Skocz do zawartości
tokarex pontony

Kutry


Paździoch

Rekomendowane odpowiedzi

W końcu udało mi się tu na chwile zajrzeć :mrgreen:

Krótka relacja z rejsu który odbył się 22.05. Wypłynęliśmy motorówką z władka o 7 rano. Początkowo szukanie ryby i dłubanko drobiazgu. Cos zaczęło się dziac koło południa, pojawiły się ryby trójki i czwórki. Sam ustrzeliłem dubleta 2x3kg.

Aż tu nagle niemiła niespodzianka. Jeden z członków ekipy źle sie poczuł i zaczęła drętwieć mu ręka. Dość powiedzieć, że skończyło się na wezwaniu jednostki SAR Bryza, a w końcowym efekcie Anakondy. :shock:

Wszyscy najedli się strachu, ale najważniejsze że wszystko dobrze się skonczyło. Marcin-szacun za opanowanie i szybkie podjęcie decyzji.

Do końca dnia obyło się bez rewelacji ale każdy się nałowił, nie mozna narzekać.

:grin: W każdym bądź razie wrażenia z rejsu niezapomniane

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

przynęty na klenia   Dragon
Mamy zarezerwowany rejs w przyszły piątek 03.06. u kpt. Wiśniewskiego. Jedziemy grupą 9 osób (ponad 600km w jedną stronę). Mam nadzieję, że wrócimy zadowoleni... W grupie są dwie osoby, które jadą 4-ty raz - 2 razy wrócili z innych kutrów o kiju...

Oby pogoda dopisała i choroba morska nas ominęła. :grin:

Mam nadzieję, na udane dorszowanie :smile: u kpt. Wiśniewskiego. Napiszę oczywiście jak było. :smile:

relacja :???: :

http://haczyk.pl/forum/viewtopic.php?p=200816#200816

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W nawiązaniu do posta w temacie "jak dziś było na rybach- "parę słów o feralnym rejsie.

Podczas ostatniej wyprawy dwa razy wypływaliśmy na dorsza z Władysławowa. Pierwszy rejs na "Neptunie" całkiem ok, niezłe szukanie ryby, z każdego napłynięcia były jakieś brania a i samo ustawianie kutra bez zarzutu.

Drugi rejs na kutrze "Stolem" będę wspominał niezbyt miło :???:

Przed wypłynięciem zbiórka kasy (na Neptunie na końcu rejsu)- już zapaliła mi się czerwona lampka...

Wypływamy i po około 2,5 godziny maszyny stop, wstecz i sygnał do łowienia. Bez żadnego szukania ryby, ustawiania, jakby dopłynął do punktu na GPS. 15 minut łowienia bez efektu, sygnał i płyniemy dalej około 0,5 godziny i znowu to samo- jak płynął tak stanął sygnał, 10 minut na zero i dalej.... Pomijam już, że po sygnale "łowić" standardowo było kilka splątań, bo szyper dawał sygnał zdecydowanie za wcześnie- zanim porządnie ustawił kuter.

Po czterech takich zatrzymaniach bez najmniejszego brania- wreszcie wybawienie dla szypra- dostał cynk, że jest duża ławica dorszy. Ruszamy w drogę i przecieramy oczy ze zdziwienia bo na horyzoncie widać całą chmarę kutrów!

Gdy dopłynęliśmy na miejsce okazało się, że faktycznie jest ławica a nad nią zgromadziło się ponad 20 kutrów... Co ciekawe my jesteśmy tam jako jedni z ostatnich.

Wreszcie o godzinie 11.30 łowimy pierwsze ryby... :roll: W tym dobrym łowisku znowu zero aktywności szypra, jak stanął tak łowiliśmy przez godzinę. Ogółem po dwóch i pół godzinie łowienia info że płyniemy na inne łowisko (choć na tamtym ryby nadal brały)

Płyniemy godzinę, sygnał do łowienia i... znowu plecionki się plączą bo kuter się kręci :???:

Po jakiś 10 minutach 3 syreny- koniec łowienia !!!! :evil: Łącznie w 11 godzinnym rejsie niecałe 3 godziny łowienia :???:

Jestem spokojnym człowiekiem, ale zagotowało się we mnie... Poszedłem do sterówki zapytać, czy sobie żarty robią z ludzi i w odpowiedzi od pomagiera szypra usłyszałem cenną wędkarską radę "sp...aj"... :roll:

Podsumowując. Delikatnie mówiąc nie polecam kutra "Stolem"- pływanie i manewrowanie na "odwal się". Wszystkie napłynięcia (?) podjęte przez szypra "na zero". Tylko dzięki info z radia mieliśmy szansę coś połowić.

Nie mogłem uwierzyć, że jeszcze rację bytu mają takie jednostki... :roll:

Szczerze współczuję.

Jestem spokojnym człowiekiem, ale zagotowało się we mnie... Poszedłem do sterówki zapytać, czy sobie żarty robią z ludzi i w odpowiedzi od pomagiera szypra usłyszałem cenną wędkarską radę "sp...aj"... :roll:

:shock::???:

Nie mogłem uwierzyć, że jeszcze rację bytu mają takie jednostki... :roll:

podpisuję się pod tymi słowami.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dwudniowy wypad do Władysławowa na łódkę Nautic,dorsze dopisały w 100% a z pogodą było trochę gorzej,zwłaszcza wczoraj :mrgreen: Wiało ok.7/B ale wszyscy dali radę i nikt się nie poddał[łowili twardo] :mrgreen:

Pozdrawiam.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

wczoraj Władek pogoda jak marzenie słoneczko dryf pod koniec dnia niestety prawie zerowy wyniki średnio limit x2 x3 mój kolega trafił 6,5kg dorsza i to była największa rybka wyprawy do tej pory pływaliśmy z Kołobrzegu po wczorajszym rejsie zmieniamy kierunek na Władysławowo :mrgreen:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks later...

Witam

Wróciłem właśnie z wczasów w Łebie i postanowiłem wypowiedzieć się w temacie kutrów i łowisk w tej miejscowości .

Pojechaliśmy z kolegą z rodzinami z nastawieniem na wędkowanie w Łebie i rejs na dorsze.

Obydwaj z Radomska , na morzu byliśmy 1 raz .

Kolega- doświadczony wędkarz w różnych technikach ,miał namiary na kuter Łeb-82 od kumpla który płynął na nim wcześniej (nie znam terminu-był ponoć zadowolony) ja postanowiłem trochę popytać na miejscu i poszukać na forach wędkarskich .

Podczas wędkowania w kanale portowym zasięgnąłem opinii jednego z rybaków na temat ,które kutry poleca na rejsy wędkarskie w Łebie -wymienił Beti-M i Szmuglera .

Koledze było obojętne którym kutrem płynąć , zacząłem szukać na forach , było sporo negatywnych opinii na temat chamstwa załogi na Szmuglerze a pani armator umówiona z nami w sobotę na wtorkowy rejs, w poniedziałek kazała dzwonić najpierw o 14-tej w celu potwierdzenia prognozy ,później o 16-tej , bo nie ma kompletu i na koniec o 20-tej czy będzie wypłynięcie .

W sobotę znalazłem stronę Wiadomości Wędkarskich na temat kutrów i w Łebie jako nr. 1 został tam podany kuter Hydrograf tel. 662391169, na innych forach też pozytywne opinie.

Zadzwoniłem ale na pon. wtorek i środę mieli pełne obłożenie -wolne 2 miejsca dopiero w czwartek .

Kiedy w poniedziałek pani ze Szmuglera nas zwodziła, po 16-tej zadzwoniłem do pana Mirka właściciela i szypra Hydrografa -okazało się ,że ma na wtorek 2 wolne miejsca i o 16.45 wpływa z powrotem do portu (marina jachtowa -nie kanał portowy).Poszliśmy z kolegą jako zieloni wypytać co i jak wędkarzy wracających z rejsu i umówić się na wtorek na rejs.

Pierwszy zapytany o połów-26 szt. małe, ale wymiar ,zadowolony inni nawet więcej ok. 30-35 szt. , było trochę fali wiatr 4m/s , płacą wszyscy po zakończonym rejsie !!!!!!

Postawiłem wykrzykniki nie bez powodu, na wielu innych kutrach normą jest uprzejmość i płacenie przed rejsem , a w trakcie -poczytajcie na forach (fryzjerstwo).

Przewidywany czas rejsu 9-10 godzin.

Jedyny minus to socjal(brak posiłków , kawy herbaty) , w czasie rejsu pogadałem sobie z synem właściciela -Łukaszem (pozdrawiam) i wyjaśnił ,że jeśli chce się podawać posiłki w czasie rejsu to sanepid ma wysokie wymagania i dali sobie już z tym spokój .

Można zawsze zabrać ze sobą jakąś kawę i kanapki.

Popatrzyłem na budowę innych kutrów - mają większe nadbudówki (miejsce do podawania posiłków) ale mniej miejsca dla wędkarzy , tutaj było ok.

I wreszcie nadchodzi ten upragniony dzień ,przychodzimy przed 4-tą , 2-miejsca na rufie już zajęte ,wypływamy o 5-tej ,szyper uprzedza wcześniej o zabraniu dowodów - możliwa kontrola graniczna.

Wiatr 2 m/s wyraźnie spokojniej niż w poniedziałek - okazuje się , że skutkuje to mniejszą trochę ilością ryb.

Wchodzę do sterówki ,po wyjściu z portu stery przejmuje Łukasz - sympatyczny syn szypra, zaczynam się wypytywać o wskazania echosondy ,wyjaśnia mi spokojnie o co w tym wszystkim chodzi , nie mam własnej wędki , wcześniej jak zapytałem koszt 30 zł. , po zakończeniu rejsu płacę tyle co wszyscy -czyli 150 zł ( nie zapłaciłem za wynajęcie wędki), dostaję wędkę i po jakichś niecałych 2 godzinach zaczynamy łowienie .

Kołowrotek mojej wędki ma częściowo plastikową rolkę i bruzdę wyrobioną od żyłki , 1-y dorsz i problemy z zarzucaniem i holem .

Łukasz zauważa to i wymienia mi wędkę, pierwsze ryby są na głębokości 26 m.

Druga wędka ma kołowrotek kongera ale korbka na taśmę , chwilowo łowię ,później rozpada się korbka i dostaję kolejną.

Na echosondzie widać zaprogramowany na pn. wschód kurs i jakieś czerwone krzyżyki - to łowiska.

Dogania nas inny kuter Beti-M, szyper młody chłopak stuknął bodaj w zeszłym roku Missisipi na pełnym morzu ( długa kolejka do kibla i pełne portki , ale wyklepali blachę) i ma ksywkę dziobak, ale Łukasz mówi ,że kuter i szyper ok. -łowny tylko się wtedy zagapił.

Łukasz rozmawia z kolegą z innego kutra, tamten wcześniej napłynął na łowiska i informuje go o ilości i wadze ryb wyjętych , my płyniemy na łowiska tuż obok i też są ryby.

Kolega wybrał dla nas według niego dobre miejsca na prawej burcie przy drzwiach sterówki , później po rejsie, analizie forum i tego co złowili inni widzę że nie.

Łukasz oddaje ster ojcu -panu Mirkowi ,nie bez powodu -to stary morski wyjadacz i wie że na morzu nie ma żartów , jak dobrze napływać na łowisko i stawać w dryfie ,żeby się żyłki wędkarzom nie plątały.

Na echosondzie kilka krzyżyków , pan Mirek skupiony napływa po kolei , 30 m. głębokości i kolejne ryby , jak nie ma dorsza - 2 min. ,sygnał do zwinięcia i płyniemy dalej -szuka ryby i stara się ,ale dopiero w okolicach 11-tej zaczynamy wpływać na głębsze wody tj. 40 m. i od krzyżyków na echosondzie robi się aż gęsto .

Obok nas 2 inne kutry min. Beti-M , która jest szybsza i na łowisko wpłynęła wcześniej .

Widać ,że szyper zna tu wszystkie dołki i górki ale ryby do brania zmusić przecież nie może.

Na rufie i prawej burcie trafiają się dublety na przywieszkach , ja mam tylko pilkera.

Po pierwszym dorszu z koloru srebrzysto-niebieskiego , który jest łowny na płyciznach (20-30 m.)zmieniam na żółto- pomarańczowy 150 g. i zostaję z nim do końca .

Gość z Wa-wy na rufie podczas zarzucania przypadkowo wyrzuca całą wędkę do wody , kilkaset zł. w plecy, idzie do szypra i po chwili dostaje inną wędkę .

3-ech facetów w przerwach pomiędzy napłynięciami ostro tankuje i jeden z nich pod koniec rejsu porusza się już na czworakach ,ale że pijany rzuca gdzie popadnie ,to pomimo poplątanych u siebie i sąsiadów żyłek ma naprawdę dużo ryby.

Około 12-tej mamy z kolegą po 5-6 ryb 1-2 kg.

Na 40-tkach i po stanięciu w dryfie - kolejne łowisko i czuję jakby zaczep ( myślałem że to jakiś wrak) ,zaczep rusza-naprawdę duża ryba , a ja nauczyłem się już na bolkach ,które stawiały spory opór podczas pompowania przy holu i udaje mi się ją podciągnąć kilka metrów w górę .

Emocje sięgają zenitu , stękam, pompuję i zwijam żyłkę , już oczyma wyobraźni widzę siebie z ogromnym dorszem ,ryba gnie grubą jak kij od szczotki wędkę i dołuje i nagle brak oporu -spięła się .

No cóż-błąd nowicjusza nie odkręciłem nic hamulca i siłowy hol mi nie wyszedł. :oops:

Facet na dziobie wyjmuje dorsza 5 kg. to stary wyga i wie jak sprowokować taką rybę do brania , a ja po obserwacji jego holu dochodzę do wniosku ,że moja była sporo większa.

Kolega przy kolejnym napłynięciu też ma coś konkretnego i też nie wyjmuje. :oops:

Dla takich brań tutaj jesteśmy .

Znowu na dziobie ten sam gość ma dorsza ponad 3 kg.

Wszyscy połowili , nie ma wędkarza bez kilku czy kilkunastu ryb , małe niedorostki wracają do wody .

Kolega szypra , właściciel innej -remontowanej aktualnie łodzi sprawia nam wszystkim ryby.

Zawracamy i przed wpłynięciem do portu o 16-tej my z kolegą złowiliśmy po 8 ryb i z tego po jednej wypuściliśmy, inni mają po kilkanaście ,dwadzieścia.

Łukasz mówi ,że u nas z kolegą słabo , ale tłumaczy że jak rzut pod nogi nic nie daje to trzeba rzucać daleko i odpowiednio pracować pilkerem .

Ma rację ,ale my tu przyjechaliśmy dla emocji i nauki morskiego wędkowania (nie mięsa), co jedno i drugie otrzymaliśmy .

To są naprawdę dobrze wydane pieniądze i teraz wiem dlaczego na Hydrograf trzeba na jesienne czy zimowe weekendy zapisywać się 4-6 miesięcy wcześniej.

Pozdrawiam pana Mirka i Łukasza i dziękuję za udany rejs-połknąłem morskiego bakcyla i na pewno do nich wrócę , ale już z własną wędką. :cool:

Jesteśmy z kolegą zadowoleni , pieniądze okazały świetnie zainwestowane , a brak grubej ryby możemy zawdzięczać swoim słabym umiejętnościom , a nie złej pracy szypra.

A teraz z innej beczki , Łeba wędkarsko jest stanowczo przereklamowana , miejscowi i turyści wędkujący tu stale mówią ,że eldorado się skończyło około 6 lat temu.

Nic dziwnego- rybacy stawiają sieci bardzo blisko brzegu (flądra) , bo mają limity na dorsza i to powoduje brak ryby w kanałach portowych , a mówią ,że i na jeziorach bryndza (gospodarka rybacka w parku narodowym !!!!!!!!!!!!!!!!!).

Brania ryb tylko przy wietrze od morza (byliśmy w końcu czerwca), głównie połowiliśmy leszcze , krąpie , płoć ,kolega miał sandaczowe brania - ryby nie zbyt duże tak do 1,5 kg. (sandacze) .

Z falochronów nie rzucaliśmy -silny wiatr , ale inni wędkujący narzekali , że słabo (dawniej był tu gruby okoń , duża płoć , morski duży leszcz) ,nawet śledzia brak.

Relację z wietrznej i deszczowej teraz Łeby sporządził Darek .

Połamania

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

wybieram się do Darłówka na wczasy oczywiście z wędkami, jeżeli tylko pogoda pozwoli to chcę wypłynąć na dorsza , przeczytałem na forum wszystko co się dało na temat kutrów w Darłówku i mam teraz prawdziwy ambaras w głowie , po prostu nie wiem co wybrać , doradźcie coś, jaka łąjba , może jakaś mała jednostka motorowa, chcę połowić nie popływać, dotychczas zawsze wypływałem z Władka, w Darłówku jeszcze nigdy nie byłem

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

a ja po obserwacji jego holu dochodzę do wniosku ,że moja była sporo większa.

Tak jest zawsze na początku. Podczepi się dorsza 1-1,5kg za bok, albo za ogon i ciągnie się go gorzej niż dorsza 5kg zaczepionego za pysk. Dorsze 2kg+ w 99% przypadków walą w pilkera i raczej się nie zdarza żeby spadł. Podczepione często stawiają taki opór że po kilku metrach się zrywają :wink:

Po kilku rejsach człowiek od razu odróżnia czy jest dobrze zacięty czy podczepiony.

Dzisiaj wypływaliśmy z Łeby na Missisipi, miał być wiatr 3-4*B. Zanim dopłynęliśmy na łowisko był 6*B i miało wiać coraz mocniej. 2 napłynięcia i zawróciliśmy do portu hydrograf podobnie. Inne kutry zostały, przez radio mówili że niech sobie wędkarze złowią po kilka ryb, skasują ich za cały rejs i mogą wracać :???:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

witam jestem nowy na tym forum i nie wiem jak wyszukać info na temat kutra halny z łeby. może ktoś z Was był na niej. dzięki za każdą informację. pozdrawiam łukasz

aha jeśli umieściłem post nie w tym miejscu to sorki.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jaht "KANIS" wyprawa na dorsza 10.07.2011r, Łeba.

Byłem 1 raz na morzu na dorszu i jestem bardzo zadowolony, kuter mały i bardzo przyjemny wędkowaliśmy w 12 osób, kawka, herbatka w każdym momencie, bardzo miła obsługa, szyper napływał bardzo dobrze na ławice jak widział brak efektów to nie marnował czasu i szukał kolejnej ławice full profeska, jak na pierwszy raz, złapałem najmniej z wszystkich ale i tak uważam że było super bo łapie 9 sztuk ale spiłem 6 z czego 3 duże bo hardy opór był, jedna moja złapana jest największa z wszystkich złapanych tego dnia na kutrze. Przedłużamy o godzinkę łowienie cena z wypożyczeniem wędki i przywieszki i przynęty oraz 11 godzin na morzu to tylko 160zł, bez wędki 130 za 10godzin.

POLECAM TEN KUTER NA REJS!

a tu fota:

dorsz.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks later...

11-12 i 13 lipca spędziłem na morzu wędkując na kutrach wypływających z Darłówka.

11 lipca kuter Dar-19 załoga zna się na rzeczy i pomimo że łowiska Darłowskie są dosyć przełowione to każdy na kutrze połowił sobie i nikt nie narzekał choć jakiś wielkich ryb nie było.

Załoga znająca się na rzeczy a szyper umiejętnie napływał i stawiał kuter w dryfie.

12 lipca kuter Darłowiak -zarówno Darłowiak jak i Dar-19 są kutrami jednego armatora podobnie jak na 19 załoga na wysokim poziomie a szyper Kacper jeszcze lepszy niż na Dar-19.

Ryby szybko sprawiane i przechowywane w chłodni co jest bardzo przydatne bo wyprawy na kutrach tego armatora trwają zwykle 12 godzin a Darłowiak często wypływa na wyprawy 24 godzinne.

Pozatym na Darłowiaku jest odpowiednia liczba kajut i każdy może się położyć i zaczerpnąć odrobiny snu podczas płynięcia na łowisko lub też gdy go zmęczenie dosięgnie.

13 lipca miałem wypływać w morze małą łódką ale już we wtorek kiedy wracaliśmy z morza dzwonił właściciel łódki że pogoda nie pozwoli na wypłynięcie więc przy pomocy szypra z Darłowiaka załatwiamy sobie miejsca na innym kutrze a mianowicie na Dar-116.

Dar-116 wita mnie niezbyt gościnnie bo już przy wejściu na pokład zbierana jest opłata co dla mnie jest nowością bo na kutrach na jakich pływałem zawsze opłatę zbierano przy powrocie do portu no ale to szczegół.

Wypływamy w morze i rozumiem czemu małe łódki dziś w morze nie wychodziły.

Pogoda nie pozwala zbytnio na wędkowanie i spora część walczy bardziej z utrzymaniem równowagi niż z próbami łowienia.

Niestety bardzo często dochodzi do splątań zestawów ale obstawiam ze to wina pogody i szybkiego dryfu niż nieumiejętności szypra.

Załoga dosyć sprawna i znająca się na rzeczy.

Połowa uczestników wyprawy niestety w połowie rejsu zaczęła zajmować się bardziej nęceniem niż wędkowaniem.

Wszystkie kutry mogę polecić choć osobiście najbardziej polecam Darłowiaka.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks later...

Koledzy pomóżcie :) Wybieram się do miejscowości Jantar przy Gdańsku. Ogólnie uganiam się za karpiami ale postanowiłem wypłynąć na rejs na dorsze, o ile oczywiście da się gdzieś wcisnąć z małym wyprzedzeniem -3 dniowym. Odnalazłem coś takiego http://www.polowydorsza.pl/orejsie,index.php ktoś był na tym kutrze a może pomożecie mi odszukać jakiś stateczek którego właścicielem nie jest wakacyjny fryzjer ;) Dodam tylko że byłem raz na dorszach z Władysławowa ale chyba były to za wysokie progi bo łowiliśmy głęboko ok 60-80 metrów i miałem problemy z pukaniem pilkerem o dno no ale 7 szt udało się wyjąć takich do 2 kg... POMÓŻCIE :D

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 month later...
Sobota 24.04 MONIKA III Kołobrzeg. Na ponad 20 chłopa na pokładzie padło zaledwie kilka sztuk. Dobrze, ze pogoda dopisała bo opaliłem się chociaż trochę..:)

Wiem ze post stary ale ku przestrodze: Nie plywajcie na Monika III - bylem w sezonie 2010 i 2011(wrzesien) i szyper sie nie zmienil nie dosc ze niemily w obyciu (ale przeciez nie jedziemy tam na zabawe towarzyska), to nadal sie nie dorobil chyba echosondy bo nadal plywa na inne kutry (zeby bylo smieszniej on przyplywa oni odplywaja bo lawica oczywiscie juz plynie dalej) potrafi plywac po 40 min miedzy lowiskami a jak juz stanie to nastepne 40min a ludzie sie nudza bo bran nie ma (rozumiem ze ryby moze nie byc ale dlaczego podczas naszego postoju inne kutry zmieniaja 2/3 razy miejsce?). Nie liczcie tez na 10h rejsu - ostatnie 2h to bita nuda bo szyper w odroznieniu do innych wcale nie zbliza sie sie do brzegu z postojami tylko nagle po prostu zawraca. Pochwalic mozna natomiast kambuz (pomijajac niesmiertelne parowki to np serwuja w zasadzie dwa cieple posilki z czego ostatnio dali przepyszne flaki) Ogolnie, jak ktos sie nie lenil to kolacje mial niemniej Monika 3 to faktycznie statek wycieczkowy i robi wycieczki a nie wyprawy na dorsza - btw tez sie opalilem :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

A ja chociaż nie mam porównania do innych, polecam kuter Flamenco w Kołobrzegu.

Zaczęło się od szukania miejsca na ostatnią chwilę (chcieliśmy weekend, 2 miejsca, bo niektórzy w ostatniej chwili rezygnują i zwalnia się miejsce). W piątek, jeden z armatorów powiedział, że wolne miejsca mają na jednostce Nicola / Nikola. Odebrała pani, mówiąc, że oczywiście miejsca na pewno mają, tylko nie ma teraz zeszytu a nie może skontaktować się z jakimś Krzyśkiem, i że oddzwoni za 2-3 godziny. Po 4 godzinach dzwonię ja, i ona dalej nie może się skontaktować. Mam dzwonić w sobotę po 10:00. Dzwonię.... a ona dalej nie może go złapać.... i oddzwoni za 3 godziny. W końcu dzwoni do mnie, że miejsca nie ma, za to poleciła jakąś inną (nieznaną mi, a dużo szukałem o kołobrzeskich kutrach) jednostkę, która nas może zabrać. Podziękowałem, i już mieliśmy planować następny weekend lub piątek, gdy znajomy dzwoni, mówiąc, że na Flamenco mają miejsca na rejs od 3:00 do 18:00.

Dzwonię i rezerwuję 2 miejsca, koszt 200zł od osoby.

Wyjeżdżamy wcześnie by zająć dobre miejsca i na jednostce meldujemy się przed północą. Nie jesteśmy pierwsi, bo miejscówki na rufie są już zajęte przez 4 osobową ekipę. Wobec tego zajmuję stanowisko na samym dziobie. Wyczekałem do wypłynięcia z portu po czym udałem się zdrzemnąć pod pokład. W kajucie dziobowej było 6 koi (wygodne bo bardzo szerokie), gdzie przespałem się do 6:00. Wychodząc na pokład deszcz, który na szczęście po 20 minutach mija i zaczyna się łowienie. Na pierwszym postoju mało wędkarzy - nie wszyscy wstali xD. Pogoda dopisała, w trakcie łowienia oprócz tego początku wcale nie padało, wiatr 3-B, 1 osoba miała chorobę morską przez cały rejs (ja przy wypływaniu z portu łyknąłem 2 aviomariny na wszelki wypadek). Na 2 godziny przed przybiciem do portu zaczęło mżyć, by potem całą drogę do domu lać.

Dziób tego drewnianego kutra jest bardzo wysoko nad wodą, pokład w tym miejscu jest skośny, dosyć ślisko jak pada, za to jest tam ławeczka na 2-3 osoby, pod nią miałem torbę ze sprzętem. Na dziobie też jest miejsce za nadbudówką, gdzie chowają cumy. Tam można położyć cały sprzęt, a dodatkowo można usiąść na ławce 7 osobowej.

Na dziobie jest 10 stanowisk. Jednak 2 miejsca pozostały wolne (wędkarze ze Szczecinka, którzy pływają właśnie na Flamenco mówili, że szyper często zabiera mniej ludzi). Tak też było tym razem i 2 miejsca były puste, jedno na samym dziobie koło mnie :D, a drugie koło wędkarza po mojej lewej. Dawało to sporo miejsca, dość powiem że nie splątałem zestawu ani razu (raz moj znajomy wypuścił całkiem daleko dołem przez cały kuter, i mnie zahaczył. A splątań wędkarzy po bokach dziobu kilka było. Z tak wysokiego dziobu bardzo dobrze mi się rzucało spod siebie, chociaż większość osób na dziobie jak i sam szyper (łowi na prawej burcie, przy drzwiach, a bosman na lewej pod daszkiem) preferowali rzuty zza głowy. Nikt oprócz mojego kolegi nikogo nie uderzył, a on trafił i zahaczył raz oprawiającego bosmana w ramię pilkerem. Raz też ktoś przywalił w nadbudówkę za co dostał ostrzeżenie od szypra, żeby mu nie rozwalił radaru.

Szyper umie znaleźć rybę. Pierwsze napłynięcie gdy nic nie brało, po 5 min ruszył dalej. Szyper i bosman łapią razem z załogą, a potem złowione ryby sprzedają. Ostatecznie mieli na koniec 8,5 kg samych filetów.

Ja złapałem 18 dorszy, z czego 3 niewymiarowe, a dwa największe po 2,5-3kg. Kolega złapał tylko 4 (ale łowił na żyłkę 0,55..... a większość w tym ja na plecionkę). Ekipa ze Szczecinka kolejno około 30, 20, 20 dorszy + jedna belona, złapana na przywieszkę - skrzydełko z obrotówki. Na rufie ktoś miał prawie 50 dorszy.

Ryba brała średnio. Dużo ryb było podhaczonych, było kilka dubletów (pilker, przywieszka). Łowiliśmy na 36-45 metrach. Z przedostatniej miejscówki szyper wyciągnął 14 dorszy a ja w tym czasie żadnego :D. Na koniec udaliśmy się na jakiś dołek, gdzie gość na dziobie wyciągnął dorsza około 5-6 kg. Ja miałem na haku raz coś większego (ale raczej nie ponad 5kg), co spięło się w połowie trasy.

Pilkery jakie używaliśmy to głównie tobiasze, niebieskie, pomarańczowe. Miałem jeden dublet na pomarańczowego pilkera i przywieszkę - niebieską "muchę". Kilka dorszy złapałem na przywieszkę - czerwone kopyto relaxa. Podobnie jak szyper (łowił na srebrnego pilkera i przywieszkę czerwony twiter) miałem tylko 1 przywieszkę. Chociaż większość łowiła na 3 to nie zdarzyło się nic ponad dublet. Bardzo dobre wyniki miał łowiący na pilkera z jednej strony niebieskiego z drugiej pomarańczowego.

"Stołówka" na kutrze pomieści z 10 osób. Gorąca kawa i herbata dostępna cały czas. Na śniadanie kiełbasa (nie wiem ile na głowę ja zjadłem 2), chleb, smalec, wędlina, serek topiony różne smaki, margaryna, keczup, musztarda, sól, pieprz, cukier. Śniadanko bardzo smaczne, nie trzeba iść o określonej porze, tylko np. w trakcie płynięcia. Obiad koło 14:00 - zupa gulaszowo- warzywna, dla mnie za ostra, do tego chleb i smalec.

Przed stołówką jest "salon" z telewizorem, chyba 27 cali, na którym w trakcie spływania do portu niektórzy oglądali siatkówkę, budząc mnie drzemiącego tam, okrzykami " bić bolszewika!! (Polska- Rosja).

Na ląd zeszliśmy 17:45.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Spróbuj mniejszej jednostki gdzie do lustra masz z 1-1,5m a jak przebija się przez fale to dostajesz rozbryzgami po twarzy;) Gz połowu, kombinuje kolejny wyjazd i nie mogę się doczekać;/

Mnie ciarki przechodziły jak pizgali znad głowy pilkami po 150gr +2 kotwice i 3 przywieszki. Chociaż nikt nie zaczepił nikogo i nie przywalił w nic

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks later...

24.09.2011 władek, motorówka. Pogoda kapitalna, ciepło, słoneczko, momentami prawie wogóle bez wiatru.

Dorsze w miarę współpracowały, ale były grymaśne i bardzo delikatnie brały, trzeba było uważac aby nie spudłowac brania. Byłem razem z ojcem i rezultat to 45 + 1 śledzik :mrgreen:.

Ryby w większości małe, takie bolki ok. 1,5-2kg. Ogólnie wyjazd bardzo udany :grin:

Połamania dla wszystkich wilków i do zobaczenia nad morzem :mrgreen:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Byliśmy w niedzielę na kolejnym rejsie. Tym razem kuter Kamel, tego samego armatora co poprzednio.

Mimo, że wyjechaliśmy jeszcze wcześniej (20:30, na miejscu 22:30), to cały dziób, i 2 miejsca na rufie były już zajęte. Zajęliśmy we 3 miejsca na prawej burcie. I znowu tak jak poprzednim razem, jedno pozostało puste, i wędkowało się bardzo wygodnie. Ci co byli najwcześniej, stali w "kolejce" już w porcie zanim jeszcze kuter wrócił z poprzedniego rejsu (18:00~ powrót).

Nie obyło się tym razem bez "polskiego" buractwa - gość który przyszedł jakąś godzinę po nas, najpierw próbował zająć moje stanowisko, tłumacząc że jest inwalidą i musi stać przy ławce. Gdy mu się to nie udało, zajął miejsce na drugiej burcie, a gdy wypłyneliśmy, oparł wędkę o burtę centralnie na rufie, chociaż nie ma tam "stanowiska"(rurki w którą się wstawia wędkę) dla łowiącego. Wędkarze między których się wepchał tłumaczyli mu, że będą się plątać, i że nie ma tam dla niego miejsca, na co on skwitował, że dla niego miejsce się znajdzie. Ten "inwalida" skakał później od rufy do burty, zależnie od upodobania.

Pogoda mglista, jednak bezwietrznie. Dopiero w połowie rejsu zerwała się lekka bryza, a już wracając niebo oczyściło się i wyszło słońce.

Porównując mój poprzedni kuter(Flamenco) do tego, to w oczy rzuca się kilka rzeczy:

- stosunkowo ciasne kajuty na Kamelu, mniejsza jadalnia (na 6-7 osóB). Na Flamenco poza jadalnią był oddzielny "salon" z 2 kanapami, telewizorem, na Kamelu jest mniejszy tv w jadalni ale nijak go oglądać.

- Jedzenie na Kamelu dobre - śniadanie kiełbasa, chleb, smalec, serki, wędlina, na obiad zupa warzywno- gulaszowa. Chleb, smalec, herbata, kawa, dostępne cały czas.

- Kamel ma równy pokład. O ile na drewnianym Flamenco było dosyć ślisko, to na stalowym antypoślizgowym pokładzie dobrze się stało.

- Jest to dosyć szybki kuter.

Rejs:

Płynęliśmy ponad 3 godziny, pierwsze 2 napłynięcia bez ryby, na szczęście szybko się stamtąd zwijaliśmy. Potem miałem po 2-3 ryby z napłynięcia. Trochę szkoda, bo spłynęliśmy z łowiska gdzie średnio brały (ale brały), szukając nowych na których nic nie było. Od 10:00 do 13:00 bez ryby. Później informacja, że płyniemy na wrak. Stamtąd nie miałem wyników, za to niektórzy wyciągneli spore sztuki (największa 5,7kg, kilka 5kg).

Następnie pływaliśmy po ławicach, jednak były one małe i kuter szybko z nich spływał. Często kuter ustawiał się tak, że cały dziób łowił, a u nas na rufie cisza.

Na sam koniec szyper zawiózł nas w jakąś potężną ławicę, gdzie brania następowały nim jeszcze pilker uderzył o dno. Ci co mieli więcej przywieszek, wyciągali po 3 ryby naraz. U mnie dublety. Złapałem w sumie 21 ryb. Pilkera zmieniałem rzadko, nie ma aż tak dużego znaczenia jego kolor. Wszyscy wokół na pomarańcz a ja na niebieskiego też miałem efekty. Znajomy obok, wyciągał dorsze na jakiegoś własnoręcznie robionego pilkera - odlany wzór z ołowiu, niepomalowany.

Po sygnale końca łowienia (a koniec był na tej wielkiej ławicy), nikt nie chciał już wracać, i każdy oddawał ostatnie rzuty (w tym i ja :oops: ). Jeden zbyt chytry, ciągnął rybę podczas gdy kuter był na pełnej prędkości. Nie pomogły prośby do szypra, żeby stanął (było już z 5 min po dzwonkach), i ostatecznie ryba mu się zerwała.

Jeszcze dodam, że inaczej niż poprzednim razem (0,43), łowiłem na plecionkę 0,19 power pro

Kolejny wypad na 23.10, bo znajomemu tak się to spodobało, że chce jechać jeszcze raz.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 3 weeks later...

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.