wędkującemu trochę swobody w podejmowaniu decyzji. Branie dzisiaj miałem o godz. 2:04, zdjęcie po wyciągnięciu suma i ustawieniu statywu 2:15, a ostatnie zdjęcie suma z powrotu do wody 2:18. Cała akcja z holem, zdjęciami i wypuszczaniem przy rybie 130 cm trwała 14 minut. Kiedyś sprawdzałem czas przy przyłowie podobnego wąsa na sprzęcie sandaczowym z cw do 20g z plecionką prawdopodobnie 0,12 mm. Sam hol trwał 20 minut. Jest różnica? Jeżeli ktoś dysponuje mocarnym sprzętem np. do 50 kg, to jest w stanie taką rybkę w kilka minut wypuścić. Płatek88, być może zdarzyło się jakieś uszkodzenie linki i w momencie gwałtownego zrywu poległa. Kiedyś będzie okazja, to przypomnij, pokażę Ci co sobie sum zrobił podczas walki. Nie mogłem dowierzać w to, co zobaczyłem. Taka to jest siła.
  11. Czy na pewno nie słyszałeś w Rzeszowie? 😅
  12. Czy 13 musi być pechowe? Kolejna wyprawa za sumem z wielkimi nadziejami. Zapowiadane upały nie zostawiały wątpliwości, że na ryby będę wybierał się tylko w nocy. Dotarło do mnie kilka nowych powierzchniowych przynęt i będzie okazja je testować. Niemal zachwycony jestem z Whopper Ploppera River2 Sea 13 cm/39 g. W porównaniu do mniejszych braci w.ploppera ten góruje przynajmniej o klasę. Bezbłędnie startuje śmigło. Dźwięk jest niski i „głęboki”. Bardzo ładnie ustawia się podczas pauz. Mam nadzieję na dobre z nim wyniki. Noc z poniedziałku na wtorek jest już cieplejsza. Po kilku przegranych wyprawach, gdzie sumy nie trafiały w przynęty, postanowiłem postawić na sprawdzoną Cicadę 58 mm/12,5 g. Zdecydowanie wiedzie prym wśród moich sumowych zabawek. Część z nich nie ma w opisach, że są dedykowane sumom, ale ryby o tym nie wiedzą i dają się czasami zwieść. Nad wodą byłem po 22:00 i w planach było zostać do 2:00. Pierwsza godzina minęła z jednym kleniowym braniem. Chwilę miałem go na wędce, ale na takim sprzęcie często się spinają. Do północy mam pięć brań i tylko jednego pod 40 cm udaje się wyholować. Klenie są bardzo częstym przyłowem na crawlery, którymi łowię. W zasadzie to one podtrzymują mnie na duchu w poszukiwaniu sumów. Gdy mija kilka dni bez kontaktu z tą wielką rybą, to klenie wypełniają tę pustkę. Gdyby nie one, to prawdopodobnie zarzuciłbym to sumowe szaleństwo. Mijają dwie godziny. Doliczyłem się kolejnych pięć brań. Wszystkie wyglądały na kleniowe. Jedno okazało się niewielkim sumkiem pod 60 cm. Zadzwonił alarm. Czas zawijać się do domu. Nagle, około 10 m ode mnie jest „wodna bomba”. To był sum. O rany, znowu pudło. Jakaś klątwa mnie dopadła ostatnio. Kilka brań już nietrafionych. Można z tego powodu popaść w załamanie. Ryzykuję i zostaję godzinę dłużej. Przynętą ciągle jest cicada. Dziesięć brań to nie jest mało. Najwięcej w tym sezonie. Postanowiłem zmienić troszeczkę sposób prowadzenia. Do tej pory rzucałem cicadą niewiele powyżej swojego stanowiska i z leniwym nurtem sprowadzałem do siebie po szerokim wachlarzu. Teraz rzuty wykonywałem poniżej siebie pod kątem 45° i jeszcze wolniej wprowadzałem crawlera w taniec na wodzie. Mija 2:30 i łubudu! Wędka w ręku mi faluje, ale nie czuję szarpnięcia. Trwa to ułamki sekundy i nie wytrzymałem, zacinam. Crawler wylatuje w powietrze i już po wszystkim. Gdybym nie spanikował, to może by powtórzył? Tak kilka razy się zdarzyło. Tej nocy, to było dwunaste branie. Zbliża się nieuchronnie godzina powrotu. Mam jeszcze piętnaście minut łowienia i zostaje w zapasie trzydzieści na powolny powrót do autobusu. Teraz się uśmiecham na myśl, która mi zaświtała w głowie. Podobna sytuacja była, gdy złowiłem swojego największego wąsa. Wziął tuż przed trzecią i już nie zdążyłem na ostatni nocny autobus. Musiałem zostać do dziennej komunikacji. Ale nie narzekam. To była ciekawa akcja. Gdyby teraz było branie, to już trzynaste tej nocy. Mało prawdopodobne. Dochodzi godz. 2:45. Zaglądam częściej na zegarek. Może się jednak powoli zbierać do drogi? A może jeszcze kręci się ten sum w pobliżu? Nie ukłuł się, to jest szansa, że nie odpłynął. Nie zdążyłem skończyć tej myśli, gdy około kilkunastu metrów od mojego stanowiska jest niezbyt głośne ”klop” w miejscu tańczącego crawlera. Poczułem lekkie szarpnięcie. Nastąpił bezwarunkowy odruch i wygarnąłem wędką za siebie, czując nagły betonowy opór. Zaczęło się. W pierwszym momencie nastąpił odjazd na kilka metrów. Zatrzymał się i dał podciągnąć. O, to może jakaś metrówka? Szybko się uporam i na jednej nodze spokojnie zdążę na autobus. Jak ja się myliłem. Znowu się zaczęło. Szybkie susy pod nurt uświadomiły mnie, że metrowy sum by mi tego nie robił. Spoglądam na szpulę, ile zostało plecionki. Dochodzi do połowy zapasu. Jeszcze chwilę poczekam i najwyżej przejdziemy się na spacer. Z tym nie będzie problemu. Wolę mieć hamulec trochę luźniejszy i korygować ręką. Tak właśnie robię teraz. Czas go zatrzymać. Nieoczekiwanie wystrzelił ogonem w powietrze. Co się dzieje? Bark pracuje, jakby był na testerze amortyzatorów. Chwila niepewności mija i zaczynam powoli kontrolować sytuację. Zaczęło się pompowanie. Cała walka trwała około dziesięciu minut. Najtrudniejsze zadanie dopiero mnie czekało. Gdy już go zobaczyłem w całości, to oceniłem na 200 cm. Chyba nie dam rady. Cicada wpięta lekko z boku szczęki. Jest miejsce na rękę. Gdy nie dam rady, to będę starał się wypiąć ją w wodzie. Prawą ręką zagarnąłem grubą wiązkę trawy, jakbym chciał rżnąć sierpem. Szarpnąłem dla sprawdzenia, czy mnie nie zawiedzie podczas poślizgu z nabrzeża. Lewą klepnąłem suma kilka razy w czoło i za trzecim razem udało się złapać go za dolną szczękę. Nogą znalazłem jeden jedyny kamień wbity w miękki brzeg. Zaparłem się nogą, ścisnąłem mocniej trawy i lewą rękę na szczęce. Raz, dwa, trzy i hop! Do połowy jakoś poszło. Ogon jeszcze w wodzie a mi zaczyna w ręce brakować mocy. Dla faceta o posturze XS to spore wyzwanie. Wszystko oceniam błyskawicznie. Cały czas mam z tyłu głowy ostatni odjeżdżający autobus. Już po wszystkim. Wąsal leży i strzela oczkami jakby chciał powiedzieć: - Stary, daj spokój, zrób sobie zdjęcie i wracamy każdy do swojego domu. Tak właśnie postąpiłem. Szybka seria zdjęć z samowyzwalacza, obowiązkowe mierzenie i sum wraca do wody. To już trzecie PB w tym sezonie. Ryby rosną u mnie w tym roku jak inflacja. Co będzie dalej? Miara pokazała na nierównym terenie trochę ponad 180 cm. Podczas holu obserwowałem bacznie zachowanie nowej wędki. Łowię w dość komfortowych warunkach i mogę sobie pozwolić na sprzęt dość delikatny, jak na podchody na sumy. DAM Yagi 269/12-42 g sprawił się dobrze. Nieźle współpracuje pod crawlerami i to jest drugi sum, na jakim przeszła test. Klenie niestety dalej odpadają. Nie da się pogodzić wszystkiego i mam tego świadomość. Myślałem, że te dolne cw 12 g będzie sprzyjało na hol z większą amortyzacją ryb o mniejszej masie. Nic z tego. Za to dokładnie jest tak, jak opisywana jest ta seria wędek z cw powyżej 42 g. Można je przeciążać dość znacznie. Moc też wyczuwa się podczas holu na więcej niż na sucho. Przez jakiś czas wędka zostanie ze mną i jeszcze będę chciał ją sprawdzić na kilku rybach. Oby tylko szczęście mnie nie opuściło, bo mam jeszcze kilka woblerów do testowania. pzdr., jaceen👊
  13. jaceen

    WROCŁAWSKA ODRA

    Śnięte ryby. https://www.pzw.org.pl/wroclaw/wiadomosci/240982/60/sniete_ryby_na_rz_odra
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.