Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 21.06.2018 in all areas

  1. 16 points
    Nocne łowienie sandaczy na słuch. Od jakiegoś czasu nie mam szczęścia do ryb. Nie narzekam na brak brań, ale na ilość przegranych. Analizowałem, co jest nie tak i jedynie mogłem zmienić wędkę na dłuższą. Krótsze mają wiele zalet i od kilku sezonów nie wyobrażałem sobie łowienia z dłuższą niż 240 cm. Miarka się przelała. Podczas holu tracę zbyt dużo ryb. Trzeba sięgnąć po sprawdzonego travela. Wędka z maksymalnym cw do 30g/270 cm. Wspominam ją z sentymentem, bo wyszedłem do sklepu po chleb, a wróciłem z wędką. W tym czasie zauroczyłem się spinningowymi travelami i gdy „całkiem przypadkiem” zahaczyłem o sklep wędkarski, zobaczyłem fajny budżetowy kij w tej wersji. Wziąłem do ręki, fajny, nie jest pałowaty, mógłby nawet dużą brombę obsłużyć. Jeszcze nie wiedziałem, ile kosztuje. Patrzę na metkę i po chwili stoję przy kasie;) Podchodzę na brzeg Odry. Woda od kilku dni wysoka i mocno ciągnie. Wziąłem muchówkę, bo miałem nadzieję, że da się komfortowo połowić. Jeszcze poleży i poczeka na lepsze czasy. Tej nocy będzie nocne spinningowanie na słuch. Postanawiam trochę pochodzić za sandaczami, które robią trochę hałasu i będą możliwe do zlokalizowania. Drobne rybki chowają się w trawach na spowolnieniach nurtu. Trzeba będzie łowić z dłuższego przytrzymania. Nie przypada mi do gustu ta opcja, ale w napotkanych warunkach nie daję szansy na inne łowienie. Do tego doskonale będą się nadawały woblery HMS Panic”Z” - Spinnerman. Wybieram pływającą dziewiątkę. Bardzo lubię łowić na mniejsze wersje z tej serii (8-9 cm). Kiedyś przeglądałem internetowe otchłanie i na YT trafiłem na film z prezentacją woblerów pod sandacze. Wiedziałem, że muszę je mieć. Po czasie stałem się właścicielem kilkunastu woblerów i nimi staram się czarować ryby. Cały zestaw wygląda tak: spinning Jaxon Eternum travel 10-30/270, kołowrotek Shimano Sahara 4000, plecionka 0,14 mm, przypon stalowy ok. 10kg i pływający wobler 9 cm HMS Panic”Z”. Wodery po ostatnim zalaniu wyschły, to będę miał jak dotrzeć do trudniejszych miejsc. Ostatnio sporo musiałem pomijać i było więcej chodzenia. Jest pierwsze obiecujące miejsce. Drobnica w panice ciągle wyskakuje z wody. Zatrzymuję się i powoli, bardzo wolno podchodzę do miejsca. Woda sięga do kolan, więcej nie potrzebuję wchodzić. Jeden krok więcej i będzie po pas. Dłuższa wędka daje możliwość prowadzenia przynęty przy trawach. W zasadzie to opuszczam woblera na wodę, odmykam mechanizm wstecznego kręcenia i pozwalam woblerowi pływać w nurcie na „wstecznym”, czyli bardzo wolno kręcę korbką wstecz, by wobler myszkował wzdłuż przybrzeżnych traw. Długo nie czekałem i następuje spore trzepnięcie. Jeszcze nie zdążyłem wczuć się w atmosferę a tu branie. Silniejszy nurt sprawia wrażenie, że mam coś większego. Kilka chwil i sandacz ślizgiem ląduje na brzegu. Po ostatnich porażkach bardzo mnie ucieszył. Przynajmniej nie dostałem prztyka w nos na samym początku. Będzie lżej w dalszym łowieniu. (51) Idę dalej. Kolejne miejsce i podobna sytuacja. Drobnica co chwilę jest przeganiana przez niewidzialnego drapieżnika. Wcześniej słyszałem tam charakterystyczne cmoknięcia. To mnie tam sprowadziło. Aby dojść do miejsca, te kilka metrów zajęły mi ponad minutę. Bardzo wolno podszedłem i ponownie położyłem wobler na wodzie. Nurt napierając na niego, ułatwia oddawanie linki. Wobler zaczął pracować w miejscu, gdzie rybki są ciągle niepokojone. Łup!!! Siedzi!!! Będzie większa sztuka. Po krótkiej walce drugi sandacz ląduje do galerii zdjęć. Piękna praca przynęty powoduje, że dziś sandacze wolą wybrać błyskotkę niż naturalną rybkę. Nie minęło piętnaście minut i mam niezłe emocje. (54) Warunki dla mnie nie są łatwe. Nie lubię takiej wody. Jednak trzeba się postarać coś z tego wycisnąć. Nigdy nie będzie idealnie, a jak już, to ryby będą nas miały głęboko w poważaniu. Dalej nadstawiam ucho. Coś niedaleko się chlapnęło. Dojrzałem miejsce i w spowolnionym tempie wciskam się w zalane trawy. Czuję, jak drobnica obija się o wodery. Mija kilka minut. Przeszukuję woblerem opaskę. Postanawiam podrzucić go trochę powyżej siebie, aby po skosie sprowadzić pod burtę w trawy. Wobler robi na wodzie „pac” i w tym samym momencie czuję porządne targnięcie. Przez chwilę hamulec się poddaje, ale mija moment i przejmuję inicjatywę. Tym razem woblera zgarnął ładny kleń. W nurcie dał pokaz siły. (45) Mija kolejna godzina. Wyciszyło się na wodzie. Widać niezliczone ilości rybek walczących z nurtem. Nic je nie niepokoi. Czas wracać. Dopada mnie zmęczenie i nie skupiam się nad tym, co robię. Po drodze łowię dwa małe sandacze w sprawdzonej miejscówce. Sto procent skuteczności, dawno tak u mnie nie było. PS
  2. 12 points
    Byłem przekonany, że nie złowię nic, za to odbędę miłą wędrówkę w pięknej scenerii - prognozowałem tak z pogody. "Lampa" na niebie i lekko spadające ciśnienie nawiedziły Warmię. Głos nadziei - złów cokolwiek, a będzie dobrze - określił jednak mój plan minimum, ale to Pasłęka postawiła warunki jego wykonania: oddaj mi krew, pot i łzy, a dostaniesz moje kropki! Wysoka trawa ustępuje w końcu miejsca zaroślom – gęstszym i trudniejszym do przebycia. Las – cel mojej wyprawy – jest coraz bliżej, ale wciąż nie blisko. Ocieram pot z czoła, poprawiam plecak i zanurzam się w gęstwinę. Spacerku dziś nie będzie. Widzę: pierwsze drzewa, z rzadka prześwitującą za trzcinami rzekę. Nie zauważam za to nory bobra, w którą z impetem wpadam jedną nogą. Komary na sekundę wzlatują, by po chwili znów doszczętnie mnie obsiąść. A więc połowiłem… – tracąc nadzieję wstaję z kolan i przekraczam granicę lasu wraz z całą chmarą owadów na sobie. Drałuję patrząc więcej pod nogi niż na wodę. Wędkarsko jednak nic nie tracę, bo zarośnięte brzegi i tak ciągle jeszcze bronią dostępu do najciekawszych fragmentów łowiska. Z czasem robi się nieco łatwiej. Skwar przestaje mi dokuczać, bo promienie słoneczne w nieznacznym stopniu przenikają przez zasłonę z liści. Rzeka natomiast zaczyna być bardziej dostępną. Tylko insekty tną mnie niemiłosiernie, zwłaszcza gdy się zatrzymuję, a muszę to zrobić, bo oto przede mną miejsce do obłowienia. Z bólem serca minąłem parę minut wcześniej kilka „moich” zwałek i dołków, w których stacjonują znajome pstrągi. Liczę więc, że poznam nowe i wchodzę do wody gdyż tylko tak mogę obłowić zatopiony pień. Stoję nieruchomo, czekam kilka sekund i rzucam. Komary bzyczą swoją melodię, a wystrzeliwszy z któregoś zakątka rzeki kleń, odprowadza płynącą z prądem przynętę. Przypadek? – myślę i wracam do mozolnego przedzierania się zarośniętymi brzegami, jednak o tyle rzadziej najeżonymi wysoką roślinnością, że ciągle mam „na oku” rzekę i klenie: żerują dziś bardzo intensywnie. Dokonuję błyskawicznej analizy sytuacji. Bardziej uniwersalna „piątka” zastępuje typowo pstrągową „siódemkę” na agrafce. Mur z pokrzyw i krzaków topnieje. Choć mało brakowało bym „zaliczył” kolejną jamę wydrążoną przez bobra i pomimo, że do końca wyprawy zmuszony będę do katorżniczej walki z chaszczami, warunki zaczynają pozwalać mi na obławianie coraz większych fragmentów rzeki. Efekty zmiany przynęty i lepszego dostępu do łowiska przychodzą szybciej niż się spodziewałem, a że w ogóle się pojawiły mimo moich wcześniejszych przewidywań, to złowiony w końcu kleń naprawdę mnie ucieszył. Wziął w miejscu nietypowym, bo na prostce pozbawionej jakichkolwiek rybie przydatnych cech. Nie wiem czy zrzucić to na karb szczęścia, a może cudowny i nagły progres moich umiejętności wędkarskich. Możliwe też, że złowiony przeze mnie kleń był tak na prawdę złotą rybką, która za zwrócenie wolności nagrodziła mnie w taki sposób, ale faktem jest że od tego momentu moja skuteczność wzrosła i rozpoczęło się wędkarskie święto. Niesiony sukcesem frunę przez gęsty zagajnik i dopadłszy leżącej za nim polany zarzucam pod drugi brzeg rzeki. Dopinam kabłąk i lśniący w słońcu wobler już mknie prosto jak strzała w stronę jedynego tutaj dołka. Mijając kamień zarzuca jeszcze tylko ogonem na wyjściu z wirażu i lusterkując tak, że nie nadąża już za nim moje galopujące serce, łapie ponownie swój kurs, ociera się niemal grzbietem o powierzchnię wody, przepływa tak kilka dobrych metrów po czym ostro nurkuje i ginie w czarnej otchłani dołka. Nadszedł w końcu czas i na króla Pasłęki! Pierwszy pstrąg, a złowiłem go nieopodal miejsca, gdzie przechytrzyłem pierwszego i jak się później okazało ostatniego klenia tego dnia, dopiero za czwartym podejściem dał się „zaprosić” do podbieraka. Niewyczerpany holem i zaprezentowanym mi w jego trakcie tańcem na ogonie, walczył do samego końca. Rzeka zaczęła „pachnieć pstrągiem”. Wiedziałem, że to mój czas! Ryba uśmiecha się do aparatu i odpływa w dół rzeki. Ja ruszam w górę, ale nie uchodzę daleko… Żaden ze złowionych później pstrągów nie przekroczył jednak granicy 40 cm jakimi dysponował ten pierwszy i drugi. Wszystkie charakterystyczne miejsca obdarowywały mnie jednak braniami, co któreś branie walecznymi „kropkami”, a każdy „kropek” niepohamowaną radością. Szczególnie szczodre okazały się strome brzegi porośnięte drzewami, których korzenie ponuro zatapiały się w głęboką wodę – miejsca malujące się jako czarne plamy martwej materii bez dna na tle płytkiej i czystej rzeki. Było w tym coś ascetycznego. Nie chcę marnować tak znakomitego czasu – na mojej rzece nigdy nie wiesz kiedy okres dobrych brań minie. Plecak mi ciąży, a brzuch mam lekki, obławiam jednak wytrwale ostatnie fragmenty łowiska: metr po metrze, rzut za rzutem. Ekstremalnie wycieńczony wyprawą próbuję jeszcze, z myślą o czymś „grubszym”, zmiany przynęty z powrotem na moją ulubioną „siódemkę”, ale szybko rezygnuję. Słusznie, bo gdy po kilku bezowocnych minutach ponownie zakładam „piątkę”, silnie uderza w nią ryba – nieszczęśliwie nie zdążyłem jej zaciąć – i wraca do swojej czeluści pod wpijającymi się w wodę korzeniami starego drzewa. Siadam na pniu, zdejmuję plecak i patrzę na rzekę. Jest piękna. Sześć godzin temu przyjechałem nad Pasłękę, pełen niewiary w udany połów. Teraz wracam leśną ścieżką niosąc złożoną wędkę w ręku i talię pięknych wspomnień w głowie. Nie koniec jednak trudów tej wyprawy – ścieżka nagle się urywa. I znów to samo tylko w odwrotnej kolejności. Toruję sobie drogę przez mur z pokrzyw i krzaków omal nie wpadając przy tym kilkukrotnie w dziury w ziemi. Po jakimś czasie las zaczyna rzednąć i z nieba spada, wprost na moją głowę, żar popołudniowego słońca. Dopijam resztkę wody, a nie mając już sił oganiać się od natrętnych insektów nie robię tego – i pokąsany jak nigdy dotąd, o czym się przekonam już w domu, wkraczam w strefę wysokich traw. Nie widzę brzegów tego „morza”, prę więc przed siebie jak trałowiec do momentu aż do nich dotrę. Wracam poobijany, ale nie pobity. Wracam jako zwyci
  3. 12 points
    Dziękuje Najwieksza ryba zawodów i jedyny Sandacz był mój 84 cm. Przed zawodami obrałem pewna taktykę, dość ryzykowna ale trzymałem się jej konsekwentnie do końca i przyniosła ryby. Wędkowałem z kolegą Rafałem i on zajął 11 miejsce, jego największa ryba to Szczupak 69cm.
  4. 11 points
    Dzisiejsze zawody Streetfishing Wrocław
  5. 10 points
    Szybka relacja wyjazdu na Mistrzostwa Polski w wedkarstwie muchowym. W tym roku walczyliśmy w Malowniczych Pieninach. Wyjazd Piatek rano. Rzut oka na wodę Oczekiwanie na losowanie stanowisk i odprawę. Ofprawa pozostawia wiele wątpliwości kultura osobista co niektórych... Kopara opada bez komentarza. Losowanie stanowisk.... Pierwsza wersja super ale coś nie pykło atari się pomyliło i po 23 dowiedzieliśmy się że odbyło się ponownie... Bez komentarza. Po 22 docieramy do bazy Odpoczynkowej Szybkie dokręcania amunicji dyskusje taktyczne. Po północy zawijam do wyra. Przed 5 zryw... 6:30 wyjazd na sektory najdalszy 2,5 h drogi autokarem, 3h łowienia zjazd do bazy... Najdalszy sektor miał jakieś 15 minut przed wyjazdem na 2 turę i zowu jeden z nas 2, 5 h autokarem, 3h tury i powrót przed 22. Orka kilka godzin snu i znów 6,30 wyjazd i powrót przed 14. Warunki ciężkie zimno deszcz, grad, wysoka woda utrudniająca poruszanie się po sektorze. Kilka ryb złowionych były 0 w turach ale to nic, wiadome że to wpływ wylosowanych stanowisk😎 Pozycje zajmujemy gdzieś tam na szarym końcu, ale wracamy z pozytywnym nastawieniem, może za rok? Ja miałem przyjemność łowić na Dunajcu, Bialym Dunajcu i Czarnym Dunajcu,. Biały i Czarny Dunajec na którym łowiłem pierwszy raz, okazały się łaskawe i dały rybki w turach. Wszystko odbyło się szybko i ze sporą częstotliwością, orka powaliła nawet największych twardzieli 😜
  6. 10 points
    Mam wrażenie, że w te upalne dni największa aktywność ryb przypadała na przełom nocy i dnia. Zmobilizowałem się i dwa razy i przedłużyłem swój pobyt nad wodą. Najbardziej koncentrowałem się na świcie. Ciężko było, bo po kilku godzinach aktywnego łowienia, wyostrzonych zmysłów, zmęczenie dawało znać, aż szarpało organizmem. Krótka relacja z piątku na sobotę. Tez sezon zaczyna przekonywać mnie do sięgania po przynęty do których nie miałem wiary. Zonkery, streamery zaczynają wracać do łask. Na białego zonkera miałem cztery brania. Jeden hak rozgięty, dwa spady i udaje się wyholować tylko jednego klenia. Po północy na streamera meldują się dwa krótkie sandacze i ponownie kleń. Przy tej przynęcie pozostaję do końca łowienia. Zaczyna robić się widno i liczę na ładnego okonia. Wiem, że tam podchodzą ładne sztuki. Między okoniem a kleniem psuję kilka brań. Ciągle coś się dzieje. Zmęczenie zaczyna brać przewagę i zapada decyzja o zakończeniu. Jeszcze kilka rzutów dla sprawdzenia, jak ryby reagują na zonkera za dnia. I jak tu kończyć?:) Daję sobie jeszcze kilkanaście minut. I dostaję w nagrodę ładnego okonia. Na takie i większe tam liczę (30cm). Pamiętajmy o zarybianiu;)
  7. 9 points
    I mi się wczoraj przyfarciło, zamiast amura na kulkę skusił się sumek 113cm.
  8. 9 points
    Cześć, jestem jaroslav i jestem uzależniony Nocne łowienie nigdy nie było dla mnie, bo jak wybija 22 to już do leża i spać. Na szczęście w robocie już mam luz to mogę być lekko trzepnięty, w razie czego materacy pod dostatkiem, to gdzieś zawsze komara się przytnie 🤪 Nocne łowy wkręcają i to bardzo. Poniżej 5 z lekkim plusem. Miłego dnia!
  9. 8 points
    27/28.06.2018 Odra Woda delikatnie wyższa, to założyłem większe streamery. Przy przeszkadzającym wietrze miałem problemy, aby dokładnie je podać. Trochę się siłowałem. Do 1:00 było widać aktywność ryb. W tym czasie złowiłem trzy ( z jednego rocznika 45) sandacze. Kwadrans przed pierwszą mam konkretne branie. Wędka ładnie pracuje pod ciężarem ryby. Silny nurt nie pomaga mi w szybszym holu i kilka chwil trwało, by okazało się, że po drugiej stronie walczy przyzwoity nocny boleń (55). Chciałem jeszcze sprawdzić, czy o świcie znowu trafię na dobre żerowanie okoni. Niestety, kilka delikatnych skubnięć, jedno konkretniejsze, ale ze spadem i na pocieszenie i koniec wyprawy, streamera taranuje kleń (40).
  10. 8 points
    25/26.06.2018 Ciekawa noc. Nad wodę zajechałem, gdy jeszcze było widno. Na początek zaliczam kilka brań i w końcu udaje się zapiąć niewielkiego klenia. Później do głosu doszły sandacze. Łowię jednego ok 45 a po nim mam drugie branie i gdy udało się rybę oderwać od dna następuje jakaś ewolucja przy powierzchni i spada z haczyka. Prawie przez godzinę jestem bez brania. W pobliżu kręci się Odys80 i jaroslav. Jest jakieś zamieszanie. Okazuje się, że u nich do zdjęcia wyjeżdża ładny kleń. Szkoda, że jeszcze chwilę nie wytrzymali, bo w krótkim czasie mam pięć sandaczowych brań. Trzy udaje się wyholować. Największy ok 52 cm, pozostałym dwóm niewiele brakuje do wymiaru. To był chyba moment ich większej aktywności. Co chwilę było słychać charakterystyczne cmoknięcia. Postanowiłem jeszcze wytrzymać i ponownie spróbować o świcie złowić większego okonia. Organizmem jeszcze nie trzepało, a gdy zaczęły się brania, to o zejściu z wody nie było mowy. Trwało to chyba pół godziny. Zdecydowane i konkretne ataki na streamera. Kilka ryb się spina, kilka brań nie do zacięcia, ale pięć fajnych okoni łowię. Największe mają 29 cm. Później jak ręką odjął. Ogólnie brań miałem sporo. Z kleniami tym razem poszło mi słabo.
  11. 8 points
    Dzisiaj kolejne kilka godzin nad Wisełką z kumplem i bratem.. Brat i kumpel na zero, u mnie najpierw trafił się mały bolek ok 40 cm na 7 cm thrilla a poł godzinki potem na lunatica z 15g główką mocne uderzenie z opadu.. z początku myślałem że sumek ale sprawcą zamieszania okazał się całkiem już fajny bolas Poniżej pamiątkowe fotki :
  12. 7 points
    W ostatni weekend wybrałem się ze znajomymi na węgorzową nockę. Generalnie w tym okresie co roku jeździmy parę razy na nocki w celu złowienia węgorza. Są to z reguły wyprawy bardziej towarzyskie niż wędkarskie, spotykamy się starą ekipą ze szkoły na jeziorze "z dawnych lat" i na miejscówce przygotowanej przez nas samych pewnie z 15 lat temu. Jest zdecydowanie za dużo używek i zdecydowanie zbyt mało koncentracji wiąże się to z ogromną ilością spóźnionych/ przegapionych brań, ale ta meta i tak płaci prawie zawsze. Śmiejemy się, że przejście 25 min przez hardcore w postaci 2 metrowych pokrzyw i sieci wikliny aby się tam dostać to wystarczająca pokuta Ale do rzeczy. Każdy z naszej 4 łowił na tylko jeden zestaw. Węgorze w tym okresie biorą bardzo agresywnie i intensywnie, ciężko w dobrą nockę ogarnąć chwilami 2 wędki, do tego ww warunki wyjazdu jeszcze to utrudniają Brań jak zawsze było bardzo dużo, zacięliśmy pewnie z 10% i nie wynika to tylko z naszego stanu ale też z warunków łowienia. Ukształtowanie dna w tym miejscu wymaga dorzucenia zestawem do kantu który jest około 80m od brzegu. Jest tam żwirowe dno, idealne dla węgorza i sandacza. Duża ilość zielska na blacie przed kantem bardzo utrudnia sygnalizację brań. Ostatecznie na brzegu przez nockę zameldowało się 6 węgorzy, ale tylko 2 kumpla były godne uwagi, tzn wymiar miały wszystkie, ale reszta to straszne sznurówki. Sam złowiłem 3 szt, 3 najmniejsze Poniżej 2 fotki na których coś jeszcze widać. Operator aparatu miał problemy ze złapaniem ostrości... w aparacie też Pozdrawiam
  13. 7 points
    Tym razem o porażkach. Spinning do ręki, pudełko woblerów do torby i przed północą melduję się nad wodą. Kilka chwil na pogadankę ze znajomym i do dzieła! Pierwsze dwa rzuty i bum! Branie, ale ze spadem. Zaczęło się ciekawie. Jednak to był początek fatum. Przez pół godziny sprawdzam znajome miejsca i postanawiam odwiedzić "nowe" rewiry. W pewnym sensie opłacało się i była to dobra decyzja. Po godzinie obserwacji zaczęło się dziać. Ze środka następuje atak i kij poważnie się wygina. Kilka szarpnięć, ryba przewala się i następuje luz. Pierwszy sum w tym sezonie. Szczęśliwie do tej pory omijały mój delikatniejszy kleniowy sprzęt. Tym razem przygotowany na mocniejszego przeciwnika zaliczam porażkę. To nie koniec. W dalszym ciągu na końcu stalowego przyponu pracuje pływający wobler marki Gloog 60 w kolorze NG. To jest jeden z moich najbardziej ulubionych woblerów na nocne wyprawy. Po chwili mam potężne targnięcie i następuje walka. Już wiem, z czym mam do czynienia. Śliczny kleń +/- 45cm tańcuje pod nogami. Jeszcze jeden młynek i po rybie. Trzecia sztuka, która się wypina. Na jednej wyprawie, to może być już lekkie podłamanie. Dla mnie kleń zaliczony. Nie muszę za każdym razem wracać z albumem zdjęć. Idę dalej. Jakieś zamieszanie w wodzie. Wobler ląduje powyżej miejsca, gdzie drobne rybki są ciągle przeganiane. Jest! Soczyste branie i ponownie Mikado gnie się w parabolę. Tym razem sandacz. Hol spokojny bez fajerwerków. Często bywa, że ryby mają jeszcze w zanadrzu jakieś fortele, by w ostatniej fazie dać pokaz siły i ostatnim zrywem uwolnić się od woblera. Czwarta ryba i bye, bye:) Tyle ją widziałem. Oceniam na 60 cm. Żeby już nie koloryzować i rozpisywać się nad moją klęską, mam kolejne branie z wachlarza i po kilku sekundach kolejna ryba spada. Czyli pięć konkretnych ryb i żadnej nie podholowałem, aby spokojnie ocenić jej wielkość. Na pocieszenie mam kolejne branie i z duszą na ramieniu, jakiś lękliwy się zrobiłem tej nocy, po niedługiej walce podejmuję nocnego bolenia (50). Ne wiem, czy wina w kotwicach, czy ogólnie w konfiguracji sprzętu, ale zaczynam się mocno zastanawiać, gdzie tkwią moje błędy? W sprzęcie, w sposobie holu, zacięcia? Następna noc. Woda zdecydowanie wyższa i ciągle przybiera. Nie byłem przygotowany do takiej sytuacji. Wodery w domu i wiele miejscówek odpuszczam. Ryby pięknie żerują, a ja mam ograniczone możliwości dotarcia do nich. Znajduję dogodne miejsce. Kilka rzutów i bęc!!! Jest!!! Z silnym nurtem ryba ma podwójną moc. Chcecie się dowiedzieć, jaki dalszy przebieg miała walka? Zezowate szczęście trwa dalej:)
  14. 7 points
    @DawidSokołowski świetnie napisane! U mnie dalszy ciąg egzotyki, bez okazów ale już chyba 12 gatunków zaliczonych. W szczegółach opiszę w temacie o łowieniu w Chorwacji. Makrela ok. 35 cm. Pięknie powalczyła na przyponie 0,10. Ryby w Adriatyku są niesamowicie szybkie. Skrzyżowanie śledzia z sandaczem I doradowata śliczna rybka.
  15. 7 points
    Ostatnie dwie noce przyzerowałem, więc trzeba było się odkuć. Pogoda doskonała. Ciepło, mocne słońce. Musiałem pojechać i coś wytargać, tym bardziej, że przede mną tydzień bez wędki 😭 Poniżej kolejny sucharowy, gruby klenik z równą 5, ale jak dla mnie to liczony x2. Ziomki wiedzą dlaczego :)
  16. 7 points
    A u mnie bawię się w łazęgę rzeczną z wczoraj sandacz i dzisiejszy okoń równe 30 cm Miałem jeszcze dwa brania sandaczowe ale spitoliłem + jedną obcinkę przez zielonego , no cóż tak to jest jak czasami jak się łowi bez przyponu
  17. 6 points
    Nie trwało to krótko ani nie było łatwe ale cuda się zdarzają – Niemcy odpadli z turnieju a ja złapałem w końcu Klenia ze Ślęzy na muszysko. Zdjęcie pokazuje 38 ale był nieco większy – mój rekord ze Ślęży na muchę.
  18. 6 points
    Dzięki Jaro za fote! Fajne te nocne łowy. Ten przywalił jak torpeda mało mi wędki nie wyrwał.
  19. 6 points
    Przedwczoraj bieda, dziś może nie na bogato, ale było co robić. Tym razem Łyna i klenie - takie dokładnie.
  20. 5 points
    Zestaw dla kolegi @zajac222 w poniedziałek wysyłka
  21. 5 points
    Pierwsze próby nad Adriatykiem i pierwsze rybki. Z gruntu na razie bez efektów. Spławik podczas plażowania przyniósł kilka niewielkich ryb trzech gatunków złowionych w takim otoczeniu.
  22. 5 points
    Wczoraj pomimo złych prognoz postanowiłem jechać na zasiadkę. Nad wodą byłem około 17 i pomimo bocznego wiatru na mojej miejscówce postanowiłem że zostaję na noc. Pomimo problemów ze zmieniającym się wiatrem udało się zanęcić spombem i rzucić zestawami. Co ciekawe po około godzinie zaczęły się brania czego efektem był amur 77cm.Wieczorkiem wiatr trochę ustał wiec donęciłem. Noc minęła spokojnie dopiero rano parę minut po 6 nastąpił odjazd i udało się wyholować amurka 84cm. Zasiadka super udana choć pogoda nie zachęcała do wyjazdu.
  23. 4 points
    Chciałem dodać ten wpis na spokojnie i trochę wcześniej, ale Kajtek jak zwykle narozrabiał. Kajetan, mój syn, rozrabia bo to normalne u dzieci w jego wieku. Juto - jak mówimy na niego z żoną gdy nauczy się czegoś nowego (braaaawoooo Jutek!), na co on w sposób całkowicie nieraz nieudolny zaczyna powtarzać ową nabytą właśnie czynność, zaśmiewając się przy tym do rozpuku - poszedł spać dopiero jakieś pół godziny temu. I to wcale nie jest takie oczywiste, bo dzieci w jego wieku potrafią zasypiać i wstawać o nieludzkich nawet dla wędkarza porach. Kajutek śpi w swoim łóżeczku otoczonym wypchanymi watą chmurkami, przytulony do swojego misia: sowy o bardzo, baaardzo długich nogach. Mógłbym więc teoretycznie dokończyć pisanie wstępu do mojego tematu na bardzo, ale to bardzo spokojnie. W tv leci jednak mecz Belgia - Japonia i chcę go obejrzeć. Oglądam go bez tych emocji, które pewnie udzieliłyby się mi gdyby grała Polska. No, ale... Poziom mistrzostw jest jednak niezły - mówię to jako niekoniecznie wielki, ale jednak znawca (jak każdy Polak) piłki. Prawdę mówiąc to zerkam więcej na telewizor niż w komputer, więc nie ma szans abym napisał zbyt wiele. Zaraz wstawię kawę: mieloną, czarną i bez mleka - czyli taką jaką nauczyłem się pić mieszkając czas jakiś na obczyźnie - wrzucę tekst, który mam w planach wrzucić i oddam się oglądaniu. W zasadzie robię to teraz, bo Belgowie "cisną" i na prawdę dobre widowisko się szykuje. Zamieszczam więc pierwszy tekst, a Was zachęcam do czytania. Chyba że chcecie popatrzeć jak 22 facetów biega za jedną piłką, to nie czytajcie. Zróbcie to później, ale tylko wtedy jeżeli będziecie mieli ochotę, bo w życiu chodzi o to żeby robić to co się chce. Na początek coś o kleniach czyli rybach, którym poświęciłem najwięcej czasu, bo aż pięć pełnych sezonów. Parafrazując klasyka: kleń jaki jest każdy widzi, ale nie każdy potrafi go złowić. Dlaczego? W tej serii artykułów powiem Ci co zrobić, aby regularnie łowić klenie na spinning. Zanim jednak przejdę do meritum chciałbym żebyś oswoił się z myślą, że na sukces przyjdzie Ci poczekać. Być może długo. Nie będzie to jednak czas nudny i stracony, gdyż poświęcisz go na naukę i wędkowanie jednocześnie. Mało tego. Najprawdopodobniej już na tym etapie złowisz swoje pierwsze ryby! Zrobisz to zapewne szybciej niż ja (zajęło mi to rok). Natomiast jeżeli ten wspaniały moment już nastąpił, czas świadomego i regularnego łowienia jest bliżej niż myślisz. Stanie się tak jeżeli nie popełnisz błędów, które ja kiedyś popełniałem. Pamiętaj jednak, że wszystko zależy tylko od Ciebie. Nie obarczaj swoimi niepowodzeniami innych: ryb - bo nie brały, rzeki - bo nie ma w niej kleni, tego artykułu – bo autor obiecał, że… W końcu to Ty sam wyznaczasz dni i godziny wędkowania, zarzucasz w upatrzonym przez siebie miejscu (na rzece, którą z jakichś powodów wybrałeś). Ja mogę tylko wskazać Ci drogę. Obarcz odpowiedzialnością siebie, a sukces stanie się Twoją tylko zasługą. Jeżeli nastawiłeś się odpowiednio do tej sytuacji, to teoretycznie mógłbyś zrobić to co robi większość wędkarzy: wziąć wędkę i ruszyć nad wodę by spróbować swojego szczęścia. Popełniając przy tym pierwszy błąd i wydłużyć czas potrzebny Ci do osiągnięcia celu (być może nawet w nieskończoność, bo nie każdy lubi przez rok schodzić z łowiska „o kiju” jak miało to miejsce w moim przypadku). W tym miejscu jeszcze raz i dobitnie podkreślę, że chciałbym pomóc Ci w świadomym i regularnym łowieniu kleni. A żeby tak się stało musisz na krótką chwilę odłożyć wędkę na bok (ale spokojnie, w następnym etapie znów ją chwycisz w dłonie i już nie będziesz musiał wypuszczać). Na początku musisz skupić się na znalezieniu odpowiedniego łowiska. A co takiego musi w sobie ono mieć, aby powiedzieć o nim, że jest łowiskiem kleniowym? Oczywiście klenie. Musisz po prostu znaleźć rzekę, którą zamieszkują te właśnie ryby. Na szczęście kleń występuje w Polsce na tyle powszechnie, że śmiało można powiedzieć, że zamieszkuje niemal wszystkie rzeki. Więc jeżeli masz jakąś w pobliżu to możesz z niemal 100% prawdopodobieństwem założyć, że te ryby w niej pływają. Rzeki jednak bywają bardzo długie i miewają zmienny charakter w zależności od biegu, a to ma już wpływ na to jakie gatunki ryb na danym odcinku występują. W tym momencie nadszedł czas zajrzeć do Internetu lub popytać innych wędkarzy. Naprawdę. Mój najlepszy odcinek na klenie poznałem dzięki koledze z pewnego forum. Sieć i ludzie to bogate źródła informacji, z których nowoczesny wędkarz powinien korzystać. Oczywiście nie zaniedbuj też tradycyjnych metod. Przejdź się nad rzekę, poobserwuj czy nie widać na niej śladów bytności ryb, ale przede wszystkim czy występują na niej bardzo lubiane przez klenie miejsca. Ta druga kwestia jest teraz dla Ciebie ważniejsza niż odnalezienie "klusek". Kleni bowiem, z racji ich płochliwości, możesz nie zaobserwować przez długi czas i uważając błędnie, że ich tu po prostu nie ma, ominąć odcinek z naprawdę pięknymi rybami. Ale może też stać się inaczej. Prawdopodobne jest, że spotkasz jednak swojego przeciwnika i w ten sposób już teraz dowiesz się dużo o jego zwyczajach. Być może zauważysz jakąś zależność jego aktywności od pogody czy pory dnia. Podpatrzysz zbierającego pokarm z powierzchni lub pływającego w toni. To naprawdę cenne informacje, które niektórzy zbierają latami. Pamiętaj, że odpowiednie łowisko, sprzyjająca rybom (nie Tobie) pogoda, właściwa godzina połowu i dobrze dobrana przynęta to quattro towarzyszące wędkarskim sukcesom. Oczywiście na tym etapie raczej nie posiadasz aż tak pełnej wiedzy, aby powiedzieć: ryby będą brały pojutrze od 14.30 do 18.25, a później brać będzie tylko słońce. Zdobędziesz ją razem z praktyką. Wróćmy jednak do chronologii. Jesteś nad rzeką i co widzisz? Wodę zakręty i coś pod powierzchnią. Typowymi miejscówkami, w których obiekt Twoich westchnień przebywa są zalegające w wodzie drzewa i kamienie. Znajdziesz go też w okolicach zewnętrznych, głębokich zakrętów, a już szczególnie wtedy, gdy brzegi ich porastają drzewa i krzaki tworzące nawisy. Już niedługo będziesz „zaglądał” woblerem pod każdą burtę i przeorasz nim głębokie rynny – tam właśnie kleń najczęściej czyha. Nie oznacza to jednak, że w tych miejscach JEST. Na miejscówce, którą sobie upatrzyłeś JEST powalone drzewo albo zatopiony kamień. Może nawet legendarny rower z działającą lampą na dynamo też tam JEST. Tak, to wszystko może tam być, ale nie kleń. On tu nie JEST, on tu ŻYJE – bardzo intensywnym życiem. Wchodzi w okresy aktywności i pasywności. Gdy nie pobiera pokarmu, szuka schronienia przed drapieżnikami. Penetruje wszystkie warstwy wody lub odpoczywa. Lecz co by nie robił, kleń zawsze obserwuje to co się dzieje w rzece, nad nią, obok niej. Nie zapominaj o tym, bo gwarantuję Ci, że nie zobaczysz w podbieraku klenia, który uprzednio zobaczył Ciebie. Dlatego już teraz przyjrzyj się brzegom i pomyśl w jaki sposób, niezauważenie podejdziesz w miejsce bytowania ryb. Pamiętaj, że nie masz wpływu na to gdzie ryba przebywa, czy o której godzinie będzie żerowała. Na jej życie wpłynąć możesz tylko w jeden sposób: możesz przestać dla niej istnieć (sprawić aby Cię nie widziała). A to już bardzo wielka, pozytywnie wpływająca na efektywność Twojego wędkarstwa, zmiana. No dobra, a więc wiesz już, że klenie są w Twojej rzece albo że jest to bardzo prawdopodobne. Wiesz jak je podejść. Co teraz? Zanim ruszysz na wielką przygodę niosąc wędkę w ręku a nadzieję w sercu i podniecony tak, że aż wnętrzności się w Tobie poprzewracają zarzucisz zestaw w okolicę pierwszej napotkanej zwałki, musisz dowiedzieć się kiedy i na co łowić. Ale o tym w drugiej części poradnika.
  24. 4 points
    Witam wszystkich.W zeszłym tygodniu nic nie pisałem to dzisiaj opiszę dwie wyprawy.Najpierw wędkowałem 20.czerwca i złowiłem 4szt. leszczyków i 3 płotki.Druga wyprawa miała miejsce 27.czerwca i wynik był gorszy bo złowiłem tylko 3 leszczyki.W obydwa dni warunki do wędkowania były złe.Ciągła zmiana kierunku wiatru i powstawanie różnych prądów na powierzchni wody.Myślę że to powodowało że ryby nie żerowały aktywnie.No ale coś w końcu złowiłem i nie wyszedłem na "zero".Pzdr.
  25. 4 points
    Warunki pogodowe tylko dla szurnietych: