Skocz do zawartości
przewodnicy wędkarscy     przynęty na okonie

Leaderboard

  1. jaceen

    jaceen

    Redaktor


    • Punktów

      711

    • Ilość dodanej zawartości

      4083


  2. RSM

    RSM

    Użytkownik


    • Punktów

      509

    • Ilość dodanej zawartości

      386


  3. Budek

    Budek

    Zwycięzca Street Fishing Poland Grand Prix 2018


    • Punktów

      304

    • Ilość dodanej zawartości

      936


  4. Don Gucak

    Don Gucak

    Użytkownik


    • Punktów

      222

    • Ilość dodanej zawartości

      242



Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05.04.2019 in all areas

  1. 26 points
    Kilka dni spędzonych nad wodą i coś się udało ugrać. Spora przeplatanka aktywności. Był dzień, że praktycznie każdego woblera zażerały a następnego dnia zero. Tak było przed samymi zawodami we Wrocławiu SFP Wrocław 2019 organizowanymi w sobotę. W czwartek brały bardzo dobrze, w piątek jeszcze na przyzwoitym poziomie a w sobotę nie tylko ja zszedłem bez brania. To był prawdopodobnie jeden z gorszych dni ostatnio. I ten, kto na zawodach cokolwiek złowił, to miał wiele szczęścia albo niesamowite umiejętności. W dalszym ciągu szukam i czekam na aktywność większych okoni. Udało się mi wypracować miejsce i jak do nich podejść, tylko upały i okrutna ilość kleszczy w tym miejscu, nie pozwala się do nich zabrać. Widok pięknych boleni, takich pod 80 cm do dzisiaj mam przed oczami. Udało się jednego, jak zwykle mniejszego złowić, ale jeden olbrzym przez chwilę przyglądał się mojemu popperowi i wydawało się, że za moment go zassie. Już widziałem, jak drgawka nim telepie, żeby chapnąć, ale odpuścił. Bolenie w tym sezonie potraktowałem poważniej. I na wyniki nie mogę narzekać. Mało pamiętam takich sytuacji, że by obyło się, chociaż bez jednego brania. Okazuje się, że przy odrobinie większej koncentracji na tej rybie, nie jest to takie trudne. Nie piszę o większych sztukach, bo w każdym gatunku wygląda podobnie, czyli, im większe, tym trudniej. Sporo pomagają woblery bezsterowe. Przyjemne łowienie i widowiskowe brania. Przy okazji można zapolować na wspomniane wcześniej okonie, czy klenie. Powoli zaczynają pojawiać się u mnie sandacze. Ilości, jak na mnie, spore. Marzenie o tych większych dalej pozostaje marzeniem. Gdy w jednym z dni aktywność była ponad przeciętna, to nawet w poppera przyładował;) Ostatnio uśmiechnęło się do mnie szczęście nawet do "wąsów". Być może miałem dwa na kiju. Nie mam pewności, bo pierwszy się wypiął po krótkiej walce, ale co do drugiego nie mam wątpliwości;) Mucha nocą? Przetarcie było. Kilka brań zaliczyłem. Nowa wędka i trzeba nauczyć się z nią współpracować. Liczę z nią na coś konkretnego. Czas pokaże. pzdr. jaceen;)
  2. 22 points
    O dzisiejszym poranku mógłbym napisać sporo, ale powiem tylko że było grubo..
  3. 20 points
    Po wczorajszych szybkich okoniach pojechałem jeszcze na wieczorne bolenie. Bolenie nie współpracowały, ale jeden hol 30min zaliczony 😂😂 105cm około 30kg
  4. 19 points
    Wczoraj pierwsza eskapada w poszukiwaniu kropeczek zakończona niepowodzeniem, ale dziś poprawka i siedzi pierwsza ryba sezonu😊
  5. 19 points
    Zaczynamy lipiec pozytywnie, Pan i Pani z wąsem Pani 70tka A Pan koło 120stki
  6. 17 points
    Mogę październik już podsumować. Początek miesiąca był obiecujący. Z upływem czasu efekty coraz słabsze. Chciałem zapunktować solidnymi sandaczami, ale szybko zostałem sprowadzony na ziemię. Parę wypraw z nastawieniem typowo sandaczowym skończyło się na kilku maluchach nieprzekraczających 55 cm. Łowiłem w najbardziej uczęszczanych miejscach w obrębie miasta. Przy okazji podpytywałem pozostałych o wyniki. Bywało różnie. O super wynikach nie słyszałem. Trochę czasu poświęciłem okoniom. Moim marzeniem jest regularne łowienie okazów w rozmiarze +/- 30 cm. Gdybym osiągnął taki poziom, to łatwiej by było od czasu do czasu złowić większego. Okazuje się, że to bardzo trudny przeciwnik i w porównaniu do kleni, które uwielbiam łowić i sprawiają mi mniej problemów, to okonie powyżej trzydziestu centymetrów są dla mnie bardzo dużym wyzwaniem. Jest nad czym pracować. Był moment, że kilka fajnych przygięło wędkę. Największy w tym sezonie 35 cm. Ze szczupakami trochę przygasło. Koniec miesiąca, jakby pobudził je do większej aktywności. W momencie, gdy się specjalnie na nie nastawiałem, to nie było rewelacji. Gdy ganiałem za okoniami z wędką ultra light, to bardzo szybko musiałem się przeprosić z przyponami stalowymi. Kilka złowionych szczupaków dobrze przetestowały okoniowy sprzęt. Jest dobrze. Balance nie boi się takich przyłowów i radzi sobie doskonale. W poprzednim roku niespodziewanie musiałem zakończyć sezon 8 listopada. Mam nadzieję, że w tym nie przytrafi się niemiła niespodzianka i jeszcze powalczę z "nocnymi" jaziami. Miałem wtedy farta i udawało się łowić całkiem fajne ryby. Zaczynam robić podchody. Gdybym zbliżył się do poprzednich wyników, to byłby bardzo dobry sygnał, że moje obserwacje o tych rybach się sprawdzają. Jeszcze nie to, ale gdy się ma kilkanaście brań (poniedziałek) i tylko sześć ryb holuję do ręki, to mimo takiej mizernej skuteczności jest zadowolenie. Przynętami w tym przypadku, to niewielkie woblery typu Instynct, Gloog Hector, Kamatsu minnof, Kenart. Wrócę jeszcze do ostatniego poniedziałku. To był najlepszy dzień w tym miesiącu. Miałem w sumie kilkadziesiąt brań. Zacząłem łowić po południu. Sprzęt okoniowy cw do 7 g. Przynęty w użyciu, to małe woblery, cykady, wirujące ogonki i gumki do 3". Okonie brały bardzo dobrze. Kilkadziesiąt do ręki, sporą część udawało się uwalniać przez zluzowanie linki. Niestety na większe nie mogłem liczyć mimo częstej zmiany miejsc. Taki dzień. Maksymalny rozmiar, to 20 cm. Z gumkami 3" radziły sobie doskonale. Przy tym doczekałem się dwóch brań szczupaków. Żal było nie skorzystać i spróbować wieczornych podchodów pod jazie. Było jak w najlepszym letnim czasie. Z małą tolerancją błędu miałem 15 brań. Pięć kleni na brzegu i największy z towarzystwa jaź 44 cm. Liczę jeszcze na względnie ciepłe wieczory, aby zapolować na jazie. Te jesienne nie biorą z takim impetem jak w lecie. Tu jest zabawa przynętą. Podskubywanie, naciąganie, odprowadzanie a ja, jak na szpilkach w oczekiwaniu na mocniejsze targniecie wędką. Całe jazie. Takie jesienno wybredne;) Ciekawe, co przyniesie listopad?
  7. 16 points
    U mnie początek sezonu całkiem udany. 02.01 melduję się na dużej, "domowej" wodzie. Po niemrawym początku i paru zerwanych przynętach przeszedłem na gumisiową dłubankę, która już przynosiła ryby... Przyniosła i tym razem. 😉 Bardzo delikatne brania, w zasadzie dopiero przy kolejnym podciągnięciu przynęty zaczynało coś bujać kijem. Kolejny dzień mniejsza i martwa woda, tylko dwa krótkie szczupaczki na chwilę podnosiły ciśnienie. Trzech Króli i dylemat, którą wodą wybrać. Pada na rewanż na tej drugiej i jest to trafiony wybór. W końcu dobieram woblera, który je prowokuje i udaje się złowić kolejne kropkowane cwaniaki. Zwłaszcza mniejszy daje sporo wrażeń ciumkając przynętę przez 10m i ostatecznie wpinając się pod samymi nogami. No i było śnieżnie! ❄️
  8. 16 points
    10 listopada. Nadchodzi zmierzch. Jest sens jechać na ryby? Dochodzą do mnie informacje o łowionych sandaczach, sumach i szczupakach. Na przekór wybieram się jednak na klenie. Na listopadowe nocne klenie w jednym z odrzańskich kanałów. Znam kilku wędkarzy, którzy na taką informację nie popatrzą na mnie jak na dziwaka, bo sami lubią jeszcze w listopadzie zapolować na nocnego klenia z powierzchni. Właśnie tak, z powierzchni. Do tego potrzebuję wyselekcjonować kilka woblerów, które będą pracowały pod samą powierzchnią, delikatnie marszcząc wodę. Do jesiennego łowienia takie woblery mają u mnie większe szanse, że po nie sięgnę. Typowe smużaki pracujące na powierzchni zostawiam na letnie miesiące. Firma nie ma większego znaczenia. Tu liczy się wyłącznie pożądana praca woblera. Być może są tacy, co łowili na jakiś konkretny model i po utracie, kupując kolejny, już nie mogą uzyskać zadowalających wyników. Być może na to ma wpływ wiele czynników, ale ja na jednym przykładzie przedstawię „mały” szczegół, który dla mnie i późniejszych efektów ma znaczenie. Dwa seryjne woblery, ten sam model, wielkość 33 mm. Spójrzcie na różnicę w umiejscowieniu oczka i steru. Przy małym woblerze przesunięcie o milimetr ma duże znaczenie. Wobler fluo bardziej wchodzi pod wodę i przy mocniejszym nurcie nie mogłem wypracować pożądanej pracy. Najprościej mówiąc, miałem słabsze wyniki. Poprawiłem sytuację, zmieniając kotwiczki na lżejsze i zdecydowanie mniej kręcę kołowrotkiem. Rzuty przynętą muszę wykonywać częściej powyżej swojego stanowiska, by droga przypowierzchniowej pracy była dłuższa. Gdy wobler spływa poniżej mnie, siła nurtu i czasami zbyt nerwowe, nawet niewielkie przyśpieszenie korbką wciąga woblera zbyt głęboko. Gdyby to były przynęty kilkunastocentymetrowe, to milimetrowa różnica byłaby niezauważalna. W przypadku małych woblerów 3 do 5 cm muszę sprawdzić dokładnie pracę każdego, nawet seryjnego. W nocy łowię intuicyjnie. Przy sprzyjających warunkach można zaobserwować tor przynęty. Panować nad jej spływem. Jednak często zdarza się, że na chwilę wzrok ucieknie w inną stronę i tracę kontakt. Dlatego wyboru dokonuję podczas dziennych wypraw. W nocy nie ma czasu na eksperymenty. Prawie nie ma;). Jeżeli ktoś nie próbował nocnego łowienia, to uspokajam, to nie jest tak, że nic nie widać. Byłbym jedną z pierwszych osób, która w takich warunkach by zrezygnowała. Przeważnie jest jakiś czynnik, który pomaga np., rozproszone światło miejskie, oświetlenie mostów lub Księżyc podczas pełni. W wielu przypadkach poruszam się bez dodatkowego oświetlenia. Lampkę używam podczas uwalniania ryb, wiązania linki. Kilka ostatnich nocnych podejść było ze słabymi efektami. Sobota okazała się łaskawsza. Wymarzone warunki. Prawie bezwietrznie. Poziom wody i uciąg taki jak lubię. Nad wodą pojawiam się o 17:00. Jest ciemno. Zakładam, że odwiedzę pięć miejsc, które dokładnie obłowię. Mniej chodzenia a więcej dokładnego czesania wody. Wiele zadowolenia daje taka sytuacja, gdy na pierwszym wytypowanym miejscu, w pierwszym rzucie następuje branie.To efekt wieloletniej praktyki i prowadzonego rozpoznania. Kleń około 35 cm skusił się na Instyncta 3. Miejscówka płytka. Maksymalnie 50 cm. Narobiliśmy trochę hałasu i kilka kolejnych rzutów nie daje efektów. Zmiana miejsca i kilkanaście minut łowienia przynosi znowu dwa brania. Drugim razem udaje się zapiąć mniejszego klenia. Jestem pobudzony. Czyżbym trafił wreszcie na dobry czas żerowania. Wiele się nie myliłem, bo w ciągu niespełna czterech godzin miałem osiem ryb na wędce. Pięć udało się wyholować do ręki. Kilka ryb wyszło do woblera, jednak atak nie nastąpił. W takim listopadowym łowieniu jest jedna sprawa, która może mocno zachwiać wiarę w sukces. Nie ma oznak życia. O tej porze rzadko zmarszczy się woda, coś zaoczkuje, pogoni za inną rybą. Taka sytuacja może wprowadzać zwątpienie. Jeszcze kilka zdań o sprzęcie, jakiego używam. Wędki przeważnie do lekkiego łowienia. W tym przypadku cw do 7 g. Przy małych woblerach kije o większym cw mogą być niewygodne. Nie załadują się pod przynętą, która waży maksymalnie 3 g i zbyt dużo wysiłku będziemy wkładać w rzutach. W dodatku świst powietrza przy tym wysiłku jest denerwujący w nocnych wyprawach. Jedyna „zaleta” takiego gwizdającego sprzętu to możliwość zlokalizowania wędkarza, by nie wejść mu w stanowisko. Od lat do takiego łowienia stosuję plecionkę 0,08 mm. Moc do 3 kg daje mi komfort holowania większych okazów, a zarazem linka jest na tyle cienka, że z małymi przynętami dobrze współgra. Gdyby komuś bardziej odpowiadała żyłka, to tylko kwestia własnych upodobań i przekonań. Ważne, żeby wędkarz sam się z tym dobrze czuł. By żaden element sprzętu nie przeszkadzał. W nocy to bardzo ważne. Ostatnio dowiązuję jako przypon żyłkę z fluorocarbonu (np., 0,30 mm). W takim celu, że fluorocarbon w stosunku do plecionki jest sztywny. W nocy plecionka potrafi zaplątać się o kotwiczki, że o rozplątaniu nie ma mowy. Może to rzadki przypadek, ale platanie zdarza się dość często. Fluorocarbon jest mniej podatny na plątanie. Gdy nawet tak się stanie, nie sprawia problemów w uwolnieniu kotwiczek . Tu nie chodzi mi o widoczność linki, tylko o sam fakt plątania. Jak jest szansa na łowienie woblerami z jedną kotwiczką, to też jestem skłonny sięgać po takie. Również sprawiają mniej problemów w nocnym wędkowaniu. Wracając do sobotniej wyprawy, to złowiłem pięć kleni. Kolejne trzy uwolniły się podczas holu. Największy gagatek miał około 45 cm. Jeden z utraconych mógł mieć więcej. Szarpnął kilka razy i udało się mu uwolnić. Mam jeszcze w pamięci poprzedni sezon, gdy na początku listopada brały bardzo ładnie jazie. Jeszcze siedziały w łowisku. Nie spłynęły na zimowiska. Miałem wtedy nadspodziewanie dużo brań. Byłem zdziwiony, że jazie dominowały. W poprzednim sezonie ryby były jakby większe:). Dla potwierdzenia, że warto czasami przełamywać stereotypy i szablonowość, przedstawiam kilka listopadowych zeszłorocznych okazów. Sposób łowienia ten sam. Dobór woblerów mógł się różnić. W tamtym przypadku do głosu dochodziły jeszcze Gloogi i Krakuski. Mocnego przygięcia! jaceen
  9. 16 points
    Dawid to może takie żabki lub inne gumowe bezzaczepowe przynęty dadzą radę tym warunkom. Na krowy nie mam sposobu. Sam kiedyś byłem w trudnej sytuacji, gdy domniemana krowa wsadziła łeb do kanapek na zasiadce. Dostała lep w czoło i gdy zobaczyłem, że z nozdrzy bucha dym, to dopiero oprzytomniałem i spojrzałem, co ma między nogami. Dobrze, że krzaki były niedaleko;) Zwykle jak smużaki. Rzut w poprzek, sprowadzanie wachlarzem i gdy nie wybiorę całej linki, to w drodze powrotnej ściągam przy opasce. Czasami pierwsze rzuty wykonuję właśnie wzdłuż opaski. Z nurtem po skosie też sprowadzałem i branie też się pojawiały. Żabami można łowić bez zmieniania, przyklejania dodatkowych elementów. Tak są skonstruowane, że w trudnych warunkach powinny sobie poradzić. To takie duże bezsterowe smużaki. Ja im doklejam skrzydełka, bo właśnie chcę uzyskać ten dodatkowy czynnik, jakim jest plumkanie i wzburzanie wody. Dozbrajam w kotwiczki w zależności od łowiska. Najczęściej omijam zarośnięte odcinki, ale powoli zaczynam i do nich sięgać. Tak wygląda przezbrojona żaba. Trochę skróciłem silikonowe frędzle, dodałem duże kółko łącznikowe i zawiesiłem dodatkową kotwicę. Można pozbyć się w prosty sposób tej dwuramiennej i pozostać przy jednej. Szablon jest prosty w wykonaniu, a poliwęglan łatwo się formuje. Później pozostaje tylko wygospodarować czas i wyrobić swoją normę godzin nad wodą. Efekty mogą być albo nie:) Gwarancji nie ma:) Kleń (56cm) na żabę 6 cm z soboty, bo to już sobota była;)
  10. 16 points
    Ten weekend postanowiliśmy z synem poświęcić na łowienie stacjonarne na metodę. Kilometry zaliczone w wzdłuż rzek i jezior Pojezierza Drawskiego tydzień wcześniej, dały nam sporo frajdy spinningowej, więc czuliśmy potrzebę odmiany. Wrocławskie stawy PZW potrafią zaskoczyć fajną rybą, ale wymagają sporo pracy, obserwacji i przede wszystkim czasu, żeby osiągnąć efekty. Dlatego przy wyborze łowiska do szybkiego łowienia "z biegu" dla zabawy, postanowiliśmy celować w komercję. Większość komercji odstrasza mnie całkowitym brakiem wędkarskiego klimatu - prostokątna woda, wędkarz przy wędkarzu, grille dookoła. Ale niedaleko mojego domu jest łowisko, na którym można spotkać 2-3 wędkarzy maksymalnie, często jest się samemu, brzeg zarośnięty, ryby nie przekarmione. Także wydanie 50zł staje się rzeczywiście opłatą za przyjemność. Rekonesans zrobiliśmy w sobotę po południu, po mojej pracy. Ponieważ ryby zazwyczaj przekraczają tu 5kg, a zaczepów na dnie sporo, preferuję do metody przypony z plecionki. Zazwyczaj stosuję gotowce z mikado i nie zawodziły mnie. Tym razem, na szybko uzupełnialiśmy sprzęt i zanęty w najbliższym sklepie, tj. BrickoMarche gdzie królują produkty Jaxona. Znalazłem przypony na plecionce i założyłem, że nie powinny odbiegać jakością na tyle, żeby nie poradzić sobie z pięciokilogramową rybą. Okazały się tragiczne i straciłem dwie pierwsze ryby w pierwszej godzinie łowienia, po całkowitym rozprostowaniu haków. Wygrzebałem jeszcze jedna paczkę Mikado i ukręciłem coś swojego przerabiając zestawy. Kolejne branie i kolejny pech - po zarzuceniu nie ściągnąłem klipsa. Błąd kosztował mnie kolejną rybę i to sporą, bo mniejsze, zazwyczaj nawet na sztywno zestawy są w stanie utrzymać. Tak czasem bywa po dłuższej przerwie w łowieniu daną techniką, ale już po chwili zaczęliśmy być ostrożniejsi, przewidujący i zaczęliśmy dbać o detale, co zaowocowało braniem i udanym holem ładnego karpia: 74cm i tyle informacji o nim. Kupiłem matę i wagę, ale wszystko zostało w domu, co obrazuje jak napaleni i chaotyczni byliśmy wybierając się tego dnia na ryby Kolejnego dnia było ciekawiej. Plan był prosty - łowimy rano, potem zmykamy na obiad, żeby przeczekać burzę i wracamy po południu. Poranek piękny, ciepły, słoneczny, aż zwątpiłem czy ta burza w środku dnia rzeczywiście nastąpi. Na zestawach 6mm truskawka w owocowych peletach oraz dumbels 12mm w smaku "donald". Szybko na truskawce zameldował się karp pełnołuski 81cm, ale szczupły bo tylko 6,5kg: Kilkanaście minut później "donald" przyciągnął uwagę amura 74cm i 5,5kg: Godzina przerwy w braniach. Zaczęliśmy kombinować, wróciliśmy do orzecha tygrysiego, który dawał brania dzień wcześniej. Dał także dzisiaj - karp 70cm 5,2kg pełnołuski: Zerwał się wiatr, który nie tylko potwierdzał zbliżającą się burzę ale także całkowicie zakończył brania. Po przerwie po burzy karpie słabo współpracowały i musieliśmy trochę pochodzić, żeby namierzyć ich aktywność. W oczekiwaniu na branie dużej ryby, trafiło się kilka mniejszych leszczy i krąpi wyraźnie ożywionych po deszczu. Jedno branie trochę mocniejsze niż leszcza i za słabe na karpia okazało się miłym przyłowem 40cm karasia: Na zakończenie dnia, udało się jeszcze jednego karpia 65cm 4,7kg: Wszystkie ryby wypuszczone:
  11. 16 points
    z 30.06. ale póznym wieczorem....więc pochwale sie w wątku lipcowym...
  12. 16 points
    Zaczynam wędkarski maj. W głowie bolenie i szczupaki. Ale nie pierwszego maja. W tygodniu, gdy wielu pracuje, jakoś lepiej mi się nad Odrą spaceruje, niż w wolny długi weekend. Dlatego wybrałem łowisko "komercyjne" Wakepark Wrocław. Komercyjne w ".." , gdyż nie ma tam presji typowej dla takich łowisk, a gdy kto poszukuje karpiowiska w pobliżu Wrocławia, to ta nazwa nigdy nie pada. Dwie wędki - feedery trabucco do 150g, które koniecznie chciałem sprawdzić na większej rybie niż wczesnowiosenny sumik, jaki się trafił ostatnio. Metoda na podajnikach bezżeberkowych 40g. Zanęta z peletów: 6mm wanilia, 2-3mm pomarańcza z miętą i halibut. Na włosach pop upy "donald" oraz waftersy "tutti frutti" i wanilia. Wszystko w kolorze pomarańczowym. Wszystko się sprawdziło tak jak zaplanowałem. Na donalda miał być amur i był: Z rana przy wyspie szybko pojawiły się też 2 karpie około 60cm: Potem brania ustały. Obserwacja wody, zmiana miejscówki i po kilku chwilach super odjazd. Ryba dopiero na środku jeziora odpuściła i pozwoliła na rozpoczęcie holu. Po dość długiej walce, okazało się, że kija przetestował spory karp - 80cm, zdecydowanie ponad 10kg. A na odchodne, 10 minut przed zebraniem się, zameldował się niewielki jesiotr, około 80cm Taki początek majówki
  13. 15 points
    Sympatyczna pogoda. Rekonesans na małej rzece. Zacząłem od woblerów ale bez rezultatów. Moje miejscówki okazały się puste. Przeszedłem na gumy o delikatnej pracy ogonowej i pojawił y się pierwsze kleniki. Po złowieniu trzech niewielkich sztuk wyciągnąłem wnioski, że ustawiły się dzisiaj na napływach przeszkód i są dość aktywne. Kolejne miejsce o pożądanej charakterystyce było dodatkowo głębokie. Wiedziałem że coś tam może być, ale też miałem świadomość, że przy ewentualnym holu podbierakiem ryby nie sięgnę. Przewiązałem zestaw na grubszym fluorocarbonie i rzeczywiście dałem radę podnieść największą rybę jaka wyjechała dzisiaj - 43cm. Klenie zdecydowanie szczuplejsze niż Odrzańskie. Powodzenia wszystkim w lutym.
  14. 15 points
  15. 15 points
    Koniec roku to tradycyjny czas podsumowań i snucia planów na kolejny sezon. Z ciekawości spojrzałem co pisałem równo rok temu. No to sprawdźmy co z tego udało się zrealizować. Sezon rozpocząłem nie od lodu, ale od rzeki i całkiem ładnych okoni. Na początku stycznia przymroziło i można było ruszyć na lód. Planowanego pstrąga 70 cm nie udało się złowić, ale kilka ładnych było. Za to było też kilka jesiotrów ok. 70 cm. No i tradycyjnych okoni i białorybu. Nieco później pierwsze wczesno-wiosenne ryby. Tradycyjnie tuż po zejściu lodu sporo karpików, czasem brały na wyścigi na obu kijach. I nietypowe jak na moje łowisko przyłowy. Zgodnie z planem od wczesnej wiosny były i muchowe wyprawy. i pierwsze w życiu lipienie. Poznałem nowe, nietypowe łowisko- łowienie tylko z łodzi. W maju zgodnie z planem wyjazd nad morze. Z brzegu i w porcie nie było szału. a pogoda niemal zimowa. W ostatnim dniu znacznie się poprawiło i stąd decyzja o wypłynięciu na dorsza. Okazało się, że trafna, bo wbrew obecnej sytuacji, zanotowałem swój najlepszy wynik ilościowy jak do tej pory. Ze względu na planowany zakaz połowu dorsza, wygląda na to, że to ostatnia wyprawa w najbliższych latach.... Zasiadek na białą rybę niestety nie było zbyt wiele. Może w nowym sezonie nadrobię? Podobnie z dużymi karpiami. Właściwie przesiedziałem tylko jedną nockę. Najmniej od nastu-lat... W maju po wielu latach przerwy ruszyłem na okonie na rosówkę. Było sporo brań i kilka ładnych ryb. No i widoki nad jeziorem... Zawody dla dzieci z okazji Dnia Dziecka i rozbity bank- przy niewielkim udziale i dużej satysfakcji "trenera" Czerwiec- drapieżniki wchodzą na pierwszy plan. Nie było rewelacji. Chyba tylko jeden sandacz na początku sezonu. Nie odpuszczałem też muchówki W czerwcu udało się zacząć realizować kolejne punkty planu- sumy. ..i spotkać przy tym starych znajomych- Gregorka! Potem już wiele weekendów przesiedzianych z nastawieniem wyłącznie na suma. Najczęściej z ojcem, ale i z rodzinką i dobrym kolegą. Nie ma to jak kociołek nad wodą. Przybył sprzęt pływający. Były też i efekty Sporo ładnych karasi przy połowie dużych żywców na suma. Czasem przy połowie karasi niespodziewane przyłowy No i oczywiście nowa życiówka sumowa.😎 Było też sporo grzybów- czasem tuż nad wodą. Udało się znowu połowić w Chorwacji. Nie było okazów, ale mnóstwo się nauczyłem od miejscowych. Jak się uda to będzie z tego artykuł i film. Jesień oczywiście należała do drapieżników. Nie było szału, ale kilka "zębaczy" udało się złowić. Życiówka 39 cm Przed nami jeszcze kilka dni sezonu, więc nie składam jeszcze broni! Plany na 2020 rok. Sezon rozpocznę zapewne nad rzeką a jeśli w styczniu zmrozi, to na pewno znowu uderzę na tęczaki i już świadomie na jesiotry, bo trochę się poduczyłem tej zimy. Wczesną wiosną pewnie poćwiczę karpiki i ruszę ostro na muchę. Mam nadzieję na grubego potokowca. Cichy plan na spinningowy maj to łowienie pierwszych w życiu boleni- ambitnie, bo z pontonu na jeziorze. Chciałbym trochę nadrobić z dużymi karpiami, bo ostatni sezon kompletnie odpuszczony w tym zakresie. Od czerwca w nowym roku- prawie wyłącznie sumy. Wakacje zapewne to znów łowienie w Chorwacji- mam nadzieję, że doświadczenie zaprocentuje większymi rybami. A najważniejsze w tym wszystkim to odpowiednia ilość czasu na łowienie- czego sobie i Wam życzę nadchodzącym sezonie 2020!
  16. 15 points
    Podsumowanie sezonu 2019. Udało się dość wcześnie zacząć, bo już piątego stycznia. W dodatku złowiłem w tym dniu klenia. Początek obiecujący. Planów szczególnych nie zakładałem. Chciałem więcej czasu poświęcić na łowienie przynętami powierzchniowymi. Pora roku, okresy tarłowe ryb i warunki bieżące nad wodą w praktyce same narzucały, na czym się skoncentrować, a co odpuścić. Trochę porwałem się z motyką na słońce, bo po cichu liczyłem na sumy. Sumy na muchówkę. W trakcie ich namierzania jednak musiałem odpuścić. Nie mogłem dopasować sprzętu i przeliczyłem się z umiejętnościami. Zresztą całe to łowienie mocniejszym sprzętem nie leżało mi od początku i spasowałem. Przynajmniej na jakiś czas. Z kolei ze spinningiem poszło mi całkiem nieźle. Kilka sumów się spięło, kilka nie trafiło w przynętę, było kilkanaście małych pod wymiar, a tych ponad wymiar uzbierałem równą dziesiątkę, w tym ustanawiając swoje nowe PB na 140 cm. Przy okazji do swojego wędkarskiego repertuaru wprowadziłem przynęty, które do tej pory traktowałem jako coś abstrakcyjnego, co w moim przekonaniu nie mogło zadziałać. Jednak szybko się to zmieniło i przynęty te zostały rewelacją mojego sezonu. Nie tylko łowiły sumy, bo równie dobrze reagowały na nie klenie i bolenie. Mowa o wszelkiego rodzaju crawlerach. Zacząłem od największych ryb, a powinienem od tych mniejszych i bardzo urodziwych. Jedyna pociecha z sezonu okoniowego to, że poprawiłem swój PB na 37 cm. W dalszym ciągu będę się starał przekroczyć magiczne dla mnie 40 cm. Myślałem, że za sprawą popperów i powierzchniowych woblerów wtd tak się stanie, ale ten sezon z okoniami był trudny. Naprawdę miałem problemy, żeby chociaż zbliżyć się do poprzedniego w skuteczności łowienia na powierzchniowe woblery. Na gumki jeszcze coś się działo, ale też bez rewelacji. Jazie pominę, bo poszło z nimi słabo. Nie rozpaczam, bo jakoś szczególnie na nie się nie nastawiam. Mam czasami zajawkę, że staram się je namierzyć i w sezonie kilkanaście sztuk łowię. Klenie standardowo dopisały. W zasadzie mocno do nich się nie przykładam. To nie jest tak, że je lekceważę, tylko czuję się w łowieniu kleni dość swobodnie. Może różnica jest znaczna między ostatnimi dwoma sezonami w łowieniu tych powyżej pięćdziesięciu centymetrów. Poprzednio złowiłem takich szesnaście a w tym tylko dwa (56 i 52 cm). Dwa sporo ponad pięćdziesiąt spadły mi pod ręką. Szczupaki. Pomyślałem, żeby trochę pochodzić za szczupakami. W sezonie trafiały się ich przyłowy, to dlaczego nie spróbować świadomie podkręcić licznik? Do pudełka dorzuciłem trochę wahadłówek. Musiałem w końcu nabrać wiary w te przynęty, bo przyznam, że z blachami nie było mi po drodze. Gdybym poświęcił sporo czasu szczupakom, to mogło być bardzo ciekawie. Blachy są jednak skuteczne. To od wędkarza zależy, czy je polubi i znajdzie się na nie miejsce w pudełku. Boleń. Kiedyś był dla mnie prawie nieosiągalny. Do czasu. Gdy się przyłożyłem i w końcu znalazłem przynęty, które i ja polubiłem, które nie sprawiały mi problemów, to ze zrobieniem kolażu z nimi teraz nie mam problemu. Nawet trzeba było trochę zdjęć usunąć, bo widokówka byłaby zbyt mało czytelna. Sandacz. Tu zdecydowanie obniżka formy. Może inaczej. Początek sezonu sandaczowego trochę odpuszczony na rzecz sumów, boleni i okoni. Pod koniec roku miałem to sobie odbić, jednak nie udało się i mocno się męczyłem. Największy z tego roku mierzył tylko 68 cm. Mucha. Bardzo mało czasu poświęciłem tej metodzie. Najbardziej zależało mi na złowieniu kilku sandaczy. Kilka udało się przechytrzyć. W tym wymiarowych "aż" trzy sztuki. Z tego, co pamiętam, to jakoś woda mi nie pasowała pod sandaczową muchę. Może w bieżącym sezonie coś się u mnie przełamie do muchy i z powrotem z młodzieńczą fantazją polecą wąską pętlą Zonkery, Black Zulu itp. Przyłowy. Owszem były. Trafiały się duże leszcze, krąpie i płocie. Kolejny ciekawy dla mnie przyłów to wzdręga. Wzdręga nie była mała. Zrobiła na mnie wrażenie i zanotowałem sobie nowe PB w nowym gatunku, całe 36 cm. Mój rekordowy leszcz na okoniowy sprzęt. Plany na sezon? No cóż, zachłysnąłem się możliwościami crawlerów i tu będę się starał mocno nimi połowić. Co to może zapowiadać? Być może więcej sumów? A przy okazji jakiś rekordowy kleń? Z pewnością nie odpuszczę okoniom. Ten garbus 40+ gdzieś na mnie czeka. Przynęty. Tajemnic nie ma. W praktyce leci do wody to samo, czym łowi sporo wędkarzy. Wahadłówki, klasyczne woblery, mniej lub bardziej znane silikonowe gumki, cykady, wirujące ogonki itd. Bardzo mało łowiłem na swoje smużaki. Wyjechały mi z pudełka i niewiele zostało dla mnie. Za to zadowolony byłem z sandaczowego woblera, którego stworzyłem specjalnie na konkretną wodę. Dał mi dwa największe sandacze minionego sezonu ( 68, 57 ). Pozostałe przynęty, które sprawdziły się w boju. Pozdrawiam i życzę mocnego przygięcia w kolejnym sezonie. jaceen
  17. 15 points
    Jesienią uwielbiam łowić odrzańskie klenie w miejskich kanałach. Najczęściej biorę wtedy lekką gruntówkę, najprostszy zestaw - ciężarek, przypon, haczyk a czasem nawet bez ciężarka. Nie nęcę tylko wypatruję miejsca i posyłam pojedynczą przynętę - ciasto serowe, szynka, wątróbka, rosówka. Zdecydowanie bardziej aktywna forma użycia gruntówki niż stacjonarne rozstawienie się. Za rybą potrafię przewędrować parę ładnych kilometrów. Z tych spacerów wyłoniło się kilka "pewnych" miejscówek. Jest tylko jeden mały problem - jesień jeszcze się porządnie nie zaczęła. Jednak wczoraj wieczorem siedząc nad stawem, stwierdziłem, że nocą ostro spada temperatura. Stąd narodził się pomysł, żeby o poranku spróbować "jesiennych metod" w jednej ze sprawdzonych w zeszłym sezonie miejscówek. Na przynętę poszło ciasto serowe. Jest rewelacyjne na klenie w zimne miesiące ale w ciepłe dni przestaje być atrakcyjne dla ryb. Zestaw składał się tylko z kotwiczki. Bez przyponu, bez ciężarka. Spodziewałem się delikatnego brania, bo ciasto zaczyna być ostro szarpane przez ryby im bliżej zimy. Im dalej od zimy tym klenie są ostrożniejsze z braniem sporej kulki (średnica jakieś 3cm) do pyska. Miałem tylko 30 minut przed pracą. Pierwsze branie puste - wyjąłem kleniowi kulkę z pyska bez udanego zacięcia. Ale już wiedziałem, że są w wybranym miejscu. Brak wiatru ułatwia takie łowienie, bo bez napiętego zestawu obserwujemy przede wszystkim żyłkę. Kolejny lekki ruch żyłki skwitowałem zacięciem i po krótkim holu zaliczam radosny poranek
  18. 15 points
    Duża woda duża ryba 💪💪 Branie atomowe mało ręki mi nie urwał, hol chwilę trwał ale po kilku odjazdach dał sobie fotkę zrobić. 70+
  19. 14 points
    Dostałem od małżonki w prezencie nową wędkę. Kij brzanowy Korum 13ft 2,5lb. Feeder typu avon. To już wędka o mocy przypominającej karpiówki ale jednak pozwalająca obserwować drgającą szczytówkę. Planuję w tym sezonie powalczyć z brzanami i kij jest idealny na upatrzone już miejscówki. Wspomoże mnie też przy ciężkiej metodzie za karpiem i amurem. Ale to wszystko daleko przede mną. Na czym stestować coś takiego w styczniu? Oczywiście na kleniach. Wczoraj w nocy Odra w centrum miasta. Fragment wody z większym uciągiem. Świetny klimat miejscówki, 4 mocne brania, 2 hole, 0 ryb. Coś nie tak z wędką/zestawem. Za sztywno. W pracy nie dawało mi to spokoju i zaraz po pojawiłem się ponownie nad Odrą ze zmodyfikowanym zestawem. Inne miejsce ale woda ciągnie nawet mocniej niż w powyższym. Najlepsze miejsce jest w pobliżu przeszkody rozcinającej mocny nurt i w tym wypadku był to środkowy filar mostu. Żeby położyć tam zestaw trzeba użyć dużego obciążenia (czego klenie nie lubią) lub znacząco wyostrzyć kąt, co oznacza daleki rzut. Nowy kij pozwalał na drugą opcję i już przy 40g zestaw stał dobrze. Rzucałem z około 70m. Szybko nastąpiły skubnięcia potwierdzające aktywność kleni. Mocniejsze dogięcie szczytówki natychmiast zaciąłem. Test udany, pierwsza ryba na nowej wędce zameldowała się. Kij przeszedł w parabolę, co mnie zaskoczyło. Myślałem, że przy takiej mocy klenika ledwie będę czuł. Okazało się jednak, że klenik był całkiem spory. Nowe PB, 53cm:
  20. 14 points
    W grudniu planowałem poświęcić kilka wypadów z feederkami za płocią. Wiem jak poprawnie do tematu podejść, ale gdy mamy tylko godzinę czasu po pracy na łowienie, nie zawsze poprawność udaje się zachować. Kij brzanowy, koszyki ciężkie a przypon 0,08. Musiałem niemal kompletnie rozkręcić hamulec, żeby to miało szansę powodzenia. Ale udało się. W niewielkiej ilości podanej zanęty szybko pojawiły się leszcze. Brania ultra delikatne potwierdzają, że zaczyna się zimowy styl łowienia. Osobniki koło 40cm to nie okazy, ale pozwoliły wyczuć mój toporny zestaw. W końcu pojawiła się płoć. Trochę pracy i liczę na medalowe jeszcze w tym roku
  21. 14 points
    W grudniowym wątku dominują leszcze i płocie:) Dorzucę od siebie rybkę, by to zmienić. Sandacz złowiony na woblera przeznaczonego pod bolenie. Miałem trzy pudełka gum i tylko dwa woblery. Dałem się namówić koledze na godzinę nocnego wędkowania i tak to się skończyło. Żeby nie było, to na tego woblera trochę sandaczy złowiłem. I to w nocy. Nie jestem zdziwiony jego atrakcyjnością wśród sandaczy. Natomiast zostałem bardzo zaskoczony, bo od jakiegoś czasu zdecydowanie nastawiałem się na złowienie fajniejszego sandacza na zakończenie sezonu. Niestety nie mogłem sobie poradzić. Dzięki zdecydowanej postawie kolegi nieuznającej mojej odmowy na dalsze wędkowanie, na wrocławskim odległym wygwizdowie, po kilkunastu minutach przydzwonił skromny, ale dający niesamowitą wiarę na lepsze kolejne dni.
  22. 14 points
    Zawody spinningowe o puchar jesieni Bajkał. Zacząłem okoniowo lecz przez 2h złowiłem tylko jednego 30cm, szybka zmiana planów lecę na Odrę szukać zimowisk białorybu, chwilę po tem doławiam okonia oraz bolenia myślę plan się sprawdza lecę dalej. Około 12 godziny znajduje dwóch kolegów na łodzi którzy orają środek Odry 🤔 hmmm coś tam musieli wypatrzeć na echo więc zajmuje miejsce na najbliższej główce i obławiam krąpikiem od oleix czuje że obijam się o białorym więc znalazłem swoje miejsce na ziemi 🤣 około 30 min łowienia i 5 sumów 😱 130cm rwie zestaw podczas podbierania 105cm ląduje na brzegu a reszta to kijanki pod wymiar. 3 ryby złowione z pod powierzchni reszta w toni. Kijek do 10 g i pletka 0,08 zestaw idealny na sumy 🤣🤭 Zawody kończę na 1 miejscu
  23. 14 points
    Ostatnie 3 dni postanowiłem poświęcić na łowienie na metodę na przydomowym wrocławskim stawie w środku miasta. Zamarzył mi się lin, o którego obecności w tym mocno zarośniętym zbiorniku słyszałem. Plan był prosty - nad wodą wcześnie rano, codziennie sypiąc i rzucając w wybrane miejsce. W 90% staw zarośnięty jest aż po powierzchnię wody. Wzdłuż zachodniego brzegu przebiega głęboko rynna, tworząc pas bez roślinności. Ulokowałem zestawy i nęciłem miejsce właśnie za rynną na krawędzi ściany roślin. Pierwszego dnia weszły karpie. Duże stada niewielkich osobników niemal z jednego rocznika (około 40cm), zdrowe i bardzo silne, co mimo małych ryb zawsze dawało frajdę bo brania wyrywające wędki a hol ciekawy wśród krzaków. Taka fala karpi pojawiała się regularnie każdego dnia i każdego dnia udało się wyciągnąć 5-6 sztuk. W niedzielę oczywiście posiedziałem dłużej nad wodą i po godzinie 9:00 brania karpi ustały a w łowisko wszedł inny białoryb. Pojawiały się co chwila małe leszcze i krąpie a także kilka byczków. Koło 10:00 nastąpiła seria ostrych, dynamicznych szarpnięć na wędkach. Po pięknym ugięciu szczytówki, próby zacięcia kończyły się niepowodzeniem. Zmieniłem przypon - zmniejszyłem haczyk i skróciłem odległość przynęty na włosie od haczyka. Okazało się, że sprawczyniami zamieszania były ładne wzdręgi. Jednak po wyholowaniu 2 sztuk, stado odeszło. Wiedziałem, że nie będzie łatwo lina trafić z biegu pierwszego dnia. Szczerze mówiąc zakładałem, że pierwsze poranki będą raczej bezrybne. Większy hałas w niedzielę nad stawem też nie sprzyjał planom. W poniedziałek przed świtem zacząłem drugi dzień nęcenia i łowienia w wybranym miejscu. Ponownie szybko pojawiły się karpie ale już koło godziny 7:00 w łowisku ryba zmieniła się. Zacząłem holować małe leszcze aż nagle szczytówka jednej wędki zaczęła szarpać "leszczowo" ale znacznie mocniej. Po zacięciu poczułem większy ciężar, ale jak to często przy leszczach bez większych oporów i walki. Osobnik miał 50cm długości. Szybko przerzuciłem zestawy licząc na stado. Ale o 7:30 brania ustały, a później wróciły karpiki. Trzeci dzień powtórzył scenariusz drugiego. Najpierw karpiki i chwile po 7:00 leszcze. Tym razem miałem dodatkową atrakcję, bo holując ładnego leszcza na jednej wędce, nastąpiło branie na drugiej. Dublet 50 i 45cm. Lina nie uświadczyłem, ale kolejne dni przede mną :)... Cały połowiony białoryb oczywiście dalej buszuje w tym stawie
  24. 14 points
    Wczoraj wieczorem linowy armagedon. Nie liczyłem już później nawet liczby niewciętych brań. Na brzegu 4 szt. w tym 2 już ładniutkie. Brań w sumie zacinanych pewnie z 25 co przy linach na wiślanych dołkach jest rzadkością. Mniejszy miał 40 cm , a większy 46. Przegrałem walkę z lokomotywą w zaczepie. Na przyponie 0,22 nie miałem nic do powiedzenia. Dalsze pogrubianie przyponu ograniczy brania...i jak tu nie kochać tych zielonych cwaniaków
  25. 14 points
    Dziś pierwszy dzień nad wodą po wczasach, woda lekko podniesiona i bardzo czysta. Widziałe parę kabanów 60+, które odprowadzają mi woblera, ale jeden 58 cm skusił się na małego bonito w oliwkowym kolorze.
  26. 14 points
    Jakiś czas temu też trafiłem na fajny okres bran sumow, w przeciągu tygodnia wpadło około 10 sztuk +wymiar. Przeważnie ryby 100cm-120cm, największy wycholowany 145cm. Najfajniej brały na krąpiki od Michała Olejnika oraz szptoty Tomka Wiecznego. Jak do tej pory zawsze podbieralem wszystkie sumy goła dłonią, nawet takie +160cm, ale to co w tym roku jedna rybka około 100cm zrobiła mi z kciukiem, to wyeleminowala mi go z użytku na ponad tydzień.
  27. 14 points
    Widzę wszyscy łowią, a @Elast93 to już w ogóle szajbę odstawia 🤪 tak więc i ja dorzucę swoje trzy grosiki. Dziś łącznie wpadły cztery klenie, w tym jeden na naprawdę meeega wypasie. Plecionka zdecydowanie uratowała mi tyłek w walce z tym największym kolegą 🙂 Rzeka pstrągowa, ale dziś to kleń był jej królem!
  28. 14 points
    Wybrałem się wreszcie i ja na ryby. Jak co roku karta opłacona z końcem kwietnia i problem kiedy tu wyskoczyć i kija pomoczyć. Co roku obiecuję sobie poprawę i niestety od kilku lat strasznie krucho u mnie z czasem na rybki. Może na emeryturze się to jakoś odmieni... 😎 Tym niemniej: Z dzisiaj rzeka Kamienna jedna wędka + chęci. Piździło niemiłosiernie ale co tam, przynajmniej woda w miarę spokojna. ... brania słabo wyczuwalne delikatne ale coś tam się udało złowić: 😉
  29. 13 points
    Cały konkurs ma popularyzować łowienie kleni, dlatego wydaje mi się odpowiednim miejscem na pisanie wszystkiego o technikach, przynętach, czy wynikach, nawet jeżeli nie zgłaszamy akurat ryby do tabeli. Jeżeli się mylę, to poprawcie mnie. Ponieważ wszyscy wiedzą, że mam swoje specyficzne podejście do kleni z gruntu, które nawet wiernych spinningowców zachęciło do spróbowania, to chętnie opiszę jak ja się tym bawię. Od razu zaznaczam, że moje podejście nie jest profesjonalne. Stosuję różne kombinacje i doświadczony wędkarz pewnie wybrałby lepiej sprzęt, technikę, przynęty, zanęty żeby zoptymalizować wyniki. Moim głównym założeniem jest, że ja idę za rybą i jej szukam. Nie ściągam ryb do siebie, więc zazwyczaj nie używam żadnych zanęt a w zestawach nie pojawiają się koszyczki, czy podajniki. Oczywiście, zdarza się jak ostatnio, że łamię tą zasadę. Generalnie zestaw jest bardzo prosty: przelotowy ciężarek, przypon z fluorokarbonu i hak lub kotwiczka. Wędka: Do chodzenia za kleniem z gruntu nadaje się absolutnie każda wędka, która jest w stanie szczytówką zasygnalizować branie. Używałem często kijów spinningowych, kiedy zmęczony chodzeniem, chciałem przysiąść i popatrzeć na wodę. Używałem różnych feederów o cw od 60 - 180g. Obecnie używam wędki brzanowej, o której napiszę zaraz dokładniej. Wszystkie mi się sprawdzają i każda z nich ma swoje zalety w określonych sytuacjach. Na małych rzeczkach często chodzę z długim kijem spinningowym o cw do 8g. Na przykład DAM microflex. Długość daje mi szansę na odciąganie kleni od brzegu z zarośli w trakcie holu a także wystawienie przynęty na prostkach za pasem trzcin, czy przeszkód. Delikatność pozwala mi stosować naprawdę niewielkie ciężarki a czasem wręcz rzucanie samą przynętą na haku. A dlaczego nie delikatny feederek? Proste - bardzo często faktycznie przestawiam się na spinning. Delikatność jest wskazana, gdyż daje szansę na rybę w dni, kiedy ta jest bardziej chimeryczna. Ale mocniejszy Dragon moderate też mi się spisywał. Na Odrze natomiast stosowałem klasyczne gruntówki i w pełni się sprawdzały. Przestałem gdy w tym roku dostałem w prezencie cztero metrowy kij brzanowy. Jest to wędka typu Avon, 2,5lbs. Czyli takie przejście między feederem a karpiówką. Ponieważ do brzan daleko, chciałem potestować i okazało się genialne na klenie. Mimo że kij jest ciężki i masywny, brania wskazuje bardzo precyzyjnie. Zdarzyło mi się na niego łowić płocie, leszcze a nawet dostrzegłem branie jazgarza na 60 metrze w wietrzny dzień. Oczywiście to nie było łowienie z premedytacją, tylko wynik zmiany planów w trakcie wędkowania, gdy odpuściłem klenie i zabrałem się za zimowy białoryb. Udany hol płoci 40cm z 60 metra, na przyponie 0,08, z podpiętym koszyczkiem 80g chyba świadczy bardzo dobrze o amortyzacji jaką daje ten kij. Dlaczego uznałem go za genialny do zimowo wiosennego kleniowania? Oczywiście spełnia kryteria podstawowe do kleniowania - czyli dobrze wskazuje brania i przyzwoicie amortyzuje szarpnięcia co jest istotne przy rybie zaciętej za skórkę. Ale najważniejsze okazało się to, że osiągam świetne dystanse rzutowe, dużymi ciężarkami i dalej widzę skubnięcia a przede wszystkim na takim dystansie mam moc, żeby solidnie zaciąć. Zacząłem obławiać zimą miejsca o silnym nurcie, w znacznej odległości od brzegu, które w poprzednich sezonach były poza moim zasięgiem. Czasem używam mniejszych ciężarków i pozwalam się turlać przynęcie pod opaskę, ale czasem zależy mi, żeby przynęta stała w miejscu daleko i tym kijem mogę rzucić ciężarem powyżej 100g. Zestaw mam w tym roku bardzo "siłowy". Plecionka 0,25, przypony 0,3. Rzucam daleko i mimo to mam siłę zacięcia. I okazało się, że mam więcej dużych kleni niż w poprzednich sezonach. Zacząłem się zastanawiać nad wszystkimi rybami, które mi się poprzednio spinały. Zauważyłem, że łowiąc tak ciężko, rzadziej mam klenie zacięte "za skórkę". Także nie jestem tutaj, jakimś guru czy propagatorem tego stylu, ale mi się podoba. Przynęta: U mnie podstawą jest ser. Wcześniej robiłem ciasta serowe, których opisów na sieci znajdziecie mnóstwo. Ostatecznie jednak nad wodą pojawiam się z kostką zwykłego, niemodyfikowanego cheddara. Każdy aromatyczny ser powinien być ok. Natomiast mi chodzi tylko o plastyczność. Cheddar szybko robi się miękki przy ugniataniu, a po kontakcie z zimną wodą natychmiast twardnieje. Gdy jest bardzo zimno oklejam hak w taki sposób, żeby grot i połowa kolanka wystawała. Gdy zaczynają się cieplejsze wiosenne dni, zaczynam używać kotwic. Serek jest bardziej miękki i potrafi ze zwykłego haka spaść przy rzucie. Woda bywa dalej zimna, a na dworze już ciepło, co powoduje że po stwardnieniu staje się bardziej kruchy i też spadnie ze zwykłego haka. I trzecia sprawa - uaktywnia się drobnica, która skubie kulkę i może ją oderwać. Należy jednak podkreślić, że używając na klenie kotwicy, koniecznie trzeba usunąć zadziory. Klenie potrafią głęboko połknąć przynętę i z zadziorami, wyjęcie z gardła jest bardzo brutalnym zabiegiem. Bez zadziorów problemu nie ma. Dzisiaj opisałem jak jeszcze inaczej obchodzę ten problem, czyli pellet na włosie oklejony serem i wtedy nawet mniejszy haczyk. Zazwyczaj posyłam kulki średnicy od 1,5 do 3cm. Gdy woda zaczyna robić się cieplejsza, ciasto serowe w skład którego wchodzi bułka tarta i ostra papryka, daje czasami lepsze efekty niż czysty ser. Tłumaczę to sobie faktem, że przy cieplejszej wodzie cząstki łatwiej uwalniają się, tworząc smugę prowadzącą do przynęty. Klenie lubią ostre smaki. Ser to dla mnie przynęta podstawowa. Oczywiście są inne, skuteczne i lubiane i też ich czasem używam. Mają soje wady i zalety, dlatego kilka spostrzeżeń: - mielonka - bardzo skuteczna, ale bywa czasem niemiłosiernie skubana gdy w łowisku są na przykład spore krąpie. Im cieplejsza woda tym częściej wiosną zdarzają się na nią przyłowy sumów i sumików. - rosówka - bardzo lubię używać na małych rzekach, często w formie odciętego kawałka i często też uaktywnia jazie. Na dużej rzece, raczej w cieplejszych miesiącach. - chlebek - zazwyczaj używam w technikach powierzchniowych. Z gruntu nie przepadam, bo bardzo często nie selekcjonuje, a wręcz uaktywnia małe klenie. - pelety i dumbelsy - lubię używać gdy w moim łowisku z jakiegoś względu nurt bardzo zwolnił. Wtedy najczęściej buduję zestaw jak do metody, choć wiem, że w wodzie pracuje to inaczej i nie oddaje idei "wisienki na torcie". Smaki jakie uaktywniały mi klenie to pikantna kiełbasa, skorupiaki oraz zwykły rybny. - groch, kukurydza - raczej nie używam z gruntu tylko ze spławikiem. Na małych rzekach, lub w przy główkach na większych, na krótkim dystansie z donęceniem z ręki. Przypon, haki: - jeżeli przynęta jest bezpośrednio na haku, to preferuję długość przyponu 70-100cm. Hak wtedy jest większy 6, 4 lub 2. Jeżeli kotwica to 6 lub nawet częściej 8. Długi przypon daje rybie dłuższy kontakt z luźną przynętą, dlatego spodziewam się głębszego zassania. Lubię też jak przynęta się turla, faluje z nurtem, spływa pod burtę czy opaskę. - z przynętami na włosie robię przypon ok 40cm. Haczyki mniejsze 8 lub 10. Mniejsze haczyki wydają mi się bardziej czepne a także z powodu włosa znajdują się bliżej wargi. Z krótkim przyponem lepiej i szybciej mi się to zacina. - jak używam pelletów i dumbellsów to zazwyczaj z podajnikiem do metody i przypon ma ok 10cm a haczyk 10 lub 12. Ponieważ to nie jest tak naprawdę metoda, to nie boję się czasem wydłużyć przyponu. Generalnie takie łowienie to coś na zasadzie rzucenia garści drobnego pokarmu do wody, a przynęta nie odstaje nadmiernie rozmiarem od pelletów w podajniku. Dlatego nurt musi być wolniejszy, gdyż inaczej moja "garść" za szybko odpłynie a ja zostanę na dnie z małą kropką w pobliżu plastiku Tyle z mojej grafomanii
  30. 13 points
    Trochę wolnego czasu więc postanowiłem połazić za okoniem. Jednak gdy zaczęło w południe wiać, pomysł zaczął wydawać mi się chybiony. Zmieniłem plany i usiadłem nad wrocławską Odrą z feederkiem. Łowiłem na jedną wędkę ale na brak akcji nie narzekałem. Szybko w łowisku zaczęło buszować stado niewielkich leszczy. Później narobiłem sobie szkody - wiatr, nieuwaga i przy wyrzucie złamałem szczytówkę. Miałem w aucie feeder brzanowy i nie zastanawiając się zmontowałem na nim delikatny zestaw. Dwie pierwsze ryby spiąłem, zanim wyczułem jak ustawić ten toporny sprzęt. Wpadłem też na pomysł, żeby po prostu skrócić szczytówkę w drugiej wędce i zacząłem łowić na dwie. Leszczyki, spasione ponad 30cm krąpie, okonki i jazgarze wychodziły jeden za drugim. Normalnie drobnica ożywiona jak wiosną. Gdy na brzanowym kiju dopatrzyłem się przy silnym wietrze brania jazgarza, pomyślałem, że nie jest tak źle. Bałem się jednak czy wystarczy amortyzacji przy dużej rybie, żeby wyholować ją na cieniutkim przyponie. Zmodyfikowałem zestaw i zamiast szybkozłączki do przyponu, zamocowałem parę krętlików połączonych skrętką zrobioną z gumek recepturek. Gumki były mocniejsze od przyponu i rozciągliwe i taka wiedza o ich parametrach wytrzymałościowych mi wystarczyła. Żeby te elementy mi się nie plątały, zestaw zbudowałem jako helikopterowy. Zadziałało. Leszcze duże nie zameldowały się ani u mnie, ani u sąsiadów, jednak trafiła się płoć w rozmiarze godnego testera mojej inwencji twórczej. 39,5cm. Po spojrzeniu na fotkę stwierdziłem, że wystaje poniżej 0 kawałek płetwy ogonowej. Może gdybym przesunął, lekko naprostował, dałoby się dopatrzeć tak bardzo upragnionej przeze mnie czterdziestki. Wolę jednak pozostawić to jako wyzwanie na kolejne wypady, niż cieszyć się "naciąganym" sukcesem. Wniosek z dzisiejszego wyjścia: kombinowanie jest fajne i można łowić nawet przy brakach sprzętowych.
  31. 13 points
    Herody, gwiaździchy, turonie i inni kolędnicy nie poddawajcie się:) Grudzień, to bardzo trudny miesiąc dla wędkarzy i każda, nawet skromna ryba, jest dla nas znaczącym bodźcem. Nawet nie wiecie, jaki dzisiaj byłem skoncentrowany. Warunki pogodowe w sensie "wiatr nie był upierdliwy", były idealne. Wpatrywałem się w linkę i delikatną szczytówkę, aż do bólu. Czekałem na jakieś delikatne zaburzenie, dygnięcie, szarpnięcie i długo nic. Łowiłem gumami 3" i 4" z obciążeniem 6 g. Zaliczyłem dwa brania i dwa przesunięcia linki ( pewnie po grzbiecie białorybu). Pierwsze branie i zameldował się szczupaczek. Walczył zaciekle. Przymurował w kamiennej opasce i miałem wątpliwości, czy sobie z nim poradzę. Dałem radę;) Na koniec wyprawy, już odliczając minuty do powrotu mam "pstryk"! Dzisiaj, jak wcześniej wspomniałem, byłem bardzo skoncentrowany:) Grudzień i w dalszym ciągu trzeba mieć się na baczności. Te wredne pajęczaki nie odpuszczą nawet o tej porze roku. Na kolację wigilijną karpie jemy panowie. Karpie:)
  32. 13 points
    Celem były grudniowe płocie. W niedzielę udało się, jednak źle się ubrałem i dość szybko uciekłem znad wody z niedosytem po tylko jednej fajnej płoci. W tygodniu trudno to nadrobić, ale dzisiaj udało się wygospodarować 2h po pracy. Zacząłem od szybkiego posłania dziesięciu koszyczków na 30 metr. Woda jak szklanka, brak wiatru. Po paru chwilach dostrzegam bąbelki żerujących ryb, jednak znacznie bliżej 10-15m. Skusiłem się i zmieniłem zasięg. Okazało się, że to małe krąpie szaleją. Wróciłem do zanęconego miejsca i okazało się, że kręci się tam ładne stado płoci. Najpierw 36cm. Tu zdałem sobie sprawę, że to nie będzie łatwe. Wędka 3,9m a podbierak z krótką rączką (długą sztycę ostatnio uszkodziłem) Przypon 0,08 więc żadnych gwałtownych ruchów. Udało się a po 10 minutach z kolejną 36cm. Ta miała ostro poszarpany ogon: 10 minut później holuję kolejną płoć. Uciekła w przybrzeżne szuwary, ale tym razem długość kija była plusem i pozwoliła mi pomanewrować. Super radość gdyż trafiłem pb - 39cm: Dalej przez chwilę w zanęcie poszalały leszcze. I na koniec płoć 34cm. Jej branie było bardzo ciekawe. Jedno lekkie szarpnięcie i potem nic. Podejrzewałem zerwany przypon lub wyczyszczony haczyk. Zacząłem zwijać i szalona zaprezentowała najlepsze odjazdy wśród dzisiejszych.
  33. 13 points
    O 1cm więcej niż poprzednio. Tym razem ochotka dawała liczne brania a pinki ryby nie zauważały. Ponownie weszło stado leszczy, chwila przerwy i po niej płocie.
  34. 13 points
    Dzisiejsze 82cm z przydomowej Odry branie z około 6m głębokości
  35. 13 points
    @jaceen ależ ja zazdroszczę jesiennych kleni! Pod moją szerokością geograficzna ich złowienie graniczy z cudem. Graty! Mi pozostają od czasu do czasu szczupaki.
  36. 13 points
    No to może ja rozpocznę. Wypad z rana na spokojnie ze spławikiem i browarem. Byłem przed 6:00 bo lało. To już 40 lin i dalej bez 5tki z przodu. Ale już dorodna, smukła samiczka - trzeba się cieszyć i cierpliwie czekać.
  37. 13 points
    Błystki wahadłowe. Znaczna część z nas ma w swojej przygodzie wędkarskiej takie chwile, że bardziej koncentrujemy się na jakiejś metodzie, sprzęcie, przynętach, łowisku itp. Bywa, że wracamy do czegoś sprawdzonego, albo sięgamy po coś zupełnie dla nas nowego. Co dla wielu jest historią, u mnie stało się nową rzeczywistością. Obiecałem sobie, że kiedyś przezwyciężę niemoc i nauczę się łowić blaszanymi przynętami. Zastanawiałem się, jak zacząć, żeby po ewentualnym początkowym niepowodzeniu nie zrezygnować. Trochę przerzuciłem internetowej literatury, poczytałem wpisy bardziej i mniej znanych wędkarzy. Chociaż nigdy nimi nie łowiłem, to od dziecka zapadły mi nazwy – Gnom i Alga. Niepodważalnie te dwie nazwy przewijały się najczęściej. Nawet w bieżących opisach. Próbowałem kilka razy innymi, jednak to było nieporozumienie. Blachy, jak na początek były grube, ciężkie i ze źle spasowanym sprzętem nie kontrolowałem ich zachowania w wodzie. Wniosek był jeden, powinienem zacząć od mniejszych i lżejszych tak, aby dłużej pracowały w swobodnym opadzie i można je prowadzić w wolniejszym tempie. Na początek do mojego pudełka trafiły blaszki o gramaturze 6, 8, 10 i 13 g. Kolory podstawowe, czyli srebro i złoto. Dobrałem jedną w barwach fluo, gdyby zaszła konieczność łowienia w mocno trąconej wodzie, ewentualnie na większych głębokościach lub o schyłku dnia. Zanim zacząłem łowić, pobawiłem się blachami na płyciźnie. Sprawdziłem ich zachowanie podczas różnych wersji podbijania i jednostajnego zwijania. Stosowałem techniki naprzemienne. Ściągałem jednostajnie i w pewnym momencie przyśpieszałem, pozwalałem na opad i zdecydowanym ruchem podrywałem. Chciałbym powiedzieć, że tak powinien zrobić każdy wędkarz, który nie miał wcześniej do czynienia z błystkami. Po tym treningu, w późniejszym łowieniu, wędka i sygnały przekazywane na szczytówkę i w rękojeść, dawały mi wyobraźnię, jak w danej chwili błystka się zachowuje. Wcześniejszy trening to, co oczy widziały i to, co było przekazywane na wędkę, bardzo ułatwiały dobieranie tempa. Przyszedł czas na poważnie sprawdzić, czy legenda o tych przynętach jest rozdmuchana, czy jednak to czysta prawda. Wiadoma rzecz, że w studni można i złotymi łowić i nic nie wskóramy. Udałem się więc na wrocławskie kanały Odry, gdzie szczupaki są dość często łowione. Na pierwszą próbę założyłem złotego Gnoma 8 g. Wędka o cw do 20 g, kołowrotek 4000, plecionka 0,16 mm i stalowy przypon. Lepszego początku z blaszaną przygodą nie można sobie wymarzyć. W drugim rzucie i po kolejnym podbiciu przynęty z dna poczułem ciężar. Trochę zaskoczony, że tak szybko mam branie za słabo odpowiedziałem i szczupak po widowiskowej świecy odpina się z kotwiczki. W tym dniu miałem cztery szczupaki w rozmiarach 50-55 cm. Kolejne dni i udawało się za każdym razem łowić szczupaki. Dodatkowo okazało się, że nie bez podstaw twierdzono, że te blachy łowią ładne okonie. I nie powiedziałbym, że to przyłowy, bo częściej łowiłem pasiaki i częściej właśnie one odprowadzały przynętę pod nogi. W kolejne dni zamierzam łowić większymi błystkami o gramaturze 10-13 g. Z pewnością będzie większa selekcja i mniej okoniowych pobić. Może się mylę? Na to będzie miał z pewnością wpływ charakter łowiska i moje umiejętności. Podsumowując moje początki z błystkami, polecam wspomniane wzory w rozmiarach 0 i 1. Dadzą nam one możliwość finezyjnego łowienia. Może skuszą mniejsze ryby, ale to jest takie jakby „paliwo” na następne wyprawy i motywację do sięgania po kolejne wahadła. A na rynku jest w czym wybierać. pzdr., jaceen
  38. 13 points
    W poszukiwaniu dużych nocnych kleni, a przy okazji sumów w "rozsądnych" dla mnie rozmiarach, poszczęściło się mi ładnym przyłowem. Łowiłem wyłącznie na gumową żabę Hokkaido 6 cm przezbrojoną i zmodyfikowaną na crawlera. Branie-atom! W nocy, atak kilka metrów od stanowiska nieźle mną wstrząsnął. Sierpień dla mnie rozpoczął się obiecująco:)
  39. 13 points
    Przez ostatnie dni mocno skoncentrowałem się na łowieniu gumowymi przynętami. Kiedyś omijałem je szerokim łukiem. Kompletnie nie miałem przekonania co do ich łowności. Pomyślałem, że coś trzeba z tym zrobić. Pomocny, jak zwykle, okazał się Internet. Teraz wiem, że warto czasami się przełamać i z wędkarską cierpliwością próbować. Żuk Molix-a ma u mnie miejsce w pudełkach na stałe. Udana przynęta na nocne wyprawy i podejrzewam, że na dzienne drapieżniki też się sprawdzi. Jak zwykle przy powierzchniowych przynętach jest sporo brań chybionych lub nie "dociętych", ale ich widowiskowość zapamiętuje się na długo. Wypatrzyłem inne, podobne przynęty. Być może uda się je sprowadzić. Będą nowe wyzwania. Miałem kilka momentów, żeby sprawdzić w ciągu dnia aktywność okoni. Słyszałem od kolegów, że dopiero się ruszyło. U mnie wyglądało to fatalnie. Kilka okonków na pocieszenie złowiłem. Porównując poprzedni sezon do końca lipca, to przepaść. Raz poświęciłem cztery godziny wyłącznie okoniom. Z wielkim trudem złowiłem trzy na silikonowe rippery i jednego na wirujący ogonek. Dobrze, że jeszcze przyłowiłem bolenia i klenia. Tym sposobem zniosłem łagodniej okoniową porażkę. Również za dnia spróbowałem złowić klenie na gumowe żabki. Kilka przezbroiłem z podwójnego haka na kotwiczkę. Jedna dostała śmigło. Wybierałem dość trudne stanowiska, porośnięte zielskiem, ale dające się obłowić. Szkoda kilku ryb, które miałem już na wędce, ale porażki, to moja specjalność:) Jednego klenia na żabkę ze śmigłem udało się złowić. Kolejne żabki postanowiłem jeszcze inaczej przystroić. Dodałem im skrzydełka i ster z przodu, które powodują przyjemne kolebanie na boki z efektem cichego plumkania. To rozwiązanie chciałem sprawdzić na nocnych wyprawach. W dzień jeszcze nie łowiłem. Od czasu do czasu, gdy nerwy miałem na granicy wytrzymałości, sięgałem po sprawdzonego Molix-a:) Żabki prowokowały dość często do ataków, jednak skuteczność zacięcia w porównaniu do innych przynęt jest zatrważająco niska. Jeszcze trzeba dopracować szczegóły, by to zmienić. Największą moją rybą z poprzedniego tygodnia, okazał się sum złowiony na klasycznego woblera Hokkaido. Cieszy fakt, że ryba została przeze mnie wypatrzona. Ciche podejście i podanie przynęty "od ogona" poskutkowało mocnym atakiem i kilkuminutową walką. Taki wymiarowy też mnie ucieszył. Z różnicą taką, że złowiony na Rapalę a przynęta prowadzona wzdłuż opaski. Ryba była również namierzona i ciche podejście dało po kilku rzutach branie. Chyba najdłuższe branie w mojej karierze. Sumek przez około dwa metry podążał i pobierał woblera. W końcu poczułem ciężar na kiju i pozostało tylko zakończyć udanym holem. Na zimowe wieczory mam już plany. Ten sezon odkrył przede mną nowe obszary wędkarstwa. I w modelowaniu przynęt będzie co robić. Na początek zrobiłem crawlera na wzór przynęt SG. Po swojemu pomalowałem i pozostaje tylko sprawdzić, czy będą kusić ryby. Zmierzchnica trupia główka. Mocnego przygięcia! pzdr., jaceen
  40. 13 points
    Kolejna sobota nad wodą.☺️ Akcja zaczyna się w Piątek koło 18:00 gdy Junior oznajmia że też chce jechać na ryby? Panika szybka akcja trzeba mu kupić spodnie do brodzenia . A on jakiś nie wymiarowy 12 lat dziecię za małe męskie najmniejsze za wielkie , ale udało się. Małżonka zamalowała stokrotki i jakoś przeszło. Łaziłem jak padawan za synem aby coś złowił , żeby zaskoczył , żeby nudy nie było i udało się . Coś na kiju się uwiesiło , przegląd robactwa pod kamieniami był. Dzień który się zaczął dla młodego w środku nocy , bo ojciec wariat przed 5 z wyra za nogę ściągnął bardzo udany . A i sił wieczorem było brak na granie 👍
  41. 13 points
    Kilka zdań o tym, co działo się u mnie w mijającym tygodniu. Wyprawy w przeważającej części nocne. Przynęty? Tu trochę poszedłem w kierunku agresywnie pracujących, dających dużo szumu, bulgotu, hałasu. Woblery z grzechotami, chlapiące mocno po wodzie, o rozmiarach mogących sprowokować bez problemu sportowe sumki. Cenowo różnie. Od 4 zł do 40zł. Zaskoczył mnie najtańszy. Praca podobna do klasycznego woblera tuż pod powierzchnią. W silniejszym nurcie szybciej prowadzony stawia spory opór i schodzi kilkadziesiąt centymetrów głębiej. Przyglądałem się jemu za dnia i uważam, że pracuje bardzo kusząco. Na jednej z wypraw miałem z nim dobre wyniki. Złowiłem bolenia, kilka kleni i pod wymiar sandacza. Z pewnością jeszcze go użyję:) Gacki są na tyle sprawdzone, że sięgam po nie bez żadnych oporów. Najmniejszy kleń, jakiego udało się zapiąć miał 30 cm. Daje to obraz, jak silnie pobudzająco działa na ryby ta przynęta i nie boją się ją atakować nawet te mniejsze. W każdym razie z tą przynętą trzeba wzmocnić zestaw o stalowy przypon. Szczupaki i sumki nie odpuszczą, gdy pojawi się w pobliżu. Ostatnio więcej czasu poświęciłem cykadom. Dla mnie, dla mojego gustu wędkarskiego, sposobu łowienia, byłyby to przynęty idealne, ale...no właśnie. Zawsze można doszukać się jakiego minusa. Tym minusem jest cena-trwałość. Na zdjęciu, ta większa 4,8cm, została pozbawiona skrzydełka po pierwszej rybie. Znajomy wędkarz pożalił się, że również stracił na pierwszej rybie skrzydełko w mniejszej wersji cykady. Zanim zaprosiłem je do swojego pudełka, zdawałem sobie sprawę z delikatności tego elementu. Moje doświadczenie i oględziny na sucho skłaniały mnie do takiego stwierdzenia. Nie myliłem się. Jeżeli ktoś nie ma czym naprawić cykady, to musi się liczyć, że przy intensywnych braniach przynęta może szybko skończyć w koszu. Pierwsze branie i to na co po cichu liczyłem. Gdy skrzydełko odpadło i zostało gdzieś w gąszczu traw, to postanowiłem jeszcze uratować cykadę i wyciąłem z poliwęglanu protezę. Fakt, że jedno jest nieruchome, ale cykada pracuje za to jeszcze ciekawiej:) Sporo brań miałem na najnowszy nabytek. Gumowy żuk o bardzo ciekawej pracy. Zasada podobna do cykad, czy nietoperzy. Pływa kraulem, można prowadzić po trudniejszych odcinkach, robi fajne "pac" na wodę przy zarzucaniu i jest lotny. Do tej pory ryby obijają się o żuka, ale przyjdzie moment, że trafi na godnego przeciwnika;) Staram się czasami zajechać nad wodę, gdy jeszcze jest widno. Cieszę się, gdy sięgając po swoje struganki, siądzie na kiju przyzwoita ryba. Taka moja podwójna satysfakcja. Do następnego mocnego przygięcia, pzdr;)
  42. 13 points
    Cały ubiegły tydzień chodziły mi po głowie okonie. Wieczorami zbierałem rosówki, żeby wybrać się na zasiadkę ze spławikiem w starym stylu. Udało się dopiero w niedzielę wieczorem. Przeczucie mnie nie zmyliło. W ciągu krótkiego, 1,5 godzinnego wypadu zaliczyłem kilka ryb- w tym 3 sztuki powyżej 30 cm.
  43. 13 points
    Na sobotę też nie mogę narzekać. A przy okoniowaniu nie trudno o coś ciekawego. Tak, właśnie miałem ciekawy dzień. Późnym popołudniem jestem nad wodą. Początek niemrawy. Powoli zaczyna się rozkręcać. Wyselekcjonowałem gumki, na które najlepiej brały okonki. Gdybym wszystko zapiął, to pewnie setka na liczniku by się pojawiła. W sumie było około dwudziestu w przedziale 15-20 cm. Dla urozmaicenia zaliczam trzy ciekawe przyłowy. Całkiem spore. Pierwszy przemilczę, bo przyłów-falstart;) Drugi przyłów miał niezłą akcję. Branie okonia i chwilę go holuję. Widzę rybę, jak się miota w wodzie i nagle z otchłani wyłania się boleń +/- 80 cm i połyka okonia. Zdziwiony ja, zdziwiony boleń, a najbardziej zdziwiony okoń, bo z dwóch stron coś go chwyciło. Walka trwała kilka sekund. Nie było jak dociąć cwaniaczka i pozostał tylko obraz odpływającego największego mojego bolenia ze stojącej wody. Na koniec wyprawy mam trzeci przyłów. Najskuteczniejsza gumka lata to tu, to tam i w końcu podczas dalekiego wyrzutu, w pierwszym kontakcie z wodą mam "strzał". Po chwili na brzegu ląduje bardzo ładna wzdręga. Jeszcze tak dużej nie złowiłem. Tym bardziej na spinning. Jest to moje PB (36 cm:)
  44. 13 points
    Najwyższy czas coś wrzucić do ligi. Opaskowy Odrzański garbus większego w Odrze nigdy nie zlowilem, przywalil w sporą gumę. 42 cm :):)
  45. 13 points
    Wrocławska opaska na Odrze o długości około 200 m. Taki odcinek dzisiaj obławiałem w poszukiwaniu okoni. Czasu miałem +/-4 godz., bo z zachodu nadciągały opady. Liczyłem, że do siedemnastej wytrzyma. Niestety, zaraz po szesnastej musiałem kończyć. Zerwał się dokuczliwy wiatr i zaczęło padać. Okonie nawet fajnie zagryzały twistera w kolorze denaturatu na 2 g główce. Miałem kilka mocniejszych, spartaczonych:) uderzeń, dwa szczupaczki i trzynaście okoni. Jeden nadawał się do ligi. Sprawdzam teraz pogodę, czy rano będzie można powtórzyć ten sam odcinek. Muszę jeszcze dobrze go pomacać pod muchę. Szczupakową muchę;)
  46. 13 points
    Zbliżamy się do końca kwietnia. Planów na maj jest mnóstwo, ale na dzisiejsze łowienie pomysłu specjalnie nie było. Nadwodę mogłem wyskoczyć dopiero około 15:00, nieco zmęczony na długie wyjście ze spinningiem, nieco późno na solidne przygotowanie łowiska dla gruntówek. Wybór padł na Odrę i zabawę ze wzdręgami. Na mojej miejscówce jest ich sporo i nie spadają wymiarem poniżej 20cm. Co prawda nie ma olbrzymów, ale są też stada krąpi, więc zabawa z drobnym białorybem gwarantowana. Dzień wcześniej przy trzcinach tarł się leszcz, więc na nie nie liczyłem. Dla osobnika ze zdjęcia najwyraźniej amory były zbyt dużym wysiłkiem Wzdręgi i krąpie były w sporych ilościach, więc się nie przeliczyłem (zdjęcie z krąpiem akurat z wczoraj) Pod koniec, około 19:00 bardzo delikatne skubanie na szczytówce. Ponieważ nie ustawało, zaciąłem. Przypon metrowej długości, haczyk 18, trzy białe robaki - czyli delikatnie. Poczułem spory ciężar, ale bez walki. W pierwszej chwili myślałem, że jednak usiadł spory leszcz. Po dość szybkim doholowaniu pod brzeg nastąpił gwałtowny odjazd. Przy leszczu spodziewałem się tego, więc hamulec ustawiłem leciutko. To jednak nie był leszcz. Odjazdów było kilkanaście. Hamulec terkotał cały czas, ale ostatecznie ryba trafiła do podbieraka. Była to troszkę inna złota rybka niż zaplanowane - 46cm lin. Gruba samiczka wróciła do wody. Przechodzący starszy wędkarz, zdziwiony próbował uświadomić mnie, że przecież mogłem tak dużą rybę spokojnie zabrać i zjeść Ryby łowiłem na wodzie o głębokości około 1,0m.
  47. 12 points
    Dzisiaj zmiana miejscówki i większe przynęty , zmniejszyła się ilość ryb , chociaż dosyć dużo skubnięć nie wciętych . Są już reakcje ryb na smużaki Pogoda zaczęła się psuć , czuć ochłodzenie po kilku dniach ciepełka. Największy kleń siadł już po zmroku, rzuty w silny nurt na środek i powolne ściąganie po wachlarzu. Uderzył na granicy nurtu i spokojniejszej wody . 49 cm na 4 cm "siekopodobny" wobler Trafił sie też wart odnotowania okoń na 25 cm
  48. 12 points
    Linowa zabawa trwa w najlepsze. W oczekiwaniu na 5 z przodu...
  49. 12 points
  50. 12 points
    Brawo chłopy za rybki i wytrwałość nad wodą👏👏 RSM okonia to Ci zazdroszczę 😁 a bolenie podobno tam do południa walą. Moje dzisiejsze zmagania boleniowe trwały 2h. Ale 1.5h zajęło mi dobranie przynęty i jej prowadzenie 😱długo czy krótko...? Ważne że się udało ryby reagowały na przynęty prowadzone wolno w toni, czyżby woda się ochłodziła? To na pewno. Dane mi było wyciągnąć tylko jednego Bolka w okolicach 65cm ale ataki niektórych bydlaków przyprawiały mnie o dreszcze 🙉 za każdym razem gdy przyładował gruby Bolek odkręcałem hamulec o jeden ząbek ze strachu gdyby połakomił się na moją przynętę na krótkim dyszlu 😂😂 a wędkę trzymałem tak mocno że po 2h łowienia nie czułem palców u ręki 🤣 wędkarstwo to piękny sport 💪💪 tyle nowych siwych włosów dostałem.
×
  • Dodaj nową pozycję...