Skocz do zawartości
tokarex pontony

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 17.08.2019 in all areas

  1. 14 points
    Ostatnie 3 dni postanowiłem poświęcić na łowienie na metodę na przydomowym wrocławskim stawie w środku miasta. Zamarzył mi się lin, o którego obecności w tym mocno zarośniętym zbiorniku słyszałem. Plan był prosty - nad wodą wcześnie rano, codziennie sypiąc i rzucając w wybrane miejsce. W 90% staw zarośnięty jest aż po powierzchnię wody. Wzdłuż zachodniego brzegu przebiega głęboko rynna, tworząc pas bez roślinności. Ulokowałem zestawy i nęciłem miejsce właśnie za rynną na krawędzi ściany roślin. Pierwszego dnia weszły karpie. Duże stada niewielkich osobników niemal z jednego rocznika (około 40cm), zdrowe i bardzo silne, co mimo małych ryb zawsze dawało frajdę bo brania wyrywające wędki a hol ciekawy wśród krzaków. Taka fala karpi pojawiała się regularnie każdego dnia i każdego dnia udało się wyciągnąć 5-6 sztuk. W niedzielę oczywiście posiedziałem dłużej nad wodą i po godzinie 9:00 brania karpi ustały a w łowisko wszedł inny białoryb. Pojawiały się co chwila małe leszcze i krąpie a także kilka byczków. Koło 10:00 nastąpiła seria ostrych, dynamicznych szarpnięć na wędkach. Po pięknym ugięciu szczytówki, próby zacięcia kończyły się niepowodzeniem. Zmieniłem przypon - zmniejszyłem haczyk i skróciłem odległość przynęty na włosie od haczyka. Okazało się, że sprawczyniami zamieszania były ładne wzdręgi. Jednak po wyholowaniu 2 sztuk, stado odeszło. Wiedziałem, że nie będzie łatwo lina trafić z biegu pierwszego dnia. Szczerze mówiąc zakładałem, że pierwsze poranki będą raczej bezrybne. Większy hałas w niedzielę nad stawem też nie sprzyjał planom. W poniedziałek przed świtem zacząłem drugi dzień nęcenia i łowienia w wybranym miejscu. Ponownie szybko pojawiły się karpie ale już koło godziny 7:00 w łowisku ryba zmieniła się. Zacząłem holować małe leszcze aż nagle szczytówka jednej wędki zaczęła szarpać "leszczowo" ale znacznie mocniej. Po zacięciu poczułem większy ciężar, ale jak to często przy leszczach bez większych oporów i walki. Osobnik miał 50cm długości. Szybko przerzuciłem zestawy licząc na stado. Ale o 7:30 brania ustały, a później wróciły karpiki. Trzeci dzień powtórzył scenariusz drugiego. Najpierw karpiki i chwile po 7:00 leszcze. Tym razem miałem dodatkową atrakcję, bo holując ładnego leszcza na jednej wędce, nastąpiło branie na drugiej. Dublet 50 i 45cm. Lina nie uświadczyłem, ale kolejne dni przede mną :)... Cały połowiony białoryb oczywiście dalej buszuje w tym stawie
  2. 12 points
    Linowa zabawa trwa w najlepsze. W oczekiwaniu na 5 z przodu...
  3. 11 points
    Na urlop wybrałem się w Bieszczady, domek wynajęty pod Baligrodem. Pierwszy dzień wyprawa w pobliskie lasy, gdzie buszują miśki Trzeba naprawdę uważać bo spotkanie może być nagłe i niezbyt miłe, co widać na poniższym obrazku jak traktują korę na młodych drzewach, obdzierając ją bez problemu można też spotkać żmiję zygzakowatą, która niechętnie schodzi nam z drogi choć niektóre zwierzęta są wprost jak oswojone i nie boją sie ludzi. To ogrodzenie sarna przeszła bo to nie jest dla niej żaden problem Żeby nie było, nie byłbym sobą, gdybym nie zamoczył kija w wodzie. Wykupując jednodniowe pozwolenie na wędkowanie w wodzie górskiej 50 zł, połowiłem w Sanie, który jest mega płytki lecz z wodą krystalicznie czystą. Srednia głębokość jest po łydki, czasem po kolana, są też dołki trochę głębsze, lecz nie połowiłem nic powalającego wielkością, owszem złowiłem 6 sztuk rozpoczynając połowy o 5tej rano a o 11 jest totalny brak brań....woda zbyt prześwietlona. Widać ,że populacja pstrąga w tej rzece jest liczna, bo łowiło obok mnie kilku wędkarzy lecz i oni nie złowili żadnego przyzwoitego pstrąga....śmialiśmy się, że te większe już wszystkie zjedzone, bo i wędkującej braci jest dużo. Choć wielkościowo rybki małe, ale same widoki są nie do zapomnienia Było mi dane łowić tylko jeden dzień, no bo tyle atrakcji i wycieczek czeka Bieszczady o świcie są magiczne i chyba jednorazowe na skalę całej Polski Miejsce wypału drewna w piecach retortowych....już wymierający zawód. W latach 70 było w Bieszczadach kilkadziesiąt retort, obecnie zostało ich parę Nie zapomniałem również o grzybach, gdzie w jednej miejscówce można zebrać kosz w 10 min Kulinarnie trzeba było odwiedzić kilka kultowych karczm, jedna z nich, chyba najbardziej znana to...Oberża Zakapior z tradycyjnymi potrawami Bojkowskimi i Łemkowskimi Tu jak ktoś oglądał serial o Drwalach z Bieszczadów słynne Zakapiory Bieszczadzkie spod pędzla Andrzeja Borowskiego, zwanego Żmiju. Dzień przed powrotem wybraliśmy się na fotosafari....co każdemu wczasującemu w Biesach szczerze polecam. Wyjazd przed świtem, bo wtedy najlepiej jest spotkać zwierzynę...nam się poszczęściło i zobaczyliśmy dwa stada żubrów dziko żyjących Zdjęcia nie są zbyt dobrej jakości, bo światło za słabe i zdjęcia z komórki, ale uwierzcie że wyjeżdżając z lasu na ogromną polanę,widząc stado 15 żubrów robi mega wrażenie....ma się wrażenie jak w Jurajskim Parku, a te tonowe kolosy wyglądają jak prehistoryczne stwory. Dalsza jazda zaprowadziła nas do bobrowego jeziorka w środku lasu jakieś 30 km od jakiejkolwiek cywilizacji, gdzie czas się zatrzymał Takich wczasów nie zapomnę do końca życia
  4. 11 points
    Ja wczoraj posiedziałem do 22.Jedna wędka za sandaczem, druga za amurem. Na ukleje dwa odjazdy i dwa małe sumki, natomiast kiedy zwijałem majdan nastąpiło wyczekiwane pi na drugim kiju i po krótkiej walce w podbieraku zawitał amurek 80cm. Ponieważ większość rzeczy była spakowana łącznie ze statywem do aparatu, a nie chciałem niepotrzebnie męczyć ryby dlatego szybka fotka w podbieraku i powrót do wody.
  5. 11 points
  6. 10 points
    Wczorajsze posiedzenie na Stawach Werynia (woda PZW) z zestawami pod karpia. Rzadko tam jeżdżę więc żeby mieć pewność złowienia ryby ,chociaż teoretyczną 😉 wybrałem zbiornik "no kill" Łowienie od 11.30 do 19.30 na 2 wędki. Pierwszy zameldował się ładny pełnołuski karp 72 cm na zestawie helikopterowym wyrzuconym ze 100 metrów od brzegu, przynęta to 12 mm kulka śliwka. Jako drugi "na metodę" w odległości dostępnej z procy karpik 54 cm , zasmakował w 10 mm kulce tuttifrutti + dumbells róża Trzecie branie to karp znowu "na metodę" na 10 mm tuttifrutti + dumbells czosnek, wielkościowo lekko większy od tego pierwszego, ale podczas podbierania wypiął się z haka. Na koniec już pod wieczór zjawił się karp znowu "na metodę" na 12 mm pelet truskawkę . Rozmiar 72 cm . Pogoda z lekkim wiaterkiem, bez słońca z deszczykiem pod wieczór. 3 dni wcześniej penetrowałem malutkie ciurki i dołki z wodą, ze spinem na lekko. Sporo okonia , kilka małych szczupaczków wielkości długopisu, jeden większy który się nie pokazał ale za to obciął wobka i jako niespodzianka ponad 20 cm wzdręga. Upatrzona w miejscówce widocznej na zdjęciu, szerokość tego oczka na rzece to około 3 metry i głębokośc ze 30 cm , co kilkadziesiąt sekund widowiskowe ganianie drobnicy jak na rasowego drapieżnika przystało, dlatego byłem w lekkim szoku jak na kotwiczce woblerka zobaczyłem krasnopiórkę 😃
  7. 9 points
    Dzisiaj szybki wypad nad Odrę poniżej Wrocławia, chciałem poszukać boleni bo kolega ostatnio był i wyjął 6 sztuk sportowych. Tak więc dzisiaj dzień boleniowo udany komplet sportowy jeden i jeden kabanik dobrze nabity 😀 Widać że zbierają masę na jesień... A u mnie wreszcie przełamanie 70+, oby tak dalej chciały współpracować.
  8. 9 points
    W zeszły piątek, wybrałem się z moim "sternikiem", czyli żoną na jezioro Czorsztyńskie. Chyba najpiękniejsze jezioro zaporowe w Polsce, populacja szczupaka, okonia no i oczywiście sandacza jest w tej wodzie naprawdę liczna, lecz jak to na zaporówce trzeba trafić na dzień, żeby połowić, mi niestety nie było to dane. Pływaliśmy wypożyczoną piękną łódeczką z przystani CZORT, mega stabilne, 4 osobowe łodzie, wyposażone w mocny silniczek elektryczny, który umożliwiał w miarę szybkie przemieszczanie się z jednej na drugą miejscówkę. Co ważne , nie trzeba mieć patentu żeby popływać łódką!!! Spędziliśmy na wodzie dziewięć godzin i nawet nie poczułem kiedy ten czas zleciał, bo widoki zapierają dech w piersi Jezioro bardzo głębokie w niektórych miejscach przekracza 40 m, podpłynęliśmy do ściany ....40 m w górę, kotwica ląduje w wodzie i ledwo starczyło 40 m linki, żeby doszła do dna Woda mega czysta, super widoczność, nawet widać do 3 m, choć niewiele jest tu tak płytkich miejsc. Jest kilka blatów, na których poławiane są sandacze i grube okonie , ale te blaty mają od 8 do 15 m głębokości. Braki w połowach zrekompensowały widoczki. Bywam dosyć często na Dunajcu w pogoni za głowatką, ale z perspektywy łodzi to 10 km jezioro ma zupełnie inny wygląd Na pewno zawitam tu na jesień, gdzie drapieżniki lepiej biorą.
  9. 8 points
    Czas wakacji to niby więcej czasu na łowienie . Mniej obowiązków rodzinnych nie trzeba dzieciaków wozić na zajęcia dodatkowe i takie tam . A jedna czasu i chęci na ryby brak okres letni w tym roku wyjątkowo zaniedbany pod względem czasu spędzonego nad wodą. Czwartek początek długiego weekendu udało się Wyrwać z Bacą i Tomachą rozprostować sznur . Dzień dość owocny trochę małego Lipienia jakieś pstrażki i Brzany które nie chciały pozować do zdjęć. Wczoraj chciałem zmusić choć jedną Brzanę do zdjęcia ale się nie udało 12h biczowania wody i na otarcie łez dwa fajne pstrazki udało się wyciągnąć. I filmik z Lipca i Sierpnia poskładałem w całość kilka ujęć.
  10. 8 points
    Wyposzczony po tygodniu zdecydowałem się wybrać na nockę. Gruntówek mogłem nie zabierać, żywcami, żywczykami nic się nie zainteresowało. Od rana zaczęło się robić ciekawie, 4 liny 35-45 cm oraz sporo płoci z toni, kilka powyżej 30 cm. Zaczęły się również wieszać kwadratowe wzdręgole, najlepsze dopiero przed nami Na pożegnanie miałem niecodziennie dla mnie zdarzenie. Łowię sobie na wymuldany pellecik płocie, grunt około metra na głębokości prawie 4 m i... Branie jak każde inne, zacinam i od razu emocje. Rekordowa płoć/wzdręga okazała się największym linem wypadu. W pełnym słońcu uderzył 20 sekund po zarzuceniu zestawu. Pierwszy raz dostałem lina z takiej toni, pierwszy raz łowiłem w toni na kilkuletni pellet. Ciekawe doświadczenie zebrałem, może te liny da sie łowić na ultra lighta? Sprawiłem sobie phenixa 1-7g, dobra pora na testy, zobaczymy.
  11. 7 points
    W sobotę postanowiłem odkurzyć spinning wrocławska Odra obdarzyła sandaczem 55cm,niedziela to juz metoda dzień pod znakiem leszczy jeden rodzynek w postaci lina 34 cm i wieczorny bonusik karp 8 kg
  12. 6 points
    Dziś cztery godzinki z rana , kuku i pęczak zrobiły swoje . Szału nie nie było ale nie nudzłem się
  13. 5 points
    Pogoda idealna, towarzystwo najwyższy sort, ryby chociaż niemrawe, to i tak coś na kijach się bujnęło. Spotkanie się odbyło i w zasadzie tyle można by napisać;) Na miejsce dotarł Radek, Fido i ja. Do dyspozycji mieliśmy całą miejscówkę zaznaczoną na mapce plus najtrudniejszą technicznie wnękę z kamienistą opaską. U mnie były małe okonki i jedno zebranie powierzchniowego woblera wtd. Radek również skończył na kilku okonkach i miał jedną fajną rybę na obrotówkę long. Ryba spięła się podczas holu. Jak pamiętam, to Fido na poprzednich spotkaniach łowił ładne ryby. Tym razem też pokazał klasę. Na swoją magiczną bezsterową rybkę złowił przyzwoitego bolenia. Formuła spotkań w szerszym gronie już się nie sprawdza. Koledzy, którzy dopominali się o takowe, zawiedli na całej linii. Mocnego przygięcia wędziska! pzdr., jaceen
  14. 4 points
    No to tak 😁 przypomniałem sobie o nocnych okoniach które w zeszłym roku łowiłem z powodzeniem. Telefon do kumpla i jedziemy. Ja pierwsze rzuty oddaje około 20.30 i czuje na kiju sporo białorybu, będzie grubo 😱 lecz do 21.30 bez konkretnego brania 😥 o 22 zaczęły się puknięcia lecz bardzo delikatne, więc taktyka z zawodów dwa rzuty i zmiana przynęty aż wkoncu się wstrzele i trafiłem guma shad teez 7cmgłówka 7g to je kusiło 😋 Największy z nocy na foto 37cm
  15. 4 points
    Cześć, Byłem dzisiaj trochę porzucać ale szybko zrezygnowałem przez upał. Długie spodnie tam to konieczność. Wszystko zarośnięte przez co ciężko podejść na brzeg i pozostać niezauważonym. Dwa mizerne wyjścia do przynęty i na tym się skończyło. Łącznie byłem tylko na 3 miejscówkach. Pod mostem i około 300 metrów od mostu. Na pewno wrócę tam jeszcze na dniach.
  16. 4 points
    Przegapiłem taką okazję aby cenne porady od mistrza dostać - a to szkoda Wszystko przez te wakacje - cóż musiałem walczyć na Sanie. Umiejętności mizerne to i wynik wędkarskie takie sobie ale miło i przyjemnie nocować trzy dni 5 metrów od brzegu rzeki. Jakiś pstrążek czasami wpadł do podbieraka, czasami człowiek wykąpał się przypadkiem (a że gorąco to tylko dokumentów szkoda).
  17. 4 points
    Witam wszystkich.W minionym tygodniu dwukrotnie zaliczyłem wędkowanie.Najpierw na wodzie PZW łowiłem leszczyki - 33szt.,było to we wtorek 20.08.,następnie w piątek 23.08. łowiłem na stawie gdzie chciałem złowić coś na patelnię. W piątek złowiłem trzy amury,dwa karpie i trzynaście karasi.
  18. 4 points
    Wybrałem się na bobrzańskie potoki a tu taka niespodzianka🤣 leci do tabeli 35cm
  19. 3 points
    Przyłów przy łowieniu pstrągów. Wziął na imitację ważki na 2gr główeczce. Rzeczka pstrągowa, głębsza rynienka ze spowolnionym nurcikiem, zacieniona szpalerem drzew.
  20. 3 points
    Nie 5 minut, to już tylko "minuta". _______________________ Dawno nie byłem na Wilczej i Niskich Łąkach. Przez ponad dwadzieścia lat wiedziałem więcej, co się dzieje w tych rejonach, niż na Grabiszynku gdzie mieszkałem. Pomijając tereny przybrzeżne, prace nad ścieżkami i budowanymi osiedlami, skoncentrowałem się na tym najważniejszym dla nas, na wodzie. Przy kładce Siedleckiej jakoś trzymałem się na nogach. Gdy podeszliśmy do rozlewiska, to zamarłem. Tego nie przewidziałem. Przyglądając się Ślęzie, dopełniłem obraz z wycieczki nad rzekę Oława. Nasuwa się słowo - dramat! Wróćmy do wędkarstwa. Przeszedłem z Radkiem odcinek Kładka Siedlecka - Most Oławski. W założeniu mieliśmy łowić tylko bezzaczepowymi żabami. U niego doliczyliśmy się ośmiu brań. Okazało się, że rozmiar 4 cm bardziej prowokuje. Ja łowiłem na 6 cm i zaliczyłem tylko jedno. Na brzegu nie wylądowała żadna ryba. U Radka na zakończenie przywalił piękny okoń. To był spory garbus. Niestety i on się wypiął.
  21. 3 points
    Proszę bardzo:) Jak można dostrzec na zdjęciu, na kotwicach został dołożony drut ołowiany. W ten sposób Darek wydobył z woblera to, co najcenniejsze, czyli odpowiednią pracę i ponad przeciętną łowność. PS Byliśmy jeszcze 30 min i skończyło się bez brań. pzdr
  22. 3 points
    W tym sezonie z okoniami jak na razie u mnie mocno pod górkę. Wczoraj zaczęliśmy półtorej godziny przed zmierzchem i było tylko jedno branie u Radka na poppera. Okoń 25 cm ląduje u niego w tabeli. Zostaliśmy jeszcze na wieczorne łowienie do 1:00, ale wybrałem złe miejscówki. Nic się nie działo. Dawno tak nie miałem.
  23. 3 points
    Łowie jeszcze (póki nieco wody jest) - czasami coś wędkę bardziej przygnie - wczoraj trafiłem na ładne brania - sporo średników - czasami coś wędkę bardziej przygnie
  24. 2 points
    W tym roku bardzo rzadko sięgałem po owadopodobne smużaki. Zainteresowały mnie woblery powierzchniowe o charakterystycznej pracy. Cały letni czas poświęciłem właśnie wspomnianym woblerom. Łowiłem na przynęty kupne i zrobione przez siebie. Wzorowałem się na Crazy Crawler, Adusta Zackrawl, Jitterburg Fishing, Molix Beetle, Savage Gear Cicada itp. Jestem bardzo zadowolony. Te przynęty wniosły duże urozmaicenie i z pewnością, na letnie miesiące będą jedne z pierwszych, po które będę sięgał. Najwięcej łowiłem na gumowe żabki, które też przerabiałem na crawlery. Wycinałem skrzydełko z poliwęglanu i przyklejałem je po uprzednim uformowaniu i sprawdzeniu, czy żaby poprawnie pracują. PS Zapomniałem dodać, że przynęty prócz charakterystycznej pracy mają jeszcze jedną cechę. Gdy się dobierze odpowiednie tempo prowadzenia, to słyszalne jest "plumkanie". Ten dźwięk z pewnością ma znaczenie, bo zwiększyła się ilość sumów, które udało się złowić. Klenie również nie odwracają się od nich i wygląda, że plumkanie pobudza do brań.
  25. 2 points
    To jest przyłów zeszłorocznego grzybobrania-ciekawy jestem ile uzbieram w tym roku
  26. 2 points
    Nawiązując do wcześniejszego wpisu, czwartkowa wyprawa z synem w poszukiwaniu okazałych garbusów kosztowała nas w mgnieniu oka 400zł. To druga okoniowa wędka w tym sezonie, która przez nieuwagę rozleciała się na kawałki. Dobrze, że mieliśmy w zapasie trzeciego travela i udało się wspólnie połowić. Okonie małe. Na powierzchniowe przynęty praktycznie bez efektów. Dopiero coś zaczęło się dziać na obrotówki. Duże longi od forumowego kolegi dały kilka drobnych okoni i przed samym zmierzchem wziął największy 29cm. Okoń leci do tabeli.
  27. 2 points
    17.06.2019 19:00-24:00 3 leszcze 55,50,35cm. peczek bialych robakow, od strony tasm
  28. 2 points
    Poranny wypad spinningowy nad Odrę zaowocował szczupaczkami oraz okoniami, ponad 20 sztuk, ale tylko jeden wędruje do tabeli a mianowicie 31 cm, przynęta 2 calowy keitech na 2gr główce, branie z daleka.
  29. 1 point
    W poszukiwaniu dużych nocnych kleni, a przy okazji sumów w "rozsądnych" dla mnie rozmiarach, poszczęściło się mi ładnym przyłowem. Łowiłem wyłącznie na gumową żabę Hokkaido 6 cm przezbrojoną i zmodyfikowaną na crawlera. Branie-atom! W nocy, atak kilka metrów od stanowiska nieźle mną wstrząsnął. Sierpień dla mnie rozpoczął się obiecująco:)
  30. 1 point
    Nocne garby krótki opis w temacie ,,wrocławska Odra'' leci do tabeli
  31. 1 point
    Ode mnie akcja „Zbieram śmieci … po zwierzętach” ---------------------------------------------------------------------------------- Jaki śmietnik jest w polskich parkach, lasach, górach i nad jeziorami i nad rzekami nie trzeba opisywać. Kiedyś nie sprzątałem cudzych śmieci. Parę lat temu to się zmieniło. ---------------------------------------------------------------------------------- Myślę sobie o bałaganiarzach jak o niezbyt inteligentnych zwierzątkach. Ot, tak jak człowiek próbuje nauczyć psa czy kota aby nie robił kupy w domu. Uda się raz lepiej raz gorzej ale jak już zwierzak nabałagani to się bierze i sprząta aby nie śmierdziało. Tak samo i ja. Zakładam, że ci co śmiecą po lasach i parkach to tacy pół inteligentni – nie sposób ich nauczyć dobrego zachowania na trawie czy w lesie. Więc kiedy wracam, do auta, z grzybów czy z ryb to po drodze zbieram śmieci (czasami do reklamów, czasami do podbieraka itp), ładuję je do bagażnika i wyrzucam do pierwszego kosza na śmieci po drodze do domu. Kiedy biegnę po miejskim parku to podniosę butelkę czy puszkę i wyrzucam do najbliższego kosza których po drodze nie brakuje. Bywam, w tych samych miejscówkach regularnie - korzyść jest taka, że następnym razem jest czyściej i nie muszę po raz drugi patrzeć na te same śmieci. Satysfakcja z akcji jest większa niż gorzki smak sprzątania po pół inteligentnych. Przy okazji mam poczucie lepiej spędzonego czasu – nie dość, że byłem „w terenie” to posprzątałem parę puszek czy butelek. Całego brzegu rzeki sam nie wysprzątam, ale jakby było nas więcej? Przyłącz się do akcji „sprzątam po … zwierzętach” Daj laika. Poślij dalej. Będzie czyściej
  32. 1 point
  33. 1 point
    Fido dzwonił do mnie jak wysiadałem z auta po 9h za kierownicą z czego godzina stania po wypadku , tak że myślami byłem z wami ale brakło siły 😭
  34. 1 point
    Siedziałem z batem nad wodą od 5 rano, a okazało się że najlepsze brania zaczęły się o 10 gdy już musiałem się zwijać.. to o tyle dziwne, że ostatni raz z batem byłem w tym samym miejscu i o 10 było faktycznie co robić, można zobaczyć tą wyprawę też u mnie na kanale. Czy ryby meldują się w danych miejscówkach o danych godzinach?
  35. 1 point
    U mnie spoony zdecydowanie się sprawdzają. Łowię w miejscach mocno zarosniętych dlatego najczęściej używam rapali ratlin minnow spoon bo mają antyzaczep. Łowiłem na podobne z aliexpress, brania też są, ale mają gorszy antyzaczep. Trochę twardszy i mniej sprężysty drut. Na gryzonie nie łowiłem.
  36. 1 point
    Gdyby ktoś pomyślał, że nasze starania i rozterki o dużego okonia tylko nas dotyczą, to polecam obejrzeć. Nie chodzi mi o czepianie się sytuacji na naszych wodach. Obejrzeć na luzie. Porównać swoje wyniki, ile potrzebujemy czasu i mamony, aby uzbierać kilkanaście okoni powyżej 30 cm. Jak przy innych gatunkach, tak są też miłośnicy okoni, którzy potrafią nieźle przewietrzyć portfel, by złowić kilka pokaźnych garbusów. A przecież nie zawsze w zaplanowanym terminie dopisze pogoda i aktywność.
  37. 1 point
    Przede wszystkim poczytaj to co już jest na forum. Po drugie na Twoim miejscu zastanowiłbym się nad inwestycją w sprzęt z dyskontu, np. Lidl czy Biedronka, jak sam powiedziałeś, na ten moment jesteś początkującym sam nie wiesz jeszcze czy "zarazisz" się tą pasją
  38. 1 point
    Tak jak mówisz staw dzbanowski nie potrzebuje nie wymaga opłaconych składek
  39. 1 point
    Też mi to na minoga wygląda. Co do linów zdarzyło mi się raz czy dwa, że przyłowiłem przy płociach z toni lina. Czasem widywałem nawet spławy linów. Ale raczej bym się nie nastawiał na polowanie z toni na nie. Na spina biorą wiosną jak jeszcze woda zimna. Dobre są twisterki motoroil. Brania słabe/tragiczne, ale jak masz dużo samozaparcia to da się
  40. 1 point
    To jest larwa jakiegoś chrząszcza wodnego. Podobna do żółtobrzeżka, ale to raczej będzie topień.
  41. 1 point
    Ostatnio kilka takich +/- czterdzieści wpadło. Dawały dużo frajdy na blanku muchowym, choć nie na muchówce 🙂
  42. 1 point
    W czwartek obiecałem Radkowi, że zapolujemy na wymiarowego suma. Przynajmniej będziemy próbować. Pierwsze wyjście wieczorową porą dało nawet sporo emocji. U niego około dziesięciu brań, u mnie podobnie. Niestety jemu nie udało się żadnego brania skutecznie wykończyć. Mnie dopisało więcej szczęścia i przed zakończeniem łupnął w nietoperza metrowy sum. W piątek postanowiliśmy poprawić. Do wody poleciały na początek gumowe żaby. Te, które najbardziej się sprawdzały. Ustawiam Radka w jednej z lepiej rozpoznanych miejscówek. Długo nie czekaliśmy. Stojąc kilkanaście metrów niżej, widzę kątem oka mocny atak w prowadzoną wierzchem żabę (4 cm). Za chwilę sytuacja się powtarza. Trzeci atak został skwitowany dobrym zacięciem i kleń ląduje do podebrania. Nie był to gigant, ale młodemu wędkarzowi daje wiele emocji. Macamy miejscówki dalej. Radek zachodzi kilkanaście metrów poniżej mojego stanowiska. Ja robię podobnie po każdych kilkunastu minutach obławiania swoich miejsc. Łowimy tak, żeby nie wchodzić sobie na głowy i żeby była odczuwalna samodzielność. Brania były średnio co kilkanaście minut. To powodowało, że nie było mowy o nudzie. W dodatku przynęty, crawlery, same w sobie dają się polubić za swoją pracę. W praktyce są cały czas pod kontrolą i nie da się przeoczyć zainteresowania jakiejś ryby. U mnie melduje się piękny kleń (49 cm) na większą wersję żaby 6 cm. Później popis dał Radek. W krótkim czasie łowi trzy sumki. Po kolei każdy większy. Tak w przedziale 40-60 cm. Przynęta nie inaczej jak nietoperz SG 3D Bat. Tym akcentem zakończyliśmy łowy. Będziemy próbowali dalej przechytrzyć jakiegoś wąsatego i wymiarowego drapieżnika. W poprzednim tygodniu złowiłem dużego klenia (56 cm) na żabę. I sumka na nietoperza SG 3D. Był jeszcze ładny kleń na swoją przynętę crawlera zmierzchnicę trupią główkę. W tygodniu spróbujemy złowić jakiegoś letniego okonia. Mocnego przygięcia!
  43. 1 point
    Kolejny amator kuku po zmroku, 49cm😃 Rano tradycyjnie dopisują fajne wzdręgi.
  44. 1 point
    Odra dzisiaj dała mi frajdę. Gruntówka, szynka na haczyku. Klenik 51cm.
  45. 1 point
    Dawid to może takie żabki lub inne gumowe bezzaczepowe przynęty dadzą radę tym warunkom. Na krowy nie mam sposobu. Sam kiedyś byłem w trudnej sytuacji, gdy domniemana krowa wsadziła łeb do kanapek na zasiadce. Dostała lep w czoło i gdy zobaczyłem, że z nozdrzy bucha dym, to dopiero oprzytomniałem i spojrzałem, co ma między nogami. Dobrze, że krzaki były niedaleko;) Zwykle jak smużaki. Rzut w poprzek, sprowadzanie wachlarzem i gdy nie wybiorę całej linki, to w drodze powrotnej ściągam przy opasce. Czasami pierwsze rzuty wykonuję właśnie wzdłuż opaski. Z nurtem po skosie też sprowadzałem i branie też się pojawiały. Żabami można łowić bez zmieniania, przyklejania dodatkowych elementów. Tak są skonstruowane, że w trudnych warunkach powinny sobie poradzić. To takie duże bezsterowe smużaki. Ja im doklejam skrzydełka, bo właśnie chcę uzyskać ten dodatkowy czynnik, jakim jest plumkanie i wzburzanie wody. Dozbrajam w kotwiczki w zależności od łowiska. Najczęściej omijam zarośnięte odcinki, ale powoli zaczynam i do nich sięgać. Tak wygląda przezbrojona żaba. Trochę skróciłem silikonowe frędzle, dodałem duże kółko łącznikowe i zawiesiłem dodatkową kotwicę. Można pozbyć się w prosty sposób tej dwuramiennej i pozostać przy jednej. Szablon jest prosty w wykonaniu, a poliwęglan łatwo się formuje. Później pozostaje tylko wygospodarować czas i wyrobić swoją normę godzin nad wodą. Efekty mogą być albo nie:) Gwarancji nie ma:) Kleń (56cm) na żabę 6 cm z soboty, bo to już sobota była;)
  46. 1 point
    Wczoraj wieczorem linowy armagedon. Nie liczyłem już później nawet liczby niewciętych brań. Na brzegu 4 szt. w tym 2 już ładniutkie. Brań w sumie zacinanych pewnie z 25 co przy linach na wiślanych dołkach jest rzadkością. Mniejszy miał 40 cm , a większy 46. Przegrałem walkę z lokomotywą w zaczepie. Na przyponie 0,22 nie miałem nic do powiedzenia. Dalsze pogrubianie przyponu ograniczy brania...i jak tu nie kochać tych zielonych cwaniaków
  47. 1 point
    Dziś pierwszy dzień nad wodą po wczasach, woda lekko podniesiona i bardzo czysta. Widziałe parę kabanów 60+, które odprowadzają mi woblera, ale jeden 58 cm skusił się na małego bonito w oliwkowym kolorze.
  48. 1 point
    Dzisiaj zapowiadał się upał, więc wypad nad rzeczkę wcześnie rano....3 godziny biczowania zupy dały fajny wynik.😊
  49. 1 point
    Rzeką płynie brązowa zupa, pewnie spuszczają Mietków. Woda bardzo podniesiona z ogromnym uciągiem....warunki iście poligonowe😡 Pomyślałem...nie ma sensu łowić w kawie bo i tak nic nie złowię, ale skoro byłem już nad wodą, to jak tu jechać z powrotem do domu. Trochę pochodziłem za rybkami, żeby zlokalizować ich obecność w takich warunkach....udało się i efekty były, nie jakieś powalające, ale w takich warunkach każda rybka cieszy. Sporo niezaciętych brań, ale kilka udało się wyjąć...kleniki 25-35, no i jeden pan bolek.
  50. 1 point
    Witajcie, Odkopuję kotleta. Znam projekt od podszewki, niestety to co widać to chyba wszystko na co możemy liczyć w tej części rzeki. Dawne kąpielisko otrzymało dwa razy pieniądze z WBO, większość funduszy oczywiście pochłonęły pozwolenia, projekty, plany. To co widać (stan na styczeń 2018) jest już efektem końcowym. Ławki są rozgrabiane i dewastowane przez okolicznych menelików, którzy chętnie z nich korzystają robiąc tam szaberplacyk. I to było głównym hamulcem projektu i dalszego jego rozwoju, że ludzie nie chcieli pchać do przodu rozwoju terenu (kolejnych projektów WBO), na którym jest, jak jest. Ale to sami ludzie muszą zacząć dbać o teren dookoła kąpieliska, gonić wandali i śmieciarzy, spacerować i korzystać z tego terenu, nie bać się a przywracać do życia. To naprawdę wspaniały kawałek zieleni. Idąc dalej mamy las Rakowiecki, tam także masakra, wycinka zdrowych drzew pod pretekstem organizacji zieleni na nowo, ZZM milczy od 2 lat, wciskając te same wytłumaczenia a tam już pusta polana, zaraz pod developerkę pójdzie. Co do samej rzeki Oławy i jej zarośniętej struktury dna i nabrzeży, pomijam czy dobrym jest czy też nie betonowanie nabrzeży i udrażnianie/pogłębianie rzeki. Betonowe nabrzeża to jałowa flora i fauna, ale to co jest teraz to 5 minut przed śmiercią tej rzeki. Nabrzeża są zdewastowane i wypłukiwane przez rzekę, której głębokość to 50 cm i 3 metry mułu i osadów. Wiem także, że nie będzie żadnych mechanicznych prac przy rzece, nabrzeża i roślinność maja zostać uprzątnięte, ale jeśli tak jak w Lasku Rakowieckim, to czarno widzę. Jedyna szansa dla oczyszczenia nieco rzeki to uruchomienie śluzy za szpitalem, aby spiętrzać wodę i powodować samooczyszczanie, ale to wymaga środków ale przede wszystkim monitorowania działań wraz z koordynacją cykli przyrody (tarło ryb, ptactwo, ssaki). Ale nawet jeśli to gdzieś się ten ruszony osad zatrzyma. Nie da się ot tak wjechać i wszystko przeorać, to wymaga wielu lat działań, pewnie 3 razy więcej niż zmarnowano zostawiając ten zakątek samemu sobie praktycznie od powodzi w 1997 roku. Temat skomplikowany i najwyraźniej niemożliwy do ruszenia choć trochę. Cholerna szkoda, piękne miejsce na łowisko (jednak PZW nie będzie zainteresowane), na sport, boiska do siatki plażowej, rowerki wodne a może i nawet na wyciąg narta/deska na wodzie. Kawiarenka, restauracja na miejscu dawnego kąpieliska. Tylko czy umiemy ze spokojem i na poziomie? Mam nadzieję, że ten kawałek odżyje, dla nas wszystkich. Chyba, że pójdzie pod młotek kolejnych inwestycji, mieszkań, firm chociażby jak tereny przy parku wschodnim, dawny stadion K.S. Burza. Lepiej sprzedać i zarobić niż inwestować, miasto jest zbyt zadłużone. Zieleni dookoła coraz mniej, a z wędkami na komercję pozostanie jechać. Szkoda, bardzo szkoda. Zapraszam do działań na rzecz utrzymania tego w obecnym stanie ale i ciśnięcia aby rewitalizacja przedmieścia Oławskiego, tak szumnie zapowiadana przez Wrocławskie Rewitalizacje poszła dalej. Nie tylko na "miękko" z przycinką drzew i krzaczorów, można pokusić się o projekt WBO w tym roku (jest chyba jeszcze 17 dni na składanie wniosku, mogę pomóc w pisaniu i zgłaszaniu projektu, ulotka jaką załączono powyżej była graficznie zrobiona przeze mnie i z prywatnych pieniędzy drukowana i rozdawana) lapmy solarne na nabrzeżu, dalsza rewitalizacja jednego i drugiego brzegu aż do "zielonego mostka", ścieżka biegacza, oraz edukacyjna dla dzieci, opisująca florę i faunę, by spacerując poczytać dziecku o otaczającej przyrodzie, ścieżki rowerowe amator i pro w Lasku Rakowieckim, tylko z doświadczenia wiem, że ludzie nie chcą głosować, gdy jest wiele innych potrzeb. Parking przy SP96 chociażby. Fakt, wiele jest potrzeb, bo przez lata we Wrocławiu ważny był dopieszczony rynek i mieszkaniówka ale prywatna. Mimo wszystko, jeśli ktoś ma energię, ochotę na działania, proszę pisać. Pozdrawiam jako wędkarz, przyszły tata i mieszkaniec Rakowca. Darek
×
  • Dodaj nową pozycję...