Skocz do zawartości
tokarex pontony

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano

Po X latach bycia wędkarzem doszedłem do wniosku że ryby nie są już takie jak kiedyś i współczesne wędkarstwo po prostu zaczęło mi odjeżdżać... Kiedyś wystarczyło nałapać robaków spod pni, puszka kukurydzy za 2 zł, zanęta za 5 zł, rowerek i jechało się na rybki:) Takie tradycyjne łowienie już raczej się nie sprawdza. Odzwierciedlają to moje wyniki niestety. Na komercji z puszką kukurydzy i rosówką najczęściej za wiele nie połowiłem. Ostatnio nawet na metodę  goście co chwilę ryba, a ja jedna na godzinę... teraz mamy wiosnę, a co będzie potem? Będę w tym wątku dokumentował na co i jak łowię, może koledzy mi podpowiecie co robię źle i co powinienem zmienić żeby być bardziej skutecznym? Liczę na konstruktywną krytykę ;)   

przynęty na klenia   Dragon
Napisano

Też mam podobne refleksje. Wydaje mi się, że po prostu w zasięgu rowerka prawie już nie ma miejsc na tyle rybnych, żeby sobie z marszu połowić. Tak jak piszesz, odpowiednio wyekwipowani specjaliści jeszcze coś połowią, ale próg wejścia jest zdecydowanie wyższy i nie ma już miejsca na radosną amatorszczyznę. Ubolewam nad tym, bo cenię sobie prostotę i spontaniczność. I nie chcę jeżdzić na ryby dalej niż 10 km w jedną stronę.

  • Super 1
Napisano
Czasami podglądam i wypytuję stacjonarnych o efekty i jak łowią. Zaglądam na wyniki zawodów i wniosek mam taki. My wędkarze mamy we krwi narzekanie:) Kolejna obserwacja, to nowoczesny wędkarz teraz ma dużo sprzętu dookoła, a na końcu i tak na haku ląduje biały robak, lub gnojak:))) Sprawia mi wielką przyjemność posiedzieć z bacikiem, czy lekkim pickerem. Jednak nie na tyle, by na stanowisko dowozić to taczką. By przerzucić kilka leszczaków, zaawansowani potrafią pół samochodu sprzętu wozić. Szacun. Ja wymiękam:) Z ciekawością będę zaglądał. Może coś dla siebie zaadoptuję? A wyprawa na rowerze, na miejscówki wolne od grillowiczów i niedzielnych pseudo biwakowiczów, jak najbardziej pożądane.
  • Super 2
Napisano

Napisz wszystko o sprzęcie i okolicznościach. Rozglądam się za krótszym, pięciometrowym batem. Szóstka bywa dla mnie czasami kłopotliwa, a składanie jej o jeden segment nie bardzo mi odpowiada i delikatnie przeszkadza, gdy to się telepie.

Napisano

To ciekawe spostrzeżenie. Moim zdaniem ciągle można łowić skutecznie i tak i tak. W ostatnich latach na no killu PZW po zmroku na rosówkę łowiłem ryby jakich nikt z metodą nie widział za dnia. Kwestią była pora i sposób łowienia- spławik. 
 

Przy prostym łowieniu trzeba jednak spełnić trzy warunki w obecnych czasach- obserwacja, regularność, nęcenie.

Obserwacja- czasem trzeba wypatrzyć specyficzne miejsce, np. gdzie nikt nie chodzi bo brzeg niewygodny ale jest cicho, pod drzewami gdzie żle się zarzuca ale ryby kryją się tam przed letnim słońcem, woda dopływa i zawsze jest więcej tlenu itd.
 

Regularność. Trzeba bywać nad wodą w różnych porach i znaleźć złotą godzinę. Jak już się ją znajdzie, to można czasem zegarek regulować. 
 

Nęcenie. Jak chcesz ściągnąć porządne ryby, to musisz porządnie nęcić. Grubo, treściwie i dużo. Jak dużo? To zależy. Czasem litr na dobę będzie dość a czasem 5 litrów będzie za mało. No i dwa ważne aspekty- stała pora- zbieżna z planowanym czasem łowienia i miejsce. Nie wybieraj tych najbardziej wydeptanych. Wybierz niezbyt wygodne i nęć po skosie. Jak będzie zajęte to z sąsiedniego sypniesz delikatną ścieżkę i znowu ryby przyjdą do tego co znają. 
 

Może dla starych wędkarzy to truizmy ale czy dzisiaj się mówi o tych rzeczach?😉

  • Lubię to 1
  • Dzięki! 1
Napisano

A ja stwierdziłem że bardzo fajnie siedzi się nad wodą, nawet jak ryby nie biorą :) 

I cieszy mnie delikatne łowienie, na pickerek, na bacik, lekko podnęcić, pinka na haczyku i ryba zawsze będzie. 

Napisano
22 godziny temu, cysiu napisał:

Ostatnio nawet na metodę  goście co chwilę ryba, a ja jedna na godzinę...

Widziałem te karpie z komercji (ich pyski), które zgłosiłeś do GP i tylko upewniam się w przekonaniu, że komercyjne "no kille" trzeba koniecznie zakazać. Na Twoim miejscu już wolałbym na rowerku podjechać na rzekę, pogapić się na spławik czy szczytówkę, wygrzać się na słońcu i nawet nic nie złowić, niż przyłożyć rękę do takiego okaleczania ryb. I jeszcze za to płacić...

  • Lubię to 2
  • Super 1
Napisano

Tomek1 - dzięki za patent z tym nęceniem po skosie...

Andrutone - ten największy karpik pyszczek jak papuga.  

Napisano

Na początek opiszę moje łowisko. Wybrałem je z 3 powodów. Pierwszy jest taki że bardzo przypomina mi stawiki na których wędkowałem jako dziecko i mam sentyment… Drugi powód że jest to dzika woda. Od dwóch lat nie należę do PZW i nie mam przez to dostępu do bardziej rybnych (teoretycznie ;) )wód w okolicy. Powód nr 3 że po prostu jest to blisko mojego miejsca zamieszkania i lubię tam jeździć no nie ma korków w tamtą stronę np. po 15 😜 Powodów pewnie mógłbym wymienić jeszcze więcej. Wyczuwam potencjał i tyle :D

Jest to zbiornik pożwirowy. Powierzchnia szacuję że poniżej 10 hektarów. Bez żadnego połączenia z jakimś strumykiem itp. Co do głębokości to jest zróżnicowana. Na mojej miejscówce echosonda pokazuje 2,5 -2,7m. W lecie prawie wszystko jest zarośnięte aż po powierzchnię. Niemal ze wszystkich stron zbiornik otoczony jest trzciną. Wiadomo że zielsko utrudnia łowienie, ale dzięki niemu pewnie coś przetrwało w tej wodzie. Dojazd nad zbiornik utrudniony, a po deszczach tylko terenówką  :)

Rybostan który stwierdziłem na tej wodzie na podstawie własnych połowów i obserwacji:

Płoć, wzdręga (duże ilości), okoń (mój największy grubo ponad 40cm, lin, szczupak( największy niestety wygrał dzięki roślinkom ).
 

Raz złowiłem też niewielkiego leszczyka, widziałem też spław wielkiego karpia. Karaś pewnie też jest ten srebrzysty. Podobno jest sum ale to do weryfikacji. 

Ryba siedzi tam „w trawie”. Z pontonu tylko raz widziałem żeby ktoś tam próbował.

To by było na tyle mojego opisu łowiska. 
Tutaj zdjęcie z tamtego roku z czerwca.

att.pe6t89N6y-GtDvOJm1GLs4cahKh3q-ITnB4SBxg8X4o.thumb.jpeg.1006c45d38c71ecefc7f3747a2a90d1b.jpeg

Pozdrawiam.

  • Lubię to 1
Napisano (edytowane)

 

Szybki przepis na sukces.

Trochę rozwinę to co napisał Tomek, bo mnie trochę uprzedził.

1. Obserwacja wody.

Może są miejsca na tej wodzie, które ryby upodobały sobie bardziej niż inne.

2. Wybierz miejscówkę.

Koniecznie trudniej dostępną. Nieobleganą. Główna zasada – im dalej od samochodu, tym mniej ludzi.

3. Oczyść ją z roślinności (o której piszesz). Są takie kotwiczki z linkami (można kupić na temu za małe pieniądze) – patrz zdjęcie.

image.jpeg

Czyścisz po skosie. Nawet jak Cię ktoś podejrzy to 90% ludzi rzuca zestawy na wprost. Na wprost będzie zielsko, co powinno zniechęcać potencjalnych „podsiadaczy” – patrz zdjęcie

4. Nęcenie.

Pęczak – tani, najprostszy w przygotowaniu, tani, ryby go znają, wydajny i tani

Makaron kolanka – sypiesz mniej, wydajny, tani – jego kształt powoduje, że nie zjedzą go mniejsze rybki.

Nęć regularnie. Nie musi być tego dużo. Grunt, żeby przyzwyczaić ryby.

łowisko.jpg

Masz wodę blisko domu – idź w nocy na szybki spacer i zanęć.

W dniu łowienia mała garść pęczaku i jeszcze mniejsza makaronu – tak, żeby pokazać rybom, że już jesteś.

 

Łowisz na przemian na makaron i pęczak. Z robactwa typu pinka/biały bym zrezygnował bo odławiając małą wzdręgę przepłoszysz wszystko inne.

 

Efekt murowany. Spróbuj a nie pożałujesz. Podziel się koniecznie efektami.

Połamania!

Edytowane przez Marienty
  • Lubię to 1
  • Dzięki! 1
Napisano

Kosę do roślin już jakąś tam mam ;)

Pęczak jak najbardziej ok. Mógłbym np. zaparzać go w pracy w termosie i po drodze do domu wieczorem zanęcać. dla zmyły wziąłbym ze sobą spinning żeby mnie ktoś nie wypatrzył ;)

Makaron natomiast trochę bardziej problematyczny temat jak dla mnie , nie mam w robocie kuchenki. Czy mógłbym go zastąpić czymś innym?

Napisano
2 godziny temu, cysiu napisał:

Kosę do roślin już jakąś tam mam ;)

Kosa za krótka. Już lepiej sprawdzi się końcówka z grabi przywiązana do sznurka.

2 godziny temu, cysiu napisał:

Makaron natomiast trochę bardziej problematyczny temat jak dla mnie , nie mam w robocie kuchenki. Czy mógłbym go zastąpić czymś innym?

Da się wszystko pogodzić. Makaron w lodówce poleży spokojnie te 3 dni. Codziennie rano możesz zabierać do pracy porcję i po pracy nęcić. Ja tu "kolizji" nie widzę. 

To samo z pęczakiem. Nie baw się w termos - szkoda czasu i zachodu z myciem. Ugotuj porcję na 3 dni i trzymaj w lodówce. Ja pęczak robię tak, że zagotowuję w garnku pod przykryciem. Wyłączam i po 10 minutach znowu zagotowuję i pozostawiam na 15 minut - i jest gotowy. Po pierwszym zagotowaniu dodaję dopalacze - np kurkumę, cukier, wanilię itp. pęczak to pięknie chłonie. Po takim czasie jest gotowy. 

Ja gotuję większą ilość, dzielę na porcje i mrożę. Ani pęczak ani makaron nie traci swoich właściwości. 

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.