Skocz do zawartości
studiuj rybactwo     przynęty na klenia

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 22.08.2018 in all areas

  1. 14 points
    Biorą i to dość dobrze. W zasadzie początek września wymarzony. Bardzo dużo brań. Inną historią jest fakt, że dużo ryb miała krótki kontakt z przynętami spinningowymi. Brania złodziejskie, nie do zacięcia. Były za dnia i w nocy. Nocki mega udane. Licząc pobieżnie z dwóch, miałem kilkadziesiąt brań ( 70?). Łącząc ostatnie wyprawy sierpniowe, to ilość tego, jak dla mnie imponująca. Nie przełożyło się to, na jakieś oszałamiające wyniki łowionych okazów. Czasu na znużenie nie było, jedynie sił brakowało na przedłużanie pobytu. Co pozostało w pamięci? Niewielkie 2 sumki, 2 szczupaczki, kilka kleni od 40-51 cm, kilkanaście sandaczyków w przedziale 35-45 cm. Największy z wtorkowej nocy, oceniam na 70+, jechał już do ręki i ostatnim szaleńczym zrywem uwolnił się od woblera. Za dnia udało się wydłubać kilka boleni i kleni. Dzienne łowienie, to nauka z woblerami bezsterowymi. Jako początkujący spinningista z kilkuletnim stażem śmiem twierdzić, że tego typu przynęty mają piekielną moc. Od jakiegoś czasu podpatrywałem, co i jak z nimi robić. Nawet wystrugałem kilka woblerów, wzorując się na przynętach od naszych wrocławskich twórców. Oczywiście zmieniłem co nieco pod swój gust i warunki, w jakich łowię. Woblery typu „walk the dog”, poppery , jerki, są u mnie brane na poważnie dopiero pierwszy sezon. Nie ma odwrotu. A była kiedyś taka akcja, że kilkadziesiąt przynęt tego typy wypchałem do ludzi, bo nie łowiłem nimi. Kilka ryb z pierwszych dni września.
  2. 13 points
    Wczoraj 4h szukania kleni. Zaczęło się dopiero po 22:00. Sporo tych kleni przerzuciłem. Cztery z nich ~40cm a największego zmierzyłem i miał 45cm. Już długo nie mogę się dobić do 50cm. Tym razem do łaski powrócił szerszeń od kolegi @jaceen ( a pomyśleć, że zaczął już kurz zbierać w pudełku). Zawsze jak kończę nocne spinningowanie to święcę czołówką po wodzie. Wczoraj też tak zrobiłem i stanąłem jak wryty bo w kamieniach, pod samymi nogami, jakieś 30 cm ode mnie stał sandacz 60+ w wodzie na ok 20cm. Był równie zaskoczony jak ja bo nie spanikował i nie odpłynął od razu. W całym tym natchnieniu złożyłem jeszcze pływającą rapalkę ale dołowiłem tylko sumka ok 40cm. Obiecałem sobie, że następnym razem spróbuję z większymi wobkami.
  3. 12 points
    Wczoraj szybki wypad 19:30-22:00 nad Odrę. Nad wodą cisza. Zero aktywności ryb. Jednak to był ciekawy wieczór. Wypracowałem bardzo fajne miejsce gdzie można z powodzeniem trafić na nocne spinningowe płocie. Wczoraj złowiłem ich 5. Wszystkie z przedziału 29-32cm. Do PB w tym gatunku daleko ale dla mnie to już piękne płocie. Pięknie walczą nawet na kiju do 20g. Co ciekawe najwięcej brań było przy prowadzeniu wabika z prądem rzeki. Mam wrażenie, że to dopiero początek. Jak przyjdzie prawdziwe ochłodzenie to i w rybach spokojnego żeru uaktywni się drapieżna strona mocny. Na okrasę był też kleń równo 40cm. C&R.
  4. 12 points
    @zajac222 ładna ryba. Dziś pojechałem na moją miejscówkę na liny. Pobiłem życiówkę, po kapitalnej walce wyjechał lin 48 cm. Gruby i bardzo silny potem dołowiłem jeszcze drugiego 38 cm. Oba pływają dalej. Mam nadzieję, że nikt mi nie obczai mety, bo dojście do niej jest dramatyczne i nigdy nie widziałem tam nikogo łowiącego, poza wydrami są znacznie lepsze ode mnie, jestem w szoku jak to zwierze skutecznie poluje. Pozdro
  5. 12 points
    Dziś trochę popływałem na jeziorach , pierwsze to wielki niewypał , woda tak zielona że przynęty nie widać na dwadzieścia centymetrów . Po dwudziestu minutach zwijka i przejazd na następne o wiele głębsze i czyste , głębokość dochodzi tam do trzynastu metrów . Po trzydziestu minutach przycinam szczupaczka 48 cm , wraz z kumplem na zmianę przycinamy co jakiś czas zielone ale wszystko króciaki jakieś siedem sztuk , przepłynięcie na ostatnią miejscówkę i siada piękna równiutka 90tka
  6. 11 points
    Słowacja VAH dzień 3 Z każdym dniem jest coraz lepiej zarówno pod kątem Ilości i jakości poławianych ryb. Wdrożyliśmy w życie sugestie lokalnego mentora, które okazały się zbawienne 😀 Trafił się dziś dublet ... dwugatunkowy: Po pełnym wrażeń dniu wybraliśmy się na zasłużony nektar Bogów 😉 Tomek i Marcin
  7. 11 points
    Sobota i Niedziela nad wodą! Po udanej zeszłej sobocie z Brzanami chciało by się więcej takich rybek ale niestety to nie takie łatwe. Zmiana pogody woda w górę,w dół i z Brzan nici! Sobota marna kilka maluszków. Dziś ciut lepiej. Jakieś Kleniki dwa Potoki około 30 cm i wisienka na torcie Świnka 44 cm
  8. 10 points
    W tym roku na Widawie jest inaczej niż zwykle. W kwietniu leszcz z wysypką, a w lipcu miałem dwa lejące leszcze. W lato rzeka bardzo zarosła i był bardzo niski poziom wody, odpuściłem spinning. W lipcu złowiłem kilka sporych (jak na Widawę) leszczy do 55cm. Od powrotu z urlopu byłem 4 razy i złowiłem 7 linów (przyłów to płocie, krąpie i leszcze). W poprzednich latach na Widawie liny łowiłem okazjonalnie, obecnie z premedytacją nastawiam się na nie Nie są duże od ok. 25 do 40 cm, ale na zarośniętej wodzie dają popalić, te większe weszły w zielsko i się spięły.
  9. 10 points
    Słowacja VAH dzień 2 Dzisiejszy dzień okazał się bardziej łaskawy od wczorajszego. Prawdopodobnie przyczyną była zmiana odcinka rzeki. Liczne rynny i spiętrzenia wody pozwoliły osiągnąć lepsze od wczorajszych wyniki zarówno ilościowe jak i wielkościowe. Łowilismy dziś świnki, tęczaki, lipienie, klenie i okonki 🙂 Trafił się nawet jelec 😀 Ponizej prezentuje fotkę jednego ze swoich tęczaków. Reszta zdjęć "zamokła" wraz z Tomkiem i Jego telefonem. Po reanimacji i wysuszeniu dorzucimy resztę. Spotkaliśmy dziś lokalnego szamana, którego wędka częściej niż nasza gięła się w parabole 😀 Otwarcie i chętnie pokazał nam konstrukcje swojego zestawu, przynęty (kolorystyka, rozmiar), grubość żyłki i kilka innych rozwiązań, które mamy nadzieje przyniosą jutro spektakularne rezultaty 😀 Pozdrawiamy 😉
  10. 10 points
    Blisko miesiąc nie byłem o świcie na rybach. Dzisiaj trochę się spóźniłem. Przynajmniej dwadzieścia minut. Zdążyłem jeszcze na kilka fajnych brań, jednak długa przerwa bez muchówki dała znać. Zaczęła się motać linka, innym razem przypon strzela na rybie, albo podczas holu robię błąd i ryba, dostając luz, odpływa. Żeby mnie pogrążyć, szczupak odgryza poppera. Na szczęście przynęta po chwili wypłynęła, a że była niżówka mogłem ją odzyskać. Gdy przestały działać streamery, to przezbroiłem się na spinning. Poppery słabo. Zakładam "banana" (walk the dog), który ratuje dzień. Fruwa dosłownie w powietrzu. Ataki agresywne wyrzucają go na kilkadziesiąt centymetrów w górę, ale na kiju tylko raz poczułem rybę. Z góry atakują mewy. Muszę uważać, bo kilka razy były blisko. Z mewą nie chcę walczyć. W końcu trafił! Wobler pacnął na wodę, kilka razy pobiłem szczytówką i bęc! Kij w pałąk i linka tnie zielsko. Całe szczęście, że już nie jest takie soczyście zielone. W innym przypadku byłbym bez szans. Po kilku odjazdach boleń wykłada się i mogę go zmierzyć (63). Wobler jak wobler. Pomalowałem go trochę dziwnie, ale dzisiaj ten kolor działał na ryby prowokująco.
  11. 9 points
    Witam Kolegów po kiju!:) Z raci tego, że do Widawy mam jakieś 3km w linii prostej, postanowiłem odwiedzić ją kilka razy w lipcu. Tak jak pisaliście, dostęp do wody strasznie utrudniony. Stan wody bardzo niski, w większości miejsc w których byłem woda sięgała mi do polowy łydki, max do kolan. Nie mniej jednak udało się wydłubać kilka kleników. W większości wymiar sportowy, do 30cm, ale udało się też złowić jednego czterdziestaczka, to tego Jaź 42cm i 38 i spinka kluski dobrze ponad 50 cm przez brak podbieraka (2 razy próba podebrania ręką się nie powiodła, zbyt grubiutki był). Także życiowy kleń został w odpłynął. Wszystko jednego dnia. Kolejne wypady dawaly przeważnie małe klenie i okonki. Poczekamy na ochłodzenie i znów odwiedzę Widawę dodaje fotki jednego z małych kleni, największego i jaśków. Pozdrawiam W.
  12. 9 points
  13. 9 points
    Monotonnie w tym wątku. Tylko świnie, klenie i Barbary;) -------------- Plan miałem chytry. Godzina łowienia o zmroku i zaliczyć na zonkera sandacza (51). O brzasku dołowić ładnego okonia (28). A później przezbroić się na spinning i połowić dalej okonie na poppery. Na początek zmyłka;) (42) Następne według planu. Największy ok. 27 cm. Było tego z piętnaście sztuk. Brań sporo więcej. Wymarzony poranek na wrocławskiej Odrze:)
  14. 9 points
    Może był już temat o Mistrzostwach Świata w spławiku kobiet we Wrocławiu..ja miałem to szczęście i byłem sędzią stanowiskowym na tej wyjątkowej wędkarskiej imprezie. Było o tyle fajnie, że " moje podopieczne " czyli w sobotę Rosjanka Julia, a w niedzielę Slovenka Eva otwierały zabawę, więc można było się domyśleć, że będzie sporo ryb i tak też było zarówno w sobotę (wynik Rosjanki 8,35kg i 1 miejsce w sektorze, oraz 2 w całych zawodach tego dnia ! Czy Slovenka 2 w sektorze z wynikiem ok.4 kg ). Zawodniczki, które obserwowałem łowiły liny (ponad kg), leszcze (niektóre po 1,5kg), sumiki, krąpie itd. Miały ryby, które jak to mówiły po zacięciu stanęly, jak kamień i były nie do wyjęcia. Impreza wypaliła organizacyjnie, pogodowo i zwycięskie Francuski zaliczyły orzeźwiającą kąpiel w Odrze, brawo dla Polek, które łowily piękne leszcze i zajęły ostatecznie 5 miejsce. To był ciekawie spędzony weekend
  15. 9 points
    @Don Gucak Skoro biorą to nie odpuszczaj. Ja odpuściłem, bo kilka wypadów kończyło się leszczami. Kolega za to próbował dalej i? Miał takie branie, że wbiegał w butach do wody, ryba wleciała w drugi zestaw, poplątała go, poszła w zarośla po czym trzepnęła porządnie trzy razy wędą i tyle było ją widać Kukurydza moczona w miodzie zwabiła liny z powrotem na łowisko - na ale ja już tak jak postanowiłem wracam do spina. Jakieś efekty już są. Piątek i sobota były owocne. Może jeszcze dziś wyskoczę na klenie. Sorry za jakoś zdjęcia ze szczupłym, ale tylko kalkulator mieliśmy na łajbie Szczupły trochę ponad 60, okoniowi zaś 2 cm do 30 zabrakło.
  16. 9 points
    Okonie na razie odpuściłem bo są strasznie porozrzucane po miejscówkach i doszedłem do wniosku że trzeba korzystać z ryb które na jesieni troszkę odpuszczą bynajmniej na moim przydomowym odcinku. Jazie zacząłem łowić od tygodnia wyjeżdżają w ilościach "hurtowych" lecz te z 5 z przodu skutecznie mnie omijają ryby w przedziale 30÷40z małym + chętnie współpracują i dają dużo emocji na żyłce 0.14 Dzisiaj już bliżej 50 niż dalej 47 bardzo cieszy ale czekam na 50+ Wszystkie rybki łowione na stone fish od Oleix nie wiem czemu ale nic innego im nie smakuje próbowałem wszystkiego co mam a "stonke" posiadam w trzech kolorach dzisiaj odpowiadała im czarna z czerwonym brzuszkiem wczoraj grafit i oska więc kolorystycznie też kombinacje.
  17. 9 points
    Ostatnia wakacyjna wędkarska wyprawa. Nad wodę dotarliśmy po 21:00. Po drodze zaczepialiśmy wracających wędkarzy, aby wyciągnąć, ile się da informacji o sytuacji na Odrze. Wybitnych wyników nie mieli, aktywność do poprzednich dni słabsza, ogólnie szału nie ma. Mówię do Radka, jest dobrze:) Zapewniam go, że taka pozorna cisza będzie nam sprzyjać. Mijamy wszystkie dotychczasowe miejsca, którymi otwieraliśmy wędkowanie poprzednim razem. Idziemy na najbardziej dla nas atrakcyjne. Można uwierzyć lub nie, ale wrzucamy pierwszy raz woblery i po chwili holujemy ryby. On klenia, ja sandacza. Cieszę się, bo "stary" znowu jest wiarygodny w tym, co mówi. Później potrzebowaliśmy trochę czasu, by spokornieć:) Zmieniamy często miejsca. Mamy do obłowienia ponad 0,5 km brzegu. Brań mamy wystarczającą ilość, by nie popaść w senność. Trafiały się sandaczyki, klenie , kilka ryb nie zdążyliśmy rozpoznać. Uwalniają się w trakcie holu. Wołam Radka, by przyszedł mi przyświecić, bo mam ładnego "kloca". Okazało się, że na przynętę nocki wziął piękny szczupak. Był zbyt duży i miejsce niewygodne, by targać go na brzeg. Zapięty na jeden grot łatwo dał się uwolnić. Miara z kija daje 80 cm. Daję juniorowi woblera, na którego tej nocy miałem najwięcej brań. Nie minęło kilka minut i słyszę potężne przewalenie się ryby. Po chwili jęk zawodu. Pudło. Mija następne kilkanaście minut. Coś się chlapie. Radek holuje sandaczyka. Ja w międzyczasie zaliczam małe klenie i konkretne branie. W zasadzie to nie doliczę się, ile tego było. Pozostała nam ostatnia miejscówka. Dopada nas znużenie. Zakładamy, że po trzy rzuty i kończymy. Skończyło się na tym, że jeszcze tkwiliśmy tam z piętnaście minut. Łamaniec zadziałał. Słyszę i widzę na środku gejzer wody. Błyskawicznie patrzę na wędkę Radka. Wygięta w pałąk! No pięknie! Będzie niezłe zakończenie. Kilkanaście sekund, tyle trwało to zdarzenie. Szkoda mi chłopaka, bo tym razem widziałem po nim wielkie rozczarowanie. Do tej pory, bez żadnego grymasu przechodził przez takie sytuacje. Tym razem nie dało się i całą powrotną drogę analizowaliśmy, co mogło być po drugiej stronie.
  18. 9 points
    Syn biegał dzisiaja z muchówką i połowił nie nadających się do zdjęcia klenie. Ciężko mi za nim chodzić ze spinningiem, bo on zajmuje sporo przestrzeni :). Postanowiłem się rozsiąść stacjonarnie i obserwować jego poczynania. I nie nudziłem się. Były małe: I były duże: Był też niezdjęciowy sum. Coś mi zerwało przypon. Po paru minutach branie i sum. Wyciągam haczyk a on na sznurku dalej. Więc wyciągam drugi haczyk i już wiadomo kto zerwał wcześniej zestaw
  19. 8 points
    Szybki wieczorny wypad rybki dziś współpracowały weszło kilka leszczykow i przed zmrokiem 65 cm misiek
  20. 8 points
    Zacząłem grubiej sypać bobikiem i łubinem, ponieważ zabrakło grochu. Dziś z rana założyłem srogą porcje bobiku na hak i pyk - 4 ryby, 4 spinki w ciągu 2h. Dwa 40 oraz dwa takie na 35. Jak sie uspokoiło, spróbowałem na oscypka - biorą 45 max a ja jeszcze bez 50tki w tym sezonie... Wzdręgi jednak nie dają poleżeć serkowi, więc to sie chyba nie sprawdzi. Największy nie miał zamiaru zapozować do zdjęcia, więc macie tylko taką typową czterdzieche.
  21. 7 points
    Dziś trochę popływałem po Wiśle , plany były aby popływać cały dzień ale coś silnik zaczął szwankować i pływanie było bardzo skrócone . Mimo to udało się przyciąć bolka na 63 cm
  22. 7 points
    Sierpień zacząłem od popperów i w ostatnim dniu miesiąca też chciałem nimi powalczyć. Podobnie, jak we wtorek zacząłem od muchówki. Dalszy ciąg fatum. Dwa zonkery tracę na szczupaczych zębach. Następna ryba po dwudziestu sekundach spina się i nawet nie wiem, co miałem. Później pięć kolejnych brań psuję. Właściwie nie wiem, co się działo. Puk! Wcinam z linki, czuję ciężar na kiju i natychmiast luz. Nie mogę tego rozgryźć. Jaki błąd popełniam? Na otarcie łez łowię klenika pod trzydziestkę i zakładam muchowego poppera. Miałem spędzić resztę czasu z tą przynętą. Jednak wzmógł się wiatr i do bani takie łowienie. Na zmianę mam spinning. Ściągnąłem wodery, zakładam trampki (ulga od tej gumy po pachwiny) i w lajtowym stylu zrobiłem przechadzkę po rewirach. Dałem koledze namówić się przez telefon do odwiedzenia miejscówki, w której ostatnio testujemy "banany". Tym razem nie było ataków z fajerwerkami, ale konkretne łubu dubu. Jedno niecelne, drugie trafione. Następne niecelne, kolejne trafione. I tak cztery razy. Wracając zakładam poppera z kory w kolorze naturalnym i na pożegnanie łowię ładnego okonia.
  23. 7 points
    Żeby nie przestało być monotonnie Chwilę przed deszczem siada 5+ na suchara
  24. 7 points
    wracam do gry 😉 po urlopie , miałem być z rana na " mojej " mecie żeby się przeprosić z wodą 😁 , ale dobrze się spało i jestem koło 10tej , dwa kije do ręki i do boju , najpierw okoń potem następny , mały boleń i zebaty taki około 60 cm. Dał popalić, już dawno nie widziałem tylu świec nad wodą ( dobrze ze nowa żyłka i kolowrotek do tego metrowy fluokarbon 0,25) wziął na 10 gr. Cykadowoblera spin mada , znowu zaczęły się brania na drop shota ( kolor kajtka oczywiście jedyny słuszny 😁) woda żyje coś się dzieje znaczy się że zbliża się jesień 😁 p.s. w .upie mam taki urlop gdzie nie ma ryby , w przyszłym roku zostaje we Wrocławiu
  25. 6 points
    Witam w te piękne wrześniowe popołudnie Dziś wszystko odbywa się tak jak ma być. Była praca, po pracy runda po placu zabaw - poprzedzona kursem do żłobka. Teraz czas na obiad, a po nim nastaną próby zrozumienia pierwszych słów syna (dumny jest tata!😊) i znoszenie jego humorów - to niesamowite, że tak mały człowieczek potrafi tak dużo nabroić 😉 Później sen Kajtka połączony z nieobecnością żony - czas dla mnie i pracę nad kolejnym tekstem. No i na moją ukochaną kawę!👍 Lawiruję więc tak przez cały dzień, od zadania do zadania, ale pamiętam też o moim ulubionym forum wędkarskim - mówię oczywiście o haczyku! I wrzucam kolejny tekst z bloga zatytułowany: AKCJA: "SIERPNIOWY LIN 2018" Czyli krótkie podsumowanie minionego miesiąca, który w 100% poświęciłem prosiaczkom😎 Z wędkarskim pozdrowieniem! Czy to była jakaś zorganizowana akcja? Taka akcja żeby złowić lina! “Sierpniowy lin 2018” się zwała, a teraz przechodzi do historii. I melduję, że zakończyła się totalnym powodzeniem! A zaczęło się dawno, dawno temu… Czyli jakieś trzy lata wstecz.Wtedy to stwierdziłem, że złowię lina. Postanawiam! - powiedziałem pewnego dnia. I tyle. Spośród 730 i jeszcze kilkudziesięciu dni, jakie minęły od chwili złożenia tego świętego przyrzeczenia, na nęcenie linów poświęciłem chyba “aż” ze trzy. Łowiłem (strzelam) z pięć razy, na łowiskach gdzie liny co prawda były, ale że szukałem ich w czerwcu czyli wtedy kiedy zapewne miały tarło, no to co miałem złowić jak nic nie złowiłem? Biorę się za Ciebie! Zliczyłem w tym czasie multum kropek pasłęckich pstrągów i łusek łyńskich kleni, ale ciągle ukradkiem zerkałem na nie.Patrzyły na mnie przez cały ten czas swoimi czerwonym ślepkami - dorodne, internetowe liny. Łypały w moją stronę mięsistymi pyszczkami, aż w końcu uległem ich czarowi. Omamiły mnie i wiedziałem, że muszę! Musiałem poczuć lina na wędce. Tak więc w sierpniu tego roku wziąłem się za prosiaczki - pierwszy raz w życiu na poważnie. Wybór łowiska. Warmia to kraina lina. Kogo nie spytasz każdy go złowił: tu lub tam. Teoretycznie więc szansa na wybór dobrego łowiska był duża, ale jeszcze większa na kompromitację. No bo jeżeli lin jest wszędzie, to siara jak go nie złowisz, chłopie… zwłaszcza, żeś jest autor poradnika: "Jak wybrać łowisko?" Tak więc, na litość boską, szukaj! Szukałem więc, a czy znalazłem? No jak nie jak tak! A teraz zdradzę Wam pewien sekret. Tylko ciii... Wiecie jakie jezioro jest dobre na lina? Nierówne (hę?) To znaczy, takie tego... nooo, krzywe (co on bredzi?) Krzywe, ale z nazwy. Inaczej mówiąc jezioro Ukiel - to tak dla informacji, jakby ktoś chciał połowić liny w Olsztynie. Osobiście na te właśnie jezioro postawiłem, a czy słusznie? No ja zabawę przednią miałem! Klucz do sukcesu akcji "Sierpniowy lin 2018". Na pusty hak to tylko pstrągi w Szwaderkach biorą (najlepiej na złoty). Olsztyńskie liny to inna liga, ale też nie mogę powiedzieć żeby były aż tak strasznie wybredne - na moje szczęście, bo mistrzem kuchni to ja nie jestem. Chociaż kukurydzę umiem jeszcze ugotować! Gotowałem więc i słodziłem: kukurydzę cukrem i żonie słowami (żeby za kradzież garów i wątpliwe nieraz zapachy krzywo na mnie nie patrzyła). Kilka razy trochę mi się "kuku" ukisiło i w zastępstwie ryb zjadły ją pewnie olsztyńskie dziki, które w osiedlowych śmietnikach czują się jak... liny w wodzie. Za to nie rozgotował mi się żaden ziemniak, ha! - też je czasem do jeziora wrzucałem. No i to tyle jeżeli chodzi o kulinarne moje dokonania. Jeżeli zaś o przynęty chodzi, to bezapelacyjnym numerem jeden została "puszkowa" do spółki z "dzikunami". Taka "kanapka" mięsno-warzywna wygrała zarówno z rosówkami jak i ziemniakami (nie wiem dlaczego, bo przecież tak świetnie kartofelki gotowałem - przypominam)! Takiemu rarytasowi, podanemu na zestawie spławikowym przegruntowanym, położonemu na głębokości ok. półtora metra trudno było się oprzeć linom. Wystarczyło zarzucić i czekać, bo cierpliwość linami jezioro Krzywe wynagradza. No i ostatni element układanki - godziny wędkowania. Lin to ranny ptaszek i wstaje o świcie - jak normalny... człowiek. Wędkarz (czyli ja) normalny nie jest i gdy inni śpią, on siedzi i patrzy w dwa jasne punkciki tkwiące martwo w jeziorze. Zarwałem sporo nocek zanim zrozumiałem, że zielona rybka wstaje razem z kurami. Czyli mniej więcej wtedy kiedy się słonko na horyzoncie pojawi - no może godzinę wcześniej. I taki oto był klucz do sukcesu w sierpniowych moich zmaganiach z linami. Była sobie taka zorganizowana akcja, żeby złowić lina. Zaczęła się w sierpniu i w sierpniu roku 2018 zakończyła. Weszły leszcze w łowisko i linów ni ma - żeby ładnie i rymem tę historię zakończyć.