Skocz do zawartości
przewodnicy wędkarscy     przynęty na bolenie

Leaderboard

  1. jaceen

    jaceen

    Redaktor


    • Punktów

      126

    • Ilość dodanej zawartości

      4 142


  2. Budek

    Budek

    Zwycięzca Street Fishing Poland Grand Prix 2018


    • Punktów

      51

    • Ilość dodanej zawartości

      965


  3. jamnick85

    jamnick85

    Użytkownik


    • Punktów

      38

    • Ilość dodanej zawartości

      57


  4. Don Gucak

    Don Gucak

    Użytkownik


    • Punktów

      37

    • Ilość dodanej zawartości

      252



Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03.06.2020 in all areas

  1. 17 points
    Zawziąłem się na pewnego gangstera z centrum. Trzy nocne wyprawy zaglądałem w jego rewiry i podrzucałem drewniane i plastikowe rybki. W końcu trafiłem w jego gust i odpowiedni moment. Zajechałem nad wodę, to zrobiło się już ciemno. Kilkanaście rzutów, zmiana woblera i ponownie kilka rzutów i...coś wzbiło fontannę wody i natychmiast poczułem szarpnięcie aż w barku. Jest jeszcze jeden cwaniak. Tam jest trudniejsza sprawa. Więcej czasu mu poświęciłem i nic. Czekam na jego słabość:))) Sprzętowo bez zmian. Tym razem skuteczną przynętą okazał się karaś.
  2. 17 points
    Otwarcie sezonu zaliczyłem z wielkim przytupem, 01.06.2020 o godzinie 00.02 urodził mi się syn 💪😍 piękny zdrowy silny okaz 😁 3820g i 57cm ( czekam na takiego okonia 🤣) A z rybami też nie najgorzej sporo drobnego sandacza j suma ale trafiły się też większe okazy i tu fotki sumek około metra Sandacz 75cm teraz z dwójką dzieci to będzie logistyczne zadnie zorganizować czas na ryby, ale juz z żoną wszystko dogadane 😁 świt, noc i weekendowe zawody wchodzą w grę 💪💪życze połamania i do zobaczenia nad wodą 😎
  3. 17 points
    Oglądając się za siebie, ten sezon ogólnie jest dziwny. Wiadomo z jakiej przyczyny. Trzeba się cieszyć wędkarstwem, nawet gdy wyniki nie są na miarę najlepszych czasów. Kilka dni temu miałem dwanaście ataków i nic nie wylądowało na brzegu. Jeszcze trochę brakowało do rekordowego wypadu, gdzie miałem szesnaście. Wczoraj już tego nie było i na pięć brań cztery skończyły się sukcesem. Na początku łowiłem powierzchniową żabą i whoopperem. Całą akcję widziałem. Boleń przepływał i podrzuciłem whooppera za ogon. Prowokowałem go przez kilka metrów. Atak nastąpił w ostatniej fazie. 70 cm Wypróbowałem też szczurka i woblera Hi-lo. Zostałem jeszcze na godzinę wieczornego łowienia. Przez chwilę do wody leciały crawlery. W powrotnej drodze sprawdziłem miejsca, gdzie w zasadzie nigdy nie miałem wieczornych wyników. Do wczoraj. Zmieniłem nietoperza na starego wysłużonego Gębalę i w ciągu piętnastu minut zaliczam dwa brania. Wobler jest już tak pogryziony, że żal go używać. Jednak sięgam po niego czasami, by mieć takie fajne wspomnienia z nim:) 55 65 Odwiedziłem kanał żeglugowy i Odrę. Sprzęt: SG MPP2 Trawel 243/40-80g; Ryobi Arctica6000; nawinięte 0,22 mm.
  4. 16 points
    Chciałem powywijać trochę streamerami nad głową. Niestety wiatr nie pozwolił. Gdy się uspokajał, to podnosząca się woda wygoniła mnie i plan padł. Pozostało wziąć w łapki spinning i coś wyczarować z tej kawy, co teraz płynie. W poniedziałek cięższy sprzęt i woblery dla wyrośniętych ryb. Męczyłem dość długo by doczekać się na jedno solidne branie. We wtorek trochę mniej wietrznie. Jednak deszcz przerywał zmagania. Tym razem wędka i woblery delikatniejsze. Po wcześniejszym dniu ręce obolałe i muszę uważać, by nie przesadzić. Brań zdecydowanie więcej. Było łupnięcie na cykadę, na woblera krąpika-cykadę, w gumy i klasycznego sandaczowego woblera i poppera. Z tego udało się trzy ryby wyholować. Od 2017 roku Dzień Wędkarza został przeniesiony na 23 czerwca. Udany dzień;)
  5. 14 points
    Mamy to. Dłubałem, dłubałem i udłubałem lina z piątką z przodu. Pozdrawiam
  6. 14 points
    Dzisiaj o 5 rano melduję się na kanale powodziowym we Wrocławiu. Woda wysoka, brudna. Szybka decyzja-zmiana miejscówki na centrum Wrocławia. 5 brań jeden bolek zacięty. Branie agresywne i bardzo mocne. Na brzegu melduję się 67 cm. Wszystkie brania z powierzchni;-)
  7. 14 points
    Powoli zaczynają u mnie zagryzać powierzchniowe woblery. Nie jest to rewelacja, ale po kilka brań na wyprawie zaliczam. W środę byłem nad wodą przed 18-tą. Wybrałem odcinek kanału z największą gęstwiną wodnej roślinności. Szukałem wolnych przestrzeni i korytarzy. Sporo rzutów oddałem za pas zielska. Łowiłem bezsterową gumową żabą i whopper popperem. Trzy ataki na whoppera i za trzecim razem udaje się wyczekać do momentu, gdy poczułem ciężar na kiju. Początkowo myślałem, że mam potwora. Z upływem czasu, gdy ubywało zieleniny z plecionki, potwór zamienił się w pistoleta ok. 60 cm. W czwartek było trochę lepiej. Wybrałem jedną z niewielkich odrzańskich zatoczek i w ruch poleciały do wody poppery i "pieski". Nie wiem, co w sobie ma ten wobler, ale z pewnością jest jednym z pierwszych, którego wystrugałem do "wtd" i jednym z brzydszych. Przekonałem się nie raz, że ryby mają to w nosie i jakoś go lubią. Złowiłem na niego klenia i było jeszcze nim kilka zainteresowań. W pewnym momencie zauważyłem wir wodzie. Natychmiast podrzuciłem w pobliże wobler i na jednym przeciągnięciu boleń w odstępach kilkumetrowych walił z takim impetem, jakby chciał go rozszarpać. Niestety, był jakiś ślepy. Na odcinku kilkunastu metrów atakował trzy razy. Dołowiłem jeszcze okonia na poppera. Kilka razy cmokały za nim, jednak tylko ten jeden był bardziej zdecydowany. To było za dnia. A na początku tygodnia wybrałem się na nocne łowy. Gdy się robiło już ciemno, złowiłem ładnego okonia na woblera Gembalę. Do pełnego zmroku miałem jeszcze dwa szturchnięcia w Instynkta7. Przed samą 22:00 mam branie. Po chwili wiem, że holuję bolenia. Ryba złowiona na 11 cm sandaczowego woblera "Kreczmar". Po chwili melduje się sandacz ok. 45 cm. Po kilkudziesięciu minutach drapieżniki wyciszają się i postanowiłem powoli wracać. Po drodze stawałem na swoich sprawdzonych miejscówkach. Zmieniłem woblera i założyłem Gembalę 7,5 cm. Było dobrze. Fajny uciąg i dopisało szczęście. Doławiam jeszcze trzy klenie. Dwa w granicach 40 cm. I jeden z wyższej półki, czyli 50 cm z malutkim naddatkiem. To szósty ponad 50-centymetrowy kleń w tym sezonie. Na koniec złowiłem ponownie sandacza ok. 45 cm na woblera sandaczowego "Oleix". Początek czerwca mam udany. Oby się poziom nie obniżył;) pzdr
  8. 13 points
    Cześć. Czerwiec daje możliwość sięgnięcia po kolejne przynęty. Dla łowców drapieżników sezon zaczyna się na całego. Chłodny maj nie dał mi okazji połowić na powierzchniowe przynęty, to liczę, że czerwiec będzie łaskawszy. We wtorek pacnął pierwszy sensowny boleń z niewielkiej zatoczki. Rozbójnik na mieliźnie. Od tej pory będzie dwa razy ostrożniejszy. Wziął na poppera z turbinką i wirującym ogonkiem. Wcześniej kręcił się koło bezzaczepowej żaby, ale coś mu nie pasowało. Przed końcem maja miałem trochę mniejszego na 3" gumę prowadzoną w toni. A co słychać u Was?
  9. 13 points
    Pomny wczorajszych doświadczeń (branie małego sumka na smużaka), postanowiłem nieco wzmocnić swój sprzęt na wieczór. Kij do 14g zamieniłem na taki do 20, plecionkę z 0,08 na 0,12, a fluorocarbon z 0,205, na 0,255. Teoretycznie więc najsłabszy punkt zestawu podkręciłem z 3,05kg na 4,60kg. Tak uzbrojony zameldowałem się nad wodą przed dwudziestą. Po jakimś czasie złowiłem pierwszego w tym roku jazika, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że zestaw jest ok, a grubszy zestaw nie przeszkadza rybom. Niestety później nie działo się nic. Woda od wczoraj opadła jakieś 10-15 cm. Zrobiło się rześko i cicho. Było fajnie, więc przed zmrokiem postanowiłem, że tym razem pobędę trochę dłużej. Wyszedłem z wody (łowiłem w woderach) i poszedłem do samochodu po czołówkę. Wróciłem, a gdy dalej nic nie interesowało się moimi smużakami, postanowiłem przejść na nieco większe przynęty z myślą o jakimś nocnym sandaczyku. Przerzuciłem kilka woblerków o długości +/- 7 cm, a gdy i one nie przyniosły wyników założyłem podobną wielkością lekką wahadłówkę. Branie nastąpiło jakieś 20m od brzegu. Po zacięciu usłyszałem plusk w miejscu gdzie spodziewałem się przynęty. Pierwszy odjazd niezbyt długi pod prąd. Dokręciłem hamulec i próbowałem lekko wyhamować rybę. Poczuła to i dopiero wtedy pokazała kto tu rządzi. Ekspresowy odjazd jakieś 30-40 metrów, potem lekkie wyhamowanie i te charakterystyczne walnięcia na kiju. Dopiero zrozumiałem z kim mam przyjemność. O dziwo ryba dała się zawrócić (a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało). Ostrożnie podpompowałem ją na swoją wysokość – z nurtem jakoś to w miarę sprawnie szło. Niestety kiedy się zrównaliśmy sum obrał przeciwny kierunek i odjechał dobre 50m. Niestety trzymał się mojego brzegu, a ja stałem wśród zalanych traw w wodzie sięgającej 10cm poniżej końca woderów. Postanowiłem spróbować pójść za nim. Dobrze, że miałem tą czołówkę. Przechodziłem spokojnie uważając gdzie stawiam stopy z kijem wysoko nad głową, a sum niestety w tym czasie odpoczywał. Gdy w końcu jakieś 20m niżej znalazłem miejsce wydające się na dobre do ewentualnego podebrania, postanowiłem, że tu się z nim rozprawię. Wychyliłem się maksymalnie nad otwartą wodę, by nie pozwolić mu na zaplątanie plecionki w przybrzeżne trawy i zacząłem pompowanie. To była męka. Metr dla mnie, dwa dla niego i tak w nieskończoność. Po pewnym czasie dystans między nami tak się zwiększył, że musiałem porzucić to miejsce i szukać następnego – bliżej ryby. Ten manewr powtarzałem później jeszcze cztery razy. Gdy w końcu miałem rybę jak mi się wydawało blisko siebie i wychyliłem się żeby zobaczyć gdzie plecionka wchodzi do wody on dostał kolejnego kopa i znów odjechał na kilkanaście metrów, ale to już nie był ekspres. Zdałem sobie sprawę, że chyba światło tak go rozjuszyło, więc wyłączyłem czołówkę i tym razem zacząłem się przesuwać za rybą po omacku. Oczywiście zaraz nabrałem wody w wodery. Zszedłem kolejne kilkanaście metrów i stanąłem w kolejnym w miarę sensownym miejscu. Ręka bolała, nadgarstek dziwnie piekł… miałem dosyć. Naprawdę pierwszy raz w życiu przemknęło mi przez myśl, że ta walka nie ma sensu, że tym sprzętem nigdy nie wygram z taką rybą – miałem ochotę przeciąć plecionkę. Z drugiej strony cóż to by było za głupie zakończenie takiej przygody. Sum stał jakieś 20m poniżej mojego nowego stanowiska i wydawał się przyklejony do burty. Pompowałem go dosłownie centymetr po centymetrze. Bardzo powoli unosiłem kij i wybierałem luz, on odpowiadał równie powolnymi machnięciami łba, które też uruchamiały hamulec, ale miałem wrażenie, że skracamy dystans. W końcu zobaczyłem, że z wody wyjeżdża garść zielska i uświadomiłem sobie, że to mu być węzeł łączący plecionkę z fluorocarbonem. Chwilę po tym na powierzchni wody pokazały się wiry. Włączyłem czołówkę i zobaczyłem go wreszcie. Zabrzmi to dziwnie - wiem, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że ta ryba jest chyba większa ode mnie. On też mnie zobaczył i zareagował w sposób dla siebie charakterystyczny. To były chyba jego rezerwy mocy, ale wystarczyły. Zakotłowało się i poczułem luz. Nie wytrzymał najsłabszy punkt zestawu, czyli węzeł. Spojrzałem na zegarek była 23:48. Branie nastąpiło po 22ej. Hol życia i ryba życia, niestety tym razem bez happy endu. Nadgarstek boli mnie do tej pory.
  10. 13 points
    Kolejny nocny wypad i morale zdecydowanie do przodu. Jest pierwszy w życiu świadomie i z premedytacją złowiony sandacz. i choć pod kątem rozmiaru to trzeci wynik w tym roku to jednak cieszy najbardziej bo wcześniejsze chociaż większe to zupełne przypadki i w dodatku w okresie ochronnym. Branie na Gloog Nike 10cm, wobler rzucony pod prąd i ściągany powolnie, równolegle do brzegu, udrzenie prawie pod samymi nogami. A chwilę wcześniej. na poprzedniej miejscówce, na tego samego wobka melduje się fajna kluska. Tym razem rzut z prądem również równolegle do brzegu i mocne uderzenie ze sporej odległości.
  11. 13 points
    Za mną bardzo dobra seria wypadów. Dużo ryb. Sporo dużych kleni. Fajne jazie też były i bolki też spoko. Sezon zaliczam póki co do bardzo udanych 🙂
  12. 11 points
    Wczoraj widziałem pomarańczowego kwadratowego dzikiego karpia, pływał mi pod nogami jak brodziłem. Dziś urwałem się na spławiczek przed robotą. Jeden pomarańczowy czterdziestak i... w ostatniej minucie kolega ze wczoraj... Odległościówe mam mocną, żyłka 0.23 pachnąca jeszcze Ameryką i nie ma szans takiego dzikiego karpia zatrzymać. W końcu musiałem dokręcić i zakolczykowany. Jak myślicie, wypluje to? Hak złoty gamakatsu nr.1. Wróci jeszcze w to miejsce? Prawdopodobnie pierwszy raz był zacięty. Trzeba zabierać karpiówe na włosie jako drugi zestaw. Tylko żeby nie wybrał znów spławika... Lin z dwóch ujęć, żadne nie oddaje fantastycznych barw.
  13. 11 points
    Po ostatnim szybkim wypadzie nad Wisełkę, pojechałem z kilkoma kumplami na prawie dobową zasiadkę karpiową.. Wędkowaliśmy od 19:00 do 15:00 dnia następnego. Nocka minęła spokojnie, nie zakłócona żadnym braniem Dopiero kilka godzin po wschodzie słońca można powiedzieć że zaczęły się brania. Około 08:30 kolega wyjmuje miśka ok 6 kg, później trafia drugiego ok 7,5 kg i na tym koniec jeśli chodzi o większe karpie.. U mnie tylko jedno branie i jedna ryba ok 10:35 na macie, prawie 11 kilogramowy amator kukurydzy Podsyłam kilka pamiątkowych fotek + link do krótkiego trochę na szybko nagranego fragmentu holu.. ( zapomniałem zdjąć osłony obiektywu w kamerce )
  14. 11 points
    Sobota: wyskoczyliśmy z synem na komercję. Nic specjalnego, cel to jesiotr i relaks. Już w pierwszych minutach trafił się jesiotr, tylko że nie nasz Na w wędce widzę branie, zacina i holuję. Wszystko normalnie, tylko że po chwili Widzę swój podajnik, haczyk, przynętę. Przypon oplątany wokół cudzej linki. Zestaw miałem na 6 metrze i nie było szansy na przerzucenie kogoś. Po prostu ryba pokonała czyjś zestaw i uciekała wzdłuż brzegu, wplątując się w mój. Pytam sąsiadów - zdziwieni, to nie ich. Po chwili biegnie gościu z wędką z odległego o jakieś 50m stanowiska. Zanim dotarł, już podebraliśmy. Potem było 5 brań kolejnych, ale udany hol tylko jednego. W międzyczasie kilka karasi, karpie nieaktywne. Niedziela: Oławka. Piękny karp koi spławiał się przy powierzchni co skłoniło nas do postawienia metody. Zaczęło padać intensywnie. Przeczekaliśmy i było warto, bo chwilę po deszczu syn zaliczył fajną akcję. Branie delikatne, zacinał z myślą że kolejny leszcz. Odjazd masakra. Dłuższą chwilę walczył, nie mogąc kompletnie zapanować nad poczynaniami ryby. Zmęczony przekazał mi wędkę. Znam kija, także śmiało typuję że 15kg+ było na zestawie. W pewnym momencie szarpnął i luz. Nie dał rady haczyk - wyprostowany. Bywa, spróbujemy ponownie.
  15. 10 points
    W niedzielę zrobiliśmy z synem powtórkę na komercji. Nic specjalnego, mało ambitne łowienie na takim zbiorniku. Dlatego celem jest jak najwięcej i jak największe. Zbiornik o dość klasycznym kształcie - prostokąt z wyspą po środku. Większość wędkarzy siadło na dłuższych bokach, bo z nich było bliżej do zarzucenia pod wyspę. O poranku jedna strona była zacieniona i tam można było spodziewać się brania karpi i karasi co chwilę. My jednak wybraliśmy krótszy brzeg bardziej oddalony od wyspy. Łódką zanętową wywoziliśmy zestaw tak jak inni pod wyspę, ale mieliśmy przewagę że od strony mniej przepłoszonej i mniej zbombardowanej pelletami z metody innych wędkarzy. Z wywózką zasypaliśmy sobie miejsce niewielką ilością towaru, jednak w formie dużych kulek. Na zestawie przynęta także większa niż klasycznie w metodzie. Kolejne wędki poszły w niewielkie odległości od brzegu, co byłoby niemożliwe na stanowiskach okupowanych przez innych wędkarzy. W trzcinach trwało tarło karpia, podobno już czwarty tydzień. Na takim łowisku nie oznacza to że karp nie żeruje i w rzeczywistości co jakiś czas ryba odchodzi od trzcin i posila się na tym co znajdzie w pobliżu. Zrobiliśmy metodę ale z większymi kulkami i dumbelsami, żeby choć trochę selekcjonować mniejsze ryby. Sprawdzały się dwa smaki citruz i ananas. Ciekawa sprawa z citruzem. Kulka ma początkowo 25mm ale po rozpuszczeniu otoczki pozostaje twarde 15mm. Wklejałem ją w kopczyk przemoczonych pelletów w konsystencji plasteliny. W wodzie pelety nie rozpadały się i powstawał szybko krater z luźną kulką w środku i esencją z otoczki na brzegach. Niezwykle się to karpiom podobało i miałem na to bardzo konkretne i bardzo często brania. Pomysł nie był planowany, a narodził się kiedy wielokrotnie domaczając wysychający w upale pellet powstała nam plastelina. Ogólnie złowiliśmy 12 karpi w rozmiarach 65-72cm o wadze od 5 do 7kg. Także udało nam się uniknąć tych mniejszych, które co chwila meldowały się u wędkarzy stosujących metodę z przynętami 6-8mm, natomiast nie udało się przyciągnąć nic naprawdę większego. Z pomocnikiem takim jak mój syn wszystko szło idealnie sprawnie. Złowiona ryba lądowała na zawsze zmoczonej macie, przy odczepianiu była polewana wodą, mierzenie, zdjęcia i powrót do wody nie zajmowały nam więcej niż minutę czasu. Trochę poeksperymentowałem z długością włosów, rozmiarami i kształtami haczyków, jednak spadów było sporo bo około 20. Pewnie nasze braki techniczne odgrywały tu kluczową rolę, ale trzeba też przyznać że ryby tam są dość mocno kłute i jakiś swoje doświadczenie w uwalnianiu się zapewne nabyły. Parę fotek (wszystkie niezwykle podobne): I "przyłów":
  16. 10 points
    U mnie wreszcie coś się udało. Ostatnio na dzikich wodach miałem piękne odjazdy i ciągle coś szło nie tak. To powoduje frustrację, a ją natomiast najlepiej rozładowuje się na komercji. Na początku nie było wcale łatwo. W wybranym miejscu udało się wydłubać na metodę małego karpia i tyle. W tym samym czasie dwa pozostałe brzegi były pełne radosnych okrzyków wędkarzy. Wędka ustawiona z wywózką pod wyspę milczała. Później poszło lepiej, wypatrzyłem ścieżki karpi. Trafiły się małe i średnie, ale sporo spadów z bezzadziorowych haków. W końcu odezwał się wywieziony, ciężki zestaw. Ryba zaraz po braniu poszła w moją stronę. Nie mogłem zaciąć, więc szybko zacząłem zwijać linkę. Złapałem kontakt z rybą i łukiem poszła nie zważając na fakt, że jest na zestawie. Niestety nie była dobrze wcięta i trzepnięciem pyska uwolniła się. Ponowna wywózka i po kilku minutach miałem 7kg, 78cm. Potem lunął deszcz. Część sprzętu powędrowała do auta. W deszczu branie przegapiłem na tyle, że po wędkę sięgałem już do wody. Chaos, nerwowość i spinka dużej ryby pod brzegiem. Po chwili kolejne branie i karp 65cm coś koło 5kg. Także sporo kontaktów jak na tak krótki wypad. Tylko 3 karpie na brzegu i masa spadów. Brak wyczucia i słabo przygotowany sprzęt, ale wreszcie jakiś materiał do wyciągania wniosków.
  17. 10 points
    To i ja coś wrzucę 1 czerwca to sandacze i Turawa rybki dopisały, trafił się tez przylow w postaci wąsatego, a dziś na stawie pięknie zameldowały się liny w sumie 6szt wyjętych
  18. 10 points
    I w końcu ja znalazłem trochę czasu . Dziś podudka o trzeciej i jazda nad wode a o piątej już pływanie z nastawieniem na sandacza . Niestety jedyny sandacz jaki sie zameldował to 40tak a i szczupak niezbyt duży , razem z kumplem zaliczyliśmy około sześciu sztuk ale tylko jeden miał wymiar i zapozował do zdjęcia 62 cm
  19. 9 points
    W sobotę i niedzielę wygospodarowałem czas przed zmierzchem i z nastawieniem łowienia okoni zameldowałem się z popperami i pieskami "wtd" nad Odrą. Słońce dawało w kość. Raz musiałem się wycofać w pobliże drzewa, by odpocząć. Plan był bardzo prosty. Poruszałem się na odcinku +/- 50 m i szukałem sygnałów od pasiaków. Kilka razy pokazywały się podczas prowadzenia woblera, ale zdecydowanych ataków nie było. Łowiłem spinningiem do 11 g z kołowrotkiem w rozmiarze 1000 i linką 0,08 mm. W niedzielę woda minimalnie opadła i podczas jednego z wyrzutów mój ulubiony i łowny żółty piesek, zanurzył się zbyt głęboko i wyłapał zaczep. Niestety już go nie odzyskałem. Jednak przed tym przykrym zajściem jeszcze pokazał swoją atrakcyjność dla ryb. Szczupak jakieś 65 cm jak nie lepiej;) Złowiłem też kilka krótkich okoni. Przynęty najczęściej których używałem. Doczekałem się w końcu ładniejszych sztuk. Bardzo mnie to ucieszyło, bo nie pierwszy raz tam zaglądam i wcześniej nic więcej niż okonie do 25 cm nie złowiłem. Trochę zwolniłem tempo. Podbijałem nadgarstkiem bardzo delikatnie i ślamazarnie zwijałem linkę. Nagle popperek zniknął bez śladu i bez charakterystycznego plusku przy ataku. Po chwili czuję pulsujący ciężar. Okoń pięknie walczył i na miarce okazało się, że ma 29 cm. To o takie mi chodziło. Pierwszy rozsądny pasiak w tym sezonie na powierzchniowego woblera. Zepsułem jeszcze trzy podobne brania. Jednak szczęście jeszcze się do mnie uśmiechnęło. Mocno się skoncentrowałem na prowadzeniu "pieska". Sytuacja powtórzyła się jak z popperem. Woblerek nagle po cichu zniknął pod wodą i po ułamku sekundy poczułem ciężar na wędce. Miałem wrażenie, że walczę z czymś większym. Tak było. Rywalem okazał się okoń 32 cm. W zasadzie to większego na wtd jeszcze nie złowiłem. To moje okoniowe PB na taką przynętę. do następnego spotkania:) Okonie 29 i 32 lecą do tabeli.
  20. 9 points
    To może i ja coś dodam od siebie, udało się przechytrzyć sandacza 62cm.Branie na uklejkę z gruntu.
  21. 9 points
    Dzisiaj 3 godzinki nad Wisłą w okolicach Krakowa, udało się skusić pierwszego bolenia w tym sezonie.. Branie na 8,5 cm bezsterowca od B.Usakowskiego Standardowo dwie pamiątkowe foteczki :
  22. 9 points
    Po wczorajszym 20 godzinnym łowieniu miałem sobie dzisiaj odpuścić, ale nie wytrzymałem w domu, zapakowałem rower i w deszczu pojechałem na domowy odcinek odry. 2h wystarczyło aby capnąć 67cm na Mega Teez. Dopiero wieczorem sobie przemyślałem wszystko i wyszło na to że wszystkie ryby narazie łowie na jaskólki 🤔 i to nie małe😁
  23. 9 points
    Wczoraj nocne łowienie poza Wrocławiem. Warunki trudne, wysoki stan wody, silny uciąg i przebijanie się przez haszcze aby dojść do wody. Około 3h dłubania i jedna ale konkretna rybka Branie blisko brzegu na Gloog Nike 8cm podczas przetrzymywania w nurcie. Celem były nocne sandacze ale póki co przegrywam tę walkę z kretesem. Dobrze, że trafił się ten kleń bo morale jak chodzi o nocny spinnig spadłoby niebezpiecznie nisko.
  24. 9 points
    Zmiana miejsca i taktyki. Jak na moje wody to już jest kawał ryby😎
  25. 8 points
    W tym sezonie obiecałem sobie, że więcej czasu poświęcę odrzańskim sumom. To jedyny drapieżnik, na którym mi nie zależy, żeby łowić rekordowe i maksymalnie duże. Wiadomo, że w 100% nie mam na to wpływu, ale staram się typować takie miejsca, gdzie jest nadzieja pomijać te największe. Ułożyłem swój sprzęt, aby z tymi do 10 kg hol trwał nie dłużej niż parę minut. Na ile uda się plan? Zobaczymy w trakcie sezonu. Na początek z wytypowanego miejsca dostałem jednego, mam nadzieję na rozgrzewkę, mierzącego 90 cm. Następnej nocy miałem trzy brania. Za trzecim razem trafiłem w tempo i przez dwie minuty walczyliśmy. To był większy okaz, ale dawał się już podciągnąć. Przy jednym ze zrywów uwolnił się.
  26. 8 points
    Dzisiaj po znów po pracy znów wybrałem na godzinkę się na "moją" miejscówkę w poszukiwaniu okoni. Na start Gunki Whiz i w niedługim czasie zameldowały się 4 maluchy po czym brania się skończyły. Zmiana na 5 cm Shad Teez Slim dała kolejne 3 i znów cisza. Czasu już mi za wiele nie zostało ale postanowiłem dać jeszcze szansę jednemu z moich ostatnich zakupów - Staszkowi (Stanley the Sticleback). Kilka rzutów bez brania, zmiana miejsca o kilkanaście metrów i znów kolejny maluch na kiju który po chwili się odczepił. Kolejne 2-3 m prowadzenia przynęty i znów branie i po chwili na brzegu melduje się przyzwoity (przynajmniej jak dla mnie) okoń 26 cm Na zestawie ultralight taka ryba daje mega frajdę
  27. 8 points
    1,5 tygodnia temu pływaliśmy łódką na jeziorze. Trochę inaczej jak na tą porę roku. Ale czasami trzeba nieco zmienić. W trakcie tego wyjazdu trafiliśmy na miejsce gdzie intesywnie żerowały na drobnicy okonie. Największy stwierdził, że chce mieć fotkę ze mną :D:D
  28. 8 points
    Wczoraj 4 liny oraz leszcz. Największy 45. Dołożyłem karpiówe z włosem, w zasadzie to mój pierwszy taki zestaw. Gigantyczna porcja na topornym zestawie z klipsem wylądował 5 m od brzegu. Dwie pierwsze rybki wpadły co cieszy. Bo już sie zastanawiałem czy długość włosa dobra czy może przypon za długi itd. Z rana miało padać to nie padało. Teraz miało nie padać to napier****. A ciągnie nad wodę choby magnes
  29. 8 points
    Ostatnio łowię ze zmiennym szczęściem. Wyprawy stacjonarne kompletnie bez efektów. Sandacz- bez pociągnięcia, wczorajsza nocka na suma ze zrywkami- zero. Za to łowienie z pontonu- dużo lepiej. Ryby może nie imponują wielkością, ale na każdym wypadzie miałem brania. Przede wszystkim koncentruje się na trollingu. Co cieszy na nowej dla mnie wodzie- są efekty. Poniżej kilka ujęć z tego łowienia.
  30. 8 points
    Wczoraj kolejne kleniowanie Trafiłem na 40 minut naprawde fajnego żerowania. 6 kleni na brzegu. Ok 3 spady i kilka brań nie wciętych. Na kijaszku do 9 gr juz fajna zabawa. Bolki nadal na Krakowskiej Wiśle trudne do sprowokowania. Ponizej 2 najwieksze sztuki
  31. 8 points
    Wczoraj atak na podkrakowski odcinek Wisły. Celem byly bolenie i klenie. Te pierwsze niezbyt chętne do współpracy. Za to jednego klenika udało sie przechytrzyć.
  32. 8 points
    Właśnie siedzę na Redzinie, było 15 minutowe eldorado i nastała cisza. Największy leszcz z dzisiaj, 52 cm.
  33. 7 points
    Dawno nie byłem nad Odrą. Warunki jeszcze trudniejsze niż ostatnio ale udało się "coś" wydłubać Branie na wobler Siek. Przynęta prowadzona wzdłuż brzegu tam gdzie był kawałek spokojniejszej wody. Atak praktycznie pod nogami.
  34. 7 points
    Duża woda na Odrze a ja nie radzę sobie w takich warunkach więc dla odmiany wczoraj komercja z kolegą @Booseib . Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem na tego typu łowisku ale było to nie mniej niż 8 lat temu. Brań bardzo dużo. Każdy z nas przerzucił kilkanaście karpików. Większość z przedziału 38-43cm. Ciekawostka. Kiedyś trafiłem na artykuł z danymi o tym jak szybko po złowieniu przedstawiciele kolejnych gatunków powracają do żerowania i można je ponownie złowić. Jeśli dobrze pamiętam to szczupak "głodniał" najszybciej. Wczoraj w odstępie 1h 35m złowiłem (jak się w domu okazało) tę samą wzdręgę. Za pierwszym razem na kukurydzę konserwową a za drugim na małą białą kuleczkę proteinową.
  35. 7 points
    W czwartek nie mogłem się zdecydować, na co się nastawić. Chciałem spróbować złowić bolenia, to znowu sandacza, a za chwilę wypatrywałem okoni. Spinning Mikado Da Vinci z wymiennymi szczytówkami 17 i 25 g dawał możliwość w miarę komfortowo łowić popperami, powierzchniowymi wtd, czy gumami na główkach jigowych. Sandaczowe woblery i cykady również leciały do wody. Głównym korytem Odry płynie mało zachęcająca woda i szukałem trochę spokojniejszej na pograniczu kanałów. Niestety w tym dniu absolutnie nie mogłem się zdecydować na jedną metodę. Uważam za swój sukces, że udało się złowić cokolwiek przez to moje niezdecydowanie. Kilka drobnych puknięć w perłową gumę Ripper Mann's 5,5 cm i w końcu na miarce melduje się przyzwoity okoń 29 cm. W wodzie ciągle się coś działo tylko nie u mnie, nie na kiju. Stąd ciągle szukałem jakiejś magicznej przynęty, by to zmienić. Niestety nie tym razem. Gdy zapadł zmrok, to już nie mieszałem i założyłem woblera JAXON HS KARAŚ UV 9 cm F 17 g. Rzuty to w lewo, to w prawo i na wprost. Po powierzchni i w toni. Nic. Tyle, co powiedziałem do kolegi, że w tym miejscu lubię łowić na przedwiośniu klenie i jazie na smużaki i nagle jak coś przywali w karasia! W pierwszym momencie stwierdziłem, że to nieduży sum. Chlapał się, jak na suma przystało. Nie spodziewałem się, że w tak dużą przynętę przywali jaź. Okoń leci do tabeli.
  36. 7 points
    Z mojej strony też jeden okoń nadaje się do tabeli. Miałem wątpliwości, czy jechać. Gdy złożyłem wędkę nad wodą, zaczęło padać. Duże krople spadały, jakby ktoś fasolę po wodzie rozrzucał. Szczęśliwie trwało to tylko kilkanaście sekund. Czarne i groźne chmury mogły w każdym momencie wypluć cały zapas zgromadzonej H2O. Łowiłem wyłącznie na bezsterowe powierzchniowe woblery wtd. Miałem kilka delikatnych prób zassania, dwa kapitalne ataki z wyskokiem nad wodę i z tego wszystkiego udało się złowić dwa okonie. Upatrzyłem miejsce, a w zasadzie okonie, w którym pasiaki lubią się kręcić. Technicznie teraz jest trudno, bo stoją w środku zielska o powierzchni ok. 10 m2. Każdy rzut w to miejsce kończył się ściąganiem zielska z kotwic. Gdy poziom rzeki jest wyższy, to można woblery przeprowadzić bez zaczepów. Teraz się nie da. Jednak dwie sztuki wydłubałem. Większy zmierzony (29 cm) do podmiany tabeli.
  37. 7 points
    Śledzę ten temat i czasami nie mogę się nadziwić. Wychwalanie pod niebiosa C&R i ogólne potępienie "dziadków" znad rzeki. Wydawałoby się, że są oni bardziej szkodliwi niż kilku biznesmenów, którzy pontonami "zabijają" kilkanaście kilometrów wody. Mam trochę inne zdanie. A nad Nysą bywam często... od prawie 30 lat. W różnych jej biegach i w obu województwach. I nie jestem bynajmniej miejscowym dziadkiem. W zasadzie to miałem się nawet nie wypowiadać, ale szalę przeważył artykuł o takich "etycznych" wędkarzach C&R znad Nysy w najnowszych WW. A zaczynał się od opowieści o ponad 90 cm boleniu, prawdopodobnie na rekord Polski, który nie został w ubiegłym roku zgłoszony. Jak myślicie drodzy Koledzy, dlaczego? Film dodany 9 kwietnia czyli w okresie ochronnym, który co prawda w tamtym roku na tym odcinku był zniesiony (przywrócony w tym roku tylko dlatego, że miejscowi "wędkarze" tłukli nie tylko bolenia ale i sandacza, a że do domu blisko to sami sobie dopiszcie jaki los spotykał rybę). Padła pewnie nie jedna 90-tka. Autor filmu ładnie nazywa wydarzenie tarła boleni - Boleniadą. Tak naprawdę to w 2019 roku, w którym obok youtuber-ów C&R, obok stali szarpakowcy z twisterami uzbrojonymi w kotwice i amatorzy boleniowego mięsa, którzy zamiast siatek mieli 120 litrowe worki na śmieci. "Spiningistów" nad wodą w kulminacyjnym etapie tarłowej wędrówki grubo ponad setka. Ale nawet taka rzesza "mięsiarzy" przez kilka lat nie wytłukła bolenia. Nikt nie reagował. Dlaczego - bo wolno, bo boleń to "chwast" nie ryba, bo nie ma okresu i limitu. Nie wiem czyje przewinienia gorsze - dziadków czy "etycznych" C&R? Dla mnie to winą tych dziadków jest to, że nie trzymają w dużej mierze ryby, które zamierzają zabrać w siatkach. Złapią jedną, ledwo wymiarową i ryba z reklamówki ląduje w krzakach, bo się nie opłaca noża brudzić. I to jest problem, bo Nysa jest naprawdę rybną rzeką, której nie zdołały wykończyć ani szamba, ani zatrucia, ani przyduchy. Nie wyrybią jej także miejscowe dziadki. A na koniec coś z ostatnich moich połowów na odcinku dolnośląskim. Prawie 50 cm świnki. Pozdrawiam więc wszystkich. I nie dajcie się ponosić "mowie nienawiści" tylko kije w dłonie i nad wodę bo ryby czekają. A odnośmy się do nich z szacunkiem, zarówno do tych co wypuszczamy, jak i tych, które ktoś chce zabrać ze sobą do domu. A przede wszystkim dbajmy o ich środowisko i nie śmiećmy. Oraz nie przeszkadzajmy im w okresach, w których się rozmnażają
  38. 7 points
    .Witam wszystkich.Wtorek 9.czerwca był dniem mojej drugiej wyprawy w tym roku na staw komercyjny.W okręgu PZW Częstochowa tylko na takim łowisku można złowić godną uwagi rybkę.Mam tu na myśli ryby tzw."spokojnego żeru".Uprawiam wędkarstwo spławikowe i tylko takie ryby mnie interesują.Na końcu filmu omyłkowo napisałem że złowiłem 4szt.karasia,w rzeczywistości był tylko jeden.
  39. 7 points
    Apetyt rośnie w miarę jedzenia 😀. Życzyłbym sobie takich pistoletów za każdym razem jak poluję na szczupaki bo 3 ostatnie wypady zerowałem. Pięknie łowicie! Gratulacje dla bywających nad wodą. Nieszczególnie mam się czym pochwalić bo wychodzi na to, że większe ryby podbieram kolegom niż sam łowię. Ostatnio nawet wchodziłem do wody za leszkiem 50+ bo wszedł mi w trzciny. Już był na ostatniej słomce ale się wypiął - zabrakło cierpliwości. Na pocieszenie dołowiłem czterdziestaka. Wczoraj szukałem kleni ale wydają się zupełnie nieaktywne. Może to wina brudnej, wysokiej, pędzącej wody. Nie wiem. Tak cienkiego majo-czerwca nie miałem odkąd poluje ze spinnem na klenie. Trafiły się na pocieszenie dwa przyłowy - kromny boleń oraz sumek 62cm. Sumek nie miał wymiaru i nie mogę go wkleić ale żebyście zobaczyli jego brzuch!!! Wyglądał jakby połknął piłkę! Jego głowa przy tym brzuchu wyglądała komicznie. Strasznie obżarty. Nawet taka sztuka w mocnym nurcie potrafi przećwiczyć zestaw kleniowy.
  40. 7 points
    Wieczór był dla mnie łaskawszy Nastawiałem się na sandacza i udało się złowić pierwszego w życiu. Może nie potwór, ale 52cm byly na miarce.
  41. 7 points
    Sobota z Łodzi 😎 plan był na spróbowanie metody vertical jigging 🤔 pochłonęłem trochę wiedzy od znajomych wędkarzy i jazda nad wodę. Przynęty jakie używałem do tej metody to jaskólki Westin TwinTeez 15cm glowka 21 g + dozbrojka. Wędka Westin W3 Vertical do 28g krótki kij jest obowiazkowy do tej metody z łódki. Echosada nowy nabytek na ten sezon Garmin striker plus 7sv i tu odrazy powiem, że echo dużo pomaga w zlokalizowaniu ryb, najbardziej mapa barymetryczna nie pływa się bez sensu albo na pamięć tylko bezpośrednio do celu który nas interesuje. Trafiłem 4 sandacze i jednego suma z czego 1 sandacz poprawił moje PB o 2 cm 😁 cieszyłem się jak dziecko. 78cmmetróweczka
  42. 6 points
    I jeszcze jeden z dzisiaj 😁 teraz mogę spokojnie na jakiś czas wrócić do sandaczy 💪
  43. 6 points
    Muszę gonić bo niegdy nic nie wiadomo, może jesień znowu będzie kiepska😂 dzisiaj domowa woda, sporo rybek w przedziale 20-27 dwie szt 33 ( tu będą zdjęcia) i oczywiście największe dalej w wodzie przez moją głupotę 😭 a mogła by być 4-rka z przodu 🤷‍♂️ Dzisiaj tylko obrotówki 👍
  44. 6 points
    Witam wszystkich.We wtorek 16.czerwca tym razem na wodzie PZW.Początkowo była ładna pogoda,później zaczęło lać.Miałem karpia na haczyku ale przypon 0,10 wytrzymał tylko 10minut.Złowiłem 21szt.leszczyków i zakończyłem wędkowanie 2 godziny wcześniej jak planowałem.
  45. 6 points
    Powrót na stare miejsce. Po 10 min mejduje się drugi identyczny
  46. 6 points
    Dzisiaj po pracy szybki wypad w poszukiwaniu okoni. Miejsce mam upatrzone - kilka razy już w ostatnich tygodniach tam zaglądałem i wiem, że okonie tam są bo wielokrotnie widziałem jak ganiały narybek. Niestety nie udało mi się na razie do nich skutecznie dobrać (w sumie kilka sztuk z czego tylko jeden powyżej 22 cm). Dzisiaj w końcu udało mi się wstrzelić z przynętą - gunki whiz 5cm na główce 1,5g. Godzinka łowienia i kilkanaście okoni złowionych (same maluchy ale nawet one na kijku do 5g dawały sporo frajdy) a do tego dwa sumiki i sporo zepsutych brań.
  47. 6 points
    Długi weekend za nami 😎 Zebraliśmy bandę pięciu szaleńców i czwartek, piątek i sobotę polowaliśmy na kropkowanych kolegów. Wyjazd bardzo udany . Mimo nie dokonać sprzyjającej pogody udało się wyjąć sporo fajnych ryb. Filmidło z wyjazdu
  48. 6 points
    Ja dzisiaj po 2 nieudanych próbach podejścia do okoni( w czwartek byłem na 1 barkach(koło mostu milenijnego) złapałem 8 okoni ale największy 20 cm i wczoraj 2 zimowisko bez kontaktu z rybą dopiero przeniesienie się do centrum przyniosło 4 okonie ale wielkość też niepowalała) postanowiłem dzisiaj dłużej pospać i spróbować łapać klenie na chleb w centrum. Miałem kilka wyjść naprawdę sporych klusek do chleba ale niestety nie udało się zaciąć, dwa ładne klenie spadły jeden 37cm na brzegu i jako przyłów jaź 47cm to mój nowy PB .
  49. 6 points
    Jaka tu cisza i spokój a na Odrze tyle się dzieje 💪 jak na razie jeden z lepszych sezonów 👍👍 Dziwne jest to że zaliczyłem już parę nocek a nie złowiłem żadnego sandacza po ciemku 🤔🤔 a wypady w dzień praktycznie zawsze kończę jakimś sandaczem bądź kilkoma.
  50. 6 points
    Okoń 31 złowiony na woblera Gembalę. Miejsce z którego kilka ładnych garbusów tu wstawiałem. Zawsze sprawdzam, czy jakiś tam się czai. I znowu się udało:) Leci do tabeli.
×
  • Dodaj nową pozycję...