Nie wytrzymałem i w końcu wybrałem się na wrocławską "ślumpę". Ślęza płynie, ale nie żyje;) Około dwóch godzin obserwowania i nie wypatrzyłem nic ciekawego. Przeszedłem od elektrowni do mostu kolejowego. Jedyną zdobyczą były psie gówna pod butami. Buty po zimie wychuchane, wymuskane i w głowie myśli, by tylko w nie nie wdeptać. Nie minęło 5 minut i zaliczam pierwszy poślizg:/ Później jeszcze dwa. Po wszystkim tylko jeden komentarz mi się nasunął. Ten, jakim podsumował asp. szt. S. Rosół podczas rozpalania w piecu na posterunku policji, to był w porównaniu do mojego, jak kazanie w kościele.
Takie czyste buty były😐