Skocz do zawartości
przewodnicy wędkarscy     przynęty na okonie

DawidSokołowski

Redaktor
  • Ilość dodanej zawartości

    139
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    12

DawidSokołowski last won the day on January 13

DawidSokołowski had the most liked content!

Reputacja

336 Excellent

O DawidSokołowski

Informacje o profilu

  • Płeć
    Male
  • Lokalizacja
    Olsztyn
  • Zainteresowanie
    Wędkarstwo, książki, sport

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. @pawciobra graty! Zimowe klenie zawsze wzbudzają moja wędkarską zazdrość. A taki to już w ogóle 🙂 Pstrągów, które się pojawiły w wątku też gratuluję łowcom. W weekend spróbuję też coś chwycić 😉
  2. W weekend pierwszy raz w życiu wybrałem się z kolegą na trocie. Niestety złowiliśmy tylko żak 😒
  3. Niecałe 50. U nas ryby są bardzo grube nawet zimą (wtedy nawet bywa że są grubsze niż latem). Sprawiają wrażenie ogromnych. I taką też ogromną moc pokazują w trakcie holu niezależnie od pory roku 🙂
  4. Wczoraj pierwsza eskapada w poszukiwaniu kropeczek zakończona niepowodzeniem, ale dziś poprawka i siedzi pierwsza ryba sezonu😊
  5. Siemka! Zapraszam do lektury ostatniego w tym roku wpisu na blogu http://zwedkowani.pl😊 Tym razem - a raczej powinienem rzec: po raz kolejny - zajmuję się problematyką C&R. Dlaczego ideologia to nas dzieli zamiast łączący (i dlaczego uważam iż jest ona bliska wszystkim, nawet tym, którzy lubią rybkę zjeść)? O tym w artykule😉 Catch and Release: dlaczego nas dzieli choć powinno łączyć? Ideologia Catch and Release ma w Polsce wielu zwolenników, jak i przeciwników: dzielimy się na wypuszczających wszystkie złowione ryby i lubiących rybkę zjeść. W toku dyskusji na temat obu postaw ostro nieraz wojujemy językami. Przy okazji wiele sobie nawzajem wytykamy. Ja natomiast – choć gorliwy propagator zasady C&R – zauważam coś zgoła innego: to jak niewiele w zasadzie się od siebie różnimy! Przede wszystkim, wbrew temu co sobie nieraz zarzucamy, wszyscy my postępujemy zgodnie z przepisami: one bowiem dopuszczają zabieranie pewnej części złowionych ryb z łowiska, lecz nie nakazują tego. A skoro tylko ograniczoną ich ilość wziąć na obiad można, to żadnemu wędkarzowi zwracanie rybom wolności nie powinno być czynnością podczas wędkarskich wypraw nieznaną (w końcu chyba każdemu z nas zdarza się połowić więcej niż to tylko, co na patelnię wrzucić regulamin pozwala). Czyli – co z całą stanowczością stwierdzam – w zasadzie wszyscy zasadę Catch and Release w jakimś zakresie stosujemy. A przynajmniej wszyscy szanujący przepisy prawa. Przy czym zdarza się, że nawet najbardziej prawi wędkarze często podważają sens stosowania bezwarunkowego Catch and Release. Swoje zdanie argumentują zazwyczaj tym, że część ryb wypuszczanych przez catchandreales’owych zapaleńców i tak nie przeżywa (z którym to faktem notabene się zgadzam). Przypominam jednak w tym miejscu pewien zapominany “szczegół”: ryby, które wędkarze uwalniają jedynie ze względu na obowiązek wynikający z przepisów, również w jakiejś części nie przeżywają. A nikt przecież nie uznaje tego za argument przemawiający za zniesieniem limitów, wymiarów czy okresów ochronnych (choć żeby być konsekwentnym trzeba by i je w tej sytuacji zanegować). Czy więc naprawdę jest o co się kłócić? Cóż, wygląda na to, że tak… Catch and release a kwestia etyki w wędkarstwie. O tym wszystkim bowiem co powyżej napisałem dyskutujemy, wylewając przy tym – w sposób nieraz bardzo dosadny – swoje żale. Ale najwięcej jednak chyba emocji i niesnasek pomiędzy nami budzą nie kwestie praktyczne, a etyczna strona sporu: która postawa jest bardziej słuszna? Wychodząc z założenia, że wędkarstwo do końca etyczne nie jest (zawsze trzeba rybie hakiem po pysku przecież przejechać) stwierdzam, że etyczny wędkarz to ten, który wędkując stara się minimalizować cierpienie ryby: to czy ją zje, czy wypuści nie ma nic do rzeczy. I jeżeli Wy tak do sprawy podchodzicie, i jeżeli ja też tak robię, to znaczy że wszyscy my gramy fair. Jesteśmy całkiem do siebie podobni. Przede wszystkim wędkujemy, bo to lubimy. Jaramy się wędkarstwem, które – o co apeluję! – niech nas nie dzieli, a łączy! PS oczywiście nie bronię dyskutować, a wręcz przeciwnie: o pozytywnych i negatywnych skutkach zabierania/wypuszczania ryb rozmawiajmy – bo dysputa bywa zarzewiem pozytywnych zmian. Zachęcam jedynie, abyśmy – biorąc pod uwagę to co w niniejszym artykule napisałem – wykazywali przy tym minimum przyzwoitości i kultury
  6. Spokojnych Świąt i niespokojnych ryb na haczykach życzę 🙂
  7. Miał 🙂 I choć na białej rybie się nie znam, to wydaje mi się, że to dość zaskakujące o tej porze roku.
  8. Ino leszcz się uczepił koledze na gumę, a tak to cisza 🙂
  9. Ciekawe co tam chłopaki zobaczyli 😉 Kolejne patrole za nami, a w środę Druzno i ... jeszcze gdzieś spróbuję wyskoczyć przed końcem roku. A potem styczeń i to co pstragarze lubią najbardziej 🙃 czyli spacery nad pstrągowa rzeką, ale już z wędka w ręku 🙃 idget span
  10. A ja listopad zamknąłem którymś tam z kolei patrolem przeprowadzonym nad brzegami mojej pstrągowej rzeczki 🙂 Poza kilkoma przypadkami, póki co rybom chyba nikt za bardzo nie przeszkadza. Oby w styczniu gryzły równie chętnie jak chętnie oddawały się amorom 🙂
  11. Słaby weekend i okoń 39 cm - te dwie kwestie nie idą w parze 😉 Graty! Tak jak i dla @Don Gucak Zaś co się Ciebie @wasyl1968 tyczy to... pamiętaj że też mam grube paluchy 😉 Z przymrużeniem oka, ale najserdeczniej jak umiem pozdrawiam!🙂
  12. Dawid bardzo przepraszam , ale moimi grubymi paluchami źle trafiłem w smartfona , miało być oczywiście na plus

    1. DawidSokołowski

      DawidSokołowski

      Hehe spoko kolego 🙂 Telewizja kłamie, Internet ogłupia, a smartfony to zło - najlepiej to wszystko zostawić i iść na ryby😉 Pozdro!

  13. W oczekiwaniu na styczeń dalej szukam pajków🙂 Nie kaban, ale też nie jedyna ryba tego dnia. Udany wypad 🙂
  14. @jaceen ależ ja zazdroszczę jesiennych kleni! Pod moją szerokością geograficzna ich złowienie graniczy z cudem. Graty! Mi pozostają od czasu do czasu szczupaki.
  15. Za oknem złota, polska jesień. Nad wodą tłum wędkarzy, w wodzie okonie, sandacze szczupaki. Na te trzecie jeździmy nad stawy, rzeki, jeziora. Niektórzy może na jezioro Drużno. Ja też tam byłem, coś tam złowiłem, a com widział i złowił jak Mickiewicz (prawie) opisałem 😉 Jezioro Drużno ( https://zwedkowani.pl/index.php/2019/10/15/jezioro-druzno/ ) Jezioro Drużno to fenomen przyrodniczy (i pewnie też wędkarski) nie tylko na skalę północno-wschodniej Polski, ale i całego kraju, a podobno i Europy. Półtora tysiąca hektarów wody, a tam szczupaki: długie, a niejeden dłuższy od średniej głębokości łowiska. I to nie mit! Rokrocznie kolejne zdjęcia ponad metrowych ryb zasilają internetowe portale. Musiałem to sprawdzić! Jezioro Drużno od strony organizacyjnej. Nim jednak wygodnie się rozsiadłem, a ze mną dwóch kompanów, pewnego październikowego poranka w naprawdę zacnej łajbie – jednej z kilkunastu, które można wyłącznie na stronie www.lodkidruzno.pl odpłatnie (70 zł) zarezerwować – opłaciłem, drogą internetową, składki jednodniowe PZW Elbląg (a to już można zrobić na miejscu – w bazie mieszczącej się w miejscowości Węgle – Żukowo). I tak oto, przeszedłszy jedyną legalną, pozwalającą łowić na jeziorze Drużno drogą, uniesieni wędkarska nadzieją i mocą silnika (bez niego ani rusz, a musisz mieć swój – elektryk i spalinę ) ruszyliśmy na łowy! Jezioro Drużno – akwen jedyny w swoim rodzaju! A tam… jakbyśmy pływali po łące! Nie licząc kanału przez jezioro przepływającego, Drużno nawet w połowie października zarośnięte było na tyle, by wymusić użycia haków offsetowych bądź tzw. antyzaczepowych. I najlżejszych główek jigowych. Wędkowaliśmy jednak nie tylko gumami, ale też na obrotówki. Na wszystko równie nieskutecznie, aż do chwili gdy pierwsza ryba, niedługo potem druga i trzecia (mierząca już fajne 83 cm) wylądowały na pokładzie. Gumy w białym kolorze i rozmiarach 10-15 cm przez kilkadziesiąt minut robiły robotę. Wędkarskiego Eldorado jednak nie zasmakowaliśmy, tak jak zresztą i inni wędkarze, którzy z podobnymi wynikami wracali popołudniu na bazę. Ja zaś z nadzieją czekałem kolejnego dnia, który – jak się okazało – przyniósł nam niestety tylko jedną rybę. Reasumując: szału nie było, ale… Ładne ryby widzieliśmy. Uciekały nieraz spod łodzi, więc wiem, że tam są i że warto te łowisko co jakiś czas odwiedzić: liczę że jeszcze w tym roku nad Jezioro Drużno pojadę! Ps Na łowisku obowiązują liczne ograniczenia. Szczegółów szukajcie na stronie PZW Elbląg i www.lodkidruzno.pl
×
×
  • Dodaj nową pozycję...