Wczoraj wróciłem nad Odrę po niemal miesięcznej z nią rozłące. Pogoda nie rokowała spinnigowych sukcesów, więc postawiłem na feedera. Zacząłem od podejrzanej u @Marienty przynęty, czyli makaronowych kolanek, jednak brań się nie doczekałem. Przeprosiłem kukurydzę i może po godzinie mam pierwsze branie, ale takie z łapaniem kija, żeby nie uciekł i w podbieraku zameldował się medalowy leszcz. Ryba silna i chyba już po tarle. Po ponad pięciu godzinach patrzenia w szczytówkę okazało się, że to było jedyne branie.
P.S. z tym makaronem chyba było coś nie tak. Na koniec łowienia oddałem go psu, który nie jest wybredny, a mimo to powąchał go tylko i odszedł. Ugotowałem go rano, więc był swieżutki, ale widocznie to nie wszystko. Proszę więc o wskazówki jego przygotowania