Skocz do zawartości
przewodnicy wędkarscy     przynęty na bolenie

jaceen

Redaktor
  • Liczba zawartości

    4 504
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    481

Zawartość dodana przez jaceen

  1. Ale którego? 7,5 cm, 9 cm, czy 11 cm? Numer 4, to wersja 9 cm;) Mają obydwa. Jedenastka dość mocno tłucze:) Bez grzechotki są 1, 6 i 7, ale dobrze plumkają. Szóstka nieźle blaszkami tarabani, niczym czynele w orkiestrze:)))
  2. Cześć. Na zdjęciu przedstawiam przynęty, którymi dzisiaj w nocy spróbuję złowić suma w rozsądnych rozmiarach. Żeby miał ponad wymiar i oby nie był większy niż 140 cm. Potrzebuję pomocy. W zasadzie porady na jaką przynętę dzisiaj łowić. Każda jest ponumerowana i dwie z największą ilością głosów biorę na warsztat i próbuję złowić wąsatego. Może przydarzyć się przyłów kleniowy lub boleniowy. To będzie zależeć, jakie przynęty będę miał do dyspozycji. Z prawej strony są mniejsze, w granicach kilkunastu gram. Z lewej od 17-40g. Wszystkie są pływające. Jeżeli będą głosy w tej zabawie, to policzę na które stawiacie i w kolejności, dwie z największą ilością będę łowił. O wynikach oczywiście poinformuję. Oby było o czym pisać;) Uważam, że powinienem mieć też coś do powiedzenia i swój pierwszy oddaję na nr 8 i 4. Jeszcze na Swing Pops nic nie złowiłem, stąd moja decyzja. Jest to najlżejsza przynęta z towarzystwa, około 10 g. Gdyby padło na dwie lekkie przynęty, to będę zmuszony skorygować trochę sprzęt. Dla równowagi dodaję większego cięższego nietoperza. Czekam do 20:00 na propozycje:) 👊
  3. Tak ma być. Te akurat mają bardziej metaliczny dźwięk ze względu na sposób mocowania skrzydełek. Najczęściej sięgałem po nie w poprzednim sezonie. Dużo emocji było;) A brania na chlapaki, szczególnie nocą, to coś odjazdowego. Twój boleń, mam taką nadzieję, że to początek długiej przygody z tymi przynętami. Będziesz Pan zadowolony:)👍
  4. Można pójść teoretycznie łatwiejszą drogą i łowić klenie standardowo z gruntu lub spinningiem. Przeszedłem drogę chlebka, wątróbki, owoców, gumek silikonowych, wirówek, popperów i powierzchniowych „wtd”. Jest jeszcze opcja muchowa. Z muchą zacząłem od piankowych żuków, przez Goddarda, Red Taga, Black Zulu itp. Można by powiedzieć, że już wszystko przerabiałem. A co zrobić żeby łowienie kleni było atrakcyjne i mniej dokuczliwe od upałów? Otóż można łowić je w nocy. W miejscach, gdzie w dzień czasami trudno o miejsce na brzegu, w nocy robi się pusto i przyjemnie od delikatnie chłodnego powiewu. To nie jest mój pomysł, ale drążyłem trochę temat i od kilku lat łowię klenie na muchy w nocy. Jest to skuteczny sposób. Czasami skuteczniejszy niż za dnia. O uldze jaką daje noc od upałów nie ma co wspominać. Do tego atmosfera i emocje jakie towarzyszą nocnemu łowieniu są nieocenione. Polecam. Tej nocy miałem dziewięć brań. Dwie ryby wyholowane i jedna była nie do zatrzymania. W pozostałych przypadkach ryby się nie wcięły. Już nie chodzę tak często jak kiedyś na nocne muchowanie. To już raczej, żeby odhaczyć swoją obecność i nie zapomnieć, jak to się robi. Jeżeli łowię na streamery, to również pojawiają się sandacze. Jeżeli chcę łowić tylko klenie i jazie, to odchudzam zestaw i na końcu przyponu wiążę najpopularniejsze kleniowe mokre i suche muchy, którymi mogę smużyć. 👊
  5. Kilka nocnych wypraw za sumami kończyło się na zero. Dokładnie cztery razy między 22:00-2:00. Na każdym z nich miałem brania. Niestety sześć z nich po kilkusekundowej walce tracę. Wypinają się z haków. W piątek (18 czerwca) miałem najciekawszą nockę w tym sezonie. Zacząłem od niefortunnego miejsca. Warunki nie były takie, jakie oczekiwałem. Bez zbędnego zatrzymywania przeszedłem około 2 km w inne rejony. To była dobra decyzja. Zaplanowałem łowienie na powierzchniowe przynęty typu crawler. Miało być dużo chlapania i szumu w wodzie. Stracona godzina w poszukiwaniu ryb odpłaciła się z nawiązką. Pierwszy do wody poleciał crawler od „my frends”. W krótkim czasie dwa agresywne ataki sumów nie zostały wykończone skutecznie. Kolejne „miękkie” branie kwituję zacięciem. Potężny kleń ląduje na brzegu. Chwila nieuwagi i odbija się ogonem, by wylądować w wodzie. Później zdecydowałem się na sandaczowego woblera Panic Z10. Wybór był szczęśliwy. Tej nocy drapieżniki były bardzo aktywne i wobler skutecznie je wabił do ataku. Pierwszy uderza kleń około 55 cm. Później mam kilka brań i do brzegu holuję tylko sandacze. Cztery z nich dociągam do ręki. Wszystkie w przedziale „sportowym” między 50-55 cm. Kolejny raz zaglądnąłem w to miejsce i już nie było tak różowo. Skończyło się tylko na jednym braniu, które oczywiście kończy się po kilku sekundach walki. Nie poddaję się i mimo upierdliwych komarów i gorącej nocy ponawiam próbę złowienia suma. Nad wodą jestem dokładnie o północy. Wybrałem dość trudny odcinek, bo brzeg bardzo podmokły i czasami musiałem się siłować, by uwolnić się z błota. Wiedziałem, że tam lubią się ustawiać w poszukiwaniu zabłąkanych kleni, płoci, czy też jazi. Postanowiłem łowić wyłącznie na SG 3D Bat/ 28g. Rewelacyjna praca tej przynęty dała mi już kilka brań. Niestety nie miałem szczęścia coś złowić. Kiedyś trzeba to zmienić. Sum nie miał litości i swoim atakiem chciał go chyba zniszczyć na miazgę. Te nocne ataki pozostawiają trwały ślad w głowie. Jakieś uzależnienie. Nie można się na długi czas od tego uwolnić. Sumek nie był duży (95 cm), ale atak i walka, jakby miał dwa metry;) Zanosi się, że poprawię wynik nieskuteczności, jaki osiągnąłem w poprzednim sezonie. Ale takie są uroki powierzchniowego łowienia sumów nocą. Sprzęt: SG MPP2 243/80g; Ryobi Arctica 6000; linka 30LB. pzdr 👊
  6. 👍💪 W dobie przebłyszczenia i zbyt dużej ilości przynęt silikonowych, powierzchniowe chlapaki mogą być tym czymś, co je i nas zaskoczy;) Rozumiem, że lada moment i kolejna czterdziestka w tabeli się pojawi?:)
  7. Ochłonąłem już po ostatnich okoniowych wydarzeniach i ponownie sięgnąłem po poppery. Pierwsze branie po kilkunastu minutach i... a niech to! Fajne zgarniecie woblera, kilka sekund murowania i luz. Jak to nie był boleń, to prawdopodobnie b.duży okoń. Miejscami widać duże ilości wylęgu. Co dziwne nie widać, przynajmniej ja nie widziałem, jakiejś szaleńczej wyżerki. Po następnych kilkunastu minutach doławiam kolejnego okonia, by po chwili złowić największego w tej wyprawie lekko ponad 30 cm. Po dłuższej przerwie bez brań zacząłem zmieniać przynęty. Najwięcej łowiła obrotówka typu long w rozmiarze 2 z czerwonym koralem i czarną paletką. Okonie brały jednak małe. Próbowałem na cykady i było trochę lepiej rozmiarowo, ale ilościowo obrotówki górowały. Tym razem do wędki Mikado 15 g podpiąłem kołowrotek w rozmiarze 2000 z plecionką 0,10mm. 👊
  8. Pierwsza tegoroczna nocna wyprawa u mnie zakończyła się trzema braniami. Większość czasu łowiłem na SG 3D Bat w poszukiwaniu suma. Po zmianie na sandaczowego HMS Panic Z10 łowię właśnie niewielkiego sandacza. U kolegi z kolei nastawienie sandaczowe. Łukasz łowił na woblery własnej produkcji. Zaliczył też kilka brań i jedno z nich okazało się sumem. 👊
  9. Cześć. Ostatnie kilka dni spędziłem na łowieniu okoni. Było dużo emocji. Przy okazji dołowiłem dwa bolenie i miałem atak prawdopodobnie szczupaka. Co się wydarzyło? A to, że w końcu miałem zaszczyt złowić okonia mierzącego 41 cm. Po ocenie sytuacji i kilkumiesięcznej niemocy przy łowieniu tych ryb musiałem coś zmienić w swoim postępowaniu. Wyszło na zmianie łowiska. Kompletnie nieznana mi woda przyniosła niesamowite przeżycia. A żeby wynagrodzić mi niepowodzenia, dołowiłem drugiego 41 cm okonia. Kilka otarło się o te magiczne dla mnie centymetry. Jeden, a nawet dwa mogły być równie tak okazałe, jak nie większe. Jeżeli przez dłuższą chwilę nie możecie oderwać ryby od dna, to wyobraźnia działa. Łowiłem wyłącznie na przynęty powierzchniowe (poppery, woblery bezsterowe "wtd"). Gumkami też próbowałem, ale szybko rezygnowałem, ze względu na brania małych okoni. Okonie bardzo waleczne. Brania widowiskowe. Niektóre ataki były ponawiane na odcinku kilku metrów. Sprzęt: spinning travel 240/5-15 g, plecionka 0,08 mm, kołowrotek 1000 Miejsce połowu: kanał Odry pzdr., jaceen
  10. Nie mam możliwości technicznych, by nagrać. Jeżeli kogoś interesuje łowienie popperami, to warto poszukać tematów w prasie wędkarskiej i na kanale YT. Oczywiście praktyka nad wodą i jeszcze raz praktyka, to przede wszystkim, a jednocześnie wsparcie teoretyczne. Pomijając lokowanie produktów, cenne uwagi możecie usłyszeć od jednego z przewodników wędkarskich. Wystarczy zastosować się do tych porad i ewentualnie dodać coś od siebie podczas wędkowania w praktyce. Myślę, że najważniejsze informacje zostały poruszone na filmie. Nie zapominajmy, że łowimy w różnych warunkach i nie da się przenieść wszystkich sposobów wraz z przynętami na nasze łowiska. Ogólnie wygląda to podobnie, ale czasami minimalna zmiana robi różnicę. Chciałbym wspomnieć o jednej, według mnie dość istotnej rzeczy. Chodzi o chwost na kotwiczce. Przynajmniej tylna powinna być wyposażona w jakieś pióra. W wodzie popper wygląda w mojej ocenie atrakcyjniej. Zróbcie sobie doświadczenie i dmuchnijcie w kotwiczki bez piór i w kotwiczki z piórami. Te z piórami są bardziej podatne na podmuchy. Okonie zasysają przynęty i takie chwosty powinny ułatwić im wciągnięcie kotwic i skuteczniejsze zacięcie. I kilka spostrzeżeń od siebie;) https://haczyk.pl/index.php/spinning/344-okonie-i-poppery
  11. Proszę o skreślenie 31 a dopisanie 37 cm.
  12. Każdy z nas o tym marzy:) Niesamowite przeżycia po tak dramatycznych bezokoniowych miesiącach. Jeszcze raz się powtórzę, ja dobrze czuję się z przynętami powierzchniowymi i wierzyłem, że jeszcze kiedyś połowię przynajmniej tak, jak trzy lata temu. Dla wrocławiaków, którzy wiedzą, gdzie łowię, proponuję zostawić grubą wodę i wykorzystać ten moment. Wystarczy jeden sprytny popperek, wtd lub whopper plopper i hajda nad wodę poznawać miejscówki. Wczoraj nie miałem czasu. Wyliczyłem, że zostanie mi z 1,5 godz. łowienia przed zmrokiem. Cały obolały, z wypranym mózgiem (takie tam emocje z codziennych życiowych problemów) pojechałem. Prawie godzinę łowienia bez kontaktu. Chyba się spóźniłem. Zacząłem szukać i przeznaczyłem pozostały czas na obserwację. Coś zobaczyłem i się zatrzymałem. Pierwsze branie nietrafione. Później powtórka i na końcu zestawu walczy okoń pod 20 cm. Cieszę się i z niego, bo już zwątpiłem w jakąkolwiek rybę tego dnia. W krótkich przerwach miałem jeszcze trzy brania. Ostatnie z pięknym "klopnięciem" i od razu wiedziałem, że będzie grubo. Będę płakał, jak mi kiedyś szczupak zabierze tego poppera. To jakiś ideał pod moje wymagania. Drugiego takiego nie zdołam wystrugać. Praca ekstra liga. Nie ma do czego się przyczepić. Okoń trzy razy wyciągał mi plecionkę. To był najwaleczniejszy pasiak spośród wszystkich, które ostatnio złowiłem. Do kolekcji dokładam 37 cm. I to chyba by było u mnie na tyle:) Myślałem, że jednego okonia jeszcze będę mógł poprawić, ale nie spodziewałem się, że tak szybko i o tyle punktów. Przed samym zmrokiem doławiam jeszcze ładnego bolenia 60+ na tego samego poppera. I tu jest ciekawa sprawa. Czasami widuję, że bolenie przepływają obok przynęty. Czasami od niej zdecydowanie odpływają. Z niewiadomych przyczyn, nagle pojawia się gdzieś z toni i słyszę tylko ciche popperowe plum, plum, plum...plum i BUM!!! Zdjęcia nie będzie, bo bym zbyt wiele zdradził;) PS Tak wyglądają przynęty, którymi ostatnio łowię.
  13. StrikePro Wobler Twitching Prop 55 mm/6 g. Jest jedno ale, otóż nie wierzcie w cudowne przynęty, które zrobią za nas robotę. W przypadku Twitching Pop, to połowił przeciętnie. W każdym razie mnie swoją pracą nie powalił. Trzeba trochę własnej inicjatywy, by wydobyć z niego najciekawszą pracę. Wędka ma tu b.duże znaczenie. W mojej ocenie koszt tej przynęty powinien być przynajmniej 10 zł niższy. Jednak jest to bardzo ciekawa przynęta i byłbym nie w porządku, gdybym jej nie polecał. Kupiłem też drugi model. Według mnie ciekawszy i w lepszej cenie - Strike Pro Wobler Swing Pops 8,5 cm/9,8 g. W nim widzę pogromcę nocnych kleni i obawiam się, że sumy go polubią;) Chciałem dopowiedzieć, że jeszcze niedawno okupowałem padoły tabeli. Wystarczył jeden i drugi wypad, by zmienić swoją sytuację. Dla wrocławiaków dobra wiadomość, że ryby dalej są do złowienia. Pewnie już bardziej ostrożne, ale najważniejsze, są:)
  14. Proszę o skreślenie 28... 27... 27,5 a dopisanie 34... 34,5... 36... i 36...
  15. Kolejny dzień z kapitalnymi okoniami. Prawdę mówiąc, to przy każdej edycji naszych okoniowych zawodów bardziej liczyłem na letnie niż na jesienne. I w końcu trafiłem na dwa dobre dni. Niedziela miała być wolna od ryb, ale kolega Łukasz zadzwonił z dobrą wiadomością po okręgowych zawodach, to spontanicznie, bez przygotowania wybrałem się na okonie. Po drodze zmieniłem plan i poszedłem na całkiem inny odcinek kanału. To był strzał w dziesiątkę. Nie mam "klika" i pogubiłem się w liczeniu. Było około 30 okoni i to same dorodne. Na początku złowiłem kilka powyżej trzydziestki, a później trafiały się w przedziale 20-30. Przynęty powierzchniowe typu poppery, bezsterowce wtd. Sprawdził się też nowy nabytek Strike Pro. Do tabeli polecą 36... 36... 34,5... i 34 cm. 👊
  16. jaceen

    Filmy wędkarskie

    Ponad sześć godzin oglądania. Mieszanka łowienia klasycznego, jak również za pomocą elektroniki i sprzętu pływającego. Dla każdego znajdzie się coś ciekawego. Ilość złowionych ryb? Jednej drużynie sprzyja szczęście, innej nawet wypasiony sprzęt nie pomaga. Z wypowiedzi i komentarzy wyłuskałem kilka informacji do wykorzystania w przyszłości. Nawet nie wiedziałem, że takie zawody mają się odbyć, a o krok szybciej zorganizowaliśmy w tamtym roku na naszym portalu mini zawody sandaczowe. Rozmach oczywiście nie ten:), ale jest satysfakcja z zainteresowania tego typu rywalizacją korespondencyjną. Myślę, że do pomysłu wrócimy na jesień. Tym razem trochę wcześniej, bo grudzień bywa różny i może warunki w tym miesiącu nie pozwolą na łowienie. Jeżeli będą chętni, to zaczniemy od początku listopada.
  17. Kluczem do sukcesu zapewne były przynęty. Gdy założyłem gumki 2" i 3", to brały właśnie takie mikro oksy. W niektórych miejscach nawet dość często. Na chlapaki brania były z przerwami 10-20 minut. Dokładnie na wędce miałem dziesięć sztuk. Jednego około 25 cm nie wrzucałem do tabeli ze zrozumiałych względów;) A przynęty odjazdowe, tak dla przytarcia noska wielkim firmom;)
  18. Dziękuję. Dzisiaj rano też trochę marudziłem:) i udało się pójść za ciosem. Dołowiłem jeszcze jednego 31 cm na poppera. Dwa spadły przy holu. Chciałem sprawdzić, czy rano coś się będzie działo. Niestety nie mogłem być o świcie i skończyło się "tylko" na trzech braniach w przedziale godzinowym 6:00-9:00. W niektórych miejscach większe okonie ewidentnie brały mi o świcie. Nawet było jeszcze mocno szaro i już zaczynały swoje szaleństwo. W tym przypadku mam podejrzenie, że zmierzch może być lepszym momentem. Nie znam na tyle tej wody a jeszcze jest kawał do rozpoznania;)
  19. Proszę o dopisanie 27,5 - 34,5 - 35 - 37 - 41 - 41 -. PS i jeszcze proszę dopisać 31 cm z soboty:)
  20. Gdybym nie zgubił podczas holu trzech okoni, to miałbym całą dziesiątkę do tabeli. Jeden z nich, z tych straconych, był nie do podniesienia z dna. Murował i dzielnie walczył. Miałem trudne warunki do podprowadzenia do brzegu i walka się przedłużała. To była szansa dla nich na uwolnienie przed miarką:) Dwa pozostałe były też grubo ponad trzydzieści centymetrów. Zabrakło kilka sekund na podebranie. W skrócie dzisiaj będzie. Sześć okoni do tabeli ( 35 / 41 / 27,5 / 34,5 / 37 / 41 ). Wszystkie złowione na powierzchniowe przynęty. Do wody leciały własnego wykonania poppery i bezsterowce wtd. Kanał Odry między 17:00-21:00.
  21. Trzeba się ratować przed strefą spadkową:))) Proszę o dopisanie 27 cm.
  22. W czwartek postanowiliśmy z Radkiem pomacać miejską Odrę. Pierwszy raz łowiłem na takiej wodzie, czyli na jednym z kanałów. Frycowe zapłaciłem. Branie na gumkę Westina i w początkowej fazie myślałem, że wziął szczupak. Gdy zobaczyłem pod nogami, co holuję, to zrobiło się w nogach miękko. Bardzo mały hak jigowy nie miał prawa utrzymać okonia po przydługim holu. Później złowiliśmy kilka drobnych pasiaków. Sporo czasu poświęciłem popperom. Branie bolenia na trzy takty. Dobrze, że powstrzymałem nerwy i pozwoliłem dogonić poppera:) Dla pocieszenia udało się jeszcze dołowić fajnego okonia 27 cm. Zaczyna się coś dziać z powierzchni. Oby nie zapeszyć. Ostatniego dnia maja też szukałem okoni w innej części Wrocławia. Popperek również się odwdzięczył, ale niedużym boleniem.
  23. Obawiam się na poważnie, że w tym roku nie uzbieram dziesięciu okoni powyżej 30 cm. Zaczynam się martwić, czy w ogóle dziesiątkę mniejszymi uzupełnię. Wczoraj spotkałem znajomego wędkarza. On łowił na boczny trok a ja szybkościowo wirującymi ogonkami. Wynik? Po trzech godzinach na boczny trok jeden okonek, a wirujące ogonki 4-6g złowiły 5 mikro okonków, ledwo większych od kciuka. Może późna jesień będzie łaskawsza? O powierzchniowym chlapaniu można zapomnieć. Tam, gdzie ostatnio zaglądam zero aktywności. Aktualizacja tabeli w niedzielę. Dzisiaj jest jeszcze tak: Lp Zawodnik Max 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 SUMA 1 MarianoItaliano85 36 36 29 24 24,5 23 33 33 23 33 26 284,5 2 RafalWR 30 28 30 25 26 26 135 3 Kepes53 38 38 26,5 30 28 122,5 4 Carloss83 32 32 30 24 86 5 Larry_blanka 36 22 36 26 84 6 Don Gucak 39 35 39 74 7 Kamil.ruszala 24,5 23,5 24,5 48 8 Essox 23 23 22 45 9 Jamnick85 30 30 30 10 Mirosławrobak 29 29 29 11 Jaceen 28 28 28 12 Michalvcf 24 24 24 👊
  24. Coś na okonie, bolenie i klenie. Oby szczupaki to omijały. SWING POPS 8,5 cm/9,8g i TWITCHING POP 55 mm/6g.
  25. Przypadki dwa. Zdarzenie pierwsze. To się nie powinno zdarzyć. Jedno jedyne branie w najgorszym momencie. Chodziłem z nastawieniem złowienia szczupaka. Po dwóch godzinach bezrybia zaglądnąłem na boleniową „bankówkę”. Odra jeszcze z mocnym nurtem, to pomyślałem, że spróbuję sprowokować jakiegoś stawiając w nurcie woblera Jaxona HS UV 9 cm. Przykucnąłem, zapiąłem do agrafki woblera a pudełko położyłem na udach. Rzuciłem przynętę kilkanaście metrów od siebie i pozwoliłem wpłynąć w warkocz zalanej rafy. Czuję jak mocno wibruje w nurcie. Niewielkie korekty kołowrotkiem były potrzebne, by nie tracić tego elektrycznego trzepotania wędką. Drgania przenosiły się do ręki sprawiając przyjemność pracy woblera. Kilka rzutów i ŁUP! Bardzo silne uderzenie wyrwało mnie z rozmyślania. Pech! Ryba mocno walczy od początku. Wędka poważnie się wygięła i nie mogę zbyt wiele zrobić. W tym samym momencie, podczas zacięcia, do wody wpada pudełko z przynętami, które miałem odłożone na kolanach. Gdy dotarło do mnie, co się stało, to później sam się dziwiłem, że jeszcze tak błyskawicznie, tak sporej ryby nie przydarzyło się wyholować. Na nic to się zdało. Nurt był zbyt silny i przynęty odpłynęły dość daleko zanim uwolniłem gagatka. W poprzednim sezonie straciłem kilkadziesiąt woblerów kleniowych. W tym przypadku straciłem kilkanaście wyselekcjonowanych popperów, crawlerów, klasyków i własnego rękodzieła. To nie powinno się zdarzyć. ___________________ Przedziwna sytuacja. Przypadek drugi. Sytuacja miała miejsce kilka dni wcześniej. Łowię na lekki spinning z synem. Przynęta kopytko Relaxa 5 cm/5g. Wędka do 15 g o parabolicznej akcji. Po kilku skubnięciach i godzinnym łowieniu mam branie. W pierwszym momencie pomyślałem, że leszczowy przyłów. Jednak po kilkunastu sekundach stwierdziłem, że to nie ta ryba. Dużego leszcza bym już powstrzymał, nawet takiego mocno wkurzonego. To coś było bardziej wkurzone i nie robiło sobie nic z mojego hamowania szpuli ręką. Starałem się wybrnąć z tej sytuacji, jednak nie miałem nic do powiedzenia. Zostało jeszcze kilkanaście zwojów plecionki 0,10 i byłem zmuszony ostatecznie przystopować szpulę. Nie mogło się to inaczej skończyć, jak jej zerwaniem. Kolejny pech, to linka pęka przy kołowrotku. Oj! Nie tak powinno być. Radek przyglądał się akcji. We dwójkę stwierdziliśmy, że nic więcej nie można było w tej sytuacji wymyślić. Odjazd był zdecydowany i praktycznie bez zatrzymania. Byłem bezradny. W zasadzie nie opisuję takich przygód, bo to w pewnym sensie ujma na honorze i gdzieś tam w podświadomości krąży myśl, że ryba została z przynętą. Radek zdecydował, że wystarczy tych emocji i wracamy. Zgodziłem się. Powiedziałem, że po drodze przystaniemy w kilku miejscach i jeszcze spróbuję na najmniejsze gumki 2”/2g na tych kilku metrach linki powalczyć o skromnego okonia. Minęło jakieś 30 minut. Przystanęliśmy trzy razy. Przeszliśmy około 100 metrów. Kolejny rzut i przy ściąganiu zauważyłem, że ściągam jakąś żyłkę. Jednak to nie żyłka. Udało się złapać. No nie! To moja zerwana plecionka. Mam kilka metrów i czuję, że zaczyna mi uciekać z palców. Wołam Radka by obciął mi agrafkę przy wędce. Zostało mi jeszcze około metra linki w palcach i dalej czuję, jak sum ją wyciąga. Gdyby udało się zawiązać dwa końce i nawinąć kilka zwojów na kołowrotek, to byłaby szansa na kolejną próbę holu i uwolnienie z przynęty. Trudno w to uwierzyć, ale wiązałem linki na ostatnich centymetrach. Linka ułożyła się między zielskiem w zygzaki i to pozwoliło mi na nawinięcie na kołowrotek kilkanaście zwojów. Wtedy poczułem znowu wąsatego na wędce. Cała akcja holu trwała około 9 minut. Nie powiem, ale „Patriot” dostał mocno w kość. Szczęście, że rybsko nie miało ochoty na dalsze odjazdy. Parę razy mocno się wkurzył. Wtedy tylko pozostało patrzeć, czy nie pojawi się węzeł łączący plecionkę. Suma podholowałem pod nogi. Oceniliśmy go na jakieś 140 cm. Tym razem sprzęt nie zawiódł a przynęta wypięła się sama. Takie były tego dnia moje okoniowe podchody z przygodami.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.