Skocz do zawartości

DawidSokołowski

Użytkownik
  • Ilość dodanej zawartości

    55
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    6

DawidSokołowski last won the day on September 3

DawidSokołowski had the most liked content!

Reputacja

129 Excellent

Informacje o profilu

  • Płeć
    Male
  • Lokalizacja
    Olsztyn
  • Zainteresowanie
    Wędkarstwo, książki, sport

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    Podlasie jest piękne! Łowiłem na rzece, na której stawiałem swoje pierwsze wędkarskie kroki. Rzeczka Ełk się nazywa. 15 lat mojej na niej niebytności nie napawało optymizmem pod względem wędkarskim. Udało się mi jednak przechytrzyć kilka kleni. Fajna, sentymentalna podróż! I cholernie trudne warunki: woda zarośnięta na maksa z brzegu jak i w korycie.
  2. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Hej Panowie i Panie! Wrzucam tekst do poniedziałkowego obiadu. Tym razem na moim blogu http://zwedkowani.pl poruszam kwestię niełatwą. Ideologia Catch and release budzi kontrowersje. Rodzi spory - w tym rodzinne (pozdrawiam, Cię Tato ) Jedni ryby wypuszczają, inni zabierają, bo "karta musi zwrócić" albo po prostu lubią rybkę zjeść. Swoim tekstem chciałem zwrócić uwagę nas wszystkich - wędkarzy - na inną stronę C&R. Nie etyczną i nie finansową. Dyskusji na tej płaszczyźnie mam powyżej... nosa. Są jałowe, bo każdy upiera się przy swoim zdaniu. A czemu? Różnimy się wiekiem, jesteśmy wychowani w różnych czasach, mamy na pewne sprawy całkiem inne poglądy. Tego raczej nie zmienimy. No, ale w końcu wszystkim nam chodzi o to samo - łowienie jak największej liczby, jak największych ryb, prawda? Dlatego może kiedy zastanowimy się czy C&R przynosi wymierne korzyści (w postaci większej ilości ryb, które mamy szansę złowić) to może jakoś się w końcu dogadamy. A przynajmniej przestaniemy sobie skakać do gardeł (z Tatą nie dyskutuje aż tak mocno jak co niektórzy w internecie, ale też bywa nieźle ) Może ktoś, po przeczytaniu tego co mam do powiedzenia, zacznie ryby wypuszczać. Ale czy warto? Czy catch and release działa? Przeczytajcie! Link do tekstu oryginalnego: https://zwedkowani.pl/index.php/2018/09/09/catch-and-release/ Chciałbym tym tekstem obalić mit ,,Catch and release”. Jego zbawiennego wpływu na rybostan naszych wód – ryb wcale przecież nam nie przybywa. Nie mam przy tym zamiaru bronić stwierdzenia, że C&R nie przynosi efektów – widzę je, pomimo że ryb jest coraz mniej. Paradoks? Żaden paradoks. Posłuchajcie co mam do powiedzenia w tej sprawie. W Polsce źle się dzieje. Za komuny ryby były. W latach 90. jeszcze też. Im bliżej teraźniejszości tym bywało gorzej. Prawda jest taka, że polscy wędkarze przez kilkadziesiąt lat łowili, waląc przy tym (sorry za określenie) w łeb wszystko to co złapali, a ryb i tak nie brakowało. Do czasu. Dziś, kiedy wielu z nas wyznaje ideologię ,,złów i wypuść”, ryby oczywiście są, ale jest ich mało. Nieporównywalnie mniej niż kiedyś. Czy na tej podstawie możemy pokazać ideologii C&R czerwone światło? Dla niektórych jest to główny argument ku temu. Mamy w Polsce cholerny problem z gospodarowaniem zasobami wodnymi – ja natomiast tylko taki wniosek mogę wyciągnąć z owej spadkowej tendencji, z którą C&R nie ma nic wspólnego. Gospodarka niegospodarności. W roku 2014 NIK sporządził raport o sposobie prowadzenia ,,gospodarki” rybackiej na jeziorach mazurskich. W cudzysłowie, bo to o czym się czyta, z gospodarką – a więc racjonalnym zarządzaniem powierzonym dobrem – nie ma nic wspólnego. ,,Z roku na rok spada wydajność rybacka jezior” – taki wyciągnięto wniosek z kontroli – a więc i wydajność wędkarska również leci na łeb na szyję. Jako przyczyny wymienia się: rozrost populacji kormoranów, nieprzestrzeganie limitów odłowów rybackich i połowów wędkarskich oraz ogólną niegospodarność (z całkowitym brakiem zarybień włącznie)! Taką oto ,,gospodarkę” rybacką prowadzi się obecnie w Polsce. Gorszą nawet od tej, która była centralnie sterowana. I dlatego złowione ryby możemy sobie wypuszczać – ile komu dusza zapragnie. Sto na rok, dwadzieścia pięć na godzinę, pięćset w miesiącu, a nawet wszystkie – zawsze i wszędzie. Ale i tak przy panujących realiach nie sprawimy, że będzie ich więcej. Smutne, prawda? Ale nie smućcie się za bardzo, bo jednak COŚ tam zdziałać możemy. ,,Catch and release” daje radę nawet w polskich warunkach! Tak jak mówiłem, choćbyśmy wypuszczali 100% złowionych ryb, nie zatrzymamy toczącej naszych wód choroby. Żeby tak się stało potrzebnych jest nam kilka ustawodawczych zmian, setki kontroli i idących w dziesiątki tysięcy złotych kar – jestem tego aż nadto świadomy. Wiem też, że możemy czekać na czas ich nadejścia na dwa sposoby: z założonymi rękoma, lub z rękoma… wypuszczającymi złowione ryby. I ja wybieram tę drugą opcją, bo… Wypuszczając jedną rybę świata co prawda nie zbawimy. Sprawimy jednak, że ryb z danego akwenu ubędzie mniej. Czysta matematyka? No nie do końca, ponieważ nie ratujemy w ten sposób tylko tego jednego życia. Zwracając wolność, ofiarujemy rybie również możliwość przystąpienia do tarła, z którego przyjdzie na świat liczony w setkach, a nawet tysiącach narybek. I o te nienarodzone jeszcze zwierzątka, dzięki naszej postawie, polskie jeziora, rzeki i stawy również nie ubożeją. Post scriptum 3 marca 2018 roku, w świetlicy Instytutu Rybactwa Śródlądowego Uniwersytetu Warmińsko Mazurskiego w Olsztynie odbyło się coroczne, Walne Zgromadzenie członków Towarzystwa Miłośników Pasłęki “Passaria”. Spośród przemówień wielu moich kolegów w pamięci zapadło mi szczególnie jedno. Rzutnik zaświecił, a na ścianie pojawił się wykres. Czerwona (jak dobrze pamiętam) linia szła po skosie, wysoko, wysoko, aż do samej góry – …rok 2014, 2015,2016, 2017… Od kiedy klubowy odcinek Pasłęki stał się odcinkiem ,,no kill” liczba łowionych ryb zaczęła lawinowo rosnąć – tak podsumował to, co widzieliśmy nasz klubowy kolega. Jaki z tego wniosek? Catch and release działa! Inaczej na wodach takich jak ,,moja” Pasłęka, gdzie kłusownika widać z rzadka, a rybaka wcale. Tu efekt jest namacalny i przekłada się wprost na zwiększenie liczby pstrągów – tych pływających w rzece no i tych łowionych. Inne skutki przyniesie tam, gdzie presja na rybie mięso jest duża – w takich przypadkach wyniki wędkarskie mogą być nawet coraz słabsze. C&R działa jednak również i tu, mimo że tego nie widzimy. I na koniec ,,wisienka na torcie”. Na Pasłęce wędkarze łowią te same ryby, spod tego samego kamienia przez kilka lat. Cholera, jakie to piękne!
  3. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    Koło od Stara kolego, koło od Stara! @bumtarara przepiękny ryba. Szczere gratulacje Teraz trochę głupio mi wstawiać mojego okonia, ale niech będzie 😜 Kleniki coś nie chciały ostatnio współpracować, ale że złowiłem kilka okoni, więc tym razem poszedłem nad rzekę właśnie po pasiaki. Inny woblerek, inna technika prowadzenia i usiadł taki zuch Moja mina smutna, bo zmęczony człek był po robocie. I ten ryjek nieogolony (do dziś) ;d Wypad szybko i na wariata na olsztyński odcinek Łyny. Fajna i przyjemna godzinka, może półtora, wędkowania Do weekendu L4, w weekend jadę w rodzinne strony. Mam nadzieję, że jakieś fajne fotki z Podlasia tu wrzucę.
  4. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    @Goliat mam podobne jeziorko, z tą tylko różnicą, że tam akurat na łódce się nie połowi, bo jest wprowadzony zakaz pływania. I też sporo o nim legend krąży. Wędkarsko w tym momencie jest praktycznie nieużywane. Rybacko z tego co wiem również. Więc ryba musi tam być😎 Planowałem je jakoś podejść, ale na planach się skończyło. Ale po tym co napisałeś to chyba jednak wezmę się za nie na wiosnę Fajny połów. Mnie wykluczyło z ryb choróbsko. No, jedno wyjście na klenie było, ale bez szału się skończyło
  5. DawidSokołowski

    DUZE LESZCZE ZANETA - Porady od was

    Zdecydowanie mniej zanęty sypkiej, a więcej grubej radzę, bo piszesz o dużych leszczach. Jak łowisz na nieznanym Ci łowisku to zacznij od kukurydzy i ewentualnie grochu - to ryby zazwyczaj znają. Jak wiesz co mniej więcej lubią to dodaj jakiegos gotowca trochę. Nie przekombinuj, a będą efekty No i jak masz zamiar nęcić dłużej miejscówkę i wiesz, że leszcze są to zacznij, powiedzmy od sypania 2kg dziennie. Jak po kilku dniach będziesz miał pewnosc, że lechy podeszły to wrzucaj jeszcze więcej. Ławica leszcza opitoli bez problemu i 10 kg. Oczywiscie nie możesz też przesadzić, bo zakwasisz łowisko i będzie kiszka
  6. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    Odzywaj się śmiało Co do łowienia we dwóch, to zauważyłem podobną zależność. Mój kolega, z którym często łowię, również. Jak jesteśmy razem to łowimy coś tam. Jak sami, to podsyłamy sobie zdjęcia z fajnymi rybami. To chyba kwestia ciszy nad wodą i większego skupienia. W weekend mam jechać z nim na klenie, dlatego z góry go uprzedziłem, że jak pojedziemy razem to złowimy dwa pięęękne, okrąąąąągłe... zera
  7. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    Konkretni wędkarze kojarzą mi się z poszczególnymi gatunkami ryb, ale Ty @jaceen, kojarzysz mi się ze wszystkim co w Odrze (dobrze pamiętam?) pływa. Szacun za wprowadzanie ciągłych innowacji do Twojego wędkarstwa, no i za ryby! Jak kiedyś będę gdzieś na Twoich rejonach to pozwolę sobie się odezwać i zaprosić Cię, albo raczej poprosić Ciebie o zaproszenie na ryby A dziś poproszę.. albo nie, nie będę prosił, tylko wrzucę na fan page mojego bloga link do artykułu o okoniach i popperach - Twojego autorstwa rzecz jasna Mam nadzieję, że się nie obrazisz
  8. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - wrzesień 2018

    U mnie też coś tam było, ale bez szału😉 Dwie największe ryby zerwałem - klenia i okonia. Złapałem za to masę klusek w przedziale 30-35 cm i kilka okoni na 24-30 cm. Jednemu z pasiaków wyszły całkiem klimatyczne zdjęcia. Robione po ciemaku telefonem, więc jakość jest jaka jest 😁 Taki jakiś do predatora podobny 😋
  9. DawidSokołowski

    Wędkarskie poniedziałki ze zwedkowani.pl

    Witam w te piękne wrześniowe popołudnie Dziś wszystko odbywa się tak jak ma być. Była praca, po pracy runda po placu zabaw - poprzedzona kursem do żłobka. Teraz czas na obiad, a po nim nastaną próby zrozumienia pierwszych słów syna (dumny jest tata!😊) i znoszenie jego humorów - to niesamowite, że tak mały człowieczek potrafi tak dużo nabroić 😉 Później sen Kajtka połączony z nieobecnością żony - czas dla mnie i pracę nad kolejnym tekstem. No i na moją ukochaną kawę!👍 Lawiruję więc tak przez cały dzień, od zadania do zadania, ale pamiętam też o moim ulubionym forum wędkarskim - mówię oczywiście o haczyku! I wrzucam kolejny tekst z bloga zatytułowany: AKCJA: "SIERPNIOWY LIN 2018" Czyli krótkie podsumowanie minionego miesiąca, który w 100% poświęciłem prosiaczkom😎 Z wędkarskim pozdrowieniem! Czy to była jakaś zorganizowana akcja? Taka akcja żeby złowić lina! “Sierpniowy lin 2018” się zwała, a teraz przechodzi do historii. I melduję, że zakończyła się totalnym powodzeniem! A zaczęło się dawno, dawno temu… Czyli jakieś trzy lata wstecz.Wtedy to stwierdziłem, że złowię lina. Postanawiam! - powiedziałem pewnego dnia. I tyle. Spośród 730 i jeszcze kilkudziesięciu dni, jakie minęły od chwili złożenia tego świętego przyrzeczenia, na nęcenie linów poświęciłem chyba “aż” ze trzy. Łowiłem (strzelam) z pięć razy, na łowiskach gdzie liny co prawda były, ale że szukałem ich w czerwcu czyli wtedy kiedy zapewne miały tarło, no to co miałem złowić jak nic nie złowiłem? Biorę się za Ciebie! Zliczyłem w tym czasie multum kropek pasłęckich pstrągów i łusek łyńskich kleni, ale ciągle ukradkiem zerkałem na nie.Patrzyły na mnie przez cały ten czas swoimi czerwonym ślepkami - dorodne, internetowe liny. Łypały w moją stronę mięsistymi pyszczkami, aż w końcu uległem ich czarowi. Omamiły mnie i wiedziałem, że muszę! Musiałem poczuć lina na wędce. Tak więc w sierpniu tego roku wziąłem się za prosiaczki - pierwszy raz w życiu na poważnie. Wybór łowiska. Warmia to kraina lina. Kogo nie spytasz każdy go złowił: tu lub tam. Teoretycznie więc szansa na wybór dobrego łowiska był duża, ale jeszcze większa na kompromitację. No bo jeżeli lin jest wszędzie, to siara jak go nie złowisz, chłopie… zwłaszcza, żeś jest autor poradnika: "Jak wybrać łowisko?" Tak więc, na litość boską, szukaj! Szukałem więc, a czy znalazłem? No jak nie jak tak! A teraz zdradzę Wam pewien sekret. Tylko ciii... Wiecie jakie jezioro jest dobre na lina? Nierówne (hę?) To znaczy, takie tego... nooo, krzywe (co on bredzi?) Krzywe, ale z nazwy. Inaczej mówiąc jezioro Ukiel - to tak dla informacji, jakby ktoś chciał połowić liny w Olsztynie. Osobiście na te właśnie jezioro postawiłem, a czy słusznie? No ja zabawę przednią miałem! Klucz do sukcesu akcji "Sierpniowy lin 2018". Na pusty hak to tylko pstrągi w Szwaderkach biorą (najlepiej na złoty). Olsztyńskie liny to inna liga, ale też nie mogę powiedzieć żeby były aż tak strasznie wybredne - na moje szczęście, bo mistrzem kuchni to ja nie jestem. Chociaż kukurydzę umiem jeszcze ugotować! Gotowałem więc i słodziłem: kukurydzę cukrem i żonie słowami (żeby za kradzież garów i wątpliwe nieraz zapachy krzywo na mnie nie patrzyła). Kilka razy trochę mi się "kuku" ukisiło i w zastępstwie ryb zjadły ją pewnie olsztyńskie dziki, które w osiedlowych śmietnikach czują się jak... liny w wodzie. Za to nie rozgotował mi się żaden ziemniak, ha! - też je czasem do jeziora wrzucałem. No i to tyle jeżeli chodzi o kulinarne moje dokonania. Jeżeli zaś o przynęty chodzi, to bezapelacyjnym numerem jeden została "puszkowa" do spółki z "dzikunami". Taka "kanapka" mięsno-warzywna wygrała zarówno z rosówkami jak i ziemniakami (nie wiem dlaczego, bo przecież tak świetnie kartofelki gotowałem - przypominam)! Takiemu rarytasowi, podanemu na zestawie spławikowym przegruntowanym, położonemu na głębokości ok. półtora metra trudno było się oprzeć linom. Wystarczyło zarzucić i czekać, bo cierpliwość linami jezioro Krzywe wynagradza. No i ostatni element układanki - godziny wędkowania. Lin to ranny ptaszek i wstaje o świcie - jak normalny... człowiek. Wędkarz (czyli ja) normalny nie jest i gdy inni śpią, on siedzi i patrzy w dwa jasne punkciki tkwiące martwo w jeziorze. Zarwałem sporo nocek zanim zrozumiałem, że zielona rybka wstaje razem z kurami. Czyli mniej więcej wtedy kiedy się słonko na horyzoncie pojawi - no może godzinę wcześniej. I taki oto był klucz do sukcesu w sierpniowych moich zmaganiach z linami. Była sobie taka zorganizowana akcja, żeby złowić lina. Zaczęła się w sierpniu i w sierpniu roku 2018 zakończyła. Weszły leszcze w łowisko i linów ni ma - żeby ładnie i rymem tę historię zakończyć.
  10. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - sierpień 2018

    W internetach pojawia się ostatnio sporo kleni. W tv mówią o epidemii Odry i Afrykańskiego Pomoru Swiń, ale o chorobie nr 1 - kleniozie - cisza
  11. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - sierpień 2018

    U mnie też tylko na to brały:)
  12. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - sierpień 2018

    @jaceen a już liczyłem na zdjęcie wymiarowej mewy Słyszałem o woblerach dobrych na wszystkie gatunki ryb, ale nie o takich, które działają na wszelkie gatunki zwierząt Fajny wypad @Goliat Konkretna rybka! Można wiedzieć na co się pokusiła?
  13. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - sierpień 2018

    @Don Gucak Skoro biorą to nie odpuszczaj. Ja odpuściłem, bo kilka wypadów kończyło się leszczami. Kolega za to próbował dalej i? Miał takie branie, że wbiegał w butach do wody, ryba wleciała w drugi zestaw, poplątała go, poszła w zarośla po czym trzepnęła porządnie trzy razy wędą i tyle było ją widać Kukurydza moczona w miodzie zwabiła liny z powrotem na łowisko - na ale ja już tak jak postanowiłem wracam do spina. Jakieś efekty już są. Piątek i sobota były owocne. Może jeszcze dziś wyskoczę na klenie. Sorry za jakoś zdjęcia ze szczupłym, ale tylko kalkulator mieliśmy na łajbie Szczupły trochę ponad 60, okoniowi zaś 2 cm do 30 zabrakło.
  14. DawidSokołowski

    Jak dziś było na rybach - sierpień 2018

    Ważne, że dalej biorą, bo ciągle masz szanse je złowić. U mnie jest gorzej - leszcze weszły na miejscówkę i liny gdzieś poszły Leszcze niby zgrabne, ale jednak nie o to człowiekowi chodzi.
  15. DawidSokołowski

    Muszkarstwo - Wrocław i okolice.

    Zazdroszczę złowienia ryb, których sam nie złowiłem. I to w takich gabarytach Ale kiedyś ktoś mi takiej brzany pozazdrości 😜
×