andrutone Napisano 2 Stycznia Napisano 2 Stycznia Cześć, Jako, że czuję przemożną potrzebę podsumowywania sezonów i snucia planów na kolejne, pozwalam sobie otworzyć ten wątek 😁 W minionym sezonie łowiłem często i łowiłem tak jak chciałem, ale nie połowiłem nawet w części, tak jak sobie to wyobrażałem 😉 Początek roku to były wycieczki po małych podwrocławskich rzeczkach. Zaliczyłem Ślęzę, Oławkę, Widawę, Bystrzycę i po raz pierwszy Strzegomkę (a w końcówce sezonu dorzuciłem jeszcze Smortawę). Ciekawe wyprawy, z reguły w nowe dla mnie odcinki. Oprócz samego łowienia ryb to właśnie "turystyka wędkarska" - wyprawy z wędką i chlebakiem, są dla mnie esencją wędkarskiej przygody. Obiecywałem sobie przy tym, że w okresie wczesnowiosennym poszukam pstrągów, ale byłem nad Bobrem i w innych pstrągowych miejscówkach jedynie kilka razy i niestety żadnego pstrąga w tym sezonie nie złowiłem, co od kilku dobrych lat właściwie mi się nie zdarzyło. Dopiero przełom kwietnia i maja to był okres, w którym wieczorową porą połowiłem sobie kleni i to takich 40+. I tu jestem zadowolony, bo złowiłem ich w tym sezonie sporo i do tego poprawiłem swoje kleniowe PB na 52 cm. Od końca czerwca do końca sierpnia połowiłem trochę okoni w różnych miejscach, zarówno na rzeczkach jak i na wodach stojących. Choć czasem bywało dobrze ilościowo, to wielkościowo już nie bardzo. Największego okonia zaliczyłem podczas urlopu nad kaszubskim jeziorem, ale i tak nie był zbyt imponujący. Wakacje to miał być też czas polowania na sumy. Zwlekałem z tym do lipca, czekając na optymalne warunki i dobre żerowanie. Niestety, w wakacje trwały niżówki i nie bardzo mogłem namierzyć te rybska. Również brak wyników u kolegów, nie motywował za bardzo do wytężonych starań. W efekcie poświęciłem im stosunkowo niewiele wieczorów i trafiłem tylko jednego suma, ale za to jestem z niego bardzo, bardzo zadowolony, bo była to ekstra walka i moje nowe PB - 155 cm. Jesienią miałem z kolei przyłożyć się do łowienia szczupaków i sandaczy, ale tu poległem na całej linii. Ryb złowiłem mało i w zasadzie prawie wszystkie niewymiarowe. Na pocieszenie dwukrotnie podniosłem swoje PB w jaziu i ustaliłem je na 47 cm. Końcówka listopada to, już chyba można powiedzieć - tradycyjna, próba złowienia miętusa. Znów się nie udało, ale nie poddaję się i wrócę na pewno do tego tematu w tym roku. Zresztą może spróbuję jeszcze w marcu skoczyć i spróbować szczęścia, jeśli wiosna będzie odpowiednio chłodna. W planach na ten sezon mam kolejne wyprawy wędkarskie, w nowe dla mnie miejsca. Postaram się złowić jakiegoś pstrąga. Znów spróbuję w maju złowić bolenia, bo już dwa sezony z rzędu żadnego nie złowiłem. Latem znów wyprawię się na sumowe nocki. Jesienią zapoluję na zębate drapieżniki. W ciągu roku więcej będę wędrował z pieskiem, który jest częstym moim towarzyszem wypraw, choć niezmiernie bywa kłopotliwy. Ale zamierzam więcej pochodzić za okoniami, więc może nie będzie przeszkadzał aż tak bardzo. No i w końcu, choć zarzekałem się, że nie będę łowił na nic innego niż spinning, to postanowiłem wrócić do spławika. Mam ogromną chęć poświęcić latem kilka wieczorów na zasiadki na lina. Już teraz mi się marzą te widoczki spławiczka znikającego wolno wśród grążeli 😉 Pozdrawiam i życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku, bardzo udanego wędkarsko sezonu i wielu nowych PB 🎣 7 1 Cytuj
jaceen Napisano 3 Stycznia Napisano 3 Stycznia Spróbuję zrobić przegląd miesiąc po miesiącu. Czy będzie co opisywać? Zaraz się okaże. To jedziemy:) Styczeń Kilka wpisów w rejestrze miałem. Jedyne złowione ryby, to małe odrzańskie okonie w okolicach 20 stycznia. Z tego co pamiętam, stojąca woda była pod lodem i o spinningową rybę we Wrocławiu było trudno. Miesiąc minął na poszukiwaniu czegoś ciekawego pod spinning. Znalazłem. Bardzo przyjemnie się tym łowi. Próbowałem w sezonie kilkanaście razy, ale brakowało determinacji. Luty Jak na ten miesiąc tragedii nie było. Wpisów przybyło i nawet ryby się pojawiły. A były to klenie, wzdręgi i pojedyncze okonie. Noce z przymrozkami wymuszały szukanie łowisk, gdzie, chociaż skrawek wody był bez lodu. Odważnie szukałem wzdręg. One zrewolucjonizowały moje podejście do przedwiosennego spinningu. Efekty dla mnie były zaskakujące. Okonie mogły pójść w niepamięć. Po ogólnym dostosowaniu sprzętu i przynęt zaczęły się trafiać nawet niespodzianki. Marzec Całkowicie przestawiłem się na wzdręgi. Dużo łowiłem. Odkrywałem nowe miejsca i polubiłem łowienie w stawach. Dla mnie to nowość. Kolejne niespodzianki jeszcze bardziej uprzyjemniały łowienie delikatnymi zestawami spinningowymi. Kwiecień Wiele się nie zmieniło. W dalszym ciągu szukam wzdręg i rozglądam się po nowych łowiskach. Było kilka telefonów i rozmów o łowieniu tych ryb. Wspólne wyprawy. Wiadomo, że nie wszystko się odkryje, bo trochę tajemnic trzeba zachować dla siebie, ale zachęcam szczerze, by spróbować. I stało się. W końcu trafiam swoją szansę na rekordową wzdręgę, a 41 cm prawdopodobnie nie prędko pojawi się ponownie w moim podbieraku. Maj Że tak powiem, lekki dramat. Wędkarstwo w moim wykonaniu w maju można na szkółce wędkarskiej przedstawiać, jak się nie powinno łowić. Gdzie te czasy, że okonie ganiały poppery, gdzie czasy boleniowych ataków? Do tej pory nie mogę znaleźć dla siebie wytłumaczenia tej sytuacji. Może u innych było inaczej. Na wrocławskich odrzańskich bulwarach zaliczyłem bezapelacyjną mizerię. Miesiąc ustawiony był pod okonie. Niewiele ich wpadło. Czerwiec Nie mam wielkich oczekiwań. Czerpię przyjemność z samego pobytu nad wodą. Nawet gdy są to tylko miejskie bulwary. Zaczyna się czas na nocne spacery. Pojawiły się pojedyncze sandacze i bolenie. Miesiąc przeleciał i niewiele z niego zapamiętałem. Lipiec Kolejny miesiąc szukania okoni. Coś niby drgnęło, ale to za przyczyną zmiany przynęt na "heavy metal". Sierpień Rozjechany miesiąc. Nie wiadomo na co się nastawić. Na jednej ze szczupakowych znanych mi miejscówek łowię szczupaka. Okaże się, że będzie największy w danym roku. Z kilkudziesięciu sandaczy w całym sezonie, tylko osiem miało ponad wymiar. Jeden z nich z tej samej miejscówki. Bez kombinacji. Rzut, podbicie gumy Westin Slim Shad Teez Fire Perch 10 cm z główką 5 g, bum, hol, zdjęcie, powrót do wody. Wrzesień. Połowę miesiąca bez wędki. Cóż, trzeba swojej królowej poświęcić czas za jej całoroczną ciężką pracę. Koniec miesiąca okazał się dobry w okonie. Nagle się pojawiły i to w sporych ilościach. Szkoda, że powierzchniowo w dalszym ciągu słabo reagowały. Niespodzianką były fajne pasiaki złowione nocą. Z nocnymi okoniami miałem też niezłą jazdę w grudniu. Ale to jak pióro mi pozwoli swobodnie pisać, to napomknę o tm w ostatnim miesiącu. Październik Dość fajne wejście w nowy miesiąc. Sporo okoni i przy okazji trafiają się przyłowy. Korzystałem z okazji i zdążyłem jeszcze kilka nocnych okoni dołowić. Pisząc to, zastanawiam się, czy spróbować poszukać ich w nocnym klimacie na przedwiośniu i coś do okoniowej ligi dołożyć. Tylko musi temperatura odpuścić, bo lodu na stojącej wodzie (piszę to 4-01-2026) nie brakuje. Po szczupaku, boleniu i kilku kleniach na początku miesiąca skończyło się dobre. A to za sprawą sandaczy. Bo im się poświęciłem. Wyniki? Można zaśpiewać znany przebój pt. "Mniej niż zero". Ale ale, to jeszcze nie koniec miesiąca. Duch walki jednak nie zaginął i rzutem na taśmę miłe zakończenie. Na ulubiony wobler HMS ShadX 8 cm siada wieczorowy ładny sandacz i uzupełniam w całości ligową tabelę. Na duszy jakby lżej;) Listopad Dalej ganiam za sandaczami. Czy to dobry pomysł? Hm, nie wiem, czy to nie jest w moim przypadku jakaś forma panowania nad swoim umysłem. To taki masochizm psychiczny w moim wykonaniu. Łowienie sandaczy we wrocławskich warunkach doskonale temu służy. Stąd chyba pomysł na sandaczową ligę, by się biczować psychicznie i patrzeć na wyniki innych. Twardym trzeba być. I oto pojawiło się światełko w tunelu. Coś zakiełkowało i dało nadzieję. W dalszym ciągu wykorzystuję maksymalnie możliwości HMS ShadX 8 i trafiam szczupaka i klenia. Gumy też latają do wody. W 90 % były to rippery Westin Shad Teez i ripper fluo Meredith 10 cm. Ta przynęta zrobiła mi przyjemność, że skusiła kolejnego pięknego sandacza, który wpisał się do mojego top 5 w tych drapieżnikach. Pod koniec miesiąca jeszcze doławiam kilka krótkich sandaczy i jednego ponad wymiar. Grudzień To jest ciekawy miesiąc. Ostatnio zaskoczył mnie ilością spinningowych nocnych kleni. Czy się powtórzy? No nie, to by było zbyt piękne. Próbowałem, ale to już nie było to samo, co rok wcześniej. Na powitanie miesiąca łowię szczupaka i na wspólnej wyprawie z Ventusem, sandacza. Początek grudnia, to także wzdręgi, krąpie, płocie i okonie. Jeszcze nie miałem okazji w takich ilościach je łowić w tym miesiącu. Co może być w tym ciekawego, zapytacie? Może i mało ciekawe, ale gdy przyszło mi łowić je w nocy i całkiem dobrze mi to wychodziło, to te doświadczenie w jakimś stopniu otworzyły mi oczy na kolejne takie okazje. Mogę śmiało powiedzieć, że to było spore zaskoczenie. Ciężko było przestać łowić, bo nie wiem, czy jeszcze będzie mi dane zastać kiedyś taką sytuację. Dużo tego było i szybko o tym nie zapomnę. I jeszcze wrócę do okoni. Trafiam na jakiś moment wielkiej aktywności. Wieczór podporządkowany okoniom. Nie były duże, ale to kolejny dowód na nieprzewidywalność tej ryby. Pogubiłem się w rachunku i gdzieś około trzydziestu przestałem liczyć. A dołowiłem jeszcze z dziesięć sztuk. Niestety, Wody Polskie działają po swojemu i nagle poziom wody opada o ponad 1,5 m. Ryby znikają i pomysł na zakończenie sezonu jakimś miłym akcentem, upada. Może nie do końca, bo za dnia udaje się jeszcze dwa razy łowić piękne wzdręgi i sporo okoni. Ale ja jestem pazerny na brania i chciałoby się więcej i więcej. Przyszło ochłodzenie. Zamarzły kanały i zatoki. Odra Nie była już tak łaskawa dla mnie. Liczyłem po cichu, że jeszcze uda się powtórzyć poprzedni grudzień z kleniami. Złowiłem tylko dwa. Kiedyś bym piał z zachwytu, bo grudniowe klenie były dla mnie nieosiągalne. Jakieś ryby jeszcze przed samym zakończeniem sezonu były, ale albo malutkie, albo jak sandacz, któremu nie podołałem na okoniowym sprzęcie. Oficjalnie ostatnią rybą grudnia był nocny kleń. Sprawdził się niezawodny wobler HMS ShadX 8. Nie wspomniałem o wyprawach na sumy. Powód jest prosty. Nie czułem się na siłach i tylko cztery razy odważyłem się spróbować przygotowany sprzętowo. Za każdym razem zerowałem. Kto mnie chociaż trochę poznał, to wie, że powierzchniowe łowienie sumów mnie zauroczyło i coś konkretnego musiało się wydarzyć, że tego zaniechałem. To bardzo silne ryby. Wiem, z czym mogłem się mierzyć i zwlekałem, bo zdrowie nie dopisywało. Lepiej już chyba nie będzie i prawdopodobnie trzeba będzie powoli je wymazywać ze swojego wędkarskiego repertuaru. Oczywiście przypadki mogą się przytrafić. Dwa razy tak było w tym roku na lekkim sandaczowym sprzęcie. Sponiewierały mi go bezlitośnie. Pod jednym z nich pękła nawet przelotka. Planów na nowy sezon nie snuję. Raczej zależy mi na podtrzymaniu skuteczności z poprzednich lat. Czasami na jakąś miłą niespodziankę. Może podejmę próby częściej mierzyć się z nocnymi okoniami i wzdręgami? W każdym razie więcej będzie łowienia w stawach, które do tej pory bagatelizowałem. A mijający sezon dał sporo miłych wspomnień po odwiedzaniu tych zbiorników. Mocnego przygięcia i do zobaczenia nad wodą. 6 Cytuj
Marienty Napisano 4 Stycznia Napisano 4 Stycznia (edytowane) To ja też pokuszę się o krótkie podsumowanie. Początek sezonu baaaaardzo słaby. Na rybach byłem często i to od pierwszych dni stycznia. Mimo to, pierwszą sensowną rybę łowię dopiero 30 marca i był nią kleń 42cm (widzę po wpisie do GP). Pierwsza część roku była wyjątkowo słaba. Mimo wszystko druga część sezonu wynagrodziła wszystko. Były sandacze ( w tym spinningowy PB) - nigdy nie zaponę nocy konia, kiedy złowiłem złowiłem 7 sztuk. Były szczupaki na spinning. Były piękne wzdręgi na spławik. Były bolenie z spinning. Były amury na komercji (pierwsze w życiu). Były nocki z kolegami - więcej niż w latach ubiegłych ale też kilkugodzinne wypady w doborowym towarzystwie. To był jeden z lepszych sezonów ostatnimi laty!!! Edytowane 4 Stycznia przez Marienty 6 Cytuj
maniu394 Napisano 4 Stycznia Napisano 4 Stycznia Mój sezon z kolei był do d... . Sporo spraw nie pozwoliło na dłuższe wyprawy . Karpia złowiłem aż jednego (+- 8kg) , było trochę płoci , niewielkich leszczy i brzan . Suma brak , sandacz aż 1 niewymiarowy , o szczupakach nawet nie wspominam. Wpadło trochę okoni , co prawda też nie za dużych, kilka tęczaków , źródlak i dawno niezłowiony lipień( pewnie ostatni w tamtej rzece). Nowy Rok to też nowe plany , nowe metody do wypróbowania i powrót na zapomniane łowiska . Fajnie by było też spotkać się ze znajomymi nad wodą , co ostatnio nie bardzo mi wychodzi . Połamania dla wszystkich ! 3 2 Cytuj
tomek1 Napisano 5 Stycznia Napisano 5 Stycznia No ładnie podsumowaliście 🤩 Zobaczmy co u mnie wyszło z planów. W dniu 2.01.2025 o 02:14, tomek1 napisał: Co w 2025? W styczniu oczywiście chciałbym trochę lodu. W lutym jak tylko warunki pozwolą, to zacznę sezon muchowy jeszcze wcześniej niż w 2024 roku. Wiosną będzie sporo rzecznego łowienia, pewnie trochę tęczaków. W maju szczupak, a kto wie może wreszcie boleń? Być może znów uda się wyskoczyć na belonę. W czerwcu chciałbym więcej czasu poświęcić sandaczom, mam niedosyt w ostatnich latach. Z sumem już nic nie planuję, wolę się pozytywnie zaskoczyć. Wczasy- będzie łowione niezależnie od miejscówki. W lecie fajnie byłoby znów podpompować rekord brzany. I zgłębiać tegoroczne odkrycie- method feeder w rzece. Jesień mam nadzieję dobre łowienie drapieżników. Chciałbym pojechać do Norwegii, ale jeszcze nic nie mam zarezerwowane na sztywno. I cichutki plan- próbować wciągać młodego w łowienie. Niestety na lodzie byłem tylko raz, nie było warunków. Zgodnie z planem łowiłem w rzece (czasem udało się namówić młodego na ryby choć ciągle za rzadko). Zgodnie z planem zacząłem z muchą już od początku sezonu. Ryb było sporo, choć minimum dwie ryby na poziomie życiówki wygrały ze mną... Najwięcej w życiu łowiłem na streamera, którego wcześniej nie ceniłem. Jak co wiosnę już od początku łowiłem też sporo karpików. W tym nastawiłem się na łowisku stowarzyszenia na okazy, których nigdy tam nie łowiłem i kilka ładnych jak na nasze warunki ryb 7-8 kg udało się wyjąć. Dalej łowiłem też trochę rzecznych ryb. Wiosna to też tęczaki. W tym roku jak nigdy sporo jeździłem na różne zawody. Kilka razy zaliczyłem pudło ale zdarzały się i ciężkie lania. A teraz bolesne nuty. Szczupaki w maju- same szkuty. Sandacze- nawet nie było czemu zdjęcia zrobić. Sumy- same małe. Dużo pracowałem nad wertikalem. Mimo słabej skuteczności jestem w sumie zadowolony. Sporo się nauczyłem od lepszych wędkarzy. Potrafię namierzać i wabić sumy. Czuję, że efekty nadejdą już w tym roku. W wakacje próbowałem w Turcji- dość śmieszny rejs- ja sam, dwóch ludzi z obsługi i cały duży statek dla mnie. Rybki niewielkie, choć Turcy mówili, że to good fish Jak wyciągnąłem podręczną torbę z drobnymi akcesoriami to stwierdzili, że na całym kutrze nie mają tyle sprzętu Kilka dni nad naszym morzem to tylko kilka leszczy i jeden mały węgorz choć przesiedziałem uczciwie każdy wieczór na główce portowej. W tym roku całkiem nieźle połowiłem karpi, jesiotrów i w mniejszym stopniu amurów ale jak to w tym roku- jedną życiówkę karpia straciłem. Czasem udało się młodego wyciągnąć. W tym dniu było grubo. Szkoda, że tak rzadko ze mną jeździ... Na komercjach zdarzały się przyłowy grubych karasi. Lub celowane polowy jak ta nowa życiówka lina, który był celem wyprawy na komercję. Oczywiście lato to również brzana. W tym roku ze zmiennym szczęściem. Dopiero nowe dla mnie miejsce przyniosło ładne łowienie i mnóstwo ryb. Klimat był nieziemski. W lecie od czasu do czasu dla urozmaicenia grube leszcze Sporadycznie zaglądałem też na pstrągi. Jesienią kolejna wyprawa do Norwegii. Niestety ze względu na wietrzną pogodę udało się tylko 3 dni w miarę normalnie pływać. Z rybami było przez to słabo. Nadrabiały widoki i zorza, której naoglądałem się na zapas. Na szczęście wyprawę uratował pierwszy w życiu halibut złowiony dosłownie kilka godzin przed końcem wyprawy. Uczucia drżenia łydek przy holu nie miałem co najmniej ze 20 lat a ten skubaniec mi to zapewnił Jesień najsłabsza dla mnie od lat. Drapieżniki bardzo słabo, krótkie szczupaczki i sandacze, jeden niezły okoń. Czasem klimat był magiczny. Chociaż późno listopadowa zasiadka karpiowa przyniosła niespodziewanie dobre efekty Rok kończę szczupaczkiem parę dni przez końcem roku. Trudno mi jednoznacznie ocenić ten sezon. Niby trochę ładnych ryb złowiłem, powalczyłem nieźle w zawodach, złowiłem pierwszego w życiu halibuta. Z drugiej strony pod kątem drapieżników ten roku był dla mnie dramatycznie słaby mimo, że całkiem dobrze się do tego przykładałem. W nowym roku chciałbym właśnie popracować mocniej nad drapieżnikami, złowić dobre sumy na wertikala. Może spróbować zaatakować życiówki z brodą w karpiu i amurze (szczerze wątpię w amura). Niezmienny plan na podbicie życiówki w brzanie. Wreszcie w czerwcu w Norwegii zdobycia nowych doświadczeń, mam już ładnego dorsza i halibuta na koncie. Teraz chciałbym połowić ryby toni np. duże rdzawce na lekkie przynęty. Choć i na grube ryby będę polował w niekończące się dni polarne. Niezmiennie chciałbym żeby syn złapał bakcyla na trwałe. I na koniec mieć odpowiednio dużo czasu na to wszystko. 2 Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.