Skocz do zawartości
tokarex pontony

DawidSokołowski

Użytkownik
  • Ilość dodanej zawartości

    69
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    6

DawidSokołowski last won the day on September 3

DawidSokołowski had the most liked content!

Reputacja

156 Excellent

Informacje o profilu

  • Płeć
    Male
  • Lokalizacja
    Olsztyn
  • Zainteresowanie
    Wędkarstwo, książki, sport

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Hej raz jeszcze! Jak się okazało, pieniążki na dalsze leczenie Wojtka zbierane są dalej. Dorzuciłem swoją cegiełkę i wystawiłem do licytacji kilka woblerów (Dorado, Salmo, Sławka Kurzyńskiego, Andrzeja Lipińskiego oraz jeden mojej produckji) i ekstra podbierak (Ego). Licytacja trwa do jutra, do godziny 22. Pieniążki przelać będzie trzeba na konto fundacji pomagającej Wojtusiowi (co i jak dokładnie zostanie ustalone po wygraniu licytacji ze zwycięzcą). Link do licytacji. https://www.facebook.com/groups/2292318681003186/permalink/2298583523710035/ I tak na szybko jak wygląda sytuacja: dziś Wojtuś dostanie pierwszą dawkę chemii do oczkaa, drugie oczko wymaga niestety usunięcia... ale rodzice się nie poddają, więc pomóżmy im na tyle, na ile nas stać! Sory, że znów nie o rybach, ale... kurcze... są rzeczy ważniejsze!
  2. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Dzięki pomocy tysięcy dobrych ludzi maluch już jutro wylatuje do USA na leczenie Fajnie, że temat zbiórki uznać możemy już za nieaktualny Dzięki!
  3. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Panie i Panowie, dziś nie poniedziałek, ale i nie o rybach! Trzeba pomóc pewnemu dzielnemu człowiekowi. Dwuletniemu wojownikowi z Olsztyna, który walczy z siatkówczakiem - cholera zagnieździła się w obu oczkach tego malucha! Zachęcam do zapoznania się z historią chłopca, do licytacji oraz wpłacania pieniędzy (wylicytować można m.in dzień z przewodnikiem na bardzo dobrym łowisku "Ardung")! Do zebrania duża bańka! https://www.siepomaga.pl/oczka-wojtka https://www.facebook.com/wzrokdlawojtka/ https://www.facebook.com/groups/2292318681003186/ #wzrokdlawojtka
  4. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - Listopad 2018

    Przegrał z okazami... wrzucił zdjęcia samych małych ryb 😜 Miażdżysz swoimi wynikami @jaceen! Gratuluję powtarzalności sukcesów i konkretnych ryb! U mnie dwa lub trzy ostatnie tygodnie to wędkarski niewypał. Dziecko chore jak nie na to, to na tamto. Wszelkie związane z wędkowaniem plany musiałem odwoływać. Na rybach praktycznie nie bywałem. Dopiero w weekend udało mi się wyrwać i przełaziłem cały dzień brzegami Biebrzy. Dwa szczupaczki wyjęte. Były jeszcze cztery brania, ale ryby jakoś tak niepewnie chwytały przynętę i dosłownie po sekundzie holu spadały, a czasem nawet nie byłem w stanie ich zaciąć. Mój kolega, łowiąc na żywca co prawda, zaliczył tego dnia 24 (nie ściemniam) brania - i wyjął również tylko dwie ryby. Dziwny to był dzień Bardzo deszczowy, ale i mile spędzony. Baterie naładowane
  5. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Cześć koledzy Jesień to czas drapieżników: małych, dużych i tych największych. Szukamy najlepszych łowisk licząc na ogromne wędkarskie emocje. Emocje towarzyszą też debatom na temat samych łowisk. Które są dobre, a które nie? Gdzie warto się na zębate wybrać? Aby pomóc Wam podjąć decyzję, wrzuciłem na mojego bloga http://zwedkowani.pl opis jeziora Wersminia. Myślę, że zawarłem w nim trochę cennych, z logistycznego punktu widzenia, informacji. Zapraszam do czytania artykułu i mojego bloga, na którym oprócz niniejszego wpisu pojawiły się też inne Pozdrawiam! Link do tekstu oryginalnego https://zwedkowani.pl/index.php/2018/10/14/lowisko-wersminia/ Łowisko Wersminia - jedni upatrują w nim kawałka Szwecji. Inni dementują: skandynawskie są tam tylko ceny! Osobiście, zamiast serii uniesień, zahaczyłem tam o wędkarskie dno - w dosłownym znaczeniu czyli z całkowitym brakiem brań włącznie (podczas jednej z wypraw). A zatem: czy to Szwecja już? Kto czytał “Potop” ten wie, że nie wszystko co szwedzkie nam służy. A że choć Wielkopolska padła (i to do Trylogii animozja) to nie wszystko stracone - pomimo że dwa razy spłynąłem z łowiska o kiju to naprawdę nie ośmielę się stwierdzić, że ryb tam nie ma. Do oceny rybności akwenu nie czuję się wciąż upoważniony. A czemu? Ano dlatego, że to jednak Polska właśnie. Mazury. Wieś Martiany. Wjeżdżamy na łowisko przez bramę - nie zaliczyliście nigdy dwóch zer po rząd? - dojeżdżamy pod chatkę Jurka. Witam, Panie Jurku! - na starcie otrzymasz upomnienie i wzbogacisz się o cenną wiedzę: “na Pana trzeba mieć wygląd i gadkę”. Wsadzi jobów jak trzeba, wszystko dla Ciebie zrobi - jak zrezygnujesz z nocki to pozwolenie na dzień następny przesunie. Łódkę swoją prywatną “kopsnie”, dobre miejsca na jeziorze wskaże. Jurek, Jurek, Jurek. Poczciwy Juruś. Rozmawiasz z nim 20 minut, a jakbyś go całe życie znał. Łowisko Wersminia - na kwaterze. Na salonach zarządza Kasia. Mieszkanko bez szczególnych wygód. Ugotować ugotujesz, wykąpać już się nie wykąpiesz, ale weźmiesz prysznic. Przepaloną żarówkę jakby coś Jurek wymieni. Ułożysz na wersalce zmęczone po ciężkiej podróży członki, albo ruszysz “cztery litery” i pójdziesz po to, po co żeś tam przyjechał - prostą ścieżką nad jeziora brzegi. Koszty Z przyswojoną wcześniej porcją wiedzy, z portfelem uszczuplonym o koszta noclegu (ceny jego nie pamiętam, ale chyba była przystępna, bo i żebym na nią narzekał tego też w pamięci nie zachowałem) sięgniesz znów do portfela. Koszty stricte wędkarskie rzeczywiście niskie nie są. Pięć dych za nockę, trzy za dzień, za łódkę kolejne trzy ( ale nie od łebka) czyli we dwóch lepiej się wynająć opłaca, a i we trzech można spinningować z pokładu jednej z ok 20 dostępnych kryp. Silne ręce starczą za silnik - jezioro duże nie jest. I wiesz co? Łódkę warto wziąć. Bez łódki, kolego, nie powędkujesz nawet z brzegu. Lądem dotrzesz co prawda, ale jedynie do kilku kładek leżących od strony ośrodka. Dla mnie to za mało. Dla Ciebie? - sam zdecyduj. A zatem, kotwica w górę! Płyniemy na łowy! No. I co teraz o wędkowaniu, a więc o rybach, ma powiedzieć gość, który może nie tyle, że nie złowił nic - bo coś tam z wody wyciągnął - ale było tego bardzo niewiele? No i, niestety, żadnych szczupaków - a o nie przede wszystkich na Wersminii chodzi. Spróbuję coś wydusić. A więc tak. Zębatych wyciągnąłem (łącznie) zero: na jednej trzygodzinnej i drugiej, całodniowej, wyprawie łajbą po jeziorze - słabo, oj słabo mi to wyszło. Białoryb za to kąsał - w trakcie pewnej nocy. Łowisko Wersminia i moje ryby Nocki, która... zakończyła się wraz z nadejściem nocy. Leszcze, płocie, krąpie (jeden połakomił się na kulkę 12mm - szalony) brały od 18 do 21. Trafiliśmy wraz z kolegą na okres naprawdę dobrego żerowania. Rzut za rzutem, branie za braniem i ryba za rybą - tak mijał nam wieczór (ciepły, bo sierpniowy). Tak zaczęła się wędkarska zabawa, zakończona wraz z zachodem słońca lub... spowodowana holem czegoś. Czego? Czegoś potężnego. Wędka karpiowa trzeszczała, ale nie pękła. Przypon za to strzelił (na zestawie kolegi) i po ptakach (po rybie). W sumie to po rybach, bo po zaciętym boju, woda pogrążyła się w mroku, a sygnalizatory brań zamilkły na dobre... Do dziś zastanawiamy się cóż to był za zwierz, ale ciągle nie znamy odpowiedzi. Pewni jesteśmy tylko jednego: nie mogła to być ryba mała. I wspominamy ten moment, gdy tylko o Wersminii debatujemy: wrócić tam, czy nie wrócić? Łowisko Wersminia: warto czy nie warto? Jedno z moich najlepszych łowisk odkrywałem rok - rok schodziłem z niego o kiju. Jak dobrze, że wtedy miałem w sobie tyle zacięcia: dziś łowię tam przepiękne klenie! Dlatego, jeżeli pytasz mnie, czy warto jechać na Wersminię - odpowiem następująco. Naprawdę trudno mi ocenić to jezioro pod względem wędkarskim. Zbyt mało czasu na nim spędziłem. Chociaż... hol grubej ryby, na pierwszej wizycie… Chociaż, zero brań szczupaka... Z drugiej strony, wydaje mi się, że o łowisku tym mówi się na tyle dużo, że długo jeszcze będzie na ustach wielu. W świadomości całej rzeszy wędkarzy funkcjonować będzie jeszcze ogromny szmat czasu jako “polska szwecja”. Może nią jest, a może nie - nie wiem tego. Ale samo to już sprawia, że dla “spokoju wędkarskiej duszy” lepiej chyba tam być - chociaż ten jeden raz w życiu. Żeby potem nie żałować, że się tam nie było - po prostu. I może, też tak po prostu, warto sprawdzić co w wodach Wersminii piszczy?
  6. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - październik 2018

    @jaceen jak zwykle w formie
  7. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Cześć i czołem! Na blogu http://zwedkowani.pl sporo się dzieje. Oprócz wpisu, w którym podpowiadam w jaki sposób uwolnić przynętę z zaczepu i drugiego artykułu, w którym opisuję swoje doświadczenia z łowiskiem Wersminia, pojawił się też ten, który będziecie mogli za chwilę przeczytać. Tym razem piszę o roli podbieraka - roli bardzo, bardzo ważnej podczas wędkarskich wypraw. Zbyt wiele czasu poświęcamy doborowi przynęt, sporo dla wędzisk, żyłek i kołowrotków, a zdecydowanie za mało podbierakom - a przecież rybka, której nie podbierzemy, nie jest rybą złowioną. Dlatego warto inwestować w podbierak odpowiedni. Czyli jaki? A no, taki! Pozdrawiam i życzę miłej lektury Link do tekstu oryginalnego: https://zwedkowani.pl/index.php/2018/09/30/podbierak-wedkarski/ Podbierak wędkarski - gadżet na rybach nie(d)oceniony Moment złowienia ryby poprzedzają trzy etapy: zacięcie, hol i podebranie: ręką, z pomocą nogi (widziałem taki wyczyn), ale też przydatny może okazać się podbierak wędkarski - gadżet na rybach nie(d)ocenionym. Podbierak jest sprzętem niedocenionym przez wielu - tak właśnie uważam - posiadającym za to nieocenioną użyteczność. Zdecydowanie za mało uwagi przykładamy do kwestii podbierania ryb, dlatego zdarza się nam tracić te, których stracić nie mieliśmy prawa. Przypominasz sobie te chwile? Nowy “personal best” był tuż, tuż... A przecież wystarczyło mieć odpowiedni podbierak... Odpowiedni czyli jaki? Taki, który da Ci największe szanse wyjęcia ryby z rzeki czy jeziora. Akwenu o brzegach zarośniętych lub całkowicie wolnych od roślinności. Z dnem pozwalającym brodzić, bądź zamulonym tak, że aż strach zrobić krok. Ważne jest abyś wiedział w jakich warunkach będziesz wędkował - i to jest pierwsza potrzebna informacja, od której uzależnić powinieneś wybór modelu podbieraka. Jakiej wielkości ryby masz szansę “ustrzelić”? - to drugie i z grubsza ostatnie co powinieneś wiedzieć. Nie za dużo tego, ale tyle wystarczy. Gdy już posiądziesz tę wiedzę, idź do sklepu. A tam - podbieraków ci u nas dostatek - przywita sprzedawca. A Ty - parafrazując dalej - kup któryś jako wróżbę przyszłego zwycięstwa - nad kleniem, boleniem, szczupakiem… Który? Na to pytanie tylko jedna osoba zna odpowiedź. Ty sam, bo tylko Ty wiesz gdzie będziesz łowił, na jakie ryby polował. Ode mnie otrzymasz tylko jedną radę: lepiej kup podbierak za duży niż za mały. Z rączką nazbyt długa niż przykrótką, bo lepiej jest sięgnąć podbierakiem za daleko niż zbyt blisko. Lepiej niech się ryba w nim swobodnie pluska, niż ma z niego wypaść lub w ogóle się do niego się nie zmieścić. Podbierak wędkarski - inne parametry. Te dwa parametry są najistotniejsze: długość rączki, wielkość “kosza”. Ja tak przynajmniej uważam. Ryba bowiem równie "ochoczo" wpłynie do każdego podbieraka. Nieważne drewnianego czy plastikowego. Nie chcę jednak powiedzieć aby rodzaj materiału z jakiego jest on zrobiony, jakość wykonania czy ciężar nie miały w ogóle znaczenia. Otóż mają je, ale... ….tylko dla Ciebie! Wpływają na komfort łowienia, lekkość brodzenia, no i… kurcze. Fajne zdjęcia się przy drewnianym podbieraczku robi! Dobrze jest gdy podbierak ma zaczep, za pomocą którego przymocujesz go do kamizelki. Gumową siatkę, która niweluje problem występujący przy siatkach tradycyjnych - wczepiających się w nie kotwic. To wszystko są niezaprzeczalne plusy. Dlatego szukaj podbieraka, który je wszystkie posiada, a gdy już go znajdziesz - kup. Jeżeli jednak masz wybierać pomiędzy sprzętem o odpowiednich parametrach technicznych, a takim, który ładnie wygląda, jest lekki, fajny i “cacy”, ale jest za mały czy zbyt krótki - wybierz ten pierwszy. Jeżeli wymaga tego łowisko, weź podbierak karpiowy. Nad pstrągowa rzekę na przykład. Nie świruję, zrób to - gdy naprawdę musisz. Gdy w rzece pływają 80 cm kropki, a dostępu do do nich broni 1,5 metrowy pas trzcin. Nigdy nie przekładaj mody i lansu nad użyteczność. Jeżeli ktoś chce to zrobić, to ogłaszam, że mam w kuchni sitko w niezłym designie. Z chęcią pożyczę… na metrowe szczupaki. Podsumowanie. Wędkarstwo to sztuka. Ale bez szczęśliwie zakończonego holu, uczestniczymy nie w spektaklu zwieńczony sceną złowienia pięknej ryby, ale stąpamy po deskach “Teatru dramaturgii i frustracji wędkarskiej”. Najbardziej “bolą” te ryby, które czmychają nam spod rąk. Możemy najcelniej na świecie podawać im przynęty. Z gracją prowadzić je na żyłce. Możemy zrobić wiele, ale ryba która nie trafia nam do ręki będzie zawsze, ale to zawsze, rybą której nie złowiliśmy. Przez podbierak do ręki idzie sobie rybka i obdarowuje nas pełnią wędkarskiego szczęścia. Nie zapomnijcie o tym. Nie zapomnijcie następnym razem zabrać na ryby podbieraka!
  8. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - październik 2018

    @salto gratuluję fajnego sandała
  9. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - październik 2018

    @ESSOX "rekord" tego bolenia, zdaje mi się, mogłem w dalekiej przeszłości pobić
  10. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - październik 2018

    Masz rację @jaceen 40 + to jest już fajna rybka. Dwa lata temu, gdy był to już mój chyba 4 sezon pod rząd praktycznie w 100% poświęcony kleniom, łowiłem po 2-3 takie sztuki na wypad. Jakieś pięćdziesiątaki też wpadły w życiu, ale raczej pojedyncze sztuki. Później rok przerwy od ryb i ... szukaj panie od nowa. Chytre rybki i u mnie co roku w innych miejscach stoją.🙂 No, ale szukam. W tym sezonie, pierwszy raz także jesiennych kluch. Na mojej rzece - Łynie - niestety jesienią złowić klenia to wielka sztuka. Nie znam nikogo, nikogo dosłownie, kto je o tej porze roku łowi na spina. Z gruntu czasem coś ktoś trafi. Ryby zapadają się pod ziemię - dosłownie. No i na takie właśnie kleniowanie wybrałem się ostatnio. Większe woblery - nowe dla mnie. Obławiam spowolnienia nurtu, cofki i głębie na zakrętach oraz wyjściach z nich. Efekt? Nie trudno w sumie podczas takich wypadów o szczupacze przyłowy. Ale kluch dalej nie ma. Nie narzekałem jednak. Żyłeczka 0,16, przyponu brak. Dobra zabawa była😊 Dwie sztuki wpadły. Jeden tylko wypad w weekend zaliczyłem.
  11. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Witam tych, którzy czekali na wpis. Siemka nieoczekującym i mającym mnie dość - cześć Wam wszystkim Ostatnio sporo się u mnie dzieje. Mało mam czasu na pisanie, ale sporo wędkuję - na nowych łowiskach - dlatego trudno o jakieś spektakularne efekty moich podchodów. Coś tam się jednak co jakiś czas uwiesi 😊 Jak wspomniałem, czasu aby zasiąść do klawiatury mam niewiele, ale staram się nie zwalniać tempa. Na blogu http://zwedkowani.pl pojawiło się kilka nowych artykułów. W tym te, które zostały napisane dla firmy Dragon, z którą nawiązałem współpracę. Dziać się to zaczęło czas niedługi po tym, gdy wrzuciłem tu swój wpis o plecaku Dragon Chest Pack. PRZYPADEK? 😜 A może magia haczyka? 😊 Czytajcie jeśli macie ochotę No... i tak jakoś mi się fajnie wszystko kręci. A na dziś przygotowałem dla Was wpis dotyczący produktu innego producenta. Wobler Horn 4 Andrzeja Lipińskiego - mój kleniowy i nie tylko ulubieniec. Może i Pan Andrzej się odezwie 😉 A tak już na serio, mam nadzieję, że u Was też wszystko się układa 😊 Link do tekstu oryginalnego: https://zwedkowani.pl/index.php/2018/09/16/wobler-horn-andrzej-lipinski-hunter/ Moje wędkarstwo to wciągająca opowieść, a ten wobler to bohater najbardziej w niej tragiczny! Szuka, ciąąągle szuka (swojej wybranki), a gdy już ją znajdzie, ona odchodzi (odpływa raczej) dostając wcześniej całusa (dobra, nie robię tego, ale fajnie to brzmi). Wtedy on do poszukiwań swych wraca. I tak w kółko panie Macieju, to znaczy Panie Andrzeju Lipiński - bo do Pana kieruję te słowa. Odkąd kupiłem woblera “Horn 4” moje wędkarstwo stało się pasmem takich właśnie wydarzeń tragicznych! Akcja Akcja jak na Titanicu. Okręt płynie sobie spokojnie, kolebie się na boki, aż tu nagle łupnie go coś z prawej burty i tonie - tak to zazwyczaj bywa, gdy Horn wisi na agrafce. Wobler Horn 4 Andrzeja Lipińskiego pracuje nieszablonowo i dlatego pracy jego nie chcę jednoznacznie określać (choć sam jego twórca pisze o niej jako o subtelnej pracy X). Ja natomiast o woblerach tego typu mówię, że są przynętami płynącymi. Dobrze czytacie, nie pomyliłem się. Nie chodzi mi o to, że jest to wobler pływający (chociaż do pływających też się zalicza). Horn 4 płynie: z nurtem lub pod nurt. Na pełnym luzie. Poddaje się działaniu prądów wodnych, potrafi o mało co się nie wywrócić, ale wraca - zawsze - do swojej pozycji, by ponownie kolebać się: z boku na bok, z boku na bok. W rytmie jaki narzuca mu rzeka, ale też... Pokaże pazur, gdy wędka szarpnięta szybkim ruchem nadgarstka wymusi na nim migotliwe, prędkie ruchy: raz, raz, raz! Po czym wraca do naturalnego rytmu i płynie dalej. Ale nie za głęboko… No właśnie, Panie Andrzeju, czemu Pan ograniczył, skutecznego co prawda i w tej wersji woblera, tylko do modelu pływającego? To tragedia - dla mnie jako wędkarza! Tonący Horn jest równie skuteczny! Wyrzucony leci dalej, prowadzony schodzi głębiej. I wcale nie teoretyzuję. Dostało mi się parę lat temu kilka takich właśnie sztuk, obarczonych “błędem w produkcji” - tak to producent wówczas wytłumaczył. Po kilku wyjściach nad wodę poprosiłem o jeszcze kilka taki “wadliwych” woblerów. Usterki zostały jednak naprawione, produkcja wróciła na właściwe tory. Wszystkie moje woblery zabrała z czasem rzeka... Szkoda, szkoda, szkoda. Ciągle jednak ich używam. Dlaczego? Bo są łowne! I to jak! Dały mi całą masę ryb: boleni, szczupaków, okonia - jako przyłowy. I kleni - dla nich właśnie Horna 4 na agrafkę zakładam. Najczęściej w kolorze BL. Zdarzają się miłe przyłowy! Jednak to właśnie opisywana przeze mnie, specyficzna praca woblera sprawiła, że Horn 4 stał się moją przynęta numer 1 na wiosenno letnie kleniska. Polecam ją wszystkim łowiącym na rzece Łynie. Chapeau bas, Panie Andrzeju! Trudno jest napisać dobrą, wędkarską opowieść - zwłaszcza gdy chodzi o “kluski”. Czyli, już bez metafor, ciężko złowić dorodnego klenia. Chapeau bas, Panie Andrzeju, za kreację głównego bohatera moich opowieści - czapki z głów za Horna 4! Jest skurczybyk skuteczny - to też żadna przenośnia. PS o wersję tonącą jednak bym prosił
  12. DawidSokołowski

    Co nowego kupiliscie...

    Coś dla szczupaka - pod niedzielny wypad na Wersminię. I coś dla mnie - do poduchy
  13. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    Odwieczny dylemat wędkarza: iść czy nie iść? Iść! - oto jest odpowiedź
  14. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    Po sobotnim laniu od miejscowych ryb, dziś się odkułem - na nieco bardziej oddalonym od Olsztyna odcinku Łyny. Brań miałem zdecydowanie mniej niż wczoraj, ale za to skuteczniej machałem wędą. Wczorajsze 0 osłodziłem sobie dwiema złowionymi rybkami - małym szczupaczkiem i Bolkiem 😁 Ryba, wyjęta na kleniowy zestaw z żyłką 0,16, fajnie szła. Przynęta jednak już typowo boleniowa 🙂
  15. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    Podlasie jest piękne! Łowiłem na rzece, na której stawiałem swoje pierwsze wędkarskie kroki. Rzeczka Ełk się nazywa. 15 lat mojej na niej niebytności nie napawało optymizmem pod względem wędkarskim. Udało się mi jednak przechytrzyć kilka kleni. Fajna, sentymentalna podróż! I cholernie trudne warunki: woda zarośnięta na maksa z brzegu jak i w korycie.
×