Skocz do zawartości
Dragon

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 02.08.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. Gratuluję bywającym nad wodą! Widać, że sezon ruszył. A i w GP coś zaczęło się dziać 😉 U mnie fajny weekend. Sobota - 06:00-11:00 na miejskim stawie we Wrocławiu - 5 karpi na spławik. Największy 42cm. Sporo drobnej płoci. Szkoda, że ta największa płoć i wzdręga spięła się przy podbieraku. Niedziela. Miałem tylko 2h. Wybrałem się na miejski odcinek Odry. Łowiłem na pęczak, makaron i pinkę. Na pinkę tylko drobnica ale na makaron siadały większe sztuki - ładne krąpie, większe płotki i rodzynek w postaci karasia 40+ Wiało niemożebnie ale jak spławik idzie cały pod wodę to i tak branie widać 😎
    13 punktów
  2. Dawno nie wychodziłem wieczorem na rybki. Trochę się zniechęciłem brakiem wyników. Ale już mnie zaczęło ciągnąć, więc wybrałem się dziś wieczorem na bulwary po mojej stronie miasta. Chwilowo mam dość krzaczorów, zwłaszcza że padało i na brzegu jest zapewne dużo błota. Pogoda niezbyt przyjemna, bo wiał bardzo zimny, porywisty wiatr. Na przekór temu i ostatnim wysiłkom złowienia czegoś na ciężkie zestawy, tym razem zabrałem lekki spinnig (Bixlite 2-11 gr) i nieduże, smukłe woblery. Miałem tylko jedno branie. Za to ryba zacna i mój nowy PB w tym gatunku. Jaź 42 cm. Chwycił woblerka Rapala Original 7cm.
    12 punktów
  3. W tym roku celowałem w brzanki kilka razy - udało sie poczuć na wędce (nimfa) te ryby (max68 i 73 cm) - walczą wytrwale ale brania rozczarowały mnie - praktycznie ich nie ma - ryba zapewne stoi w nurcie - chwyta mała przynętę i nadal stoi w tym samym miejscu stad branie to zatrzymanie przynęty takie samo jakich są dziesiątki - tak jakby nimfa zatrzymała sie na kamieniu czy patyku (woblerka pewno brzana atakuje agresywnie bo wie że aby pochwycić rybkę musi sie wysilić - nie to co chwycić bezradnego chruścika)
    12 punktów
  4. Dzisiaj kolejna wyprawa w pogoni za wzdręgami. Nareszcie trafił się dzień z mniejszym wiatrem. Wybrałem jeden z odcinków Odry gdzie jest dużo suchych trzcinowisk. Trafiłem dobrze, są tam ładne ryby. Miejsce natomiast jest bardzo trudne do łowienia. Mało miejsca na oddanie rzutu a jak już ryba jest na kiju ciężko ją wyholować, ma wiele dróg ucieczki. Złowiłem tam kilkanaście wzdręg. Największa 38 cm. Straciłem też dużo przynęt. Na koniec łowiłem już tantą 6 cm aby jak najdalej rzucić. Mam piękne branie, jednak ryba w mojej ocenie nawet ładny jaź ląduje w patykach i jest nie do wyjęcia. Czy jeszcze wrócę w to miejsce? Sam nie wiem. Teraz napewno muszę zrobić trochę nowych haków z główkami i jeżynką. Największą wzdręgę złowiłem na librę 25 mm w kolorze żółtym o zapachu kryl na główce 0,20 grama. Przypon 0,12 mm z żyłki muchowej. Kij cały czas BB do 1,5 g. Zdjęcie największej wzdręgi poniżej 🙂
    11 punktów
  5. Przez ochłodzenie ostatnio brania przygasły. Długie fragmenty bezrybia. Liczę w takich przypadkach na zakończenie dnia. Wtedy zaczynają się uaktywniać na krótką chwilę te konkretne okazy. Trochę szczęścia i konsekwentne odwiedzanie sprawdzonych miejscówek w końcu zaowocowało akcją miesiąca. Wzdręga mocno przetestowała sprzęt. Nic nie zawiodło. Brania zaczynały się troszeczkę głębiej. Czekałem z opadem przynęty dłużej (Larva Multi). Trzeba było być bardzo czujnym, bo brania dostrzegałem po uciekającej lince w bok. Wcześniej sprzęt rozgrzały mniejsze, ale też super waleczne.
    11 punktów
  6. Nareszcie mi udało się wyskoczyć na ryby. Wybrałem się w niedzielę na kanał miejski w poszukiwaniu wzdręg. Strasznie wiało i utrudniało to łowienie na lekkich główkach, musiałem zwiększyć obciążenie co dawało mniej brań. Kilkanaście wzdręg udało się złowić. Największa już pod 27 cm fajnie chodziła na zestawie. Najwięcej brań miałem na małe żółte tanty. Sprzętowo kij bluebird do 1,5 grama z plecionką Ygk 0,3 6lb i do tego przypon z żyłki muchowej 0,10. Dodaje zdjęcie największej wzdręgi, oby tylko pogoda się poprawiła to po pracy po zmianie czasu będzie już można poszukać tych większych wzdręg 🙂
    11 punktów
  7. I tak ta sytuacja nie zmieni mojego zdania. Jest to jeden z gorszych październików, jeżeli chodzi o wyniki. Nad wodę lubię chodzić tak czy inaczej, ale z rybkami nie było najlepiej. W środę trochę się uspokoiło. Temperatura, jak to czasami mówię, ludzka, wiatr niezbyt dokuczliwy, a słoneczko daje się odczuć na plecach. Chciałem na pobliskiej zatoce spróbować złowić kilka wzdręg. Wybrałem się około południa i szybko wróciłem. Trafiłem na moment, gdzie wodniacy ściągali pomosty i miejsca, które planowałem obłowić, były spalone. Zdążyłem złowić cztery okonki i małego bolenia. Zadzwonił forumowy kolega i już wiedziałem, że wieczór będę miał zajęty. Wróciłem do domu, pogrzebałem przy garach, wymieniłem w torbie pudełka z przynętami, zamieniłem podbieraki, zrobiłem przegląd prasy i jakoś czas przeleciał. Po 18:00 byłem ponownie nad wodą. Miejska Odra ostatnio nie jest łaskawa. Minęła godzina i nic się ponownie nie dzieje. Od początku łowię woblerem HMS ShadX 8 cm. Zmieniać nie będę, bo mam do niego wielkie zaufanie. Kolejną godzinę zamierzam przeczesać nim miejsca przy burcie. Idę na odcinek, gdzie wiatr jest dość silny. Trudno, trzeba trochę pocierpieć. Nastał bezwietrzny moment. Zaobserwowałem kilka oczkowań drobnicy. Ciekawe, czy coś się tam może kręcić za nimi. Podrzucam wobler kilka razy w okolice rybek i w końcu czuję dziabnięcie. Chyba mam coś większego. A nieee... to zbyt luźny hamulec. Zapomniałem uregulować i podczas holu niedużego sandacza dawał mylne sygnały. To już któryś z rzędu krótki sandacz w tym sezonie. Czyżby to już do mnie miało przylgnąć na stałe? Te małe sandacze? Ech, działam dalej. Przesunąłem się o kolejne metry i rutynowo łowię. Mija druga godzina spinningowania. Powoli zaczynam myśleć o ciepłej herbacie w domu. Ale co tam? Co tam się pokazało? Jakiś niewielki ruch przy powierzchni. Wobler leci za to miejsce i zaczynam kręcić. Szczytówka trochę wyżej niż dotychczas i "pyk". Kurcze, było dziabnięcie. Pewnie znowu jakiś krótki. Nie zmieniam woblera, bo nie było mocnego szarpnięcia. Z pewnością się nie zakłuł. Doświadczenie podpowiada, że jest szansa na powtórkę brania. Odczekuję chwilę i ponawiam rzuty. Chyba piąte przeciągnięcie i w połowie drogi BUM! Może trochę przesadziłem z tym "bum":))), ale branie tym razem było solidne. Na tym Flagmanie niestety nie będę miał przyjemność czuć porządnego targnięcia. Spinning jest dość spolegliwy i tłumi takie doznania. Rafała nie widzę. Jest za zakrętem. Trzeba samemu sobie radzić. Nadgarstek wybity i trudno mi operować podbierakiem. Walka trwa. Nie ma szaleństwa, ale kontuzja nie pozwala na zdecydowane ruchy. Nie ma rady, muszę zapakować go od ogona. Duże ryzyko. Gdybym próbował od głowy, to bym go stracił. Nurt napinał siatkę, jak balona i luźna kotwica bankowo by się w nią wplątała. I wtedy wiadomo, jak się kończy taka próba. Podbierak wlazł pod ogon, wędkę pochyliłem i sandacz z nurtem wpłyną do niego od tyłu. Szybko uniosłem i coś przypomniało o kontuzji. Mocne ukłucie w nadgarstku. Całe szczęście, że sztycę miałem też pod łokciem i na nim spoczęło część ciężaru. Zamieszanie zauważył jednak Rafał i już był przy mnie. Kilka zdjęć na pamiątkę i szybki pomiar dał na miarce 67 cm. Tym sposobem dokładam trzecią rybę do tabeli i teraz spokojnie mogę zająć się wzdręgami:) 1. jaceen 64sz + 69sz + 67s = 200 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 63s = 55s= 173 6. Marienty - 75sz 7. moczykij - 71s+77sz+69sz=217 8. Konrado 62s = 62 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+93sz+103sz=274z łodzi 12. Kierownik - 88s + 62s + 60s=210
    11 punktów
  8. Wczoraj chciałem jechać za okoniem, ale czasu brakło, deszcze też trochę za późno przeszły. Na ostatnio godzinę jasnego wyszedłem z muchami, ale znowu na zero. Jakby nie było kleni w okolicy... Jak już jakieś trafię, to jak dam mniejsze muszki, i są to gluty do 25 cm lub mniejsze. Dużych brak, albo skutecznie je płoszę potykając się o wszędobylskie kamienie przy obecnej jeszcze niżówce. Jak się ściemniło to chciałem jeszcze dać szansę kleniom na króciutkiej opasce, a potem rzucać większymi woblerami za sandaczem jak już będzie zupełnie ciemno. Wędka z myślą o sandaczu pod kleniowe małe woblery trochę za mocna, linka za gruba (słabo przynęty latały), trzeciej wędki ze sobą nie chciałem jednak targać.Jak się okazało dobrze że zestaw był taki, a nie inny. Najpierw parę rzutów Bzykiem, ale pusto, zero kontaktu. Potem żabka, jedno skubnięcie było, nie wcięte - raczej maluch, powtórzenia nie było. Następna przynęta, w planie już ostatnia przed sandaczowymi próbami, 4o centymetrowy Jaxon ferrox. W pierwszym rzucie branie, nie jakieś mocne, ale od razu po chwili kołowrotek zaczął pięknie tyrkotać, wędka cudownie ugięta 😃. Na począku totalnie nie do zatrzymania. Po chwili jednak się uspokaja i po kilku minutach udaje się przyciągnąć pod brzeg. Dla niektórych kijanka, dla mnie monstrum 😉 Takiego przyłowu, na taką przynętę to się nie spodziewałem. Jeszcze z półtorej godziny szukałem potem sandaczy, ale ich nie znalazłem. Co do samych okoliczności związanych z pogodą i otoczeniem. Za jasnego na horyzoncie burza z piorunami. W międzyczasie piękna tęcza. Jak się ściemniało podniosła się mgła, co w połączeniu z błyskającym się niebem robiło naprawdę spore (piorunujące ? 😂) wrażenie. Niby burzy nie było słychać, ale i tak dość często zerkałem na radary burzowe w telefonie i nie chciało mi się wierzyć, że te burze to jakieś 20-30 km ode mnie były. Mgła i brak większej widoczności jakoś potęgowały doznania.
    11 punktów
  9. Gdy rano wyprowadzałem psa poczułem powiew jesieni. Dosyć silny i stosunkowo chłodny wiatr zapalił pod czaszką światełko zwane spinniniem. Prawdę mówiąc to od jakiegoś czasu myślałem o porzuceniu feederów i spławików na rzecz spinningu, ale wciąż czekałem na jakiś impuls. Dziś go dostałem. Sierpień ma swoje smaczki. Dla mnie taką wisienką na torcie spinnigowego lata, a może i całego sezonu jest … . Nie chciałem nawet głośno o niej myśleć, żeby nie zapeszyć, ale profilaktycznie wziąłem nieco mocniejszy kij. Plecionki nie zmieniałem, ale z fluorocarbonem poszedłem grubo. Siła tej ryby w połączeniu z kamieniami wśród których jej szukam wymaga czegoś więcej niż 0,20. Jak co roku o tej porze i z takim nastawieniem pojechałem na starą opaskę. Zacząłem od obrotówki, bo jest uniwersalna i potrafi szybko zweryfikować łowisko. Weryfikacja skończyła się dwoma okonkami. Zauważyłem jednak białoryb spławiający się na granicy nurtu – no to może wiosenna gąsieniczka, ale w wersji XL. Słabo wyglądała na grubym i sztywnym fluorocarbonie, ale kolejnego okonka oszukała. Doszedłem do końca opaski. Pora wracać. Chowam do plecaka pudełeczka z robakami i obrotówkami, a do kieszeni wkładam to z woblerkami i wracam opaską w stronę auta. Rzucam prostopadle, lub lekko pod prąd i sprowadzam przynętę po łuku. Czuję jak wobler obija sterem kamienie – tak jest idealnie. Gdy dochodzę niemal do końca opaski czuję potężny strzał. Nawet nie muszę się zastanawiać co to. Takiego walnięcia i błyskawicznego odjazdu na hamulcu nia da się pomylić z niczym innym. Holu opisywać nie będę, bo każdy go zna – jeśli nie z autopsji to z literatury. Tak czy owak – zdążyłem zmierzyć rybę, zrobić zdjęcia i wypuścić ją, a ręce wciąż mi drżały, podobnie uśmiech, który nijak nie chciał zejść z twarzy. Mam więc swoją wisienkę na torcie. Mogę spokojnie czekać na listopadowe szczupaki. 😄
    11 punktów
  10. Wróciłem w końcu do nocnych kleni. Tzn wcześniej coś tam próbowałem, ale ewidetnie obierałem złe kierunki. Ostatnio trzy wypady i całkiem przyzwoite wyniki. Wrzucam tylko te największe. Nietrafionych, niewciętych brań sporo. Ogólnie super zabawa. Najlepiej sprawdzały się Imago Monster oraz Lil Bug, czyli smużenie po, albo delikatnie pod powierzchnią. Ryby w większości stały przy brzegu w kamieniach.
    11 punktów
  11. Cześć. Lipiec minął i w zasadzie nie będę go wspominał, bo nie ma czego. Sierpień zaczął się w miarę ciekawie. Odpuściłem miejskie bulwary i udałem się w granice miasta. Dawno nie byłem. Okazało się, że presja wcale nie jest mniejsza, niż w centrum. Cóż, trzeba było spróbować na starych miejscówkach coś ugrać. Pierwszym razem miałem trzy brania i je wykorzystałem. Odra była trochę trącona, to guma Westin Slim Shad Teez Fire Perch 10 cm z główką 5 g w tych warunkach dawała mi poczucie dobrego wyboru. I tak właśnie było. Złowiłem dwa krótkie sandacze, a trzeci był już całkiem przyzwoity. Jak na 65 cm był niezwykle waleczny. W czasie walki obstawiałem większą rybę. Na drugiej wyprawie wykorzystałem jedyne branie, jakie miałem. Przerzuciłem kilka gum z różnym obciążeniem i w końcu zdecydowałem się na biało-perłowego twistera Relaxa na czeburaszce 9 g. Branie było z taką dłuższą akcją. Podbijając, zbliżałem się z twisterem do brzegu. W pewnym momencie poczułem lekkie bujniecie na wędce. Guma opadła, podbiłem i sytuacja się powtórzyła. Byłem już zbyt blisko kamienistej i zdradliwej w zaczepy opaski i zacząłem zwijać bez pauz. I w tym momencie nastąpiło branie. Miejsce mam dobrze rozpoznane. Dawałem prawie 100% szans, że to szczupak. I okazało się, że niczego sobie, bo 83 cm. Woda się klaruje, to czas wrócić do okoni. 👊
    11 punktów
  12. Hello! Jest tu kto? Chyba wszyscy za sandaczem, a raczej za jego legendą się uganiają:) A ja pamiętając swój najlepszy okoniowy wynik zbudowany w pierwszych dniach czerwca, ponownie staram się to wykorzystać. Zmiana sposobu jest duża. Wtedy wynik wykręciłem na powierzchniowych przynętach. Teraz dość głęboko penetruję woblerami do twitcha. Nie wszystkie są przez producentów do tego przypisane. Mam jednak swoje zdanie i część z nich zmuszam do tych dziwnych zachować poprzez różne sposoby podszarpywania. Raz krócej, innym razem dłużej. Pojedynczo, na dwa, lub trzy razy. Głębiej, lub płycej. W bok, w dół, w górę i w sposób mieszany. Czasami wszystkie te manewry mieszam razem podczas jednego ściągnięcia przynęty. W niedzielę trochę wiało. I nie powiem, denerwowała mnie taka sytuacja. Godzinę byłem bez brania. Postanowiłem z niezwykłą starannością animować woblera metr po metrze, by nie pominąć żadnego miejsca. By nie pominąć stanowiska potencjalnego okonia. Wziąłem w ten dzień kolejne trzy woblery do testowania w twitchu. Były to przynęty Lovec Rapy. I chyba to był klucz do sukcesu. One zachowują się trochę inaczej, niż zazwyczaj dedykowane to tej metody. Po kilku szarpnięciach i sprowadzeniu woblera głębiej, w czasie pauzy, rześko wynurzały się ku powierzchni w pozycji poziomej. Szybciej, niż przynęty, które wcześniej z taką tendencją używałem. I brania właśnie następowały po pauzie podczas wynurzania. Tego dnia inne woblery u mnie nie działały. Złowiłem kilkanaście okoni a pierwszy na rozpalenie wyobraźni kropnął w woblera kilkanaście sekund po przepłynięciu PSR-u. Gdyby się zatrzymali i zawinęli w moją stronę, to byłoby po zawodach. A tak trafiłem na okonia 40 cm.
    10 punktów
  13. Kolejny dzień przeznaczony na okonie. Nie zmieniałem często przynęt. Koncentrowałem się na jednym woblerze, który ostatnio dał mi pierwszego okonia do tabeli. Łowisko to samo, tylko zacząłem wędrówkę tam, gdzie ostatnio kończyłem. Po kilkunastu minutach mam pierwsze branie. Po chwili poprawka i coś zaczęło walczyć na końcu zestawu. Na twitcha, to mój pierwszy koluch. Później doławiam jeszcze jednego i jeden tylko odprowadził woblera. I tu powinna nastąpić trzygodzinna pauza:) Przez tyle czasu nic się nie wydarzyło. Powoli przemieszczając się dość dokładnie obławiałem opaskę. Godzinę przed końcem trafiam krótkiego sandacza. Ostatnie minuty stoję w jednym miejscu i czeszę metr po metrze miejscówkę. Zostało dwie minuty i miałem zwijać się do domu. Myślami jestem już przy kolacji:) a tu BĘC! Sprzęt mam tym razem delikatniejszy (Westin W2 do 10 g). Przy tej rybie ładnie kijek się wygiął i tylko się martwiłem, czy to znowu jakiś przyłów. Po kilku sekundach w toni mignął mi łany pasiak. Po chwili mam gagatka w podbieraku. Pomiar dał 36 cm. Mimo że to ładny okaz, jak na moje możliwości, to i tak jestem załamany bezrybiem, jakie panuje na tym łowisku. Jeszcze niedawno woda pięknie żyła. Teraz drapieżnik w ogóle nie daje o sobie znać. Jest ciężko.
    10 punktów
  14. Był plan jechać na szczupaki. Czasu zabrakło i skończyło się decyzją łowienia okoni lub wzdręg. Wziąłem przynęty pod jedno i drugie. Wybrałem miejsca od zacienionej strony i pojechałem je sprawdzić. Okonie brały. A jakże. Tylko nic większego od dłoni nie wpadło. Co jakiś czas próbowałem różnymi przynętami. Taki dzień na eksperymenty sobie wymyśliłem. I z tych eksperymentów trafił się kleń na Tantę i cztery wzdręgi. Jedna z nich, nawet ładna, wzięła na poppera. Największa zagryzła Larvę Multi. To była solidna ryba pod 40 cm. Ciężko było o ich brania, bo pływały daleko od brzegu. Były tylko krótkie chwile, gdy bliżej podpływały i z tego udało się cztery złowić. Ale na poppera, to mnie mile zaskoczyły:)
    10 punktów
  15. Kto wkręcił się w delikatny spinning, to wie, ile frajdy może przynieść wyprawa na wzdręgi. Początek kwietnia nie był oszałamiający, ale kilka lepszych udało się złowić. Przy okazji trafiłem przyłów leszcza. Trochę serce podeszło pod gardło, bo początkowo była myśl o rekordowej wzdrędze. 👊
    10 punktów
  16. W niedzielę miało być krótko, bo miało padać. Nawet nie brałem żadnego batona energetycznego. I z dwóch godzin zrobiło się ponad sześć. Prognozowane opady pojawiły się dopiero pod wieczór. Nie narzekam. Trochę głodu jeszcze nie zaszkodziło. Nastawiłem się na wzdręgi. Przynętą były gumki Libra Lures (Turbo Worm Mini 35mm, Pro Nymph 18mm).
    10 punktów
  17. Dzisiaj wybrałem się na wzdręgi. Nad wodą byłem około godziny 17. Do praktycznie 18:45 złowiłem kilka malutkich wzdręg. Od 18:50 zaczęły się konkretniejsze brania. Po pierwszej dużej wzdrędze jestem bardzo zadowolony, dzień mam już zrobiony, ale po drugiej zerwanej jestem trochę załamany. Wiem, że na 100 procent była jeszcze większa ale pęka mi plecionka kiedy zrobiła mocny zryw w trzciny. Był to mój błąd bo miałem za mocno przykręcony hamulec i niestety linka na węźle nie wytrzymała. Miałem jeszcze kilka brań z których kilka niedużych wzdręg udało się wyjąć. Łowiłem w większości czasu na przynętę ze zdjęcia. Dodaje też zdjęcie największej ryby 37 cm. Sprzętowo niezmiennie kij bluebird do 1,5g kołowrotek też bluebird w rozmiarze 1000 z plecionką Ygk 6lb i przypon z żyłki muchowej tym razem 0,12. Kolejna wyprawa już pewnie w przyszłym tygodniu o ile czas pozwoli. Warto wybrać się teraz nad wodę bo to bardzo dobry czas na większe wzdręgi. Później ciężko z nimi, zwłaszcza że idą w odstawkę bo zaczynamy oganiać się za innymi rybami.
    10 punktów
  18. Niedzielę podzieliłem na dwie części. Przedpołudniową i tuż przed zmierzchem. Druga część była znacznie lepsza. Poranek chłodny i wzdręgi słabo reagowały. Ledwo kilka złowiłem. Zaglądnąłem w kilka miejsc i wiedziałem, gdzie podejdę przed zmierzchem. To była dobra decyzja. Wiatr się uspokoił i przyjemnie się łowiło. Rybki zajmują już więcej stanowisk i jest szansa doboru miejsca wedle warunków. W drugiej części dołowiłem na kremową Tantę kilkanaście wzdręg. W drodze jest nowa wędka pod te rybki i nie wiem, czy będę miał czas na dołowienie klenia do naszej ligi:) Jak mi badylek przypadnie do gustu, to ciężko będzie się od tego uwolnić;) Przedwiośnie było dla mnie udane. 👊
    10 punktów
  19. Ostatnio pisałem o bezrybiu 😅 teraz sandaczy nawaliło jak gnoju 😱 To co się działo na Odrze w piątek i sobotę przechodzi do historii, ryby w gazie i zgrupowane po kilka, kilkanaście szt. Nie wszystkie chciały brać bo było by to za piękne, ale największy u mnie 90cm Na wodzie pusto, ja i jeszcze jeden kolega który łowi 90 i 96sandacze, ryb było znacznie więcej, a ich wymiary zaczynały się od 70+ w niedzielę ryby też były ale kompletnie już nie aktywne. Ryby były łowione na wodzie do 5m ważne alby w bardzo bliskiej okolicy były zatopione drzewa. Klasycznie na shadteez 12cm i główka 17 g 1. jaceen - 84s + 69sz + 73sz = 226 2. Zbynek1111-52sz+52.5=104.5 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 63s = 55s= 173 6. Marienty - 75sz + 59s + 67s = 201 7. moczykij - 71s+77sz+69sz=217 8. Konrado 82s + 72sz + 65,5s = 219,5 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 90s+104sz+103sz=297z łodzi 12. Kierownik - 88s + 62s + 60s=210
    10 punktów
  20. Poniedziałek 08-12-2025 r. Gdyby nie Ventus, to prawdopodobnie w tym sezonie bym odpuścił miejscówkę. Nie powiem, że jest to moja ulubiona, ale stamtąd mam najlepsze sandaczowe wspomnienia. Ventus podzielił się informacją i umówiliśmy się, że sprawdzimy kolejnego dnia, czy sandacze będą dalej aktywne. Przyjechałem po 13:00, Ventus dobrą godzinę później. Nic nie stracił. Ryby i tak nie brały. Liczyłem, że tradycyjnie odpalą godzinę przed zmrokiem. I tak też się stało. Mieliśmy po kilka brań. Więcej szczęścia miałem ja i dwa sandacze udaje się wyjąć. Większemu z przyłożenia do sztycy wyszło 57 cm. Obydwa zapięte pod brodą, jakby przyduszały przynętę. I tak by to wyglądało, bo był opad, kontakt z dnem i po poderwaniu gumy czułem ciężar. Ten ze zdjęcia złowiony na Cannibala 10 w kolorze fluo na główce 8 g. Dzięki za towarzystwo Krzysztof.
    10 punktów
  21. Pierwszy raz zakładam nowy temat 😊 Wpis Marientego o złowieniu siedmiu sandaczy popchnął mnie dziś nad wodę. Wziąłem wędkę sandaczówkę, podobny co ostatnio zestaw smukłych, niedużych woblerów i postanowiłem spróbować swojego szczęścia. Wieczór bezwietrzny, z ładną pełnią księżyca, ale bardzo zimny. Nad rzeką melduję się ok. 21:30. Pierwsza miejscówka, nie mija nawet 10 minut i czuję delikatne branie, po czym ciężar fajnej ryby. Sandacz to nie był, ale i tak jest się z czego cieszyć. Piękny, gruby jaź. 47 cm - moje nowe PB, ledwo tydzień po poprzednim 😁 Zagryzł Glooga Nike 8cm. Później udaje mi się (w końcu) złowić pierwsze sandacze tej jesieni. I to trzy sztuki, a jeszcze dwa się spięły. Niestety wszystko niewymiarowe. Niemniej jest to dla mnie bardzo udany początek listopada. Miejmy nadzieję, że będzie to "dobry prognostyk" na resztę roku 👍
    10 punktów
  22. Cześć. Tak planuję dzień, by wytargować, chociaż półtorej godziny i być przed zmierzchem nad Odrą. Ostatnio opłaciło się połowicznie. Z jednej strony, za każdym wyjściem miałem brania, a z drugiej, niestety tych najciekawszych nie potrafiłem poprawnie zakończyć. W sumie wypracowałem kilkanaście akcji, od poniedziałku, do czwartku. Kilka sandaczy wyjętych i jeden boleń. Jeden porządny sandacz spadł. W piątek dokładnie o tej samej porze wyszedłem i byłem na miejscu o 14:30. Do zmierzchu powinienem wytrzymać. Wiatr mniej dokuczliwy niż dzień wcześniej. Przez godzinę nic. Uwziąłem się na gumę Westin ShadTeez Fire Perch 10 cm z główką 5 g. Coś w niej jest, że praktycznie nie rozstaję się i większość czasu nimi łowię. To się z niczego nie bierze. Praca tej gumy, tej 10 cm na główce 5 do 6 g jest perfekcyjna. I kolor dla sandaczy jest jak płachta na byki. Ledwo pomyślałem, że tego dnia dobra passa została przerwana i bum. Mam branie. Walka już przeniosła się do powierzchni. Dziwnie te duże sztuki się zachowują. Jakbym nie widział, to można by podejrzewać, że takie młynki robi troć. Ale to był sandacz. Zresztą ciężki. Niestety po kolejnym młynie przy powierzchni, guma się wypina. Zrobiło się gorąco. Całkiem bez wiary przeszedłem na miejsce po stacjonarnych wędkarzach. Zrobiło się więcej miejsca. W pierwszym rzucie, w połowie opadu mam kolejne branie. Tym razem staram się spokojniej podejść do sprawy. Ale jak tu zachować spokój, gdy ta lokomotywka zaczyna dyktować warunki. Po kilkunastu sekundach i kilku metrach oddanej plecionki przegrywam ponownie. Cóż, u mnie to nie pierwszyzna:) Plusem jest to, że miejsce w końcu zaczęło "żyć". Bo ostatnie dwa sezony było tam bardzo słabo. pzdr.
    10 punktów
  23. Oj dawno już nie byłem nad wodą... dzisiaj udało się wyjść chwilę wcześniej z pracy i ruszylem za okoniem. Zimno jak cholera więc od razu zawiązałem dropshot. Nie działo się totalnie nic.. Miałem iść do domu ale postanowiłem przejść jeszcze kawałek dalej. Tam zaczęły się meldować regularnie małe okonie więc założyłem po chwili większą tantę. W pewnym momencie jak już zmierzchało holowałem okonia około 25cm i przy samej powierzchni wyszedł mi za nim inny, wielki okoń... Założyłem na haczyk największą imitację pijawki jaką miałem w pudełku ale raczej nie łudziłem się, że go złowię. Miałem już takie sytuacje w przeszłości i nigdy się nie udało. Tym razem jednak było inaczej... Jakoś w 10 rzucie w końcu zaatakował. Mega emocje, krótki hol i ledwo dałem radę go podebrać ale skończyło się dla mnie szczęśliwie. Miara pokazała 37cm - mój nowy rekord życiowy!! W końcu przekroczona magiczna granica 30cm pierwszy raz w tym roku:) Ryba niesamowicie nabita, w doskonałej kondycji. Po kilku zdjęciach ładnie odpłynął. Ryba zlowiona na Odrze we Wrocławiu. Jednak są u nas jeszcze takie okonie ale jak widać trzeba się za nimi trochę nachodzić;)
    10 punktów
  24. Przypominam sobie czas, kiedy zaczynałem przygodę ze spinningiem. Oczywiście dla mnie, rybę, którą chciałem wędkarsko ujarzmić, był kleń. Drugą zaś sandacz. I z nim było nie mało problemów. Było podobnie jak z kleniami, na spinning nie mogłem sobie poradzić. Tego się nie zapomni do końca życia. Zanim złowiłem świadomie wychodzonego sandacza, to skończyło się na...17 zerowych podejściach. Ostatecznie złowiłem jakiegoś niewymiarowego na jednej z odrzańskich "klatek". Niesamowity sukces. Od tamtej pory zaczął się postęp. Być może trochę szybciej by to się potoczyło, jednak zbyt dużą wiarę dawałem podpowiedziom, że z nimi to trzeba ciężko i trzeba robić niezłą awanturkę w wodzie. Znaczy się, na tamtą chwilę kupiłem jigi od 17 do 30 g i takimi zacząłem klepać dno Odry. Coś zaczęło się powoli dziać. Jednak to mnie wcale nie zadowalało. To nie był mój styl. Może o swoim stylu to przesada, bo nie miałem wypracowanego sposobu skutecznego łowienia, ale miałem ciągoty jednak do bardziej finezyjnego łowienia na lżejsze przynęty. Zrezygnowałem z ciężkich ołowianych główek i zaopatrzyłem się w lżejsze, takie w przedziale 5-12 g. I tak w zasadzie pozostało do dzisiejszego dnia. Te cięższe do tej pory mam i dawno już pokryły się nalotem. Był czas, kiedy jeździłem poza Wrocław i sięgałem po obciążenie 3-4 g. To nie była przesada. Na tak uzbrojone rippery w rozmiarze 3" pstrykały sandacze +/- 60 cm. I tu wracamy do "pstryków". Na początku wkleiłem odpowiedź sztucznej inteligencji, co znaczy jesienny sandaczowy pstryk. Być może, a właściwie można z pewnością powiedzieć, że moje niepowodzenie na początku tej przygody, to było błędne oczekiwanie na sygnalizację sandaczowych brań. Czekałem wtedy na porządne łupnięcie, takie odczuwalne aż po łokieć. Niestety nic takiego nie nastąpiło. Raz, że nie umiałem dobrze zaprezentować przynęt i być może łowiłem o złej porze i nie zdawałem sobie sprawy, jak istotne jest obserwowanie szczytówki. Sandacz, mimo zbójeckiego wyglądu, jest mistrzem w dyskrecji. Może inaczej to wygląda, gdy spinningista łowi na duże gramatury i plecionka jest napięta jak struna. Wtedy sztywniejsza wędka o blanku z lepszych komponentów może takie "bum" przenieść do naszej ręki. Mimo że lubię tzw. szybsze wędki, to niekoniecznie muszą to być pały od samej szczytówki. Co innego doznamy, łowiąc z łodzi, z brzegu, na woblery, gumy, ciężko, lekko, na rzece, zbiorniku zamkniętym itd., i itp. Wędkarze, którzy niejednego sandacza przechytrzyli, nie zwracają już uwagi na zaistniałe warunki. Praktycznie każdy sprzęt ogarną i sobie poradzą. Jedynie może jakiś dyskomfort dokuczać w niefortunnym doborze i jego późniejszym użytkowaniu. Po wielu latach spędzonych nad wodą wiem jedno, dla mnie jest ważna szczytówka. Gdy łowię na woblery, to co innego. W takim przypadku mogę częściej spodziewać się dynamicznego brania i faktycznie poczuć mocne targnięcie, takie graniczące z chęcią wyrwania wędki z ręki. Zwłaszcza na krótkim dystansie. Gdy łowię na gumy z delikatnym obciążeniem, to w takim przypadku teoretycznie można zapomnieć o mocnych szarpnięciach. Tu liczę na sygnalizator, którym jest szczytówka. Pisząc to, zwracam się do spinningistów z niewielkim doświadczeniem. Nie oczekujcie, że każda duża ryba, to duże łupnięcie. Czasami branie jest tak subtelne, że ledwo widoczne, a co dopiero wyczuwalne. Z takiego niepozornego pstryka mam trzy mega fajne wspomnienia. Bo te magiczne, ledwo widoczne pstryki zamieniły się w moje rekordowe ryby. Potwierdzeniem tego, na co chciałem zwrócić uwagę, były ostatnie wyprawy. Ta końcówka sezonu staje się inna, niż poprzednie i te delikatne trącenia stają się stałym elementem moich wypraw. Nie ma mowy o zdecydowanych łupnięciach. Kolejny dzień, środa, sześć pstryknięć i trzy ryby na kiju. Dwie wyjęte, trzecia niestety podczas montażu podbieraka wykorzystała moment luzu i nie dowiozłem jej do brzegu. Pod nią chrupnęła przelotka w środkowej części spinningu. Pękła stopka. W ciemności nie wiedziałem, o co chodzi, ale przypadkowo zaczepiłem rękawiczką i się wyjaśniło. Tak że... pstryk pstryk i mocnego przygięcia;)
    10 punktów
  25. Wczoraj zaliczyłem wypad życia. Łowiłem 20:00-23:00. Złowiłem 7 sandaczy. Prawie wszystkie były niewymiarowe, koło 40cm. Na sam koniec łowienia w końcu się przebiłem i łowię większego. Najwięcej brań miałem na sandaczowego Widła ale rapala orginal też dawała brania i ryby. Tego dnia sandacz był "w gazie" i mam wrażenie, że na inne wobki też coś by się działo. Dla mnie to coś niesamowitego. Dodaję 59 1. jaceen 64sz + 69sz + 67s = 200 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 63s = 55s= 173 6. Marienty - 75sz + 59s = 134 7. moczykij - 71s+77sz+69sz=217 8. Konrado 62s = 62 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+93sz+103sz=274z łodzi 12. Kierownik - 88s + 62s + 60s=210
    10 punktów
  26. 10.10 Pobudka była naprawdę ciężka — budzik zadzwonił o 3:30, a wstawanie o tak nieludzkiej porze nie należy do moich ulubionych czynności. Mimo to, jak się później okazało, było warto. Podjeżdżam po kolegę i około piątej jesteśmy już nad wodą, gotowi do pierwszych rzutów. Plan prosty: do świtu obławiamy sandaczowe miejscówki na woblery, a potem spróbujemy szczęścia z boleniem. Podchodzimy na nasze miejsce — niewielką, krótką główkę, na której tylko my łowimy sandacze nocą. Niepozorna, może dwa–trzy metry szerokości, jakich wiele na wrocławskiej Odrze. Ale ta ma coś wyjątkowego. Kiedyś musiała być dłuższa, bo przed nią ciągnie się pas kamienistego wypłycenia, a zaraz za nim gwałtowny spadek do trzymetrowej, może czterometrowej głębiny. Siadamy kilka metrów od siebie — jeden obławia napływ, drugi zapływ główki, jak zawsze. Wiatr i deszcz skutecznie uniemożliwiły oglądanie drobnicy, ale znamy to miejsce dobrze. W tym roku każdy z nas miał tu już ładnego sandacza, więc wiemy, że gdy tylko zrobi się chłodniej, ryby stają się bardziej żarłoczne i ruszają na stołówki. I znowu — 45 minut przed świtem czuję potężne uderzenie w powoli prowadzonego woblera HMS Panic 11 cm. Aż nadgarstek zabolał. Szybka kontra i od razu wiem, że to coś większego. Po kilku minutach emocjonującej walki w podbieraku ląduje piękny sandacz — 78 cm czystego złota. Gruby, masywny, dokładnie taka ryba, po jaką przyjechaliśmy. Zdjęcie może nie jest idealne — miejsca tam niewiele — ale pamiątka została. Po świcie dorzucam jeszcze bolenia około 55 cm i możemy wracać do ciepłego. Mokrzy, zmarznięci, niewyspani — ale szczęśliwi. Kolejny wypad zaliczony na plus. Co ciekawe, wszystkie sandacze powyżej 70 cm złowiliśmy w nocy na duże woblery, od 11 do 13 cm. Na mniejsze przynęty trafiały się tylko maluchy. Może więc w tym sezonie warto się trochę „wygrubić”? 🎣 Tabela 1. jaceen 53sz + 69sz + 0 = 122 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG 6. Marienty - 75sz 7. moczykij - 71s+77sz=148 8. Konrado 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223
    10 punktów
  27. We wtorek próbowałem skusić wieczorowego sandacza, a w czwartek była kolejna próba dołowienia do tabeli okonia. Sandacza złowiłem. Niewielkiego. Żaliłem się, że nigdzie nie mogę znaleźć twardych dowodów na skuteczność wirujących ogonków właśnie na sandacze. I masz babo placek, sięgnąłem po taką, którą rok temu kupiłem z przekonaniem, że ona może zadziałać (SpinMad Pro Spinner 11 g). I udało się:) Rzut pod przeciwległy brzeg wyspy, kilka podbić i "PSTRYK"! Myślałem, że to większy okoń, ale finalnie okazał się nim sandacz. Będę próbował dalej. Kolejne branie dawało nadzieję na sandacza o większych gabarytach. Ostatecznie na brzegu wylądował kleń. Przynętą był wobler J.Widła. W czwartek okoni natomiast wpadło kilkanaście. W dalszym ciągu ćwiczę wirujące ogonki i najmniejsze cykady. SpinMad "Ćma" 2,5 g w końcu się odwdzięczyła. W jednej ze sprawdzonych odrzańskich miejscówek, gdzie podgryzały okonie i nie rzadko krąpie i klenie, po kilkunastu minutach podbijania po dnie mam przytrzymanie. I znowu naszła mnie myśl, że to spory krąp. Hamulec zaczął pojękiwać i tym samym utwierdzał mnie w tym przekonaniu. A tu niespodzianka. Wyłania się z toni ładniusi pasiak. Finalnie okazał się pierwszym w sezonie przekraczającym 30 cm. Sukces pełną gębą:)
    10 punktów
  28. Wspominałem po lipcowych połowach karpi na Odrze, że czekam na wieści o np. Amurach. Niestety nie dotarły do mnie żadne Postanowiłem coś pokombinować i spróbować zmierzyć się z tematem. Wytypowana miejscówka i pierwsze wyjścia skończyły się złowieniem trzech karpi. Dwa wylądowały na miarce a trzeci podobny tuż przed pomiarem rozerwał podbierak z pięknie po trawie pojechał do wody - w trosce o zdrowie jego i swoje postanowiłem go nie gonić Ryby 88 i 90cm Ten lustrzeń ważył prawie 16kg! Grubachny... Ale planem miał być przecież amur. Po tygodniowej przerwie wróciłem na to samo miejsce i w dwa wyjścia złowiłem to co miałem w planie - ale prawdę mówiąc to była bardziej kwestia wiary i marzeń. Trzy Amury. Największy 92cm lekko ponad 10kg, pozostałe 86 i 82 cm Pewno kończyć będzie trzeba z takimi rybami i zabrać się porządnie za spinning Choć pokusa jest jeszcze spróbować bo ryby zacne gabarytowo...
    10 punktów
  29. Cześć. Za mną dwutygodniowy urlop na Kaszubach. Byłem z rodziną nad Jeziorem Sianowskim. Przyjemne jezioro, chociaż dostępna była dla mnie do łowienia tylko jego płytsza część. Wyobrażałem sobie, że będą tam pomosty i będę łowił z nich szczupaki, jednak rzeczywistość okazała się inna. Pomostów właściwie nie było, tylko kilka prywatnych. Brzeg był średnio dostępny, a ja niestety nie zabrałem spodniobutów. Nie miałem też do dyspozycji łódki. Napotkani spinningiści twierdzili, że z drapieżnikiem jest bardzo słabo i tak też było rzeczywiście. Szczupaka nie było widać w ogóle. Okoń zdarzał się rzadko i to mały. Na znalezioną w wodzie obrotówkę trafiłem okonia pod 30, ale spadł mi pod nogami. Dopiero gdy zamówiłem sobie do paczkomatu obrotówki (bo na urlop zabrałem jedynie przynęty szczupakowe), udało mi się dołowić jeszcze jednego takiego okonia. 29 cm - ryba wyjazdu.
    10 punktów
  30. Wierciłem się w domu. Meczu nie ma i spać się nie chce. Decyzja spontaniczna. Małe pudełko woblerów wrzucam do chlebaka i jeszcze kilka gum. O 1:00 jestem nad wodą. Jest przyjemnie. Na początek lecą woblery. Na znajomej rafie niestety pusto. Godzinę ją męczyłem. Reszta łowienia miała być z gumami. Lekka główka do 6 g i obławianie niedaleko burty. Opad liczony do sześciu. Kolejny garbik na dnie Odry po drodze i zatrzymuję się na dłużej. Tym razem to nie było na dłużej. W pierwszym rzucie i delikatnym podbiciu poczułem bujnięcie na kiju. Coś wyraźnie zakręciło się koło przynęty. Miałem przekonanie, że mógł być to sandacz, tylko nie trafił, lub nie był do końca zdecydowany na atak. Odczekałem kilkadziesiąt sekund i ponownie zacząłem łowić. Drugi rzut, pierwsze podbicie i BUM! Flagman się wygiął, docinam i mamy walkę. Długo to nie trwało, ale z sandaczami u mnie z roku na rok słabiej, to emocje proporcjonalnie rosną. Dałem trochę luźniej hamulec po ostatnich epizodach z rozgiętymi kotwicami i chyba po czwartej próbie z wysokiego nabrzeża wprowadzam go do podbieraka. Na zegarze jest 2:10. Spining po naprawie, kołowrotek po serwisie, test sprawności zdany. Łowiłem jeszcze przez godzinę, ale nic więcej się nie wydarzyło. Dana mi była tylko jedna szansa, którą wykorzystałem. Flagman do 28g/Ryobi 4000/Westin 9cm.
    9 punktów
  31. Pierwsze wyjście na nocne kabany:) Sam siebie nie poznaję. Prawie połowa czerwca, a ja dopiero teraz zaliczam pierwsze nocne wyjście. Gdzie te czasy, gdy w lutym na Ślęzie za nocnymi klenikami buszowałem. Pierwsza krótka nocka, bo do 24:00 tylko. Zamiast sandaczy brały ich substytuty. U kolegi dwa, u mnie jeden. Woda "cicha". Nic nie można wywnioskować i zlokalizować. Wszystko odbywa się na zasadzie rozpoznania z wcześniejszych lat. Odra ostatnio stała się bardzo dyskretną wodą. Trudno mi do tego się przyzwyczaić. Po renowacji węzła wodnego, poszerzeniu koryta i spowolnieniu nurtu, chyba na lepsze nie ma co liczyć. Cieszy za to każdy taki zbój, bo wiem, ile trzeba w granicach miasta godzin spędzić, by mieć jakiekolwiek wyniki. Branie na woblera HMS 7 cm fluo dość płytko prowadzony.
    9 punktów
  32. Długo weekend mocno wędkarski. W czwartek nocka na Odrze z nastawieniem na sandacza. Niestety na uklejki brały jak wściekłe klenie. Zjadły mi z 20 uklejek, sandacza nie było ale chociaż klenie były naprawdę ładne. W piątek pierwszy raz popływałem łódką którą kupiłem w zeszłym roku i od razu dopadł mnie szkwał na jeziorze więc od razu mocno przetestowana. Potem na suma ze zrywkami ale całą noc bez efektu. W sobotę rano zawody z młodym a wieczorem vertical na suma ale znów na zero. Dziś na muchę pojechałem dopiero w południe ale udało się złowiłem kilka pstrągów w tym przyzwoitą czterdziestkę.
    9 punktów
  33. Maj w końcu przyniósł kilka akcji. Zaczęły się ataki kleni na powierzchniowe przynęty. Niestety ze skutecznością zacięć przy takim łowieniu jest słabo. Wczoraj udało się jednak wyjąć klenia 40 cm. Ponadto atak ładnego bolenia (widziałem go, bo wyskoczył z wody jak delfin) i duży sum co zabrał mi przynętę (plecionka nie wytrzymała). No i wreszcie popadało.
    9 punktów
  34. Odwiedziłem jeszcze raz komercję, by poćwiczyć na woblerach do twitcha. Przypony strunowe ze skrętkami nie zauroczyły mnie. Lubię zmieniać przynęty i ta skrętka po kilku odkręceniach zaczyna być kłopotliwa. Po wyprawie założyłem krętliki i agrafkę. Co do samego łowienia, to naliczyłem pięć ryb na kiju, dwie odprowadziły woblera pod nogi i dwa ataki miałem na długim dystansie bez holu. Sprzęt tym razem mocniejszy. SG2 do 60 g o długości 213 cm z krótkim dolnikiem niby miał być pomocny do takiej metody łowienia, ale szczerze mówiąc, coś mi nie bardzo leżał i nie miałem uśmiechniętej miny. Kilka lat temu sprawiłem go sobie właśnie pod szczupaki i jerki. Niestety za łowieniem szczupaków zbytnio nie przepadam i spinning na przekonanie do siebie ma niewiele szans. Pod rybą pracuje przyzwoicie. Jednak coś nie do końca jesteśmy ze sobą zespawani. Skutecznym woblerem okazał się SELECT DEMENTOR 130 mm SP/21 g.
    9 punktów
  35. To był szalony tydzień - pogodowo też. Początek wręcz upalny, wtedy prym wiodły wzdręgi. Trafiały się też okonie,ale przeważnie na przynęty wzdręgowe (paprochy) i były one swoistymi przyłowami. Potem nagłe ochłodzenie. Temperatura spadła o kilkanascie stopni, zaczęło porządnie wiać, pozaciągało się z każdej strony, pojawił się deszcz... Wzdręgi jakby zniknęły, ożywiły sie szczupaki, a okonie rzeczywiście zaczęły grubo żreć i znowu były przyłowami - tym razem szczupakowymi.
    9 punktów
  36. Może w przyszłym sezonie wystartujemy z nowym projektem spinningowych zawodów? Po głowie chodzi pomysł połączenia np. okoni ze wzdręgami. Tak pół na pół? Tylko szkoda okoniowej ligi ruszać, bo wydaje się, że w okoniach przydałoby się zachować czystość gatunku:) Tak mi się białoryb po głowie kołata. Ktoś coś? Jakiś pomysł, zainteresowanie? W każdym razie wykałaczki można wystawiać na słońce. Wystarczy znaleźć miejscówkę ze wzdręgami, co nie jest takie proste. Każdy kawałek trzcinowiska, może być tym właściwym miejscem. Wzdręgi są mocno stadnymi rybkami i gdy tylko pojawią się pierwsze oznaki ich pobytu, to jesteśmy na miejscu. Trzymają się blisko trzcin. Bardzo blisko. Teraz łowię na skraju ziela. Czasami sięgam po haki typu offset, by ostrze delikatnie schować przed haczeniem, gdy przynęta wleci między łodygi. Dobrym pomysłem jest też ustawienie się w takiej odległości, by najdłuższy rzut nie był w stanie sięgnąć trzcin. I tym sposobem jestem pewny, że ustrzegę się zbędnych strat w zaczepach. Nie zawsze tak się da, bo jak z brzegu znaleźć takie miejscówki? To tylko w przypadku narożników i jakiś wnęk. Nie ma tego zbyt wiele. Łowiący z łodzi mają więcej możliwości. Sobotni poranek, pierwszy w sezonie, dał mi ze dwadzieścia wzdręg. Brań zdecydowanie więcej. W przynętach już zbyt wiele nie mieszam. Podstawą są Tanty i Larvy Multi Libry Lures. Mega ważne jest obciążenie, tempo opadu i prowadzenia. Tu eksperymenty ciągle trwają.
    9 punktów
  37. Czołem wędkarze! A ja w końcu połowiłem! Wypad z kolegą @Booseib. Odra ruszyła. Zameldowały się pierwsze ryby sezonu 2026. Ok 10 leszczy 37-43cm. Bardzo dużo niewciętych brań. Trafiły się nawet dublety, czyli dwie ryby w jednym czasie. Na koniec melduje się ładny kleń na pinkę. Odra, feeder, pinka i ochotka. Było super!
    9 punktów
  38. Fajny dzień zaliczyłem. Odwiedziłem jeden z wrocławskich stawów i wypatrywałem wzdręg. Niestety nie było ich jeszcze w miejscu, gdzie w poprzednim sezonie najwięcej się działo. Miejscówka mocno się zmieniła. Widać, że presja była ogromna, bo stanowisko zostało mocno wydeptane. Zrobiłem kilka "stacyjek" i trafiłem w końcu na pierwsze skubnięcia. I w zasadzie trzymałem się tego miejsca do zmierzchu. Nie było wygodnie, ale coś za coś. Ręka jeszcze mało wprawna, a i wzdręgi nieduże i sporo brań było pustych. Znowu sprawdził się kawałek Tanty na bezzadziorowym haku bez dodatkowego obciążenia. Powolny opad był najbardziej skutecznym sposobem na brania. Złowiłem kilkanaście rybek w tym dwie, które na delikatnym spinningowym zestawie pod białoryb, mocno go przetestowały. Wszystko zagrało, jak trzeba i dzień mogłem zaliczyć do udanych.
    9 punktów
  39. Kto nie był niech żałuję 😜 , było ( albo jeszcze jest 🍺) 15 chłopa , jak zwykle super , dzięki za spotkanie i do następnego razu , oczywiście co roczne spotkanie przy piwie w knajpie jak najbardziej ale trza się spotkać przy piwie z wędkami nad wodą, jeszcze raz dzięki 🤗💪🍺 z pozdrowieniem Wasyl
    9 punktów
  40. Gratulacje dla wszystkich, cieszę się że namówiłem @Wędkarz i Ryba do rywalizacji no i że udało mu się ją wygrać💪, chociaż szczerze myślałem że @Budek jeszcze namiesza w tabeli🙂 poświęciłem sporo czasu na uganianie się za okoniami w poprzednim sezonie ale było bardzo ciężko o okonie powyżej 30 cm w moim wypadku, Jakoś łatwiej mi się łowi właśnie na Wschodzie Polski tam znam Bug w swojej okolicy i starorzecza Bugu jak własną kieszeń na nich się wychowałem, ale jak już uda się pojechać w rodzinne strony to brakuje czasu na łowienie 😜 a jak już pojadę łowić to często wygrywa sentyment do łowienia linów na spławik😁 we Wrocławiu cały czas się uczę i pomimo że nie osiągnąłem wyniku "300" to jestem zadowolony. Byłem nawet blisko wyniku @jaceen a dla mnie to też pewien sukces, chociaż z drugiej strony pokazuje to jak zmieniło się we Wrocławiu. Jest dużo trudniej połowić okoni powyżej 30 cm. Na ten rok cel to poprawa wyniku z 2025. Jest plan na inną taktykę zwłaszcza na początek sezonu, może to przyniesie rezultaty 😎 Tak więc napewno dołączę do kolejnej rywalizacji. Na początek sezonu wyprawy okoniowe będę łączył z próbą złowienia jakichś fajnych wzdręg na spining. Jeszcze raz gratulacje wszystkim i oby zgłosiło się jeszcze więcej osób niż w roku poprzednim, zapytajcie znajomych może znowu zgłosi się ktoś kto podkręci tę zabawę.🙂💪
    9 punktów
  41. Kilka sztuk wymiarowych na sezon, to nie ma z czego być zadowolonym. Jedyna pociecha dla mnie, to najdłuższy znalazł się w moim top 6 (84 cm). W poprzednim sezonie trafiłem 82 cm i ten też jeszcze w tej szóstce się zmieścił. Wygląda na to, że nasza sandaczowa liga przyczynia się do mobilizacji i trzymania formy. W tym sezonie miałem mniej szczupaków. Tłumaczę to tym, że dość szybko uporałem się z kompletem do tabeli i później był tylko nacisk na sandacze. Czego żałuję? Przegrałem z dwoma, które w mojej ocenie dorównywały temu z tabeli. Przegrałem też z dwoma szczupakami. Metrowe to one chyba nie były, ale jakieś dziewięćdziesiąt można by im przypisać. W tym sezonie odpuściłem pewną część Odry na poczet wygody spacerów po miejskich bulwarach. Wyniki słabe, ale przyjemnie się wędkowało i było dobre towarzystwo. Czasami przerywnikiem był chłodny browar na tarasie baru i to w jakimś stopniu rekompensowało w większości porażki. O jednej rzeczy jeszcze muszę wspomnieć. O wędkarskim spokoju nad wodą. Już tego nie ma. Skończyło się. Rynek motorowodny rozpędza się niczym pełna manetka przepustnicy na katamaranie. Szalejące silniki łodzi i tych jeszcze gorszych w mojej ocenie skuterów, wprowadzają mnie w rozdrażnienie. Nic na to nie mogę poradzić. Nie lubię tych zachowań pseudo motorowodniaków. Na tym punkcie zrobiłem się wbrew upominaniu siebie samego, strasznie marudny. Prawdopodobnie będzie mi się ulewało przy każdej nadarzającej okazji z tego powodu. Starość nie radość. Coś o przynętach. Najczęściej sięgałem po rippery Shad Teez i Wdairen. Rozmiar i gramatura przeważnie w granicach 7,5-10 cm/ 5-8 g. Kolory wyraziste. W nielicznych przypadkach sięgałem po naturalne. Nie zawiodłem się na ulubionym woblerze. Skusił kilka ryb i jeden z sandaczy przez chwilę zajmował w mojej rubryce jedno z miejsc. Miejsca odwiedzałem bardzo znane i oklepane. Można sobie wyobrazić, że na niewielkim odcinku setki razy w ciągu godziny gumy przemykały obok pysków ryb (jeżeli tam były). Opatrzyły się im na wyrost. Ja czekałem na godzinę aktywności, w której wyraźnie dało się to odczuć. Są takie miejsca, że można pół dnia kombinować, a i tak na ostatnią godzinę dnia coś dopiero zaczyna się dziać. I to mi się kolejny raz sprawdziło. Dziękuję za fajne wpisy. Kolejny raz można było na Was liczyć, być z Wami na wyprawach. Tak można było się poczuć. Początkowo tabela szybko się wypełniała, a w miarę podkręcania wyników część z nas dochodziła do tzw. ściany. Grudzień nie jest wdzięcznym miesiącem. Przeplatany przedświątecznymi przygotowaniami, wzmożoną pracą i pogodą w kratkę nie daje gwarancji na ratowanie sytuacji w przypadku zaniedbania wyniku we wcześniejszych miesiącach. I chyba to był dobry ruch, że zaczynamy od września, a nie od października. Jeszcze jest szansa na poprawienie wyniku. 1. Budek - 90s + 104sz + 103sz = 297 2. jaceen - 84s + 69sz + 73sz = 226 3. Tymon - 78s + 74s + 71s = 223 4. Konrado - 82s + 72sz + 65,5s = 219,5 5. moczykij - 71s + 77sz + 69sz = 217 6. Kierownik - 88s + 62s + 60s = 210 7. Marienty - 75sz + 59s + 67s = 201 8. SebaZG - 55s + 63s + 55s = 173 9. Zbynek1111- 52sz + 52.5 = 104.5 10. andrutone suchi Jaminick85
    9 punktów
  42. Siema, końcówkę sezonu chciałem spędzić klasycznie na Odrze szukając tych największych sandaczy, ale kilka wypadów na zero (nie licząc jakiś krótkich szczupaczków) i zmieniam województwo😉 pojechaliśmy we dwóch, w wodzie byliśmy jakieś 3.5h wyjechało 10 szczupaków od 83cm do 110cm Mój największy 104 Z brzegu bez elektroniki liczy się podwójnie 😂 a co do odry, mając łódkę naszpikowaną elektroniką i tak można zerować😉 to po pierwsze, po drugie rybostan naszej rzeki to jakiś dramat 🤦sandaczy jest jak na lekarstwo, a duże sztuki to już teraz tylko przypadek, nie mam pojęcia gdzie jest ta ryba i co się z nią stało. Teraz lecę na trocie ale od przyszłego tygodnia dalej walczę, czy wypłynę jeszcze na odrę w tym roku, nie wiem, może z raz. 1. jaceen - 84s + 69sz + 73sz = 226 2. Zbynek1111-52sz+52.5=104.5 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 63s = 55s= 173 6. Marienty - 75sz + 59s + 67s = 201 7. moczykij - 71s+77sz+69sz=217 8. Konrado 62s + 72sz + 65,5s = 199,5 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+104sz+103sz=285z łodzi 12. Kierownik - 88s + 62s + 60s=210
    9 punktów
  43. 06-11-2025 r. Ten dzień miał mieć dwoisty charakter. Wybrałem się ze spinningiem pod białoryb i w odwodzie przytroczyłem do chlebaka lekką sandaczówkę. Na miejscu byłem po 14:00. Wiatr niestety nie był sprzyjający do ultralekkiego łowienia. Po kilkunastu minutach zrezygnowałem z poszukiwań wzdręg i przestawiłem się na okonie. Założyłem silikonową larwę ważki z obciążeniem 0,5 g i sprawdzałem miejsca blisko brzegu. Brania zaczęły się dopiero po dłuższej wędrówce i na końcowym odcinku, który miałem w planie przejść. Zdołałem złowić 10 okoni. Największy około 25 cm. Została jeszcze godzina do zmierzchu. W zasięgu wzroku miałem już Odrę, bo do tej pory łowiłem na zatoce. Rzeka po obfitych opadach nie była zbyt klarowna. Na styku nurtu i zatoki woda mieszała się z tą niezmąconą. Przystanąłem, zmontowałem swojego ulubionego travela Mikado i upatrywałem w tym miejscu szansę na jakieś ciekawe wydarzenie. Po kilkunastu minutach zmieniłem gumy i obciążenia. Nie przekraczałem 10 g i wielkości ponad 10 cm. Od kilkunastu minut panuje zmrok. Następna zmiana i do wody wpada ripper fluo Meredith 10 cm z główką 5 g. Drapieżniki dawały o sobie znać przy powierzchni i postanowiłem gumkę prowadzić, wynosząc ją po pierwszym opadzie podbiciami w górne warstwy. Skróciłem rzuty, by mieć większą kontrolę. Bliżej brzegu jest sporo kamieni i zawad. Starałem się prowadzić rippera czasami na pograniczu ryzyka o zaczep, a czasami dość wysoko minimalizując to ryzyko. W tych miejscach najczęściej coś wjeżdżało w niewielkie ławice prawdopodobnie uklei. Czwartego sierpnia złowiłem tu trzy sandacze. Od tamtej pory minęło trzy miesiące i siedem razy i kończyłem bez sandaczowego pstryka. W końcu coś dziabnęło gumisia. Podejrzewam niewielką rybę, bo branie było ledwo wyczuwalne. Popularyzatorzy astronomii namawiali, żeby w nocy obserwować niebo. Księżyc miał być w pełni i będzie intensywnie świecił. Znajdzie się w tym roku w punkcie położonym najbliżej Ziemi. Kiedy pełnia zbiega się z perygeum, to jest mowa o zjawisku superpełni. Księżyc wydaje się wtedy większy i jaśniejszy. W niebiosach takie zjawiska, a na Ziemi, konkretnie na moim stanowisku, miały wydarzyć się emocje sięgające apogeum. Ponowne rzuty staram się kierować w miejsce, gdzie miałem trącenie. W jego okolicy jest jakaś zawada, która uprzykrza łowienie i często szarpię się, by odzyskać jiga. Trochę przynęt już tam zostało. Zgodnie z zapowiedzią Księżyc odbija światło, jakby chciał przejąć schedę po Słońcu. Nie każdy kąt ustawienia jest komfortowy. Blask bijący od niego bywa upierdliwy. Opad. Obserwuję szczytówkę w DaVinci. Delikatne dygnięcie daje sygnał, że jig dotarł do dna. Teraz zaczyna się konkretna zabawa. Podbijam na wyobraźnię tak, by w czasie zwijania windować ją po każdym podbiciu wyżej w toń. I tak pod sam brzeg. Za dnia obserwowałem zestaw, liczyłem w myślach długość opadu i tempo zwijania, by po zmierzchu minimalizować zaczepy. Iiii...BUM!!! SIEDZI! Po kolejnym takim jigowaniu w toni mam porządne targnięcie. Początkowo ryba daje się podciągnąć. Czasami, z ich strony, to podstęp. I w myślach wykrakałem. Przy powierzchni zrobił się wir i nastąpił odjazd. Plecionka 0,10 nie daje mi poczucia bezpieczeństwa. Delikatnie luzuję hamulec, bo odjazdy zrobiły się nerwowe i chwilowo mam wrażenie, że gumkę dziabnął przynajmniej metrowy sum. Kasuję kolejne harce i w końcu przy powierzchni pojawił się on, król tego miejsca. Przyznam, że zamiast się rozluźnić, to jeszcze bardziej się spiąłem. W wodzie wyglądał na 90 cm. Szeroki był, dawno z takim się nie mierzyłem i miara w oczach jest rozkalibrowana. Co do podbieraka, to nie ma wątpliwości, ten na białoryb na nic się nie przyda. Holuję zbója na mieliznę. Teraz przede mną kolejny trudny moment. Z wiekiem już nie jestem taki elastyczny i na śliskim brzegu nie czuję się komfortowo. Sandacz leży na boku między wystającymi kamieniami. Obym się tylko nie ześliznął. Pierwsze podejście udane i podbieram. Ożeż ty, ale dałeś mi popalić. Już dawno nie miałem takich emocji. Hak dobrze wpięty w kącik. Był moment zwątpienia, gdy sandacz niebezpiecznie odbił w stronę trzcin. Kilka skoków hamulca powstrzymało jednak zapędy w trzcinowisko. Piękny, silny i nerwowy sandacz. Jeszcze komuś dostarczy emocji. Miara wskazała 84 cm. Pozostałe pięćdziesiąt minut minęło już bez wrażeń. Zresztą, stres minął, poziom adrenaliny spadł i po tym wszystkim trudno o mobilizację. Zwinąłem sprzęt i w powrotnej drodze już nie narzekałem na światło księżyca. Nawet byłem zadowolony, że nie muszę włączać latarki. Przyjemnie w taką noc się wraca. Łowiłem travelem Mikado DaVinci z twardszą szczytówką o cw do 25 g. Plecionka nr 0,10 nawinięta na Ryobi Zauber 2000, a przynętą była 10 cm guma fluo Meredith na główce jigowej 5 g. Branie około godz. 18:00. 1. jaceen - 84s + 69sz + 67s = 220 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 63s = 55s= 173 6. Marienty - 75sz + 59s = 134 7. moczykij - 71s+77sz+69sz=217 8. Konrado 62s = 62 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+93sz+103sz=274z łodzi 12. Kierownik - 88s + 62s + 60s=210
    9 punktów
  44. Jak czytam o wynikach sandaczowych w tym sezonie to się cieszę, że dałem im spokój od czerwca i bawiłem się w inne ryby Są tu zawodnicy spędzający nad wodą ciężkie godziny, co dzień, do czwartej rano, po 5, 8 godzin na wyjście... a mimo to jakby przeliczyć ilość sandaczy na godzinę to wyszłoby kilkadziesiąt godzin na jedną miarową rybę... Trochę słabo to wygląda i świadczy o ilości sandaczy. Tak, że się ciężko się zmobilizować na moje 2-3 godzinne wyjścia, bo musiałbym chyba z 10 razy wyzerować pod rząd. To teoria i matematyka... a praktyka... W zeszłym tygodniu jednak się zmobilizowałem pomimo dziwacznej deszczowo wietrznej pogody. No w końcu trzeba za tym sandaczem coś się ruszyć i wpisać się na listę żeby wstydu nie było. Pierwsze wyjście przed zmrokiem, woda niepłynąca prawie wcale. Zanim zapadł zmrok udało się złowić bolenia 53cm, po zmroku jeden kontakt z jakąś małą rybą. I to by było na tyle. Sandaczowe zero. Drugie wyjście podobna godzina, woda podobna lipa. 3h łowienia i dwa kontakty z rybą. Kleń się skusił, 50cm. Drugie branie to większa ryba ale po kilku sekundach wytrzepała woblera z pyska. Stawiam na ładnego szczupaka. Sandaczowe zero. Trzecie wyjście dziś, inna miejscówka. Plan łowienie trochę inaczej na innego typu woblery. Ale jednak przyzwyczajenie zmusza do powrotu do swoich konstrukcji. Pierwsze branie i sandaczyk, niestety rozmiar jakieś 2,5 długości woblera, ok. 24cm. Idealny pokarm dla sandacza, którego chciałbym dziś złowić. Wniosek miejscówka do zmiany 200-300m dalej inny typ wody. Branie, łupnięcie, że kija chciało wyrwać z ręki, zupełnie nie sandaczowo. Hol to na 100% duży kleń, ciemno, podebranie do podbieraka, no kleń jak nic... lampka a w podbieraku sandacz. Musiał się z kleniami wychowywać Przynęta to wobler własnej roboty, a wtedy ryba z 1,5x większa jest 1. jaceen 64sz + 69sz + 0 = 133 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG - 55s + 63s = 55s= 173 6. Marienty - 75sz 7. moczykij - 71s+77sz+69sz=217 8. Konrado 62s = 62 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+93sz+103sz=274z łodzi 12. Kierownik - 88s + 62s + 60s=210
    9 punktów
  45. Dzisiaj strasznie mocno wiało, jednak zdecydowałem się pojechać na kanał powodziowy. Odrazu poszedłem na głębszą wodę, bo na płytkiej w takich warunkach nie było szans na jakikolwiek łowienie. Po godzinie łowienia mam fajnego okonia niestety spada, zaraz kolejne branie i niestety znowu fajny okoń spada przy samych nogach. Bardzo delikatnie brały. Gdy przestało troszeczkę wiać koło godziny 17 można było lepiej panować nad przynętą, doczekałem się wtedy bardzo dużej ilości brań, wszystko na keitechy w rozmiarze 3 i na główce 2 g. Udało się złowić do tabeli 4 okonie. 25, 25, 24 i 22 cm. Szkoda mi bardzo tych dwóch zerwanych wcześniej zwłaszcza tego przy samych nogach, ale jeszcze po nie wrócę 🙂
    9 punktów
  46. Dzień dobry 😉 Pływam łowię😜 ryb przez ostatnie 4 dni nałowiłem się po korek,z dużym sandaczem 80+ na razie ciężko ale słychać od zaprzyjaźnionych jednostek na wodzie że są, po prostu jeszcze się mijamy😄 🤷 Szczupaków w tym roku jest od chu..... Ryb takich +/- 90/110 widziałem tyle że Rugia się chowa 😂 niestety są bardzo wybredne i jakoś im nie poświęcam więcej czasu niż godzina dziennie. Od poniedziałku na wodzie, co dziennie minimum 8h, sandacze przestałem liczyć, ale liczę ryby 75+ niestety tylko dwie szt 77.5 i 78 warto nadmienić że nie było ryb po niżej 60cm Szczupaki 😱 jeszcze więcej, jeszcze więcej mniejszych i większych, we wtorek trafiam rybę 93cm przyłów przy sandaczach, środa naplywam na miejscówkę, zakładam odpowiedni kawał gumy i mamuśka chce mi złamać rękę w łokciu 😳 ryba potężnie gruba a miara wskazuje 103cm💪 Podsumowując, sprawdzają mi się gumy o mocnej pracy oczywiście Westin, shadteez 12/14/18 bullteez 12.5/18 ricky the roach 10/14 Ps. ryby które łowiłem nie dostępne z brzegu, a łowie płytko bardzo blisko brzegów, lecz wybieram odcinki gdzie nie ma dostępu z brzegu. Ogólnie wiem że jeżeli są zawody np.rozgrywane przez internet to nie ma wyłaczenia łowienia ze środków pływajacych, a powinno być. Koleżeńsko się podzielę informacją że ryby są i jest ich sporo, ale nie koniecznie ryby da się złowić z brzegu, choć mogą być pod naszymi nogami 😉 78⬆️ 93⬆️ 103⬆️ Pozwolę sobie zamieścić dopisek z łodzi przy końcowym wyniku. Tabela 1. jaceen 64sz + 69sz + 0 = 133 2. Zbynek1111 3. andrutone 4. suchi 5. SebaZG 6. Marienty - 75sz 7. moczykij - 71s+77sz=148 8. Konrado 9. Jamnick85 10. Tymon - 78s, 74s, 71s, = 223 11.Budek - 78s+93sz+103sz=274z łodzi
    9 punktów
  47. Dzisiaj po raz kolejny odwiedziłem małą rzekę w poszukiwaniu okonia. Dwa okonie do tabeli udało się złowić. Łowię z cieniutkim wolframem na wypadek przyłowów w postaci szczupaka które w ubiegłych latach były normą. Podczas ostatnich ośmiu wypadów nawet nie miałem żadnego kontaktu z zębatym co na tej wodzie jest dziwne.
    9 punktów
  48. Pojechałem przywitać nad rzeką kalendarzową jesień. Nie do końca wiedziałem co, gdzie i jak chcę łowić, ale czułem, że warto być dziś nad wodą, bo dzisiejszy dzień to taka swoista przejściówka. Wczoraj pochmurno, dziś pochmurno z przejaśnieniami, a jutro ma być lampa i silny wiatr. Lubię takie przełomy i mam wrażenie, że ryby też. Jadąc już polami w stronę rzeki pomyślałem, że zacznę od feedera, a później przerzucę się na spinning. O dziwo „moja” główka była zajęta. Siadłem więc na kolejnej. Po godzinie „moja” się zwolniła, co nie wróżyło zbyt dobrze, ale nie chciało mi się już przenosić całego ekwipunku. Jak mam coś złowić to złowię, a jak nie to nie. Poza tym tu było zielono z trawką pod nogami – na mojej to już wydeptany piach. Po następnej godzinie łowię płotkę – taką do zegarka. Po kolejnej fajnego leszcza. Odnosząc go do rzeki nie patrzyłem pod nogi i nadepnąłem uchwyt podbieraka - usłyszałem tylko stłumiony pstryk. No pięknie – załatwiłem podbierak. Pękł na łączeniu, a że to podbierak spinningowy, więc został mi może półmetrowy kikut i kosz. Szkoda, sporo ryb wyjął, no i, a może przede wszystkim – to szczęśliwy prezent od Żony. Może go jakoś zregeneruję w domu, a póki co posiedzę jeszcze chwilę i mam nadzieję, że się bez niego obędę. Gdy słońce zachodzi za drzewa doławiam jeszcze jednego leszczyka koło wymiaru. Wszystkie brania są delikatne, wręcz subtelne, a ryby jeśli już uda się zaciąć zapięte są za przysłowiową skórkę. Robi się zimno, w wiaderku z zanętą świeci dno, ale coś tam jeszcze wyskrobię. Dobra, jeszcze raz zarzucę. Dobra, ostatni raz… i tak kilka razy. Gdy zaczęła się robić szarówka mam fajne branie. Zacinam, a kij od razu gnie się w pałąk i ryba jedzie. JPRDL – o nie, dziś do wody nie wchodzę (naprawdę tak pomyślałem, bo w głowie miałem karpia, który tak samo zaczynał) . A tymczasem ryba już była pod drugim brzegiem. Szła uparcie pod prąd trąc pyskiem o przeciwległą opaskę – czułem to. Nie będę się z nią szarpał, robi się ciemno i zimno, nie wiem czy się uda, a nawet jeśli to przecież podbierak połamałem. Sytuacja wydawała się beznadziejna, dlatego przytrzymałem palcem szpulę i pomyślałem w duchu – rwij! A on jakby miał gdzieś moje życzenia – stanął, a za chwilę dał się nawet lekko podnieść kijem. Ooo, może nie jest taki duży, może się jakoś uda. Zaczynamy przęciąganie i za chwilę widzę jak coś macha mi ogonem pod powierzchnią. Co to jest? Tamten karp do końca trzymał się dna. Trochę jak jaź, ale stanowczo za ciężki i za silny. Zanim skończyłem to rozkminiać ryba już była przy dnie, ale teraz przynajmniej czułem, że coś mogę zrobić, w jakiś sposób wpływać na jej kurs. Kilka minut później już widziałem cień mojego „karpia” przy szczycie główki i wiedziałem, co to jest i że jeśli się uda to będzie to życiówka. Udało się za pierwszym razem wprowadzić rybę do tego czegoś, co jeszcze kilka godzin wcześniej było podbierakiem Resztę widać na zdjęciu, nowe PB lepsze od poprzedniego o 8 cm
    9 punktów
  49. W ramach zwiedzania okolicy i spacerów z psem i wędką, wybrałem się, po raz drugi w tym roku, nad Oławkę powyżej miasta Oława. W styczniu byłem bliżej autostrady, dziś odwiedziłem przed wieczorem okolice Drzemlikowic. Rzeczka jest tam dosyć uregulowana, ale są tam też ciekawe miejsca. Widać sporo drobnego klenia. Udało mi się złowić cztery kleniki, lecz tylko jeden był w miarę przyzwoitej wielkości.
    9 punktów
  50. Miałem wytrzymać do ochłodzenia, ale nie wytrzymałem. Okolo 16ej zameldowałem się nad Odrą. Czuć było zbliżający się front. Momentami wiało tak bardzo, że zastanawiałem się nad sensem feedera, który cały czas telepal się na wietrze. Po trzech godzinach jedno wyraźnie branie, które później okazało się jedynym. P.S. Znowu eksperymentowałem przenosząc się w dziecięce lata. Pęczak już mi spowszedniał, więc dla odmiany zrobiłem ciasto z kaszy mannej. Słaby wynik nie jest jednak spowodowany kaszą, łowiłem też na kuku, ale jazik wziął, gdy na haku było ciasto. Na główce po prawej cisza, po lewej trafiały się krąpiki.
    9 punktów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.