Tymon
Użytkownik-
Liczba zawartości
33 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
15
Zawartość dodana przez Tymon
-
U mnie plany na ryby były, ale 1 maja jadąc na bolenie samochód kompletnie odmówił posłuszeństwa i to na autostradzie… Po czekaniu dobrych paru godzin na lawetę i przygodach majówkę spędziłem rodzinnie, nie zbliżając się do Odry. Miało być inaczej, ale bolenie nie uciekną
- 14 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- boleń
- majówka z boleniem
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Mam w planach być na rybach, może coś uda się trafić😄 1. jaceen 2. Tymon
- 14 odpowiedzi
-
- 2
-
-
-
- boleń
- majówka z boleniem
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Konkursowy koniec łowienia kleni wypadł na 19.04, ale jeszcze na nie chodzę. Zimna zima zrobiła swoje i ryby nieco później zaczęły wchodzić na miejsca, gdzie łowienie tych ryb woblerami było możliwe. Według mnie do tarła jeszcze przynajmniej dwa tygodnie, kleń lubi ciepłą wodę. Przez ten okres trochę maluchów przerzuciłem, ale dzisiaj z małej rzeczki udało się dołowić rybę 52cm. Kilkanaście brań na pusto ale ten wciągnął bzyka jak należy. Gratulacje dla @Konradoza bezsprzeczne zwycięstwo, za rok może się odkujemy😀
-
Dzisiejszy czterogodzinny spacer Widawą zaliczam na 0. Przy brzegu widziałem gdzieniegdzie małe rybki. Piękna jest ta rzeka, byłem na końcowym odcinku, na którym można teraz łowić. Zalane trawy, zakręty i drzewa w wodzie, ale bez dotknięcia. Czy wrócę? Pewnie tak, ale może w lipcu😆
-
Wiosenne klenie na woblery, szczególnie nocą, to coś na co czekam po zimie. Brań zawsze jest mało, ale zazwyczaj są to ryby konkretne. Pierwsze nocne wyjście wyzerowałem, drugie prawie również, ale stwierdziłem, że zajadę jeszcze zobaczyć na miastową Odrę. Kamienista opaska z dosyć szybko płynącą wodą dała jedno branie. Trzeci, może czwarty rzut i strzał, po chwili 54cm tłustego klenia trzymam już w ręce. Z ciekawostek zestaw jaki mam i mi się sprawdza to wędka robinson toshido 255cm 2-8g, plecionka 0.4/5PE oraz przypon ze stroftu lub fluo grubości 0.16-0.20mm. Mała agrafka, woblerek i do przodu. Tym razem zwycięską przynętą był wobler Gloog Hektor 3,5cm. W każdym z nich obowiązkowo zmieniam kółeczka łącznikowe oraz kotwice, z resztą jak w każdym seryjnym woblerze. Tutaj nie ma miejsca na błędy. Teraz znowu przychodzi ochłodzenie, chyba nie będę wyciągał zimowej kurtki z szafy. Poczekam na cieplejsze noce, klenie nie uciekną😉 1. Konrado 58; 55; 54,5; 51; 50; 49; 49; 47; 47; 46 2. suchi 3. jaceen 50, 48 4. moczykij 45,5; 44; 31; 41; 46,5 5. Marienty 44; 35; 44.5 6. SebaZG 30; 41,5; 30; 32 7. Tymon 54 8. jamnick85 49; 38,5
-
Pierwsze brodzenie i od razu są efekty. Dzisiaj złowiłem 9 kleni i jednego jazia, wszystkie ryby na woblera siek bzyk. Mała rzeczka czasem potrafi oddać😀 Niestety chodzenie w wodzie skutecznie uniemożliwiło mi mierzenie ryb więc tabela bez zmian
-
W tym roku też mam zamiar pochodzić za tymi rybami, z chęcią wezmę udział w zabawie. Trochę będę musiał jednak poczekać. Jak rzeki zaczną odmarzać wezmę się do roboty, liczę na trzy ryby 50+, za marzenia nie karają🙂 1. Konrado 42 2. suchi 3 jaceen 4. moczykij 5. Marienty 6. SebaZG
-
I to już. 7 miesięcy łowienia wampirów dobiegło końca. Ten sezon sandaczowy był dla mnie wyjątkowo trudny. Od początku zapisywałem złowione przeze mnie wymiarowe sandacze, łącznie było ich 20 z czego największy 85cm. Jest co pobijać za rok. Z drugiej strony inne gatunki wyjątkowo mi dopisały. Złowiłem bardzo dużo wiosennych kleni, z czego największy miał 57cm. Bolenie, największy mierzył 75cm. I sumy… oj dały mi popalić. Nocne łowienie tych ryb to coś pięknego, znalazłem miejsce gdzie w lipcu kilkanaście ryb JEDNOCZEŚNIE żerowało na drobnicy przy powierzchni. Po dwóch tygodniach łowienia ręka nadawała się do wymiany po holach. I wtedy padł mój rekord, na spinning z brzegu ryba 232cm smakuje inaczej, niepowtarzalnie. Dzięki za naszą małą rywalizację, może za rok ,,zagramy” tylko na sandacze? Łatwo nie będzie ale można spróbować😄 Wszystkiego dobrego w nowym roku i do zobaczenia nad wodą!
-
Właśnie wróciłem z wieczorno- nocnej wyprawy. Wybrałem się w gości- pierwsze 3h poświęciłem na miejscówkę @andrutone, a drugie tyle na Bagienko od @Kierownika. I wiecie co? Nigdzie nie miałem smyrgnięcia, nie zobaczyłem nawet oczka na wodzie. Natomiast bobry buszowały na każdym odcinku Odry. Przyjemnie ciepła noc jak na grudzień, tylko gdzie te nasze sandacze?
-
Dzień dobry, Dzisiejsze zawody to było… ciekawe przeżycie. Na około 20 osób nie padła żadna ryba, nawet okoń😆. Ryby absolutnie odcięte, ale potem kiełbasa z ogniska według mnie zasługiwała na gwiazdkę Michelin. Nie jest łatwo ale do końca roku raczej nie chwycę za okoniowkę, może uda się jeszcze złowić fajnego sandacza.
-
Coś sandacze ostatnio u mnie siadły. W nocy mróz taki, że ciężko wytrzymać. W ciągu dnia też bywa różnie. Dzisiejszy wypad nad Odrę zaliczam z jednym braniem, ryba strzeliła pięknie ale okazała się być sumkiem około 70cm. Teraz pora na ciepłą herbatę i film, następne próby na dniach
-
Niestety ostatnio nie mam tyle czasu żeby chodzić za sandaczami w nocy, ale za dnia co jakiś czas wyskoczę na 2-3h. Złowiłem parę maluchów, szczupaka 55cm a ostatnio nawet sandacza 60cm co jak dla mnie jest bardzo dobrym wynikiem. Najbardziej pocieszające jest miejsce z którego go złowiłem. Zaplyw główki gdzie nagle jest dziura, woda głębsza o metr niż w innych miejscach. Brań zaliczyłem tego dnia z 15 ale tylko jeden zażarł gumę jak należy. Przez obniżającą się temperaturę pojawiła się tam drobnica której tam wcześniej nie było, a wiadomo za drobnicą… to co lubimy najbardziej. Napewno odwiedzę to miejsce nieraz, bo ostatnio na miejskich burlwarach nie zaliczam pstryka przez wyjście. ps. Fajnie że haczyk już śmiga, przynajmniej widać że Wy też łowicie a to jest motywujące do wyjścia z domu
-
Czołem wędkarze. Za mną również parę wyjść na naszą Odrę. Ilościowo nie jest źle, chyba nie zaliczyłem wyjścia na zero, ale rozmiarowo bez szału. Największą ryba był szczupak 60cm. Sandacze(bardziej sandaczyki) łowię ostatnio na jigrig: hak, smukła guma i ciężarek 7-14g. Bardzo prosta budowa a przynęta ładnie się prezentuje. Dalej próbuję złowić bolenia 80+ ale coś nie wychodzi, parę prób jeszcze przede mną w tym roku. Jeśli chodzi o jesienne torpedy jestem absolutnym amatorem, cykady odpowiednie, miejsca też, ale skilla w prezentowaniu tej przynęty brak. Latem jak kasowały powierzchniowe przynęty łatwiej mi to przychodziło. Wracając do sandaczy… zamówiłem właśnie zimowe rękawiczki. Dni coraz krótsze a zapowiadają niższe temperatury. U mnie do tej pory słaba ta jesień, napewno słabsza w porównaniu do zeszłorocznej. Też mniej wpisów robię tutaj przez słabo działające forum, pisząc ten tekst strona odswiezyla mi sie z 4 razy. Niektóre zdjęcia nawet po formatowaniu nie chcą sie dodać. Na fotkach sandacze z małego stawu. Jeśli coś się zmieni, wrzucę z opóźnieniem. Polamania!
-
07.11 Ostatnio sandacze na Odrze są absolutnie wyłączone, nawet maluchy nie pstrykają. To może szczupaki biorą? Pojechaliśmy ze znajomym na starorzecze poszukać zielonych. Gumy, obrotówki i wahadła. Po dwóch godzinach zerwał się taki wiatr, że trzeba było się zmywać. Ale coś było nam mało, jak to tylko dwie godziny nad wodą. Wracając zahaczamy o malutki staw, około 2ha. Przynęta prawie można przerzucić na drugą stronę. Zakładam westina slim 14cm, nasty rzut, opad i czuję mocne uderzenie. Jakie było nasze zdziwienie, jak na powierzchni pokazał się sandacz. 67cm, fajny rozmiar! Obchodzimy jezioro, w jednym miejscu ponownie mam branie ale spinam rybę, wampirze kły zostały. Znowu sandacz? Aż niemożliwe, ale ta ryba pozostanie zagadką. Pod koniec wracamy na miejsce, z którego już był wynik. Znowu branie! Tym razem nie u mnie, a w opadzie na czerwonego sicario 14cm pike tail mój kolega wyciąga kolejnego sandacza, 73cm. Miejscowi wędkarze patrzą się na nas spod łba, też nie wierzą że w takim małym stawie pływają takie sandacze. Nie wiem kto był bardziej zaskoczony wynikiem, my czy oni. Wracamy szczęśliwi, czyżbyśmy znaleźli wampirze bagienko? Za parę dni powtórka, zobaczymy czy wykorzystaliśmy w tamtym miejscu całe szczęście jednego dnia.
-
Deszcz. Czekałem na niego od jakiegoś czasu. Ziemia już nie przyjmuje wody a to oznacza, że Odra będzie płynęła jak zła. Coś mi się wydaje, że w tym tygodniu uda nam się złowić parę ryb 80+, może czeka nas najlepszy okres w tym roku. Powodzenia
-
Ostatnimi czasy walczę z maluchami. Jeden na wyjście jest gwarantowany, czasem łowię po dwa lub trzy. Przedszkole ma już czas żerowania, teraz wyczekać te większe. A noce coraz zimniejsze…
-
Dzisiaj nad wodą towarzyszyły mi tylko dziki, łanie, bobry i orły. Lubię te swoje samotne wyprawy. Do plecaka pakuje jedno pudełko przynęt, dużo wody, coś słodkiego i można ruszać. Założyłem sobie pójście 6 kilometrów w dół rzeki ale drogą, a wrócić już wodą i oblawiać główkę za główką. Idąc na miejsce myślami jestem już przy filmikach jak wędkarze łowią jesienne bolenie. Naoglądałem się tego… grube torpedy o długich pletwach. Marzenie. Przez pierwsze trzy godziny nie stało się nic. Żerowania ryb również nie było widać. Ale przecież gdzieś muszą siedzieć, prawda? Cykady, sterówki, powierzchniowe woblery. Nic nie dawało brania. Czas usiąść i coś zjeść. Słońce zaszło za chmury a ja kończę batonika. Na odchodne rzuciłem jeszcze raz na zaplyw… i do końca nie wiem co się stało. Huk, targnięcie kija i rolka z kołowrotka. Banan 7cm został zmieciony z powierzchni wody a ryba sunęła w stronę nurtu. Oszołomiony nie wiedziałem co robić, zeskoczyłem ze skarpy i powoli podciągałem rybę do siebie. Odjazdy, młynki ale po paru minutach trzymam już go w dłoniach. Udało się! Marzyłem o tej rybie od 1 maja, marzyłem żeby zobaczyć jesiennego, dzikiego bolenia własnymi oczami. Miarka pokazuje 75cm. Tylko tyle i aż tyle. Życiówka wyrównana. Aż strach pomyśleć jak szerokie są ryby 80+, kiedyś się uda Dwie godzinki rzucania i do domu, zaczęło padać. Zmęczony fizycznie ale najważniejsze, że głowa odpoczęła. Może nie jest to ryba do tabeli ale czasem trzeba zrobić sobie odskocznię. Szczególnie w takich okolicznościach przyrody
-
Łowienie na murkach jest jednak wygodne. Można usiąść, wrócić z czystymi butami. Luksus! Dlatego znowu wpadłem na chwilę porzucać po zmroku na bulwary. I nawet coś udało się złowić, dwa krótkie sandacze chciały zjeść woblera prowadzonego przy brzegu. Tylko jak dorwać się do tych większych… Chyba muszę wypróbować Kierownikowe rozmiary przynęt😛
-
U mnie też wiało, więc trzeba było się schować na miejskich bulwarach. A tam nie lepiej, wiatr ciągnął w korycie aż miło. Półtorej godzinny wypad zaliczam z trzema braniami i dwoma rybami na brzegu; Sandaczem +- 40cm i podobnej wielkości kleniem. Wszystkie brania zaliczyłem na Hms panic 9. Fajnie tak wrócić na stare miejscówki. Człowiek zna każdy kamień pod wodą, każdy kołek. Wrócę :))
-
19.10 Dzień zawodów, a ja zaliczam brak jakiegokolwiek kontaktu z rybami. 7:00-14:00 nie stało się absolutnie nic. Niektórzy zawodnicy mieli po troche okoni, trafiło się parę szczupaków pistoletów ale ogólnie wyniki? Podsumowałbym jako rozczarowujące. Moim zdaniem nagła zmiana pogody na bezwietrzny dzień ze słońcem wyłączyła ryby. Pierwszy a napewno nie ostatni raz kiedy na zawodach schodzę z zerem, taki sport
-
17.10 Szybki nocny wypad w nowe miejsce. O dziwo gdzie woda płynęła i było jej więcej niż zazwyczaj. Powyżej Wrocławia dalej jej stan jest zadowalający, dlaczego tak ją tam trzymają? Nie wiem, ale muszę śledzić jej poziom. Jak zaczną ją puszczać przez miasto, wtedy spędzę trochę czasu na tych naszych murkach . O 2 w nocy zaliczam mocne branie, ryba jedzie z kołowrotka. Przez pierwsze sekundy myślami jestem już przy dużym sandaczu. A potem zatrzymała się i ściągnąłem ją bez żadnego wysiłku. Rozpędzony zielony wjechał w wobka jak zły, całe szczęście nie uciął fluo. Po zmierzeniu wyszło około 65cm, nie za duży ale silny! Do 4 nic już się nie wydarzyło, pora na chwilę odłożyć wędki, zebrać siły a potem w planach mam w końcu złowienie grubego, jesiennego bolenia. A Wy sandacze… Ah już na tym skończę
-
13.10 Z racji zbliżających się niedzielnych zawodów poszedłem sprawdzić jak wygląda Odra powyżej jazów. 4 km w jedną stronę i wnioski: Odra głęboka (20g opadało najwięcej 22s!), wolno płynącą i z dużą ilością zaczepów. Brań brak, jednak łowienie na takich odcinkach nie jest dla mnie😆
-
12.10 Cały dzień spędzony w nurtach Odry za poszukiwaniem boleni. 14km na piechotę w woderach przez tereny gdzie nikt się raczej nie zapuszcza. Rezultat? Dwa brania na 10h rzucania… Rzeka jednak uczy pokory . I tak było pięknie, latające orły i jesienne kolory sprawiają że jeszcze tam wrócę
-
10.10 Pobudka była naprawdę ciężka — budzik zadzwonił o 3:30, a wstawanie o tak nieludzkiej porze nie należy do moich ulubionych czynności. Mimo to, jak się później okazało, było warto. Podjeżdżam po kolegę i około piątej jesteśmy już nad wodą, gotowi do pierwszych rzutów. Plan prosty: do świtu obławiamy sandaczowe miejscówki na woblery, a potem spróbujemy szczęścia z boleniem. Podchodzimy na nasze miejsce — niewielką, krótką główkę, na której tylko my łowimy sandacze nocą. Niepozorna, może dwa–trzy metry szerokości, jakich wiele na wrocławskiej Odrze. Ale ta ma coś wyjątkowego. Kiedyś musiała być dłuższa, bo przed nią ciągnie się pas kamienistego wypłycenia, a zaraz za nim gwałtowny spadek do trzymetrowej, może czterometrowej głębiny. Siadamy kilka metrów od siebie — jeden obławia napływ, drugi zapływ główki, jak zawsze. Wiatr i deszcz skutecznie uniemożliwiły oglądanie drobnicy, ale znamy to miejsce dobrze. W tym roku każdy z nas miał tu już ładnego sandacza, więc wiemy, że gdy tylko zrobi się chłodniej, ryby stają się bardziej żarłoczne i ruszają na stołówki. I znowu — 45 minut przed świtem czuję potężne uderzenie w powoli prowadzonego woblera HMS Panic 11 cm. Aż nadgarstek zabolał. Szybka kontra i od razu wiem, że to coś większego. Po kilku minutach emocjonującej walki w podbieraku ląduje piękny sandacz — 78 cm czystego złota. Gruby, masywny, dokładnie taka ryba, po jaką przyjechaliśmy. Zdjęcie może nie jest idealne — miejsca tam niewiele — ale pamiątka została. Po świcie dorzucam jeszcze bolenia około 55 cm i możemy wracać do ciepłego. Mokrzy, zmarznięci, niewyspani — ale szczęśliwi. Kolejny wypad zaliczony na plus. Co ciekawe, wszystkie sandacze powyżej 70 cm złowiliśmy w nocy na duże woblery, od 11 do 13 cm. Na mniejsze przynęty trafiały się tylko maluchy. Może więc w tym sezonie warto się trochę „wygrubić”? 🎣 Tabela 1. jaceen 53sz + 69sz + 0 = 122 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG 6. Marienty - 75sz 7. moczykij - 71s+77sz=148 8. Konrado 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223
-
Wróciłem na miasto — i od razu powitały mnie śledzie. Dzisiaj udało się złowić dwa, co jak na mnie, było nietypowe, bo na gumę. Zazwyczaj unikam nocnego łowienia w ten sposób, ale tym razem sytuacja wymusiła zmianę planu. Woda jest obecnie bardzo niska, a przy powierzchni kręciła się drobnica — stadka uklei leniwie kołysały się w świetle lamp, nie uciekając na boki. Przez cztery godziny obławiania woblery nie dały nawet stuknięcia, więc ostatecznie trzeba było sięgnąć po klasykę i ostukać dno.
