Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 02.07.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Wierciłem się w domu. Meczu nie ma i spać się nie chce. Decyzja spontaniczna. Małe pudełko woblerów wrzucam do chlebaka i jeszcze kilka gum. O 1:00 jestem nad wodą. Jest przyjemnie. Na początek lecą woblery. Na znajomej rafie niestety pusto. Godzinę ją męczyłem. Reszta łowienia miała być z gumami. Lekka główka do 6 g i obławianie niedaleko burty. Opad liczony do sześciu. Kolejny garbik na dnie Odry po drodze i zatrzymuję się na dłużej. Tym razem to nie było na dłużej. W pierwszym rzucie i delikatnym podbiciu poczułem bujnięcie na kiju. Coś wyraźnie zakręciło się koło przynęty. Miałem przekonanie, że mógł być to sandacz, tylko nie trafił, lub nie był do końca zdecydowany na atak. Odczekałem kilkadziesiąt sekund i ponownie zacząłem łowić. Drugi rzut, pierwsze podbicie i BUM! Flagman się wygiął, docinam i mamy walkę. Długo to nie trwało, ale z sandaczami u mnie z roku na rok słabiej, to emocje proporcjonalnie rosną. Dałem trochę luźniej hamulec po ostatnich epizodach z rozgiętymi kotwicami i chyba po czwartej próbie z wysokiego nabrzeża wprowadzam go do podbieraka. Na zegarze jest 2:10. Spining po naprawie, kołowrotek po serwisie, test sprawności zdany. Łowiłem jeszcze przez godzinę, ale nic więcej się nie wydarzyło. Dana mi była tylko jedna szansa, którą wykorzystałem. Flagman do 28g/Ryobi 4000/Westin 9cm.9 punktów
-
Wczorajszy wieczorny wypad. Łowiłem 20:30-23:00. Jeszcze za dnia miałem sporo brań na chleb. Niestety za mały haczyk skutecznie utrudniał zacięcie (preferuję sandaczowe nr 2 a miałem tylko 4). Łowię tylko jednego klenia 37cm. Po zmroku przezbrajam się na woblery. Celem były płocie bo się ładnie po zmroku pokazały. Stety niestety łowię dwa klenie. Ten większy jest pierwszą pięćdziesiątką w tym sezonie. 3 klenie podczas jednego wypadu?! Taki wynik biorę w ciemno! 🙂7 punktów
-
Jak zwykle w naszych okoniowych zawodach mam trzy cele do osiągnięcia. Tylko raz udało się wszystkie trzy zrealizować. W tym roku osiągnąłem już dwa. Pierwszy, to było skompletowanie 10 sztuk okoni, by wypełnić tabelę. Drugi, to przekroczenie 300 pkt. Trzeci, już nie najważniejszy, ale dający jakąś satysfakcję po całorocznej rywalizacji, czyli wygrać zmagania. To trzecie jeszcze przede mną. Czy się uda? Szkoda wypuścić taką szansę z ręki. Po kilkunastodniowej przerwie nie bardzo miałem ochotę na ryby. Oddałem trzy spinningi i kołowrotek do naprawy. Ostatnie mecze MŚ też bym chciał w spokoju obejrzeć. W końcu kiedyś też grałem i nawet w Lublinie w latach 80 wywalczyłem z kapitalną ekipą mistrzostwo Polski w szeregach juniorskich. Mając na uwadze wieczorny mecz, wybrałem się na krótki wypad. Kilka woblerów, kilka gumek i do boju. Początek niemrawy. Trafiam kilka małych okoni. Trochę emocji dał kleń, który uderzył w Horna z wielkim impetem. Później brania przerzedziły się i po takim lekkim letargu nagle na twitchowej pauzie mam wyraźne branie. Początkowa myśl, że to szczupak. Hamulec oddawał plecionkę i trochę trwało, nim dostrzegłem pięknego okonia. Nie powiem, nogi się ugięły. Plecionka delikatna, kotwiczki bezzadziorowe i setki myśli, by go tylko nie stracić. Po trzeciej próbie podebrania o mało nie zszedłem z tego świata:), ale się udało. W końcu zapakowałem go do podbieraka i na czworaka po stromym poboczu doczłapałem w bezpieczniejsze miejsce, by okonia zmierzyć i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Pomiar dał 43,5 cm, co jest moim nowym rekordem. Zawdzięczam naszej lidze to, że bardziej w okonie się staram i z tego mam w swoim osiągnięciu już cztery z czwórką z przodu. Ten jest największy złowiony metodą twitcha. Wasz współudział mobilizuje. Chce się być lepszym, dokładniejszym i częściej się po prostu chce. Wrocławskie wody pod okonie są trudne. Nic to, ryby sportowo fajne i z lekkim spinningiem można praktycznie wszędzie do nich się przymierzyć. Oby tylko trochę szczęście sprzyjało i humor nie opuszczał:) To było w piątek. A w niedzielę powtórka. Te same miejscówki i do pudełka dołożyłem większego brata z serii Hunter Horn 50 mm. I na niego miałem kilka ciekawych brań. Jednego szczupaka, klenia, krąpia i kilka okoni. Dwa były naprawdę fajne, ale niestety nie dały się wprowadzić do podbieraka. Trzeciego już dałem radę. Miara pokazała 30 cm. Oba lecą do tabeli. Flagman BlackFire 213 cm/05-5 g/Mistrall RX PRO FD 20/Hunter Horn 40 i 50 mm. PS Okonie na miarce będą w zgłoszeniu GP.7 punktów
-
Na rybach nie byłem cały czerwiec, czas wrócić do łowienia. Na pierwszy cel od dawna zaplanowana wyprawa za Kleniami nad Widawę. Miałem lekką gruntówkę oraz bolonkę. Nad wodą musiałem zrezygnować z gruntówki, niski poziom wody oraz zarośla nie pozwalały na odpowiednie podanie zestawu, już wiedziałem że o większe klenie niestety będzie ciężko. Łowiłem tylko pięciometrową bolonką z 4 gramowym spławikiem, szukałem miejsc z kawałkiem wody bez ziela. Złowiłem z 10 kleni w przedziale 25-40 cm i jednego równo 50 cm, trafiło się też sporo ładnych płoci. Teraz trzeba wrócić do łowienia okoni aby coś poprawić w tabeli. Do zobaczenia nad wodą 🙂7 punktów
-
Ja po kilkuletniej przerwie wybrałem się z UL na kanał we Wrocławiu. Miałem tylko 2h. Łowiłem na chińskie pływające tanty i na swoje jigi z włóczki, które wykonałem parę lat temu - i na nie miałem najwięcej brań. Były płocie, dużo drobnego okonia, byczek a nawet jazgarz. Miałem nadzieję na wzdręgi ale żadnej się nie doczekałem. Ostatniego słowa nie powiedziałem. Muszę się jeszcze dozbroić 😀6 punktów
-
Tak na szybko przed meczem dzisiaj. Kanał miejski, łowiłem powierzchniowo na banana od Michała Olejnika. Było trochę mikro bolków trochę mikro kleni, okoni. Dwa brania trochę większych okoni, jednemu udało się zrobić fotkę do tabeli. 26,5 cm. Teraz pierwsza połowa na telefonie w autobusie a druga w domu🙂6 punktów
-
Kilka woblerów, lekki spinnig do 10 g i próbowałem w ostatnie dni poszukać lepszych okoni. Niestety siadały same małe. Odpuściłem główne koryto Odry i zaglądałem na kanały i zatoki. Z ciekawszych akcji na okoniówce, to wzdręga 30+ na "bananka" z nowej serii od Oleixa. Kolejnymi okoniami okazały się szczupak i boleń. Obydwa drapieżniki w jednym rozmiarze, jakby się umówiły. Były jeszcze dwa mniejsze szczupaki i mały boleń. Drapieżniki zostały złowione metodą twitchingu na woblery Atract Spark firmy Jaxon. Bardzo spodobała się mi ich praca i dobrałem jeszcze kilka sztuk. Fluo, niestety w pierwszym kontakcie z wodą wyszukał niewzruszonego kołka i w błyskawiczny sposób pożegnałem się z nim. A w trąconej wodzie całkiem przyzwoicie się prezentował. Z pewnością jeszcze go zamówię.5 punktów
-
Wybrałem się dzisiaj z ultralajtem na leśne stawki. Nie jeżdżę tam często, ale 1-2 razy w roku zaglądnę. Stawy są 4 w ciągu, połączone przepustami i jeden oddalony od nich z 200 metrów po drugiej stronie drogi. Minusem jest około półtora kilometrowy marsz z buta od auta. Na tym są karasie, fajnie biorą na silokonowe robactwo. Największe dzisiaj, chudziny ale miały 26 i 28 cm Na tym karasia nigdy nie złowiłem, same wzdręgi i okonie. W sumie złowiłem po kilkanaście wzdręg, karasi i okoni. Okonki same palczaki tym razem, wzdręgi też niewielkie, tak 15 cm max.5 punktów
-
Jak pomyślał, tak zrobił. Wczesnowieczorne wyjście i wpadło osiem okonków, w tym jeden lepszy, 27 cm.5 punktów
-
Przedwczoraj wieczór. 2 godzinki przed zmrokiem. Zacząłem delikatnymi silikonkami na xul, kilka skubnięć było nie wciąłem nic. Przeszedłem na 4 cm kajtki i wpadły 2 klenie, 39 i 36 cm. Wczoraj od 12 do 15.30 stanie na jednej miejscówce po jaja w wodzie Tylko jedna przynęta w użyciu, ta na fotce. Łowisko to rynna z szybką wodą, cel pani z wąsem 2 ryby na wędce, tylko jedna na brzegu, 63 cm Ta druga to możliwe podczepienie, z minutę siłowaliśmy się, biorąc pod uwagę mięsisty pysk nie wyobrażam sobie spinki prawidłowo zapiętej ryby.5 punktów
-
5 punktów
-
Czasu ostatni mniej, wiec mniejsza aktywność wędkownia. Kilka ostatnich wyjść bez szału. Na muchę brały albo maluchy , albo w ogóle bez wyjść do nich nawet. Spinning podobnie. Zainspirowany czyimiś wpisami na forum , na poprzednim wyjściu w czasie pierwszych prób na muchę na przelewie, porzucałem trochę chleba w zatoczkę . Zbiórki były, a muchy nic nie dawały. Więc do agrafki na spinningu doczepiam haczyk zamiast woblera i zaczynam pływać chlebkiem. Dwa ok. 40cn klenie udało się złowić. Dzisiaj pojechałem głównie z nastawieniem na chleb. Więc w garści spinning zaadatpowany do pływania chlebem , no i zwykły spinning jako rezerwa. Nie odmówiłem sobie najpierw spinningu na pierwszym przelewie (tradycyjnie na pusto). W pierwszej zatoczce przy 3cim czy czwartym przepłynięciu chlebem jest branie. Na brzegu okazuje się że życiówka 💪🏻. Spiiningowo czy muchowo ten kaliber to na razie marzenie (inna rzecz że spinningiem, a zwłaszcza muchą w te części odrzańskich klatek praktycznie nie rzucam), ale z powierzchni i tak bardzo cieszy. Potem było jeszcze parę ładnych wyjść, ale nie do chleba na moim haku, a pływającego obok.5 punktów
-
5 punktów
-
Okonie jednak coś słabo biorą. Skubią tylko i to pojedyńcze sztuki. Przy okazji spiąłem szczupaczka pod wymiar. Wczoraj w nocy, w końcu miałem przez chwilę suma na wędce. Ryba raczej niewielka, oceniam że koło wymiaru. Strzelił przy brzegu, na krótkim dyszlu, od razu zaczął szaleć i po chwili się spiął. Ale na wędce był. Woda jakby martwa, nawet klenie nie ratują sytuacji. Tylko leszcze straszą, snując się jak duchy.4 punkty
-
Ostatnio próbowałem trochę wieczorem pochodzić za sumem. Niestety woda cichutka, a sumy poukrywane albo może nawet ich wcale nie ma. W tygodniu wyskoczyłem też raz na lekko. Wpadły trzy okonki. Może trzeba by trochę na okoniu się skupić, bo większych ryb coś nie widać.4 punkty
-
4 punkty
-
Za mną jak co roku kolejny tydzień nad Czarną Hańczą. I łowienie wyłącznie z kajaka. Pomost który mamy dostępny na rzece na kwaterze wykluczył tym razem łowienie. Za bardzo roślinność się rozrosła i szkoda było rwać zestawy na delikatnej żyłce. Kolejny minus to pogoda jak nam się trafiła, wietrznie, zimno i deszczowo. Ale jak się czeka na wyjazd cały rok to szkoda jednak odpuszczać okazji pływania po tej pięknej rzece. Przez 2 dni nie miałem nawet wędki w ręce, 2 dni łowiłem w ekstremalnych warunkach, z solidnymi ulewami spędzonymi na wodzie. Na szczęście deszcz niezbyt długi i bez piorunów. Odpuściłem też w tym roku z uwagi na pogodę jezioro Wigry. Na kajaku 2 wędki, jedna do 0.8g i tu najmniejsze silikonki tak do 2 cm pod białoryb, druga do 5g i tu silikonki tak do 4 cm bardziej pod okonia. Ryb trochę się przez ręce przewinęło mimo kiepskiej pogody. Okonie, wzdręgi, płocie i ukleje. Miałem też szczupaka wymiarowego którego nawet trzymałem za kark, ale w ogólnym zamieszaniu wyśliznął się z ręki i zaparkował głęboko w moczarce, na cienkiej żyłce nie dałem rady go wyjąć z zielska. Okonie niezbyt duże, żadnego nie miałem większego niż 20 cm, kolega trochę połowił wirówkami i miał kilka w granicach 20-24 cm. Wzdręgi największe na 32, 26, 25 Płotki 21, 22 I przynęta na jaką najczęściej łowiłem. Mormyszka 0,2 grama dociążona stalowym koralikiem , na haczyku żółty około 1,5-2 cm kawałek silikonu o silnym zapachu słodkiej kukurydzy. Urywa się to z takich dłuższych odcinków, chyba imitacja ikry to jest.4 punkty
-
Cześć. Wracam powoli do gry. Zanim potrząsnę tabelą:))), to kilka zdań o tym, co ostatnio zmieniło się w sposobie mojego podejścia do okoni. Nie wiem, jak u was, ale u mnie jest tak, że po jakimś niewielkim nawet sukcesie zaczynam gromadzić przynęty, które ten sukces mają niby podtrzymać. Teraz wpadłem w łowienie metodą twitchingu. I tu nie ma nic nadzwyczajnego. Bo w zasadzie tak łowię od niepamiętnych czasów. Może tylko nie tak intensywnie i mniej energicznie, niż dotychczas. We wcześniejszych latach takie podszarpywanie mogło kojarzyć się z niekoniecznie poprawnym sposobem. Od dawna mam wyselekcjonowane woblery, które się do tego nadawały. Niektóre, nawet po wyglądzie nie wskazują, by można nimi w odpowiedni sposób animować, np. Nie pierwszy raz przy załatwianiu spraw, po drodze zatrzymałem się w wędkarskim sklepie i zrobiłem sobie prezent, wybierając kilka woblerów. I tu od razu proponuję na przyszłość przyjrzeć się marce Select. Kilka produktów z tej firmy u mnie wylądowało i mam całkiem dobre zdanie. Wirówki, niewielkie wahadełka, przypony i woblery spełniły moje oczekiwania. Dla odmiany w swoich zasobach wybrałem dwa, takie bardziej "mięsiste". I muszę powiedzieć, że obawy zostały rozwiane po pierwszych rzutach i animacji. Szczególnie wobler w kształcie krąpika mnie zaskoczył. Woblery ogólnie są lotne. Systemy wewnątrz pozwalają na dalekie rzuty i łatwiejsze manewrowanie. Oczywiście, dla leniuszków nie trzeba kombinowania, wystarczy jednostajne zwijanie i też ładnie błyskają bokami. I co mi dało, że kolejne woblery wylądowały w pudełku? Można by brzydko rzec...hehe, nic:). Nawet miodem smarowane, w wodzie bez ryb, nic nie zdziałają. Dałem każdemu przynajmniej po 15 minut na sprawdzenie i nic ich nie powąchało. Czy to z firmy Westin, Lucki John, Select, Illex, czy Jaxon, to nie ma znaczenia, w wodzie musi coś pływać, by myśleć o wynikach. Woblery same w sobie są dopracowane i z jakimś sprytnym spinningiem, powiedzmy z górnym cw do 10 g o sztywniejszej akcji, powinno wszystko się zgrać. Teraz pozostaje więcej czasu im poświęcić i czekać na jakieś ciekawe akcje. 👊4 punkty
-
Kiedyś trochę czytałem kryminaów. Z tej listy przeczytałem tę Harlana Cobena ale było to tak dawno, że ledwo fabułę kojarzę 😅. Co do moich rybek, to skoczyłem w czwartek na 2-3h sponningowania. Łowiłem 20:00-23:00. Na smużaki sporo brań ale klenie reagowały prawie wyłączie na smużaki, które spływały z prądem bez animacji. Ciężko wtedy zaciąć bo są duże luzy na żyłce. Po zmroku łowię wreszcie krótkiego klenia. Jak już wracałem to zobaczyłem, że bardzo ładnie żeruje białoryb przy powierzchni - czyli moje ulubione nocne, spinningowe płocie. Zakładam Sendalka 3cm i zaliczam kilka brań. Jedną płoć udaje się doprowadzić do brzegu - ładna, bo aż 35cm. Wiem, że są tam większe4 punkty
-
3 punkty
-
Ostatnio często zabieram psa i wędkę i jeździmy wieczorami nad Odrę. Za każdym razem dłubię w kamieniach przy brzegu jakieś sporadyczne okonki. Dziś przy takim dłubaniu byłem już przekonany, że w końcu trafił się okoń solidnego kalibru. Uderzył w cykadkę jak zły 😜3 punkty
-
Wczoraj rano , od razu po pracy kierunek Odra. Znowu bardzo dużo okonków, ale trafił się też okoń i spory leszcz , szkoda tylko za płetwę grzbietową. Aż szkoda było do domu jechać . W czwartek też mam plan pojechać , jeśli mocy wystarczy po trzeciej zmianie.3 punkty
-
Cięższe kije poszły w odstawkę. Wróciłem do łowienia na UL i z Mistrallem 2,5 g wylądowałem na kanale. Początkowo próbowałem rybki skusić twitchem na najmniejsze woblery Lovec Rapy. Kilka dziabnięć i odprowadzeń było, ale to mnie nie zadowalało. Zmieniłem na hak offsetowy Gurza i niewielką Tantę. Dociążeniem był tylko plastikowy mini koralik. Tanta bardzo wolno opadała, ale brania były częściej podczas szybszego podszarpywania. Taki jakby twitch gumeczką. Największy wypracowany okonek mierzył 24 cm, a jeszcze wpadło kilka innych gatunków (niewielkie jazie, wzdręgi, leszczyk, mały boleń i byczki). Pod koniec łowiłem na Larvę Multi Libry Lures i też kilka drobnych rybek wpadło. Jak idziesz na ryby raz, drugi, trzeci i nic, zero, to po takim dniu wraca ochota na wędkarstwo.3 punkty
-
Jedna z najdłuższych moich wypraw nad Odrę - bite 20h (15-11), a gdyby nie ulewa pewnie wciąż bym siedział. Co z tego skoro kolejny raz tylko jedno branie i jedna ryba. I to niestety nie był mój pech. Wokół skład główek zmieniał się kilka razy i wszyscy schodzili z podobnym wynikiem. Poza tym woda cicha i spokojna, zarówno w dzień jak i w nocy. Jakby nie było w niej życia.3 punkty
-
Kilkanaście dni bez wędki i zaczęły pojawiać się "dramatyczne" sny. Budzę się o 5 rano po sylwestrze, nawet nie minęła doba nowego roku i nie ma odwrotu, wpadłem w drugi próg podatkowy. Koszmar;) Żeby uciec od tego nadrobiłem zaległości statystyczne i między meczami przebrnąłem przez cztery kryminalne wydarzenia. Znając swój opór, jak przed wtopieniem się w tłum biedronkowego szału zakupów i płacąc za ten sam towar w lokalnych sklepikach wyższą marżę, nie bardzo miałem ochotę sięgnąć po A. Christie, która kojarzyła mi się z pisarką produkującą historie pisane na kolanie dla "wyszukanego" czytelnika. Cytując już politycznego klasyka - "cóż szkodzi spróbować", sięgnąłem po jedną książkę pisarki i... rozczarowanie. Ale miłe:) Przyjemnie przebrnąłem przez wszystkie kartki i w wolnej chwili sięgnę po kolejną, bo jeszcze na półce kilka mam. W recenzje i rozkładanie na czynniki pierwsze książek nie będę się bawił, ale można powiedzieć, że dobry pisarz, to taki, którego lubią czytać. I tyle powinno wystarczyć. Co natomiast z rybami? K-a-t-a-s-t-r-o-f-a!!! Coś niebywałego. Pierwszy dzień po przerwie i z uśmiechem na buzi, że końcu wróciłem do ulubionego zajęcia i przygnębienie wróciło z podwójną siłą. Dobrze, że doborowe towarzystwo obok siebie miałem i jakoś mnie to nie przybiło psychicznie. Z lekkim okoniowym spinningiem wybrałem się właśnie na okonie. Głównie wirujące ogonki w użyciu, bo one dają możliwość szybkiej oceny, czy w łowisku są pasiaki. I tak we trójkę kombinowaliśmy na wszelkie sposoby i z różnymi przynętami. Efektem naszym było ze 20 okonków do 15 cm. Boczny trok, jigi, gumki, woblery, w. ogonki, różne miejsca i sposoby prezentacj, to wszystko na nic. Nie sięgając daleko, bo do ostatniego sezonu, w tych miejscach łowiliśmy okonie 20-30 cm. Moje spostrzeżenia upewniają mnie o zmianie dominacji ryb, niekoniecznie pocieszającej. Kolejne miejsca, w których łowię spinningowo byczki, miejsca, które nigdy bym nie posądzał o ich występowanie poddały się i zostały przez nie zajęte. Teraz myślę tak,te wszystkie zarybienia tymi mikro rybkami, to w mojej wyobraźni dokarmianie tych gatunków za nasze pieniądze. Gdyby ktoś z zarybiających trafił na takie miejsce, gdzie ostatnio na pieczywo byczki wygrywały ze wszystkimi innymi rybami, a przede wszystkim z kleniami, to wypuszczenie kilka worków np. z sandaczem skończyłoby się wyżerką w kilkanaście minut i po sprawie. 👊3 punkty
-
3 punkty
-
2 punkty
-
Tak to są opowiadania wędkarskie, połączone ze wspominkami kilkudziesięcioletniej kariery wędkarskiej. Przez facebooka. Zamawia się na profilu Pawła. Na priv wszystko. Zła wiadomość jest taka że książek już nie ma i nie wiadomo czy będą dodruki. Zainteresowanie było olbrzymie a nie wiem ile nakładu poszło do druku.2 punkty
-
2 punkty
-
Piknik nad Odrą. U mnie klasycznie parę godzin z feederem i końcówka dnia ze spinem. Klasyczne też staje się to, że łowię po jednej rybce każdą metodą, a także to, że tłumaczę sobie że ryby nie były najważniejsze. Chociaż z tą ważnością ryb to akurat wczoraj była prawda, bo miło spędziłem czas z rodziną.2 punkty
-
Nie pamiętam, czy to było rok temu, czy dwa, a nię chce się do tego dokopywać. Tak czy inaczej był to sierpień i ulewny dzień będący przerywnikiem w upałach. Wtedy na starej opasce fajnie polowilem. Dziś, gdy spojrzałem w prognozę i jednocześnie zdałem sobie sprawę, że mamy już sierpień, przypomniałem sobie tamten dzień i bez wahania pojechałem na tamtą opaskę. Dostęp do niej był jeszcze gorszy niż ostatnio, a sama opaska? Nie wiem jak to możliwe, ale dzisiaj oddzielał mnie od wody może dwumetrowy pas moczarki. No ale skoro już tu dotarłem... Tak jak wtedy zacząłem od gumek. Żeby było ciekawiej wziąłem trochę z pomysłów @jaceen i jeszcze w domu zrobiłem selekcję przynęt. Do małego pudełeczka trafiło pięć gumek, dwa woblerki i Mepps. Pierwsza miejscówka, kilka rzutów i jest pstryk, a w podbieraku melduje się klenik. No to fajnie, moczarka nie miała chyba wpływu na charakter łowiska, a przynajmniej na jego mieszkańców. Potem długo nic. Zmiana miejscówki o jakieś 30 metrów. Tępe przytrzymanie i hamulec pokazuje, że jest dobrze ustawiony, a po całkiem fajnym holu w podbieraku ląduje boluś. Następnie dwa okonki i cisza. Kolejna zmiana miejsca. Zaczyna kropić deszcz, a ja przez kilkanaście minut łowię okonka za okonkiem i nagle brania się urywają. Pomyślałem, że może coś je przepłoszyło, więc zmieniłem jasną gumę na taką malowaną na okonia. Kilka rzutów, każdy coraz bardziej pod prąd, a przynęta prowadzona tak, by obijała kamienie i w końcu mam potężne kopnięcie, którego nie zacinam. Od razu przypomniał mi się listopad Moim zdaniem to ewidentnie był sandacz. Szkoda, że go nie zaciąłem, ale on na pewno mnie poczuł, bo po jakimś czasie znowu pojawiły się okonki, a nawet okonie. Ten pierwszy miał na pewno 30, a że dla mnie na Odrze to nie jest chleb powszedni, zacząłem drugą ręką rozkładać podbierak, by podebrać rybę przed tym pasem moczarki. Niestety, nie udało się. Okoń uwolnił się tuż przed podbierakiem robiąc młynek na powierzchni i w tym samym momencie spod pasa moczarki wystrzelił w kierunku okonia potężny boleń. Widziałem to wszystko niemal pod nogami, ale nie wiem co było jego celem - moja gumka wyskakująca z pyska okonia, czy sam okoń. Brania ustały. Co prawda co jakiś czas coś ewidentnie przytrzymywało gumę, ale nie sposób było to zaciąć. W końcu mam porządne przytrzymanie i doławiam drugiego klenia. Ostatnie branie mam parę minut po ósmej. Próbowałem woblerów, Meppsa i całej palety gum, niestety było po zawodach.1 punkt
-
Mówię na te okonki: "dyżurny okonek". Statystycznie jeden z najczęstszych wyników moich wyjść nad wodę 😜1 punkt
-
Ostatnio też chodzę za okoniem z różnym skutkiem. Sporo rybek w okolicach 20 cm , 2 małe sandaczyki i sumek , który w kilka chwil wyciągnął ok 100 m plecionki i oczywiście zerwał zestaw . Na boczny trok nie było szans na zatrzymanie . Zobaczymy jutro rano.1 punkt
-
1 punkt
-
Wyniki końcowe I Tury GP 2026. Sprawdźcie proszę czy wszystko jest ok. Jeśli ktoś ma takie życzenie to mogę plik przesłać na adres mailowy. Link do pliku: https://docs.google.com/spreadsheets/d/e/2PACX-1vQo-Wrya_x926P5Dd0yu-jVFM1Z8WiWHWk2pBTaqEOIY5ky2q1tLgT4dSqS4DPbOA1h_ODkhpOHggmB/pubhtml @Konrado @jaceen @moczykij @ESSOX @tomek1 @RafalWR @cysiu @Booseib @marbil @SebaZG @Zbynek11111 punkt
-
1 punkt
-
Tak samo pomyślałem, tylko skąd on w Bystrzycy i w dodatku na odcinku "pstrągowym" ? Taki mały uciekinier? Ale jak i skąd, przecież w okolicy nie ma stawów hodowlanych, a sama rzeka co chwilę poprzegradzana różnymi tamami. Fajnie po tylu latach moczenia kija zostać zaskoczonym 😊1 punkt
-
Być może w oczach wielu wędkarzy, to mało znaczący wyczyn, o którym poniżej opowiem. Jednak chciałem spróbować i sprawdzić, jaką siłą dysponuje sum. Na portalu jest wielostronicowy wątek o sumach, jednak zdominowany jest łowieniem metodą stacjonarną. Przeczytałem wszystko po napisaniu swojego wywodu o spinningowym i powierzchniowym łowieniu. Interesowało mnie, czy znajdę potwierdzenie w swoich obserwacjach. Szczerze? Niewiele z tych kilkudziesięciu stron komentarzy bym skorzystał. Konkretów tyle, co wody na pustyni. Postanowiłem dodać coś od siebie, gdyż jest to niezły sposób łowienia nie tylko sumów. Ale o tym poniżej i zapraszam do dyskusji. Macie inne pomysły na spinningowego suma, godziny, przynęty? _________________________________________________________________ Sum-wszystko o sumie, spinningowe metody. Miałem okazję zmierzyć się z kilkudziesięcioma sumami (+/- 30 szt.). Podobna ilość w jakiś tam sposób uwolniła się podczas holu, lub branie nie było do końca pewne i możliwe do wcięcia. Wszystko działo się na przestrzeni 4 lat, łowiąc w porze nocnej z brzegu i w 90% na powierzchniowe przynęty. Powierzchniowe, czyli wszelkiej maści crawlery chlapiące na powierzchni, przypominające np. nietoperza, żabę, szczurka, dużą cykadę itp. Znalazłem sposób i miejsce, gdzie to się sprawdzało. Nie trzymałem tego w tajemnicy i część spinningistów poszło tym tropem. Z informacji, które do mnie docierały, wiem, że też sporo ciekawego się działo. Może nawet lepiej niż u mnie? Jeszcze dopowiem, że na sumy nastawiałem się wyłącznie w czerwcu, lipcu i sierpniu zahaczając w zależności od pogody o kilka pierwszych dni września (od czerwca, bo zmieniły się przepisy). Przyjmuję, że 20 wyjść nad wodę, to była średnia ze wspomnianego okresu. Gdyby nie ograniczenia z powodu zakazów i podupadającego zdrowia, które potrafiło mnie dwukrotnie wyłączyć prawie na miesiąc z aktywności, to statystyki mogłyby wyglądać lepiej. W międzyczasie, w chwili zainteresowania sumami, docierały do mnie informacje, że na trolling wędkarze potrafili w całym sezonie łowić do 200 szt. Trzeba jednak mieć na uwadze, że ktoś wyposażony w łódź, wszelką dostępną elektronikę, łowiąc w wydłużonym czasie, teoretycznie powinien osiągać lepsze wyniki, niż wędkarz z brzegu. I jeszcze jedna istotna sprawa, łowiłem przeważnie na jednym z odrzańskich kanałów, na którym w sezonie letnim utrzymuje się często niski poziom. Kanał nie posiada budowli typu "ostrogi". Jest to rynna prawie o prostym odcinku o długości około 4 km. Oczywiście przyroda nie próżnuje. Po modernizacji trudno było wychwycić różnice w ukształtowaniu dna, ale nurt po wysokich stanach swoje zrobił. Gdzieś dosypał, a gdzieś indziej zabrał. Rozpoznanie tego w dużej mierze pomaga w typowaniu ciekawszych miejsc. Może to zbyt dużo powiedziane, ale łowniejszych, to z pewnością nie jest nadużyciem tego słowa. Szukając wskazówek, gdzie ich szukać, często pisano o głębokich stanowiskach. Oczywiście ma to sens, tylko nie bardzo w stosunku do ryb aktywnych w środku lata. Podobnie miałem z sandaczami. Wszelkie opisy w czasopismach utrwalały mi w głowie, że sandacze spotkam tylko w wodzie o słusznej głębokości. Trochę wody upłynęło, zanim to się u mnie zmieniło i po drastycznej zmianie sposobu łowienia skuteczność z sandaczami wzrosła z kilku sztuk na sezon do kilkudziesięciu. Nastawienie moje było tylko na ryby aktywne. Oczywiście w całości nie da się tego ocenić, ale przeważnie aktywność sumów była widoczna. Łatwiejsza sprawa była wtedy, gdy ataki powtarzały się w tych samych miejscach. To była kwestia czasu, by nastąpiło uderzenie. Nie jednego wieczoru, to w następnym. Jakiś dziwny jest/był sezon 2024. W tym roku ataków, które zdradzały miejsca drapieżnika, było mało. Żerowały bardzo dyskretnie. Zdradzały swoje miejsca, gdy jakimś ruchem wzbudzały fale i kręgi, które nie było łatwo dostrzec w nocy. Powiem wam coś, co być może pomogło mi zbliżyć się do tych ryb i mieć to szczęście, że zdążyłem w miarę systematycznie je łowić. Otóż zacząłem bawić się przynętami w takim sensie, że chciałem spróbować łowienia bardziej widowiskowego. By tak się stało, to przynęty powierzchniowe doskonale do tego się nadają. Zachwycamy się powierzchniowymi braniami boleni, kleni, czy też okoni, ale sumy potrafią zrobić, jakby Armagedon na przynęcie. Impet ataku w nocnej ciszy robi ogromne wrażenie. Nie znałem nikogo, by tak łowił. Informacje, które do mnie docierały były tylko w zakresie łowienia na cykady, gumy, woblery głęboko schodzące i łowienia stacjonarnego. Wspomniałem, że opisuję swoje doświadczenia z przedziału czterech lat, ale wcześniej też się trafiały, tylko nie były wtedy głównym celem. To przyszło powoli. Po tych zdarzeniach doszedłem do wniosku, że to jest to miejsce, by jeszcze zdążyć się z nimi zmierzyć, póki nieuchronnie ubywające siły i zdrowie na to pozwalają. Wiedziałem, że tam są i to w dość dużej ilości. Wiedziałem, że reagują na wspomniane crawlery. Pozostało tylko wzmocnić sprzęt i kilka miesięcy im poświęcić. Z biegiem czasu znajomi, którzy też w podobny sposób zaczęli łowić podsyłali informacje o kolejnych ciekawych powierzchniowych przynętach, które pojawiały się na wędkarskim rynku. Trzeba mieć na uwadze, że prawie w całości są one dedykowane bassom, szczupakom, boleniom. Wskazane jest, by w miarę możliwości je wzmocnić przez wymianę kotwic i kółek łącznikowych, ewentualnie wzmocnić stelaż. Można doszukiwać się w takim łowieniu mankamentów. Jestem tego świadomy i myślę, że znajomi również. W tym sposobie jest coś, co go wyróżnia i w jakimś sensie hipnotyzuje nad samą wodą. Cała historia łowienia na crawlery w nocy jest u mnie dłuższa niż wspomniane cztery lata. Wcześniej łowiłem tak klenie, bolenie, jazie. Czasami przyłowił się szczupak. Nawet złowiłem na jednego z większych crawlerów z mojego arsenału, solidnego sandacza. Taka metoda generuje sporo brań nietrafionych i możliwe, że sandaczowych było więcej. Zdarzenia te dały dużo do myślenia. Wiem, że po odpowiednim doborze powierzchniowego woblera, możemy dobrać się w nocy do wielu gatunków. Jeżeli ktoś lubi nocne wędkowanie z dala od hałasu i rozdzierającego ryku silników motorówek i skuterów, to ciche "plumkanie" nocnego crawlera może być dla ciebie. Jeszcze spostrzeżenie dotyczące holu. Nie jestem posiadaczem sprzętu, by hol odbywał się sposobem siłowym na maksa. Powodem są moje warunki fizyczne. Te większe mają możliwość kilka minut dyktowania warunków. Łowisko na to pozwala. Po chwili zaczynam dokręcać hamulec i oceniając sytuację w boju, albo przyspieszam, albo cierpliwie kilka minut pozwalam jeszcze rybie hasać. Hol sumów w rozmiarze 150-180 cm razem z sesją zdjęciową i do momentu wypuszczenia trwał do 15 minut. Jedyny przypadek okazu, konkretnie 175 cm holowanego przy mocno podniesionej wodzie z dużym uciągiem trwał z sesją 25 minut. Nie podaję tego do wiadomości, by się zrobiła jakaś niezdrowa polemika. To jest tylko w celu, by porównać swoje doświadczenia i ewentualnie tak zestroić sprzęt, by walka nie przerodziła się w trzyipółgodzinne zmagania z rybą ważącą np. 40 kg. Podsumowując, jeżeli macie w swojej rzece jakieś ciekawe płytsze odcinki, to spróbujcie wieczorem pochlapać powierzchniowym crawlerem. Często na różnorodne wypłycenia wpływają drapieżniki w poszukiwaniu swoich ofiar. Gwarancji nie ma, ale gdy się uda, to można przeżyć niejedną ciekawą wędkarską przygodę.1 punkt
